sobota, 23 września 2017

Od Vane CD Resney

...cholerę. Na co mi to wszystko? Znowu żyję rutyną, poniedziałek nie różni się niczym od niedzieli. Codziennie zasiadam przy tym samym biurku, zajmuję się najważniejszymi dokumentami, robię krótki obchód po pokojach innych członków, po czym pod koniec dnia wypijam kawkę i wracam do domu. Mogę chcieć, co mi się żywnie podoba, lecz tego błędnego koła nic nie zniszczy. Westchnęłam cicho, przykrywając swoją twarz czarnym dodatkiem na głowę.
- Vane? - odezwał się w pewnym momencie pytający głos Resney.
Ziewnęłam pod nosem, przy tym podnosząc się do siadu. Wciąż tyłek mając przyczepiony do powierzchni paneli, wychyliłam się spod biurka. Od razu wymieniłam się spojrzeniami z młodszą dziewczyną. Podczas gdy moje oczy były pełne znużenia, jej tryskały widocznym zdziwieniem. Wpatrywała się we mnie, jak w obraz.
- Co robisz na podłodze? - wydukała krótkie pytanie, otrząsając się ze wcześniejszego "szoku". W odpowiedzi jedynie uśmiechnęłam się tajemniczo, po czym podniosłam się i wywaliłam swoje ciało na fotel.
- Na podłodze? O czym ty mówisz... - prychnęłam, podpierając się o podłokietnik przyłączony do fotela. - Myślę, że powinnaś wybrać się do okulisty... Twój wzrok naprawdę się pogarsza... - dodałam, robiąc jeden gwałtowne odepchnięcie nogą. Zaczęłam się kręcić. Ha. Ha. Ha. Vane znowu odwala palma.... Zapraszamy wszyscy na pokaz dziecka z zoo...
- Przestań - w tym samym momencie wstrzymała przedmiot, na którym siedziałam ręką. Na moją twarz mimowolnie wpłynęło pełne wyrzutów spojrzenie. Rzucając je w stronę dziewczyny, wyraźnie wyczułam bijącą z jej mimiki irytację. Wywróciłam oczami, wygodnie rozsiadając się w swoim ukochanym foteliku.
- Co cię tu sprowadza, moja przenajdroższa Resney? - wypaliłam, unosząc pytająco brwi do góry. Wyczułam jak złośliwy uśmieszek, dosłownie sam pojawia się na moich ustach.
- Czy możesz łaskawie przestać zachowywać się jak niedorozwinięte, pozbawione umysłu dziecko?! - sapnęła, mrużąc swoje skupione na mojej osobie oczy. Co do nich - chyba miała ochotę mi je wydłubać.
- Nie lubię być obrażana... - westchnęłam, zakładając obie ręce za głowę. - Ale kontynuuj, zirytowani ludzie pod presją mówią prawdę, a i tak trochę mało wiem na temat wydarzeń sprzed ostatniego roku - posłałam jej pełen różnorakich emocji uśmieszek. Chyba moje kąciki ust za często są unoszone... Ach tak, w końcu nikt nie będzie za mnie udawał, że "wszystko jest w porządku, nie martwcie się o mnie, czuję się dobrze". I tak noszę w sobie wiele bólu od samego dzieciństwa, a teraz jeszcze spada na mnie wiadomość o śmierci Kiby i Peter'a.
- Lecz inaczej... - ugryzła się w język, przez co jej kontynuowanie przekomarzanek słownych zostało przerwane. Nabrała powoli otaczającego nas powietrza, po czym spokojnie wypuściła je z ust. - Jak się czujesz? - zadała kolejne z rzędu pytanie, bardziej opanowana.
- Zależy pod jakim względem - ponownie przybrałam na siebie maskę "tajemniczy uśmieszek nr. 2", w głębi duszy cicho się śmiejąc. - Bo psychika dawno wysiadła, lecz fizycznie czuję się dobrze. Niestety, rzędy bliżej niewyjaśnionych snów wciąż mi towarzyszą... - powiedziałam nieco ciszej, odwracając wzrok w lewo. - Powiedz mi, kto jeszcze zginął? - dodałam, nawet na moment nie odrywając oczu od podłogi.  Chyba ją odrobinkę zamurowało. Przez kilkanaście kolejnych sekund, jedynie stała i najprawdopodobniej przetwarzała sobie wszystko w głowie. Przerwało jej to, moje nieco zniecierpliwione spojrzenie.
