Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuri. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

Stałem zamurowany w miejscu, patrząc jak mężczyzna znajdujący się przy mnie płacze. I co ja mam teraz zrobić? Nie chciałem go doprowadzać do płaczu... Po prostu uważam, że to co zrobiliśmy jest nieodpowiednie... I jak mamy teraz ze sobą rozmawiać? Ja szczerze nie potrafię spojrzeć mu w oczy.
- Spokojnie.... - niepewnie ująłem jego dłoń i pogładziłem jej wierzch. - Nie odejdę... Nie tym razem... - spuściłem wzrok na podłogę i jakoś tak poczułem, że chcę tu zostać.
Jednakże puściłem jego rękę i uśmiechnąłem się słabo. Czy to będzie dobrze jeśli zostanę? Czy może sobie pójść? Naprawdę już nie wiem... Nie chcę żeby były potem z tego kłopoty.
- Zostanę... - szepnąłem jakby sam do siebie i zdjąłem z siebie zimowe odzienie, które zdążyłem ubrać.
Czułem jak Rosjanin uważnie obserwuje każdy mój ruch, chyba bał się, że w ostatniej chwili postanowię zwiać. Westchnąłem cicho i odwiesiłem kurtkę na wieszak.
- Może zanim przejdziemy do jakiejkolwiek rozmowy to posprzątamy ten bajzel? - zaproponowałem, wskazując na walające się po salonie ubrania, nie wyglądało to zbyt zachęcająco...
Viktor jedynie pokiwał głową i już uspokojony bez słowa poszedł zacząć zbierać brudne ciuchy.
Kiedy ten się trudził tutaj ja postanowiłem pójść na górę ogarnąć ten burdel... I nie powiem, że było to przyjemne doznanie. Wszystko się lepiło od wiadomo chyba czego i nie szło się nie natknąć na tą białą maź... Co my tu odczyniliśmy?
- Yuri...? - odwróciłem się w stronę Rosjanina stojącego w drzwiach. - Skończyłeś już...?
- Ta... - odetchnąłem cicho i spojrzałem na reklamówkę wypełnioną papierami, a także śmieciami. - Trzeba to tylko wyrzucić...
Popatrzył to na mnie, to na reklamówkę, którą gwałtownie chwycił i wyniósł z pokoju. Uśmiechnąłem się pod nosem i zerknąłem dyskretnie na łóżko. Chyba jak na razie nie będę się do niego zbliżać, dla własnego bezpieczeństwa psychicznego. W końcu nie wiadomo co może się jeszcze wydarzyć.
Po chwili zszedłem na dół gdzie na kanapie siedział spokojnie Viktor. A jednak nie... Gdy tylko się zbliżyłem, mężczyzna cały się spiął i uśmiechnął się do mnie wymuszonym uśmiechem. Skrzywiłem się i niechętnie siadłem obok niego. W sumie kanapę też bym wolał unikać... No i zapanowała cisza na wieki, wieków... Ani ja, ani on nie zamierzaliśmy się odezwać. Siwus ciągle tylko bawił się swoimi palcami, a ja nie mając nic do roboty, po prostu siedziałem cichutko.
- To ten no... Jak ci się podobało?
Co? Przepraszam bardzo, czy ja się przesłyszałem? Czy on mnie właśnie spytał czy podobał mi się nasz stosunek? Nie no... Zajebiste pytanie, brawo Viktor. Jesteś po prostu mistrzem w zadawaniu genialnych jak twój mózg pytań. I co ja mam teraz powiedzieć? Chyba pozostawię to bez komentarza.
Odchrząknąłem cicho i odwróciłem wzrok w bok.
- Mogę zachować opinię dla siebie...? - mruknąłem pod nosem, a Rosjanin spuścił głowę. Czyżby liczył na inną odpowiedź?
Przecież mu nie powiem, że było zajebiście i możemy to nawet teraz powtórzyć! Choć... Nie. Może i było fajnie, ale to wszystko było spowodowane przez alkohol. Teraz już sam nie potrafię określić naszych relacji. Cholera....
Zarumieniłem się lekko i podciągnąłem kolana pod samą brodę, patrząc byle nie na Viktora. Przez niego serce wali mi jak szalone...

< Viktor? :3 >

niedziela, 10 grudnia 2017

Od Yuri'ego CD Vane

Spojrzałem w jej oczy, zastanawiając się czy mam jej powiedzieć prawdę... Najwyraźniej wcisnęli jej stek kłamstw, chcąc zataić przed nią, przeszłość...
 - Eh.... - wziąłem głęboki wdech i zerknął niepewnie na Viktora, który cały czas był przy mnie. Choć tyle dobrego... - Nie wiem, co oni ci wmawiali, ale nie jestem pewien, czy powinienem to rozgrzebywać....
Skierowałem swoje spojrzenia na szopa, który nerwowo wiercił się w miejscu. Czy on też w tym palce?
- Chcesz się dowiedzieć prawdy? - mój wzrok znowu powędrował w stronę mojej matki. - Chcesz wiedzieć kim jestem?
Przez chwilę w pomieszczeniu zapanowała cisza, przez co pomyślałem, że Vane się rozmyśliła, jednak ona skinęła nagle głową i utkwiła we mnie spojrzenie swoich bystrych oczu.
- No więc... - odchrząknąłem i poprawiłem błąkający się kosmyk moich włosów. - Nazywam się Yuri Katsuki... Jednak moje prawdziwe nazwisko to Nightray... Mój ojciec nazywał się Gilbert Nightray, a matka.... - zawahałem się i przełknąłem ogromną gulę w gardle. - A matką jesteś ty... - nawet nie czekając na jej reakcję zacząłem opowiadać dalej. - Ty i tata byliście zaręczeni... Pewnego dnia wyszliście z domu i już nie wróciliście.... Dowiedziałem się tego samego dnia, że tata nie żyje, a ty zaginęłaś... Zszokowany tymi informacjami uciekłem do lasu, gdzie porwał mnie jakiś mężczyzna... Trochę się działo, a później trafiłem do rodziny zastępczej, gdzie było jeszcze gorzej... - zakończyłem wszystko z delikatnym grymasem na twarzy. Nie lubiłem o tym opowiadać. Przez takie coś przed oczami stawały mi niep orządane obrazy z przeszłości. Nie miałem nawet odwagi, żeby spojrzeć matce w twarz.... Wręcz zbierało mi się na mdłości i z każdą chwilą czułem się jeszcze gorzej. Nagle zerwałem się z dotychczasowego siedziska i ignorując wszystkich, wyszedłem z pomieszczenia.