- Mogę? - zapytała, wskazując wzrokiem na stojącego przede mną grata, na którego pulpicie było od cholery różnych niepotrzebnych plików.
- Ależ proszę bardzo... - w momencie podniosłam się na równe nogi i niczym szofer, lekko się schyliłam, tworząc coś na rodzaj ukłonu. - Kawę, herbatę? - dorzuciłam, za pomocą jednej ze swych mocy przenosząc się do stojącego kilka metrów dalej ekspresu.
- Nie dzięki... - wymruczała w odpowiedzi, wpisując jakieś rozmaite kody na moim sprzęcie. To nie był dobry pomysł. Właśnie w tym momencie dałam jej dostęp do wszystkich rzeczy, które odjebałam w internecie. Czysty, idealnie odjebane potknięcie. Aż śmiechłam.
- Tutaj jest lista wszystkich, należących do któregokolwiek klanu żołnierzy zarejestrowanych w głównej bazie danych - wyjaśniła, odjeżdżając na czarnym krzesełku kilka centymetrów do tyłu.
Odwróciłam się, przy tym szybko przybliżając swoją głowę do ekranu. Prześledziłam wzrokiem kilka bardziej i mniej znanych nazwisk, które były pozaznaczane różnymi kolorami. Nagle, zatrzymałam się przy jednym imieniu, które nosił już nie żyjący członek klanu Tsume. Gilbert Nightray...
- Znałam go - wskazałam palcem jeden punkcik na ekranie. - Czyli Mały Gilbercik, który śmiał się nazywać mnie dzieckiem, również nie żyje? - uniosłam wzrok na Resney, która nerwowo zaczęła przygryzać element swojego palca. Jakby wyrwana z transu, spojrzała mi w oczy.
Dlaczego mam wrażenie, że Gilbert jakoś... Cholera, nie mam pojęcia w jaki sposób mogę to określić... Czułam coś dziwnego w brzuchu, gdy ktoś wypowiadał jego imię, lecz zaraz później to wszystko zamieniało się w rozpacz i nienawiść do otaczającego mnie świata. Cholera, chyba coś jest ze mną nie tak... Spuściłam wzrok. Kapelusz, który trzymałam w rękach...  Chwila.
- To jest... - wyszeptałam, podnosząc przedmiot wyżej, aby dokładniej mu się przyjrzeć. - Kapelusz Małego Gilbercika... - przed oczami pojawiła mi się scena, gdy wsadzam jego zabrudzone od krwi i błota ciuszki wraz z papieroskami do prania. Tak, on na pewno musiał należeć do mężczyzny... Pamięć, proszę, nie zawiedź mnie...
- Kto przy mnie był podczas śpiączki? - wyrwałam się nagle, jak po swego rodzaju zastrzyku energii.
- Odwiedzało cię naprawdę wiele osób... On chyba też pojawił się raz, czy dwa... - dostrzegłam jak mina jej zrzędnie, przez co po chwili staje się przysłowiowym kłębkiem nerwów. Wyprostowałam się do pionu.
Dobra, przynajmniej rozwiązałam jedną zagadkę... - mruknęłam do siebie w myślach, siadając na śnieżnobiałym blacie. Założyłam nogę na nogę, przy tym mrużąc oczy i w końcu skanując Resney wzrokiem.
- Byłaś cały czas przy mnie...? - delikatnie przekrzywiłam głowę, widocznie zainteresowana narzuconym na mnie tematem.
- Rewanż, za pomoc przed tym całym syfem - westchnęła cicho, odwracając wzrok w bok. Skupiła go na stojącym nie daleko śmietniku. - Uważam cię za przyjaciółkę i po prostu nie mogłam cię wtedy zostawić... Kiba i Rocket musieli zająć się klanem, który stracił przywódcę - dopowiedziała, z powrotem przywracając swoją głowę do poprzedniej pozycji.
Teraz, to mnie wryło w fotel. Zachowywałam się w stosunku do niej tak chamsko, podczas gdy ona zajmowała się mym bezwładnym ciałem i podtrzymywaniem życia przez kilkanaście miesięcy. Mi zrobiło się widocznie głupio. Zaczerwieniona, zeskoczyłam z powrotem na ziemię.
- Dziękuję... - szepnęłam i do tego skinęłam głową. - Nie wiedziałam, że zrobiłaś dla mnie tak wiele.. - nadmieniłam, przysłaniając swoją zarumienioną twarz, białą grzywką.

<Dialog, ale bardziej w moim stylu. Resney?>

OD Resney CD Vane

Gdy dostałam telefon Vane, natychmiast wybrałam numer do Rocketa. Ledwo co trzymałam telefon w dłoniach. Cholera jasna, skłamałam. Ledwo co złapałam oddech na wybranie numeru. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam, aż ten szczur odbierze.
- Co tam Vane? Gdzieś ty się kurwa patoczyła wczoraj?!
- Rocket, tutaj Resney...
- A po cholere ci jej telefon? ZROBIŁAŚ JEJ COŚ?! Przysięgam je--
- Rocket, za przeproszeniem, stul pysk i słuchaj, to ważne - wstałam, podchodząc do okna.
- Widzę, że naprawdę musi być to ważne. Dobra, mów.
- Vane straciła pamięć. Pamięta wszystko o rok wstecz.
- Aha? I czemu nie powiedziałaś jej, że straciła pa-- MOMENT CO!? JAK?! 
- Dostała najprawdopodobniej kijem baseballowym w głowę.
- OD KOGO?! JAK JA KURWA ZNAJDĘ TEGO GNOJKA T--
- Nie znajdziesz, bo nie ma tego na kamerach. Przyjechałam po nią od razu jak zobaczyłam, co się stało - w tym momencie zaczęły mi drżeć ręce.
- Resney? Mów do mnie! Czuje, że coś ukrywasz! Daj mi Gilberta do telefonu, on zna mój język!
-
 ... Nie żyje.
- Przepraszam, CO?
- Został zastrzelony. Jego czaszka pękła z dymem, a Vane nie pamięta go. Ani go, ani jej syna. Chyba oboje wiemy, co się stanie, jak się dowie. - zapadła cisza. I ja i on byliśmy w zjebanej sytuacji i oboje nie mieliśmy pojęcia, co teraz zrobić. Usłyszałam ciężki wdech.
- Bogu dzięki, że jej nie powiedziałaś... 
- Nie mów jej.
- Będę milczał jak grób - rozłączył się. Odłożyłam telefon na biurko i złapałam się za głowę. Mam nadzieję, że szybko zapomni o tym, że straciła pamięć. Nie chce jej co chwilę tłumaczyć, że była w śpiączce. Usłyszałam otwieranie drzwi. Vane wyglądała... Inaczej.
- Vane?
- Co? - warknęła na mnie. Szybko się spięłam. Ta... Już nigdy nie będzie taka sama.
- ... - odwróciłam wzrok - Nic już.
- To po co marnujesz mój czas?
- MOŻESZ PRZESTAĆ!? - podniosłam się i złapałam ją za koszulkę - zachowujesz się jak rozwydrzony bachor! Nie stałaś na nogach przez ponad rok, aż tak twój umysł zwariował, byś zachowywała się jak bezduszna istota?! Vane OGARNIJ SIĘ! Bo aktualnie zachowujesz się jak potwór, a nie jak przyjaciółka! - puściłam ją. Powiedziałam trochę słów za dużo, co...?
Skarciła mnie wzrokiem i wyszła. Załapałam się za głowę.
Biedna Vane...
Cierpi, ale nie wie dlaczego
Jej serce płacze, ale nie wie za kim
Tęskni, lecz nie wie po co
Ma żądzę zemsty, ale nie ma pojęcia za co...
...
- I żeby nigdy się nie dowiedziała. - spojrzałam na jej telefon i zaczęłam usuwać wszystko z jej pamięci, co było związane z jej dotychczasowym życiem.

Przepraszam, Vane, że nic nie mogłam zrobić...