~~*~~

Gdy tylko uchyliłem powieki, pomyślałem, że to wszystko to był tylko zwykły sen. Niestety dźwięk sms'a wyrwał mnie brutalnie z zamyślań i leniwie musiałem wygrzebać się spod pierzyny, aby sięgnąć po telefon. Odblokowałem urządzenie i spojrzałem na ten nieznany numer. Skrzywiłem się nieznacznie i szybko odczytałem tajemniczą wiadomość. No tak... Teraz wszystko jest już jasne...
- Viktor... Kiedyś cię chyba zabiję... - spojrzałem gniewnie na śpiącego Rosjanina i wstałem z łóżka.
Musiał podać Vane numer mojego telefonu... Eh... Co ja z nim mam...
Po chwili jednak odważyłem się odpisać swojej matce. Chciała się spotkać, co było moim zdaniem zrozumiane, w końcu ulotniłem się wczoraj bez słowa... No, ale do psychologa to ja już więcej nie pójdę.
Zaproponowałem wyjście do kawiarenki, na co się zgodziła. Przez chwilę poczułem iskierkę radość w sercu, lecz szybko ją ugasiłem, nie ma co się ekscytować... Może później pójdziemy na cmentarz? Chciałbym jej pokazać grób taty.
Nie przedłużając podałem w sms'ie godzinę i adres miejsca spotkania, po czym poszedłem się ogarnąć. Zdążyłem nawet zrobić Viktorowi śniadanie i zanim wyszedłem z domu, wyprowadziłem Makkachina na spacer. Zanim ten Rusek wstanie to pewnie będzie już południe... Leń...

~~*~~

Zauważyłem ją, gdy tylko zbliżyłem się do drzwi od lokalu. Siedziała jakaś taka spięta przy jednym ze stolików, a jej wzrok przeskakiwał z osoby na osobę. Wziąłem głęboki wdech i nacisnąłem klamkę od kawiarenki, a wchodząc już czułem na sobie spojrzenie większości ludzi. Podszedł do stolika zajętego przez Vane i niepewnie zająłem przy niej miejcie.
- Cześć - przywitała się ze mną, posyłając mi niepewnie uśmiechem. - Jak tam?
- Dobrze... - odpowiedziałem grzecznie i spojrzałem na nią badawczo. Nie byłam jakoś bardzo do niej podobny... - Od razu mówię, że nie mam żadnych ciekawych tematów na rozmowę...

<Vane? :3>

sobota, 4 listopada 2017

Od Yuri'ego CD Viktor 18+

~~18+~~
W głowie szumiało mi od nadmiaru procentów, które z resztą były winne tej całej sytuacji, w której się znaleźliśmy... Nigdy bym nie pomyślał, że mogę być tak nieodpowiedzialny... Jak mogłem do tego wszystkiego dopuścić...? Aktualnie to oboje leżeliśmy w łóżku, nawet nie wiedziałem, jakim cudem Viktor zdołał mnie tu donieść, ale coś czułem, że po drodze wiele razy się potknął o własne nogi. Jego zimne dłonie od dłuższego czasu błądziły po moim rozgrzanym ciele, a koszulka, która stanowiła pewną przeszkodę, już dawno wylądowała na podłodze. Nie chciałem, żeby tak się ociągał, wolałem, żebyśmy od razu przeszli do punku kumulacyjnego...
- Vitya... - mruknąłem, napuszając zarumienione poliki. Złapałem wiszącego nade mną mężczyznę za kark i przyciągnąłem go do siebie. Dobrze wiedziałem, że on sam już jest na granicy i ledwo się powstrzymuje, więc po co to jeszcze bardziej przedłużać...?
Delikatnie musnąłem opuszkami palców jego różowe i lekko opuchnięte usta, uśmiechając się przy tym figlarnie, drugą ręką sięgając powoli do paska jego spodni. Jednak Rosjanin mnie ubiegł i uchwycił moje nadgarstki, które umiejscowił nad moją głową. Wydałem z siebie jęk zawodu i spojrzałem na niego zezłoszczony.
- No ej! - fuknąłem na niego i zacząłem się wiercić, nie czując się zbyt komfortowo. - Puść...
Nieświadomie otarłem się o jego krocze, na co łypnął na mnie wzrokiem pełnym pożądania. Ponownie się wyszczerzyłem, czekając na jego ruch....
Ku mojemu zadowoleniu nie musiałem długo czekać... Viktor polizał mnie po szyi, zaznaczając na niej mokre ślady, a także malinki, jednak nie zaprzestał tylko na tym. Stopniowo zaczął schodzić coraz niżej z pocałunkami, aż dotarł do przeszkody zwanej spodniami. W tym momencie puścił moje delikatnie zaczerwienione nadgarstki i zajął się rozbrajaniem paska, a także zamka. Zamruczałem cicho kiedy kolejna część mojej garderoby odleciała na podłogę, a białowłosy zaczął całować mnie po udach, do tego podgryzając co chwila skórę. Nie mogłem już kontrolować swojego głosu, więc po prostu dałem się ponieść chwili i wsunąłem palce między włosy Viktora, aby następnie cicho wyjękiwać jego imię.
Było naprawdę przyjemnie... Nam obojgu oczywiście... Szybko oboje już bez żadnych zbędnych ubrań, obściskiwaliśmy się bezwstydnie, nie przejmując się tym, że jutro możemy tego żałować...
Nagle Viktor odsunął się ode mnie i oblizał się, obserwując jak ja bezradnie łapię haustami powietrze, które tak się domagały płuca. Było mi tak gorąco i mokro, że miałem wrażenie, że zaraz oszaleję. Miałem już serdecznie dość tej całej "gry wstępnej"... Czy on się ze mną bawił...? Ugh... Gdy tylko spojrzałem na jego członka, który już od samego początku stał na baczność, poczułem, że chyba jednak czas na odwrót. Przecież "to coś" się we mnie nie zmieścić! Gdy tylko spróbowałem podeprzeć nie na łokciach, zostałem brutalnie pochwycony za biodra i przewalony na brzuch. Pisnąłem zaskoczony i zakrztusiłem się własną śliną. Niepewnie zerknąłem na Rosjanina, który jak w amoku, sunął palcami po moich biodrach, aż do pośladków. Mimo, że w moich żyłach płynęła spora dawka alkoholu, speszyłem się...
- Yuri... - wymruczał tylko i poczułem nagle jak napiera swoim przyjacielem na moje wejście.
Jęknąłem cicho i zacząłem się wiercić, jednak szybko zaprzestałem swoich czynności, czując jak mężczyzna wbija swoje paznokcie w moją skórę.
Grzecznie wypiąłem się w jego stronę i zamknąłem oczy, zaciskając palce na pościeli. Tak, jak się spodziewał, nagle poczułem okropny ból, w dolnych partiach ciała. To było nie do zniesienia, przez co zacząłem krzyczeć i płakać na raz. Na szczęście mój dominujący partner, wszedł we mnie do końcu i poczekał aż przyzwyczaję się. Zacisnąłem się na nim nerwowo lecz kiedy Viktor zaczął delikatnie głaskać mnie po boku, powoli zacząłem się rozluźniać. Kiedy dyskomfort minął białowłosy, zaczął wykonywać powolne ruchy biodrami. Wypuściłem powietrze z ust i zacisnąłem palce na pościeli jeszcze mocniej niż wcześniej, czując jak zaczynają drętwieć.
- Vitya~ - wyjęczałem słodko, kiedy ten gwałtownie przyspieszył swoje mocne ruchy. Nachylił się nade mną, tak że jego klatka piersiowa stykała się z moimi plecami, dzięki czemu jeszcze bardziej mógł wzmocnić swoje ruchy, które już mnie rozrywały od środka.
Muszę przyznać, że później zacząłem odczuwać z tego wielką przyjemność i pragnąłem więcej, więcej... Nie można było tego nazwać kochaniem się... To było pieprzenie się po całości... Robiliśmy to chyba całą noc, zmieniając przez cały czas pozycje... Wolę już nie wspominać o moich jękach i o tym bajzelu na łóżku...