<Vane?>

piątek, 22 września 2017

Od Viktora CD Yuri

Wpatrywałem się w jego czekoladowe oczy. Tak, to na pewno jest Yuri... Małe, bardzo wstydliwe i zupełnie nie wierzące w siebie dziecko. Ugh, chronologicznie, jest mężczyzną. Mimo wszystko, urok wciąż pozostał taki sam jak sprzed kilku lat. Czułem szczęście. Prawdziwą radość, którą w końcu wywołało coś innego, niż zwycięstwo w zawodach. Obecność drugiego, tak bardzo drogiego mi człowieka.
- Yuri... - wyszeptałem, podkładając swoją dłoń pod jego blady podbródek.
Dużo urósł, lecz mimo to dla mnie wciąż był mikrusem. Nie potrafiłem się powstrzymać, nie chciałem czekać. Nie minęło pięć sekund od wypowiedzenia przeze mnie ostatnich słów, a już tuliłem chłopaka w swoich objęciach. Brak jego słodkiego uśmiechu, niemalże każdej nocy przysparzał mnie o swego rodzaju załamanie psychiczne. Jest dla mnie kimś naprawdę bardzo ważnym. Więcej niż rodzina...
- Viktor... - wypowiedział w końcu moje imię, po czym mimowolnie wtulił się w kożuch przyodzianej przeze mnie kurtki.
Ułożyłem swój podbródek na jego ramieniu. Na prawdę, dla mnie ta chwila mogła trwać wiecznie, gdyby nie fakt, że mój podkoszulek z lekka zaczął stawać się mokry. Wyczuwając to, z mojego gardła wydobył się cichy śmiech.
- Rozklejasz się tak samo szybko, jak wtedy, gdy byłeś dzieckiem... - powiedziałem, przy tym delikatnie gładząc Yuriego po czuprynie.
Mimo to, wciąż czułem w nim wyraźną nutkę speszenia. Czy to dlatego, że aktualnie wyglądamy jak para homo, przytulająca się ( ͡° ͜ʖ ͡°)? Nie wiem. Naprawdę, zdanie innych w tej chwili miało dla mnie najmniejsze znaczenie. Był nieodłączną częścią moich myśli...
- Wyrosłeś! - stwierdziłem z uśmiechem, gdy tylko oderwaliśmy się od siebie.
Otarłem dłonią delikatnie zaczerwienione policzki chłopaka, wciąż delikatnie się uśmiechając. To było niesamowite... Znowu mogłem go dotknąć, przytulić... Byłem w siódmym niebie.
- Przejdziemy się? - zadałem w końcu pytanie, nurtujące mnie przez chwilę na krótki namysł.
W odpowiedzi jedynie skinął delikatnie głową. Co prawda, było to praktycznie nie widoczne, lecz mojemu świetnemu wzrokowi udało się wychwycić małe dygnięcie.
***
Po zebraniu wszystkich rzeczy i oddaniu kluczyka, wybyliśmy z publicznej hali lodowej. Prawdę mówiąc, miałem jeszcze godzinę jazdy na lodzie, lecz oczywistością było, że Yuri jest w tym momencie ważniejszy. Wspólnie, w dzielącej nas ciszy szliśmy przez ścieżkę w parku, który znajdował się nieopodal lodowiska. Kątem oka dostrzegłem wyraźnie świecące oczy towarzyszącego mi mężczyzny. Zawsze występowało u niego coś takiego, gdy w głębi duszy chciał coś powiedzieć. Wiedziałem o tym, byłem przekonany. 
- Musisz sobie wszystko przetworzyć w głowie? - zapytałem żartem, delikatnie szturchając chłopaka w ramię.
Ten nad wyraz spięty, odskoczył delikatnie, na co zaśmiałem się pod nosem. Zachowywał się, jak małe, przerażone zwierzątko...
- Będę musiał się zaraz zmywać... Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia - powiedział cicho, spuszczając swój wzrok na ziemię.
Wyraźnie czułem, że kłamie. Zirytowało mnie to, dosyć widocznie. W momencie pojawiłem się przed chłopakiem, który zaskoczony wlepił we mnie swój wzrok. Zanim cokolwiek dopowiedział, ułożyłem jego dłoń na swojej. Był zbyt zdezorientowany, wykorzystałem okazję i ułożyłem swoją drugą rękę na jego dłoni.
- A może jednak chciałbyś wpaść do mnie...? - zbliżyłem swoją twarz do jego, z delikatnym uśmiechem wypowiadając te kilka słów. - Zrobimy zakupy, a w domu przygotuję twoją ulubioną wieprzowinkę? - dodałem pół-mrukiem. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów...
<Yuri? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

czwartek, 21 września 2017

Viktor Nikiforov


Trzeba robić przeciwieństwa tego, czego ludzie od nas oczekują. Jak inaczej można ich zaskoczyć?

Znalezione obrazy dla zapytania magic wolf on ice

Imię i Nazwisko: Viktor (Victor) Nikiforov 
Pseudonim: 
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat
Rasa: Wilk
Orientacja: Biseksualny
Zauroczenie: -
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: Żołnierz
Żywioł: Lód i wiatr
Moce: 
- Zamrażanie danego obiektu.
- Tworzenie tarczy oraz broni z lodu.
- Tworzenie wirów powietrza, nie rzadko tornad
- Unoszenie się w powietrzu
- Unoszenie innych przedmiotów oraz ludzi w powietrzu
Umiejętności: Viktor jest przedstawiony jako łyżwiarz, który bardzo dobrze potrafi lądować trudne skoki. Jego skok popisowy to poczwórny flip, jednak potrafi jeszcze czysto wylądować kombinację składającą się z trzech poczwórnych. Jako jedyny jest w stanie zrobić cztery z pięciu obecnie ratyfikowanych poczwórnych. Jedyny, którego nie wykonał na naszych oczach to poczwórny loop. Umiejętności skakania Viktora, nie ograniczają się oczywiście tylko do lądowania poczwórnych - jest w stanie wykonać piękny (i trudny) potrójny Axel, a także kombinację poczwórny Toe-Triple Toe tuż pod koniec swojego programu. Biorąc pod uwagę, że może on wykonać wszystkie te poczwórne, musi być w stanie również wylądować ich potrójne odpowiedniki. Chyba nie muszę wspominać o tym, że jest świetnie wygimnastykowany?
Charakter: Victor ma podobną do gwiazdy rocka charyzmę i jest bardzo flirciarski. To bardzo dziwny człowiek, który lubi robić rzeczy w swoim własnym tempie i może być uważany za beztroskiego wolnego ducha. Nie lubi być kontrolowany przez innych ludzi, jak i nie daje wpłynąć na siebie innym. Często chodzi z głową w chmurach i jest również bardzo zapominalski. Potrafi być również szczery do bólu, więc gdy zauważy Niemniej jednak, nie jest za dobry w radzeniu sobie w emocjonalnych sytuacjach, może być w najlepszym wypadku dziwaczny, ale również (nieumyślnie) okrutny i nieczuły. Uwielbia swoim słodkim wyglądem oczarowywać panie (w niektórych przypadkach również mężczyzn), co jak można się spodziewać - wychodzi mu równie dobrze jak jazda na lodzie.
Cechy Charakterystyczne: Victor jest niezwykle urodziwym mężczyzną. Ma jasnoniebieskie oczy i platynowe, krótkie włosy. Jego przydługa grzywka opada na jego lewe oko. Mierzy 180 cm. Na co dzień przyodziewa zwykłe ubrania, lecz w swojej kolekcji posiada kilka strojów z zawodów w łyżwiarstwie figurowym. Tak - specjalizuje się w tym "zawodowo". Codziennie chodzi na treningi (no dobra, czasami robi sobie wagary), często wyjeżdża na różne zawody - jego całe życie w pigułce. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ciekawostki: 
- Jego ulubionym, japońskim daniem jest katsudon.
- Uwielbia pudle i posiadał ich kilka. Obecnie ma pudla o imieniu Makkachin.
- Ma mnóstwo fanów, na ogół niezależnie od wieku i płci.
- Ma własne łyżwy z pozłacanymi ostrzami i rosyjską flagą na obcasie.
- Jego popisowy ruch to poczwórny flip.
Kanon pisowni jego imienia to "Victor" jak widać w oficjalnych magazynach i oficjalnej stronie internetowej. Mimo to jednak pisownia "Viktor" jest poprawniejsza kulturowo.
Głos: link
Właściciel: Hw - Asia1509 Email - asiasimsy@gmail.com
1 2 3 4 5 6 7 8