~~*~~

Uchyliłem powieki i uniosłem pytający wzrok na wymawiającego moje imię mężczyznę. Mój umysł był otępiały, w sumie tak jak reszta ciała... Szczególnie ta dolna... Chyba nie mam w niej czucia... Tak właściwie co się stało? 
- Co jest...? - mruknąłem zaspany i zmęczony, rozglądając się dookoła. Dopiero teraz zauważyłem, że jestem nagi, tak samo jak Viktor. Wspomnienia z nocy zaczęły do mnie napływać z zawrotną prędkością, przez co moje policzki zrobiły się czerwone, a w oczach pojawiły się łzy. Podniosłem się na łokciach czego pożałowałem. Syknąłem głośno z bólu i stoczyłem się na podłogę z cichym jękiem. 
- Yuri...?! Wszystko w porządku? - Rosjanin spojrzał na nie mnie zaniepokojony, na co szybko zakryłem swój pas kawałkiem kołdry.
- Nic nie jest w porządku! - krzyknąłem zrozpaczony i w jednej chwili wziąłem swoje ciuchy, po czym poderwałem się z zimnej podłogi i uciekłem do łazienki, w której się zamknąłem na zamek. Po moich policzkach zaczęły cieknąć łzy. Co ja zrobiłem... Zapłakany wszedłem pod prysznic i trochę podłamany, puściłem zimny strumień wody, starając się jakoś uspokoić. Nagle otworzyłem szeroko oczy czując jak coś spływa po moich udach i dobrze wiedziałem, że nie była to tylko woda... Na drżących nogach stałem jeszcze chwilę pod prysznicem, po czym cały obolały wytarłem się w byle jaki ręcznik. Ubrałem się z prędkością światła i wyszedłem z łazienki. Dobrze wiedziałem, że Viktor na mnie czekał, jednak zignorowałem go i opuściłem jego pokój... Teraz już nic nie będzie takie, jak dawniej...

<Viktor? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

piątek, 3 listopada 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

Patrzyłem na niego wielkimi oczyma, zastanawiając się czy mam jeszcze jakiekolwiek szanse na wycofanie się z tego. W końu co mi da, że on mnie trzyma? W każdej chwili może pęknąć pod nami lód i wtedy ja i on wylądujemy w wodzie. Jakoś nie widzę siebie, pływającego w lodowatej wodzie. No, ale skoro Viktor jest taki pewny, że nic się nie stanie, to chyba mogę mu zaufać. - Dobra... - odetchnąłem cicho i na trochę drżących nogach, zrobiłem jeden ruch i odjechał w bok, odsuwając się od towarzysza. - Nie musisz ciągle przy mnie stać... Dam sobie radę...
Uśmiechnął się tylko do mnie, na co odwróciłem od niego wzrok, po czym dość niepewnie i powoli zacząłem krążyć po zamarzniętym jeziorze. Nawet nie próbowałem skakać, bojąc się mimo wszystko, że lód pod moimi płozami nagle się skurszy. Zato Viktor bez cienia zawahania robił wspaniałe skoki i różne akrobacje, które by mi się nawet nie śniło robić w tym oto miejscu. Pewnie nie bał bym się aż tak bardzo tego, gdyby nie pewne wydarzenie z mojego dzieciństwa, które miało miejsce kiedy byłem pod opieką rodziny zastępczej.... Na samo wpomnienie tych ludzi i czasu spędzonegi z nimi, robi mi się niedobrze...
- Yuri? - poczułem jak mężczyzna łapie mnie za ramię i przyciąga do siebie. - Wszystko w porządku? Marnie wyglądasz...
Spojrzałem na niego zaskoczony i wysiliłem się na słaby uśmiech, kręcąc przy tym przecząco głową.
- Spokojnie... Miałem tylko chwilową zwiechę mózgu... - zaśmiałem się cicho i ująłem jego znacznie cieplejsze niż moje, dłonie. - Pojeździmy razem...? Jak kiedyś?
Na jego usta wpłynął szeroki uśmiech, jak u dziecka, którego marzenia się właśnie spełniły. W jednej chwili objął mnie w pasie i przycisnął do siebie, tak że prawie między nami nie było żadnej wolnej przestrzeni.
- Nie o to mi chodziło...! - spaliłem buraka, ale on zignorował mnie i zaczął ze mną tańczyć, jak na jakimś balu. - Viktor...
Napuszyłem policzki i po prostu pozwoliłem żeby mnie prowadził. Muszę przyznać, że to było bardzo przyjemne uczucie, którego od bardzo dawna nie czułem. Moje obliczki były oblane rumieńcem, a serce co chwila przyspieszało, kiedy tylko Viktor mocniej zacisnął palce na moim biodrze. Nic nie poradzę na to, że moje ciało tak reaguje, akurat na niego...

~~*~~

"Dzikie lodowisko"... Na długo zapamiętam te określenie zamarzniętego jeziora. Nie mam z nim miłych wspomnień, lecz pewna osoba sprawiła, że przestałem się lękać lodu, który w istocie rzeczy mógłby załamać się i uwięzić pod wodą bezbronnego człowieka...
- Zdrówko... - Viktor uśmiechnął się do mnie i podał mi podgrzane piwo, zwane grzańcem, po czym usadowił się obok mnie ze swoim kubkiem.
Szczerze to nigdy jeszcze nie piłem grzańca, więc mężczyzna nalał mi wyjątkowo mało napoju, co mi nie przeszkadzało, nie lubiłem za bardzo alkoholu i wszystkiego co z nim związane...
- Obejrzymy coś? - zagadnął mój towarzysz i nawet nie czekając na moją odpowiedź, odpalił telewizor na byle jakim programie.
Niestety trafił na typowo erotyczny, na którym akurat leciało "50 twarzy Greya".
- Proszę! Nie! - jęknąłem, pokrywając się rumieńcem na całej twarzy. - Wyłącz to! To herezje!
- Ale to jest ciekawe... - odparł białowłosy, a mi normalnie szczęka opadła. Jak takie coś miało być ciekawe?!
Spojrzałem na niego podejrzliwie, a ten jakby nigdy nic, popijał sobie piwko, oglądając z zainteresowaniem film. Zaraz mnie coś strzeli... Czy on jest jakimś zboczeńcem...? Może lepiej będzie się stąd ulotnić...? Lecz gdy tylko odsunąłem się na drugi kraniec kanapy, od razu zostałem przyciągnięty przez Rosjanina, który dodatkowo ułożył swoją dłoń na moim biodrze. ........Umrę......