Yuri Katsuki - dorasta


"Ludzie mówią, że bez miłości nie da się żyć. Osobiście uważam, że tlen jest ważniejszy."


Imię i nazwisko: Yuri Katsuki
Pseudonim:
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 24 lata
Rasa: Wilk
Orientacja: Biseksualizm
Zauroczenie: Dla niego nie pojęte jest zagadnienie miłości...
Klan: Desert Eagles 
Stanowisko: Żołnierz
Żywioł: Ciemność i Psychika
Moce:
~ Demons - Dzięki tej mocy, może przywołać demony, które są mu posłuszne.
~ Kontrola nad umysłem - Może zobaczyć czyjeś myśli, usunąć pamięć, oglądać wspomnienia, lub zrobić totalny bałagan w umyśle.
~ Inokineza - Tworzenie przedmiotów z niczego.
~ Płomienie - Yuri może wytworzyć niebieskie płomienie, które są groźne nawet dla demonów
~ Skrzydła - w każdej chwili na jego plecach mogą się pojawić trzy pary anielskich skrzydeł 
Umiejętności: Chłopak jest bardzo wytrzymały fizycznie i niestraszny mu jest jakikolwiek wysiłek fizyczny. Już w młodości był mądrzejszy od swoich rówieśników, co nie zmieniło się nawet teraz. Jego inteligencja nie jednego by zaskoczyła. Świetnie posługuje się wszelkiego rodzaju broni i jest ogarnięty w temacie składania pistoletów i tym podobnych rzeczy. Trzeba jeszcze wspomnieć, że przez te wszystkie lata trenował całkiem sam łyżwiarstwo figurowe i nie jeden raz zajął na zawodach całkiem dobre miejsce.
Charakter: Yuri jest zwany jako "łyżwiarz o największym szklanym sercu".
Jest to chłopak strasznie miękki i bardzo łatwo można go złamać, a przez złośliwą uwagę potrafi nawet popaść w kilkumiesięczną depresję. Przeważnie jest spokojny i łatwo się zawstydza, ale pokazuje, że umie zawzięcie rywalizować z innymi. Łatwo się zniechęca i nie wie jak poradzić sobie z porażką, lub problemem, który akurat w danej sytuacji go przytłoczył. Przez niezbyt kolorową przeszłości, nie lubi zawierać nowych znajomości, więc jest trochę oziębły, jak i szorstki dla nieznajomych. Nie umie powiedzieć wprost swojej oceny czegoś, gdyż jest zbyt nieśmiały i boi się, że jak powie głośno o czym myśli, to go wyśmieją lub zostanie przez to skrytykowany. Często, ale to bardzo często jest niezauważany, ale jakoś do tej pory się tym nie przejmował, a wręcz przeciwnie, cieszy się z tego powodu. Woli się nie wychylać, ani pokazywać swojego talentu też przez wspomnianą wyżej niemiłą przeszłość... Zwykle przebywa na uboczu i stara nie rzucać się w oczy. Tylko z zaufaną osobą potrafi normalnie porozmawiać i zwierzyć się jej, powiedzieć o swoich problemach. Podczas zawodów wydaje się być chłodniejszy i bardziej egocentryczny, ale jest to spowodowane lękiem przed porażką i jego chęcią wygranej. 
Tylko zaufanej i bliskiej osobie potrafi powiedzieć co go dręczy lub co leży mu na sercu. Niestety takowej osoby w swoim życiu nie posiada. Można powiedzieć, że boi się ludzi, a także odpowiedzialności jaką niesie zaufanie komuś. Już raz zaufał innym i to był jego błąd, który teraz go prześladuję w dzień, w dzień. Co noc budzi się z krzykiem, przez nękające go koszmary i wspomnienia z dzieciństwa.
Cechy charakterystyczne: Chłopak ma czarne włosy, które często zaczesuje do tyłu, chcąc dodać swojemu wyglądowi powagi. Jego czekoladowe oczy potrafią zahipnotyzować kogokolwiek. Wygląda na drobnego młodego chłopaka, przez co inni twierdzą, że jest bardzo słodki i uroczy. Może tego nie widać, ale Yuri bardzo dba o swoją formę i codziennie robi co najmniej kilka serii brzuszków, czy pompek. Mimo tego jak się prezentuje, to i tak jest wysportowany. Ma wyrzeźbioną klatkę piersiową, czego niestety zbytnio nie widać pod grubą bluzą. Ogólnie jego ciało jest wytrzymałe, jednak ma jedną skazę, której chłopak  nie cierpi i wstydzi się jej. Jest to duża blizna na plecach ciągnąca się od lewej łopatki, aż do kości ogonowej.
Ciekawostki: 
~ Nazwał swojego pudla Victor na cześć swojego idola.
~ Od dzieciństwa podziwia Viktora Nikiforova.
~ Ma tendencję do tycia.
~ Katsuki (勝 生) można odczytać jako „Urodzony do wygranej”, a Yuri (勇 利) można odczytać jako „Odwagi, aby wygrać”.
~ Ma urodziny 29 listopada.
~ Na co dzień nosi zamiast okularów, soczewki kontaktowe. 
~ Jest profesjonalnym łyżwiarzem figurowym.
~ Często jest nazywany Prosiaczkiem i Katsudonem.
~ Jest pełnokrwistym Japończykiem.
~ Wstydzi się swojej blizny.
~ Ma niską tolerancję na alkohol.
~ Jego prawdziwe nazwisko brzmi - Nightray.
~ Boi się zakochać, gdyż za bardzo obawia się zranienia.
~ Yuri przeważnie nie pokazuje się w miejscach takich jak: basen, czy gorące źródła, gdyż nie chce pokazywać publicznie swojej blizny.
~ W wieku pięciu lat trafił do rodziny zastępczej.
~ Bierze tabletki nasenne, gdyż nie potrafi zasnąć, przez nękające go koszmary.
~ Był bardzo związany z ojcem, a po jego śmierci popadł w depresję i zamknął się w sobie.
~ W swojej rodzinie zastępczej, zaznał wiele przykrości.
Rodzina:
Ojciec† - Gilbert Nightray
Matka - Vane Strange
Głos: link
Właściciel: Kurosakix3
Inne zdjęcia:
1 2 3 4 5