< Viktor? XD >

wtorek, 31 października 2017

Od Yuri'ego CD Vane

Wpatrywałem się ze zdziwieniem wymalowany w stojącą przede mną dziewczynę. Może wszystko byłoby spoko i fajnie, gdybym nie celował w jej głowę bronią, a ona we mnie... Do tego... Moje serce na chwilę zamarło, a twarz białowłosej zaczęła się rozmazywać. Niemożliwe... Nie wierzę w to...! Ona żyje?! Czemu o tym do cholery nie wiedziałem?! Dlaczego mnie nie szukała?!
Przegryzłem wargę i gniewnie zmarszczyłem brwi. Moja dłoń zaczęła nerwowo się trząść, a knykcie znacznie pobladły. Ona również wydawała się zaskoczona naszym jakże pięknym spotkaniem... Ale... Czy w ogóle mnie pamięta...? Gdzie ona była przez cały ten czas?
Nagle opuściłem rękę i schowałem pistolet, obserwując przez cały czas swoją matkę. Szczerze to miałem już tego po dziurki w nosie... Nie miałem ochoty nawet z nią rozmawiać, a dodatkowo znajdowaliśmy się w środku bitwy. Teraz jest moim wrogiem...
- K-kim ty jesteś...? - po chwili również opuściła broń, a ja zastygnąłem jak kamień, dotknięty jej pytaniem, mimo wszystko bolało...
Uniosłem na nią zbolały wzrok i nawet nie myślałem żeby silić się na spokojny ton.
- Czyli mnie nie pamiętasz... - prychnąłem zaciskając palce w pięści. - Żałosne... Żenada... Dno... Jak mogłaś mnie zapomnieć?! Może o tacie też zapomniałaś, bo było ci wygodniej?! - wykrzyczałem nagle, nie mogłem nic poradzić na to, że nerwy mi puściły.
Widziałem, jak patrzy na mnie tym swoim zszokowanym wzrokiem. Miałem ochotę wykrzyczeć jej w twarz co czuję, ale to nie był odpowiedni moment, na rozwiązywanie takich spraw. Jedyne co teraz czułem to złość i żal do osoby stojącej naprzeciwko mnie.
- O czym ty mówisz...? - spuściła wzrok na ziemię, a ja nie wytrzymałem i odwróciłem się do niej plecami. Lepiej się ulotnić, niż powiedzieć o słowo za dużo...
Po chwili przemieniłem się w wilka i co sił w łapać pognałem przed siebie, ignorując otaczający mnie hałas i zamieszanie. Chciałem od tego uciec, więc uciekłem i ukryłem się głęboko w lesie, gdzie skulony już w ludzkiej postaci, zacząłem cicho płakać...

~~*~~

Od spotkania z Vane minęło kilka dni, a ja i tak byłem tym wszystkim przybity. Chciałem ją jakoś zrozumieć, ale moja przeszłość nie pozwalała mi na to i po prostu była dla mnie kimś kto zapomniał o swojej rodzinie. Najlepsze jest to, że przez tyle lat żyłem w błędzie... Myślałem, że jestem już całkiem sam, a okazało się, że moja mamusia żyje i nawet mnie nie pamięta, dlaczego? Nie wiem... Może coś się stało, albo chciała zapomnieć...
- Mam dość... - westchnąłem i opadłem zmęczony na kanapę.
Najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji była rozmowa jednak czy byłem na to gotowy? Czy chcę poznać prawdę? Naprawdę nie wiem... Może przy następnym naszym spotkaniu (o ile do niego dojdzie) umówię się z nią na rozmowę? Lepiej jest najpierw wysłuchać co ma do powiedzenia i dopiero później się złościć...

<Vane? :P >

Od Yuri'ego CD VIktor

Nie wiem kiedy dokładnie się obudziłem, ale gdy tylko uchyliłem powieki, mogłem stwierdzić, że jest mi strasznie zimno... Mimo, że leżałem pod grubą kołdrą, to brakowało mi tego tajemniczego ciepła drugiej osoby. Do tego pierwszy raz czułem, że choć trochę się wyspałem. No, ale nie mogłem cały dzień leżeć w czyimś łóżku, więc bardzo powoli podniosłem się z łoża i odetchnąłem cicho widząc nie tak późną godzinę na zegarku, stojącym na szafce nocnej. Rozejrzałem się niepewnie po pokoju, po czym wyszedłem z niego. W całym domu było cicho, tak jak w nocy, co też dało mi do zrozumienia, że Viktor najwyraźniej wyszedł. Podreptałem sobie do kuchni, gdzie na podłodze leżał zadowolony pudel. Uśmiechnąłem się na jego widok lekko, kucając przy nim i posmyrałem go po brzuszku, na co zamerdał wesoło ogonem.
- Gdzie poszedł twój pan? - zapytałem cicho, dobrze wiedząc, że i tak mi nie odpowie. - Eh... Może coś przynajmniej zostało do jedzenia...
Wyprostowałem się i nagle w moje oczy rzuciła się niewielka karteczka, pozostawiona na stole z pieniędzmi. Zaciekawiony zbliżyłem się do drewnianego mebla i chwyciłem kartkę w palce. Przebiegłem szybko wzrokiem po treści liściku i odłożyłem go po chwili na jego miejsce. Spojrzałem na zostawione pieniądze i skrzywiłem się delikatnie. Nie chciałem brać od niego pieniędzy... Aż taki biedny nie jestem... Pokręciłem nerwowo głową i podszedłem do lodówki, z której wyciągnąłem resztki jedzenia z wczoraj. Sprawnie je odgrzałem i usadowiłem się przy stole, po czym zacząłem spokojnie jeść.
Bardzo chciałem żeby Viktor już wrócił...

~~*~~

Słysząc znajomy głos i wymówione przez niego swoje imię, zerwałem się z kanapy i poszedłem do korytarza, gdzie Viktor ściągał buty, uśmiechając się przy tym pogodnie. Od razu w oczy rzuciła mi się nieduża torba, trzymana przez mężczyznę. Zmrużyłem oczy, przypatrując się mu w zamyśleniu, godnym filozofa.
- Hej... - przywitałem się z nim cicho, a on posłał w moją stronę promienny uśmiech, po czym odwiesił swój płaszcz na wieszak i podszedł do mnie.
- Jak się spało? Zjadłeś coś? - objął mnie ramieniem, aby następnie zaprowadzić mnie do salonu, gdzie usadowił się ze mną na kanapie. Westchnąłem cicho, patrząc to na niego, to na tajemniczą torbę.
- Em... Dobrze mi się spało... I tak, zjadłem śniadanie... - obserwowałem zainteresowany, jak otwiera torbę i sięga po coś ręką.
Nagle moim oczom ukazały się cudowne łyżwy, jakby dopiero co kupione. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy i niemalże wyrwałem mu je z rąk, oglądając je uważnie z każdej strony. Miałem ochotę żeby piszczeć i skakać po całym pokoju lecz w porę się opamiętałem i wzruszyłem się widząc, już prawie zapomniany przeze mnie przedmiot.
- To są... - słowa ugrzęzły mi w gardle, a do oczu naszły łzy, kiedy przejechałem dłonią po dobrze znanym mi sprzęcie, może i wyglądał inaczej, ale dobrze wiedziałem, że to ten sam co używałem go w przeszłości.
- Tak... - pogłaskał mnie czule po głowie i otarł łzy, które spływały strużkami po moich policzkach. - To twoje łyżwy Yuri...
W jednej chwili przytuliłem się mocno do Viktora, na co ten zaskoczony moim ruchem dość niepewnie mnie objął.
- Dziękuję... - wyszeptałem łamiącym się głosem i wtuliłem twarz w jego koszulkę. - Naprawdę dziękuję... Za wszystko...
Poczułem jak gładzi mnie po plecach, przez co automatycznie zacząłem się uspokajać. W sumie to nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale w końcu odsunąłem się od niego i spojrzałem na plamę, na jego koszulce. Tak... Pozostałość po moich łzach i smarkach... Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok, zażenowany tym co zrobiłem.
- Wybacz... Potraktowałem twoją koszulkę, jak chusteczkę... - mruknąłem i podrapałem się nerwowo po karku.
Viktor zaśmiał się cicho i ku mojemu zdumieniu ściągnął z siebie brudne ubranie, które do tego odrzucił na bok. Zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony i w jednej chwili wstałem z kanapy, mając ochotę wybiec z tego pomieszczania.
- Yuri? - spojrzał na mnie rozbawiony, a ja przegryzłem wargę. - Coś nie tak?
- Wszystko jest w porządku! - prychnąłem i chwyciłem gwałtownie chwyciłem swoje łyżwy. - Sądzę, że wypadałoby je wypróbować...

<Viktor? :3 >

sobota, 14 października 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

Otworzyłem szeroko oczy, wpatrując się w niego z niedowierzaniem, malującym się na mojej twarzy. Znowu poczułem te irytujące łzy, których wcale nie chciałem. Zawsze mnie denerwują i przypominają mi jaki jestem słaby...
- Yuri - nagle po moich policzkach rozeszło się przyjemne ciepło, bijące z dłoni Viktora, które czule otulały moje czerwone poliki. - Już dobrze... Nie płacz...
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić...
Wtuliłem twarz w jedną z jego dłoni i powoli zacząłem się uspokajać. Jego obecność działała na mnie kojąco, co mnie jednocześnie dziwiło i cieszyło.
- Dziękuję - wyszeptałem łamiącym się głosem, a moje powieki stały się strasznie ciężkie i nawet nie zauważyłem kiedy zsunąłem się w objęcia mężczyzny.

~~*~~

Szyja piekła mnie niemiłosiernie, a palce na niej zaciśnięte, wbijały się w nią niczym gruby sznur, raniąc skórę aż do krwi. Nie mogłem nawet wydobyć z siebie krzyku, który i tak by nic nie dał... W końcu nikt tu mnie nie uratuje...
Po prostu się poddałem i odpuściłem sobie, wierzganie kończynami. Przymknąłem powieki i czekałem, aż ciemność całkowicie mnie pochłonie.

~~*~~

Poderwałem się do siadu, dysząc, jakbym przebiegł co najmniej maraton, bardzo długi maraton... Przetarłem z przyzwyczajenia oczy i rozejrzałem się po pokoju, aby nagle spiąć ze strachu wszystkie mięśnie. Nie rozpoznawałem miejsca, w którym się znajduję, co wywołało u mnie zdezorientowanie i obawę. Szybko jednak mój mózg zaczął kalkulować i doszedłem do wniosku, że jestem w sypialni Viktora. Wystarczyło tyko spojrzeć na szafkę nocną, gdzie znajdowało się ładnie obramowane zdjęcie mężczyzny i jego czworonożnego towarzysza. Mimo że w pokoju panował mrok, zauważyłem wiszący na ścianie duży telewizor i ręcz ogromną szafę, mieszczącą się gdzieś tam w głębi pomieszczenia. Ta sypialnia była, jak pół mojego mieszkania... Ale... Gdzie jest Viktor?
Odrzuciłem cieplutką kołdrę na bok i wstałem z łóżka, czując jak nadal moje serce pracuje na wyższych obrotach. Skierowałem się powoli w stronę drzwi, uważając aby po drodze nie wywinąć orła o jakiś przedmiot. Gdy tylko nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi, mogłem stwierdzić, że w domu panuje zupełna cisza i ciemność. Westchnąłem cicho i tym razem podszedłem do schodów, po czym zszedłem po nich do salonu, gdzie zauważyłem niezbyt wyraźny ruch na kanapie. Mógł to być to równie dobrze pies, ale wolałem się upewnić i zbliżyłem się do mebla. Ucieszyłem się kiedy okazało się, że to Viktor spokojnie sobie śpi, otulony grubym kocem. Jednak szybko zacząłem mieć żal do siebie, że przeze mnie on musi się tu męczyć, a ja sobie spałem w wygodnym łóżeczku...
Na chwilę kucnąłem przy pogrążonym we śnie mężczyźnie i wsunąłem palce w jego niesamowicie aksamitne włosy. Zawsze je lubiłem... Jego oczy, nos, a szczególnie ubóstwiałem jego uśmiech.... Eh... On jest cały idealny...
Już miałem wyprostować się i wrócić do sypialni, aby do rana oglądać telewizor, lecz nagle zostałem pochwycony i wciągnięty pod puszysty koc.
- Czemu nie śpisz?
Uniosłem wzrok na uśmiechającego się lekko Viktora, który aktualnie wpatrywał się na mnie z góry, a ja speszony zwijałem się pod nim, szukając przy tym jakiegoś sposobu ucieczki. Mogłem go kopnąć w brzuch, ale nie chciałem żeby przeze mnie czuł ból...
- Ja... Miałem koszmar... - mruknąłem, odwracając głowę w bok. - Nie mogę teraz spać... Wybacz... Nie chciałem cię obudzić...
Dobrze wiedziałem, że mnie uważnie obserwuje, co mnie peszyło, gdyż sama pozycja, w której się znajdowaliśmy, była bardzo krępująca.
- Posiedzę z tobą - odezwał się mój towarzysz, a ja zaskoczony skierowałem na niego wzrok.
- Co?
- Powiedziałeś, że nie możesz spać, w takim razie posiedzimy razem - uśmiechnął się do mnie ciepło, na co moje policzki na nowo zaczerwieniły się.
- To nic takiego... Możesz iść spać dalej... Nie kłopocz się tym... - szepnąłem i sprawnie wymknąłem się spod niego i stanąłem przy kanapie.
Szybko ulotniłem się z pokoju i wróciłem do sypialni, gdzie zakopałem się pod kołdrą. Nie chciałem, żeby Viktor był niewypoczęty przeze mnie. Nie chcę sprawiać mu kłopotów... Po chwili zacząłem szukać pilota, który leżał sobie na szafce nocnej obok przedtem zauważonego przeze mnie zdjęcia. Odetchnąłem cicho i włączyłem telewizor na byle jaki kanał. Opatuliłem się cały kołdrą i podłożyłem sobie pod plecy poduszkę. Nawet nie zwróciłem uwagi na drzwi, które lekko się uchyliły, ani nawet na to, że nagle znajomy osobnik płci męskiej usadowił się przy mnie z miską popcornu.
- Mówiłem ci, żebyś się mną nie przejmował - zmarszczyłem brwi i przerwałem oglądanie, jakże interesujących reklam, aby zaszczycić wzrokiem mężczyznę.
Ten tylko wzruszył ramionami i sięgnął ręką do miski.
- Co ci się śniło? - zapytał spokojnie, a ja nie ukrywałem niezadowolenia z jego pytania.
- Nieważne... - odparłem, mrużąc oczy.
Może i mu ufam, ale nie jestem gotowy, żeby opowiedzieć mu wszystkie wydarzenia z mojego życia, a szczególnie temat przewodni tych cudnych koszmarów. Viktor na szczęście przestał dopytywać, a ja oparłem głowę o jego ramię. Również zacząłem zajadać się popcornem, oglądając przy tym bezsensowne reklamy.