Od Kevina CD Flurry

- Więc, naszym dzisiejszym celem, jest ten oto budynek - wskazałem wzrokiem na wyświetlający się za mną obraz. Przedstawiał dosyć popularną restaurację, w której według naszych informatorów dzisiejszego dnia miało się odbyć spotkanie odmieńców. Tych, którzy uszli z życiem, lecz nie należeli do żadnego klanu. Na tą porę... - Mam nadzieję, że każdy zapoznał się z tym świetnym druczkiem? - dorwałem do łap kartkę, która leżała na całej stercie różnych dokumentów.
- Mam pytanie, co do punktu numer jedenaście... - jeden z obecnych na sali, po kilku sekundach uniósł swoją łapę delikatnie do góry. Przytaknąłem mu głową, na znak, żeby kontynuował. - Mamy dobrze się bawić? - widocznie skrzywiony, zmarszczył brwi.
Przysiadłem na biurku, z wymownym uśmiechem przyglądając się kolorowej broszurce, na której wybazgrałem uprzednio kilka liczb... No rzeczywiście. Chyba pod wpływem nagłej weny twórczej, do całości dołączyłem ten punkt.
- Jak dla mnie wystarczy, żebyście nie dali się zabić jak jacyś amatorzy... - prychnąłem, śledząc wzrokiem kolejno każdą liczbę. - Zabitego znajdę i zabiję jeszcze raz - prześledziłem dosyć spore grono swoim dobrze znanym wszystkim spojrzeniem.
***
Jak zwykle - wszystko poszło nam jak po maśle. Tym razem swoimi umiejętnościami musieli wykazać się snajperzy, którzy zmuszeni zostali do zabijania każdego celu, poruszającego się w obrębie pięćdziesięciu metrów od punktu. Niektórym nadprzyrodzonym udawało się jakimś cudem zwinąć z środka, inni po prostu stali sobie na dworze paląca papieroski... Zbuntowani są naprawdę dziwni. W sensie, ich polityka i sposób działania. Niektórzy, są zdecydowanie zbyt podobni do ludzi. Boją się najcichszego strzału. Co prawda tacy ginęli w ciągu kilku sekund, lecz sama ich obecność przyprawiała mnie o dziwną nerwicę. Jeszcze brakowało typowego tekstu: "Poświęcam się.. Bla, bla, bla", przed samą śmiercią. Na całe szczęście, usłyszałem to tylko raz... Jebani samobójcy.
- To co dziewczynki? Myjemy rączki i do domku! - puściłem krótką wiązankę słów, w stronę stojących obok żołnierzy. 
Cisza. Boże, czy doprawdy nikt w tym towarzystwie nie umie się śmiać? Mina widocznie mi zrzedła, wpłynęło na nią widoczne zmieszanie i znudzenie. Wywróciłem oczami i bez dalszego gadania spakowałem swoje manatki...
- Nowicjusze! Nie zapomnijcie o sprzątaniu - dodałem jedynie w stronę grupki młodych, stojących przy ścianie. 
Zamieniłem się w człowieka, po czym jakby nigdy nic wyszedłem z ciemnej uliczki. Dosyć chore. No cóż. Przemierzając chodnik powolnymi krokami, uważnym wzrokiem prześledziłem swój samochód, który stał zaparkowany przy jednym z supermarketów. Nie był to jakiś super-wypasiony sprzęt, lecz miałem do niego dziwny sentyment...
Siedziałem sobie kulturalnie na ławeczce w parku, z jedną nogą w rozkroku założonej na drugą. Ręce miałem całkowicie wywalone do tyłu. Ignorując dziwne spojrzenia ludzi, jedyne co w tej chwili robiłem, to bezszelestne przypatrywanie się otaczającej mnie naturze. Zadziwiająco piękny dzisiaj jest ten świat... A znając życie, coś to zepsuje. Zwykłe przeczucie i dochodząca do mojego nosa woń cukierków. Zapowiada się ciekawie. 
Dwie, kilka miesięcy temu poznane dziewczynki. Spały, czy może po prostu nie żyły? Nie wiem. Jednego jestem pewien - są w złym stanie. Aż serce, którego mnie pozbawiono, zaczęło się krajać... A może byłby z tej dwójki jakiś pożytek? Gdyby na przykład... Osz kurde, chyba nie jestem na tyle psychiczny, żeby... ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wziąć je do siebie i opatrzyć zadrapania, po czym zrobić obiadek i podać cukierki?! dobrze wiem, co masz na myśli ( ͡° ͜ʖ ͡°)  Słodko!
Jako, że jestem o wiele wyższy, większy i silniejszy, wziąłem sobie obie na ręce bez problemu. Tak, chyba wyglądam jak pedofil... Mam taką świadomość. 
***
Trochę niepoprawne byłoby przebieranie dziewczynek, czy opatrywanie im ran na brzuszku przez faceta, więc poprosiłem o to pielęgniarkę, która przypadkowo mieszkała dom obok. Oczywiście przystała na tym, jako, że "lubi pomagać ludziom". Kobiety mają więcej praw... Gdybym to ja, osobiście się nimi zajął, w momencie zostałbym okrzyknięty pedofilem...
Wracając. Siedziałem wraz z nieprzytomnymi gówniarzami w jednym pokoju. Zajmowały aktualnie moje przewygodne łóżeczko, które zmuszony zostałem im odstąpić. Przygryzając lizaka, spokojnie przeglądałem gazetę w towarzystwie małej laleczki... Hah... Już pisali o ostatniej akcji... 
<Flurry?>

Od Akane CD Ripley [+16]

Suka. Obie są tak samo nieznośne. Lać mnie za nie przyjście na zebranie? Kurwa równie dobrze mogłabym wszystkim pokazać fucka i wyjechać do Meksyku. Wywróciłam oczami. Jeszcze JA nie mogę jej lać, bo CO?! Bo jestem RUDA? Bo MAM MNIEJSZE PRAWA?! Niech obie mnie pocałują w dupe.

Hahaha! Patrzcie na jej włosy! Haha rudzielec!

Ej zobaczcie! Ej ty, Ruda! Posprzątaj! Do tego chyba się urodziłaś, nie?