<Viktor? :3>

wtorek, 26 września 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

O nie, nie, nie, nie...! Jest za blisko! Powinienem go walnąć? Ja chcę tylko wrócić do domu, a ten o to osobnik chce zaciągnąć mnie do siebie.... To nie tak, że się nie cieszę z naszego spotkania po latach, jednak nie jestem taki jak kiedyś... Znacznie trudniej jest mi przebywać w towarzystwie ludzi, nawet jeśli osobą, z którą teraz spędzam czas, jest sam Viktor Nikiforov.
- Twoja propozycja jest bardzo zachęcająca jednak... - odsunąłem się od niego nagle i spojrzałem na niego przepraszająco. - Naprawdę nie mogę, wybacz...
Jego wyraz twarzy nagle się zmienił, co mnie całkowicie zaskoczyło, gdyż na jego pogodny uśmiech zniknął, a brwi niebezpiecznie się zmarszczyły. Miałem wrażenie, że go zdenerwowałem, co nie było przecież moim priorytetem, zawsze w młodości się starałem, aby był ze mnie dumny...
- Yuri... - wziął głęboki wdech, na co ja automatycznie się spiąłem i zacisnąłem wargi w wąską kreskę. - Czemu kłamiesz?
Przejrzał mnie... W sumie czego się spodziewałem po tak marnej wymówce?
- J-Ja... - spuściłem wzrok na swoje czarne, sportowe buty, które w tej chwili wydały mi się bardzo interesujące. - P-Przepraszam...
Nie wiedziałem czy jest mną rozczarowany, czy też może czuje do mnie niechęć. Wiem tylko, że nie dam rady przełamać tego strachu. Za dużo tych wspomnień we mnie się nazbierało, abym mógł komuś znowu zaufać.
- Przepraszam Viktor... - zacząłem nerwowo bawić się swoimi chudymi palcami, wyginając je na wszystkie możliwe sposoby. - Nie mogę... - urwałem w połowie zdania i odwróciłem się gwałtownie tyłem do towarzysza, przegryzając mocno wargę.
Nie powiem mu przecież tego... Nie chcę jeszcze bardziej psuć jego zdania o mnie...
- Yuri... - znowu usłyszałem swoje imię i poczułem silne ramiona, otulające mnie w talii, przez co wstrzymałem oddech, czekając na jego kolejny ruch. - Spokojnie... Jeśli nie chcesz, to nie będę cię do niczego zmuszał...
Na słowa mojego byłego trenera w moich oczach pojawiły się łzy. Powinienem go teraz odtrącić i przyjąć obojętny wyraz twarzy. Powinienem udawać, że wcale nie cieszę się ze spotkania... Ale zamiast tego odwróciłem się w jego stronę i przytuliłem się do niego mocno, ignorując łzy, które już od dłuższego czasu, kreśliły na moich polikach mokre dróżki.

~~*~~

Muszę przyznać, że dom Viktora, choć nie był ogromny, to sprawiał wrażenie dostojnego i każdy pewnie pozazdrościłby mu takiego lokum. Starszy podszedł do drzwi i otworzył je spokojnie, posyłając mi łagodny uśmiech.
 - Zapraszam do środ... - zaczął, lecz nagle został przewalony na ziemię przez dużego, brązowego pudla, który od razu zaczął lizać swojego właściciela po twarzy.
Reklamówki trzymane przez Viktora poleciały na ziemię wraz z nim,na co skrzywiłem się biorąc pod uwagę, że były tam jajka. Jednak mężczyzna najwyraźniej był z takiego powitania zadowolony, gdyż śmiał się głośno, klepiąc zwierzaka po boku. Uśmiechnąłem się lekko, co bardziej pewnie wyglądało jak jakiś grymas, ale nie przejąłem się tym i dalej obserwowałem tą dwójkę.
Kiedy pies w końcu zszedł z Viktora, całą uwagę przeniósł na mnie i oczywiście nie obyło się bez skakania na mnie i lizania.
- Makkachin! Nie męcz mi tu Yuriego. - platynowłosy odciągnął ode mnie pupila, na co ten zaszczekał kilka razy i wbiegł do domu, merdając wesoło ogonkiem. - Coś nie tak? - spojrzał na mnie zaniepokojony, najwyraźniej zauważył smutek w moich oczach.
Uniosłem na niego wzrok i pokręciłem przecząco głową.
- Przypomniał mi się tylko mój psiak... - uśmiechnąłem się smutno. - Pewnie już dawno zdechł... - szepnąłem sam do siebie, po czym poczułem jak Vitya obejmuje mnie ramieniem i wprowadza do środka.
Grzecznie zdjąłem z siebie kurtkę i buty, aby następnie poczekać aż gospodarz zaprosi mnie dalej. Przez cały czas byłem spięty i rozglądałem się nerwowo po całym domu, tak jakby zaraz miało coś na mnie wyskoczyć, jak w jakimś horrorze. Jednak nic takiego się nie stało, a po kilkunastu minutach, moje mięśnie stopniowo się rozluźniły.
W kuchni pierwsze co zrobiliśmy to przygotowaliśmy niezbędne składniki i przyrządy. O dziwo dobrze się bawiłem, kiedy wraz z Viktorem testowaliśmy nasze umiejętności kulinarne. Pierwszy raz tak szybko zleciał mi czas w czyimś towarzystwie, a do tego zjadłem z kimś wspólny posiłek, który był bardzo pyszny.

~~*~~

Po posiłku pozmywaliśmy naczynia, po czym zajęliśmy miejsce na sofie w salonie, gdzie oglądaliśmy jakiś film. Chciałbym żeby tak było codziennie... Chciałbym w końcu komuś zaufać... Ale czy mogę? Czy warto ufać? A może znowu popełnię błąd...?
- Viktor... - szepnąłem cicho i nieśmiało uniosłem wzrok na mężczyznę. - Czy ja... J-Ja... C-Czy mogę ci zaufać...?

< Viktor? :3 >

czwartek, 21 września 2017

Yuri Katsuki - dorasta


"Ludzie mówią, że bez miłości nie da się żyć. Osobiście uważam, że tlen jest ważniejszy."


Imię i nazwisko: Yuri Katsuki
Pseudonim:
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 24 lata
Rasa: Wilk
Orientacja: Biseksualizm
Zauroczenie: Dla niego nie pojęte jest zagadnienie miłości...
Klan: Desert Eagles 
Stanowisko: Żołnierz
Żywioł: Ciemność i Psychika
Moce:
~ Demons - Dzięki tej mocy, może przywołać demony, które są mu posłuszne.
~ Kontrola nad umysłem - Może zobaczyć czyjeś myśli, usunąć pamięć, oglądać wspomnienia, lub zrobić totalny bałagan w umyśle.
~ Inokineza - Tworzenie przedmiotów z niczego.
~ Płomienie - Yuri może wytworzyć niebieskie płomienie, które są groźne nawet dla demonów
~ Skrzydła - w każdej chwili na jego plecach mogą się pojawić trzy pary anielskich skrzydeł 
Umiejętności: Chłopak jest bardzo wytrzymały fizycznie i niestraszny mu jest jakikolwiek wysiłek fizyczny. Już w młodości był mądrzejszy od swoich rówieśników, co nie zmieniło się nawet teraz. Jego inteligencja nie jednego by zaskoczyła. Świetnie posługuje się wszelkiego rodzaju broni i jest ogarnięty w temacie składania pistoletów i tym podobnych rzeczy. Trzeba jeszcze wspomnieć, że przez te wszystkie lata trenował całkiem sam łyżwiarstwo figurowe i nie jeden raz zajął na zawodach całkiem dobre miejsce.
Charakter: Yuri jest zwany jako "łyżwiarz o największym szklanym sercu".
Jest to chłopak strasznie miękki i bardzo łatwo można go złamać, a przez złośliwą uwagę potrafi nawet popaść w kilkumiesięczną depresję. Przeważnie jest spokojny i łatwo się zawstydza, ale pokazuje, że umie zawzięcie rywalizować z innymi. Łatwo się zniechęca i nie wie jak poradzić sobie z porażką, lub problemem, który akurat w danej sytuacji go przytłoczył. Przez niezbyt kolorową przeszłości, nie lubi zawierać nowych znajomości, więc jest trochę oziębły, jak i szorstki dla nieznajomych. Nie umie powiedzieć wprost swojej oceny czegoś, gdyż jest zbyt nieśmiały i boi się, że jak powie głośno o czym myśli, to go wyśmieją lub zostanie przez to skrytykowany. Często, ale to bardzo często jest niezauważany, ale jakoś do tej pory się tym nie przejmował, a wręcz przeciwnie, cieszy się z tego powodu. Woli się nie wychylać, ani pokazywać swojego talentu też przez wspomnianą wyżej niemiłą przeszłość... Zwykle przebywa na uboczu i stara nie rzucać się w oczy. Tylko z zaufaną osobą potrafi normalnie porozmawiać i zwierzyć się jej, powiedzieć o swoich problemach. Podczas zawodów wydaje się być chłodniejszy i bardziej egocentryczny, ale jest to spowodowane lękiem przed porażką i jego chęcią wygranej. 
Tylko zaufanej i bliskiej osobie potrafi powiedzieć co go dręczy lub co leży mu na sercu. Niestety takowej osoby w swoim życiu nie posiada. Można powiedzieć, że boi się ludzi, a także odpowiedzialności jaką niesie zaufanie komuś. Już raz zaufał innym i to był jego błąd, który teraz go prześladuję w dzień, w dzień. Co noc budzi się z krzykiem, przez nękające go koszmary i wspomnienia z dzieciństwa.
Cechy charakterystyczne: Chłopak ma czarne włosy, które często zaczesuje do tyłu, chcąc dodać swojemu wyglądowi powagi. Jego czekoladowe oczy potrafią zahipnotyzować kogokolwiek. Wygląda na drobnego młodego chłopaka, przez co inni twierdzą, że jest bardzo słodki i uroczy. Może tego nie widać, ale Yuri bardzo dba o swoją formę i codziennie robi co najmniej kilka serii brzuszków, czy pompek. Mimo tego jak się prezentuje, to i tak jest wysportowany. Ma wyrzeźbioną klatkę piersiową, czego niestety zbytnio nie widać pod grubą bluzą. Ogólnie jego ciało jest wytrzymałe, jednak ma jedną skazę, której chłopak  nie cierpi i wstydzi się jej. Jest to duża blizna na plecach ciągnąca się od lewej łopatki, aż do kości ogonowej.
Ciekawostki: 
~ Nazwał swojego pudla Victor na cześć swojego idola.
~ Od dzieciństwa podziwia Viktora Nikiforova.
~ Ma tendencję do tycia.
~ Katsuki (勝 生) można odczytać jako „Urodzony do wygranej”, a Yuri (勇 利) można odczytać jako „Odwagi, aby wygrać”.
~ Ma urodziny 29 listopada.
~ Na co dzień nosi zamiast okularów, soczewki kontaktowe. 
~ Jest profesjonalnym łyżwiarzem figurowym.
~ Często jest nazywany Prosiaczkiem i Katsudonem.
~ Jest pełnokrwistym Japończykiem.
~ Wstydzi się swojej blizny.
~ Ma niską tolerancję na alkohol.
~ Jego prawdziwe nazwisko brzmi - Nightray.
~ Boi się zakochać, gdyż za bardzo obawia się zranienia.
~ Yuri przeważnie nie pokazuje się w miejscach takich jak: basen, czy gorące źródła, gdyż nie chce pokazywać publicznie swojej blizny.
~ W wieku pięciu lat trafił do rodziny zastępczej.
~ Bierze tabletki nasenne, gdyż nie potrafi zasnąć, przez nękające go koszmary.
~ Był bardzo związany z ojcem, a po jego śmierci popadł w depresję i zamknął się w sobie.
~ W swojej rodzinie zastępczej, zaznał wiele przykrości.
Rodzina:
Ojciec - Gilbert Nightray
Matka - Vane Strange
Głos: link
Właściciel: Kurosakix3
Inne zdjęcia:
1 2 3 4 5