Warknęłam.
- Jebana suka...
- Co mówisz?
- Nie, nic. - Uśmiechnęłam się trochę złośliwie. Nie dość, że jest przydupasem numer dwa, to jeszcze uważa, że jej wszystko wolno. Jakby przydupas numer jeden był jakoś różny. Tak samo, obie nie tolerują czerwonowłosych. Wyrwałam tkanine z jej uścisku.
- Umiem chodzić. I ci przypominam, że jestem twoim ochroniarzem, nie niewolnikiem. Chyba, że seksualnym - wystawiłam język. Gdy chciała mnie uderzyć, zrobiłam szybki unik. Ta skrzywiła się i otworzyła drzwi do auta.
- Uważaj na słowa, Akisa.
- Akane...
- No przecież mówię - wsiadła za kółko. Warknęłam cicho i wsiadłam do auta, zapinając pasy.
- Gdzie jedziemy?
- Podobno coś odkryłaś.
- Puree, ja zawsze coś odkrywam. Po naiwność facetów do ich orientacji seksualnej lub ich fetysze... - spojrzałam na nią z uśmiechem. Ta wrywróciła oczami.
- Breakin. - spojrzałam na paznokcie, mając skrzyżowanie ręce. Ta agresywnie złapała mnie za kołnierz.
- Posłuchaj, Ruda. Nie lubię grać w te twoje gierki, więc gadaj do rzeczy, albo...
- Albo co? Pójdziesz do Łapki i co? Wyleje mnie z klanu? Pff... Uważaj, bo mnie to jakkolwiek rusza - zaśmiałam się i powoli jej palce odrywałam od swojej koszulki - wyluzuj, ziemniak.
- Nie nazywaj mnie puree. Jestem Pure.
- To przecież mówię - zachichotałam - wracając - znów pozycja do irytacji - podobno gościu, co na tej ulicy sprzedaje cocaine, wie, gdzie jest szef tamtego za rogiem, którego zastrzeliłam. - zaczęłam bawić się elektryczną wiązką.
- I tyle?
- Ty byś zapewne go zlała do nieprzytomności. - spojrzałam na nią kątem oka. Ta zapaliła silnik i wpisała ulicę na GPS'a. Od razu pojechała.

****

Podróż, nudna, lecz w końcu zaparkowaliśmy niedaleko ulicy Breakin. Niedaleko stał barek western. Uśmiechnęłam się.
- Idę do środka - rozpięłam pasy, by wyjść, lecz ta mnie zatrzymała - Ej a za co t--
- Cicho! Zobacz - wskazała palcem na wejście. Stało przed nim dwóch facetów z białymi workami. Skubana uratowała sprawę... Farciara.
- No, to ja- ej, ej, ej! - Puree natychmiast chciała za mną wyjść, lecz szybko zamknęłam jej auto, ukazując w palcach klucze do jej auta. 
- Hej, chłopaki! - podeszłam do nich - podobno macie towar - pokazałam im pieniądze. Jeden z nich poszedł ze mną za zaułek.
- Dobra panie, załatwmy to szybko - pstryknęłam, otwierając samochód. Poszłam nim za zaułek i oparłam o ścianę.
- To ile chcesz towaru?
- ... Zero - wycelowałam w niego bronią.
- Co d- - miał właśnie uciec, ale Puree, go zatrzymała w ostatniej chwili.
- Masz 10 sekund, by powiedzieć, gdzie jest twój szef.
- Albo pożegnasz się z własnym językiem i głową w sumie też - wymieniłam się z moim celem obronnym. Spojrzałyśmy na siebie, śmiertelnymi wzrokami.
- Prędzej zginę. Nikt nie nabija naboi. - w tym momencie strzeliłam mu w nogę.
- Zakład?
- Okey, okey! Jednak tak! Przepraszam! Już mówię! Mój szef jest z gangu! N-Nie wiem jak się nazywa...
- Łżesz - warknęła Ripley - chcesz, żeby moja wredna Akisa.
- Akane!
- Strzeliła ci w drugą nogę? - złapała go za podbródek - pozwól, że spytam, JAK nazywa się twój gang? - facet był roztrzęsiony, jakby był z galarety.
- C-Cichy szum...
- Niezbyt kreatywna nazwa, wolałabym ciche zabójstwo. - powiedziałam z uśmiechem.
- GDZIE Jest wasza baza?
- W Shocktown! Niedaleko stąd! P-Proszę, nie zabijaj mnie...
Obie spojrzałyśmy na siebie. To co powiem, będzie dziwne, ale wiedziałam, co jej wzrok mówi. Warknęłam na tą myśl.
- Wybacz mały, ale zasady, to zasady - spojrzałam na zegarek i odstrzeliłam mu łeb. W tym momencie  Ripley znowu próbowała mnie zaatakować, ale ominęłam jej rękę. Tak samo jak próba potknięcia mnie, lub zwykłego wywrócenia.
- Ty...
- Tak wiem, to za zamknięcie mnie w aucie, tamto za nazwanie cię jebaną suką, a to, bo tak. Coś jeszcze? - przeszukałam go, biorąc kartę - Gotcha. Idziemy?
- Ty... Tsume się z tobą policzy.
- I niech policzy. Nie będę płakać, jak Łapka, machnie swoją Łapką - zaśmiałam się - taki żarcik.
- Ghr...
- Oj nie denerwuj się, Puree. Musisz wyluzować - wsiadłam do auta, zapinając pasy. Czekałam, aż ruszymy.

Ripley? Teraz tak łatwo jej nie trafić xD 
Mia Land of Grafic