poniedziałek, 18 września 2017

Od Yuriego CD Viktor

Ten dzień był taki jak wszystkie inne. Wszystko było pięknie póki nie zauważyłem, że rodzice długo nie wracają. Od razu wyczułem, że coś jest nie tak, a zaniepokojenie Rocket'a jeszcze bardziej utwierdzało mnie w moich przekonaniach. A słowa wypowiedziane tamtego dnia, wyryły w moim sercu, palącą bliznę.
"On już nie wróci..."
- Jak to?! Rocket! Co się stało?! - pisnąłem przerażony jego słowami, a szop tylko zacisnął palce na swoim telefonie, tak że prawie go zgniótł. - Kłamiesz...
Czułem się, jakby ktoś mnie co najmniej skopał ze sto razy. Ból był nie do zniesienia, rozsadzał mnie od środka, a oczy piekły od łez. Zacisnąłem rączki na moim ulubionym pluszaku, otrzymanym od taty.
- Gdzie mama...? - wyszeptałem łamiącym się głosem. - Gdzie ona jest?!
- Yuri... - wyciągnął w moją stronę łapę, ale odtrąciłem ją gwałtownie.
- Ja chcę do taty! - krzyknąłem zrozpaczony i nie wiedząc co mam ze sobą począć, po prostu ominąłem Rocket'a i wybiegłem z domu.
Mój szloch mieszał się z cichym krzykiem, który co chwila opuszczał moje usta. Nie wiedziałem gdzie biegnę. Łzy przysłaniały cały widok, a ja powoli traciłem czucie w kończynach.
"Yuri!"
Usłyszałem w głowie jego głos i momentalnie potknąłem się, popadając w jeszcze większy szloch. Liczyłem na to, że rodzice wyjdą po chwili zza drzew. Tata pomoże mi wstać i wrócimy wspólnie do domu.
Razem.
Nic takiego jednak się nie stało... Podniosłem się obolały i doczołgałem się do drzewa, żeby oprzeć się o jego pień. Było mi zimno, a moje stopy były poranione od tego biegu, a brak butów wcale nie poprawiał mojej sytuacji.
"Yuri, może pójdziemy na spacer?"
Przed oczami stanęły mi wspomnienia, przez co przytuliłem do siebie pluszaka.
- Gdzie jesteście...? - załkałem cicho. - No gdzie...? Wracajcie... Nie zostawiajcie mnie samego... Ja czekam...!
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze, kiedy usłyszałem czyjeś kroki. Ciche... Ktoś się skradał...
- Tata? - podniosłem się niepewnie i rozejrzałem się dookoła. - Mama?
Gdy tylko odwróciłem głowę, poczułem ogromny ból, a zarazem przed oczami pojawiła się ciemność.
Jednak ten ból nie był aż tak silny, jak ten po utracie bliskiej ci osoby...

~~*~~


Widziałem, jak patrzy na mnie tym swoim obrzydliwym wzrokiem i czeka tylko aż podniosę się z ziemi. Jednak nie zrobiłem tego. Leżałem skulony na podłodze, dławiąc się własnymi łzami, każda część mojego ciała piekła niemiłosiernie, a dźwięk paska, uderzającego o skórę rozbrzmiewał w mojej głowie.
- Wstawaj! - krzyknął jeszcze bardziej rozgniewany, a ja tylko drgnąłem, przerażony tym, do czego może być zdolny ten mężczyzna, którego muszę nazywać ojcem.

Rozległ się świst w powietrzu, a pasek przeciął skórę na mojej ręce, przez co zacząłem nieznacznie krwawić.

- Wstawaj! - kolejny cios był w żebra, zadany ciężkim butem oprawcy.
Powoli traciłem przytomność, ale on nie przestawał zadawać mi bólu, sprawiało mu to chorą przyjemność... Krzyk, ból, zapach krwi... Wtedy to było dla mnie na porządku dziennym... To wszystko było zakończeniem dawnego mnie.


~~*~~

Zerwałem się z krzykiem z łóżka, łapiąc się od razu za szyję. Ledwo łapałem oddech, jakbym się dusił, albo jakbym co najmniej był duszony... Znowu te koszmary... Nigdy nie dadzą mi spokoju... Nigdy nie zapomnę tego co było... To niemożliwe...
Uniosłem zmęczony wzrok na niewielki zegarek, stojący na szafce nocnej. Wskazywał godzinę drugą w nocy. Dobrze wiedziałem, że już mi się nie uda zasnąć, więc odrzuciłem kołdrę na bok i w samych bokserkach, wyszedłem z mojego małego pokoiku. W ręku trzymałem kurczowo, trochę już starego pluszaka, którego nie miałem w żadnym wypadku ochoty się pozbywać. Wiem... Trochę to dziwne, ale taki już jestem...
Po chwili usiadłem sobie na kanapie i włączyłem telewizor. Zawsze to robiłem. Kiedy przeszłość mnie prześladowała i nie dawała mi spać, przychodziłem do salonu i włączałem telewizor na pierwszym lepszym programie. Jedynie o tej porze mogłem obejrzeć banalne reklamy jakiś produktów albo słabe porno, którego nawet nie śmiałem włączać. Jestem ciekaw ile tak jeszcze wytrzymam... Może rok... Dwa... W końcu kiedyś padnę z wycieczenia.
Wpatrywałem się tępo przed siebie próbując jakoś uspokoić wciąż buzujące w mojej głowie myśli, które ani śmiały mnie opuścić nawet na chwilę.
- Viktor... - wyszeptałem nagle, a moje oczy zaszły łzami. - Cholera...
Otarłem szybko powieki i odetchnąłem ciężko, zastanawiając się czy Viktor, chociaż pamięta, że istnieje... Czy mnie w ogóle ktoś pamięta...?

~~*~~

Kiedy tylko dotrwałem do ranka, zerwałem się z kanapy i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Nie lubiłem lenistwa i jakoś nie uśmiechało mi się siedzieć cały czas w domu... Jak zwykle wziąłem szybki prysznic i ubrałem na siebie zwykłe dżinsowe spodnie, koszulkę i grubą bluzę, która sprawiała wrażenie, że jestem znacznie grubszy niż powinienem. Założyłem soczewki i zaczesałem włosy do tyłu. Zjadłem do tego mizerne śniadanie i spakowałem się na wyjście, na lodowisko. No i tak gotowy już do wyjścia, założyłem jeszcze buty i wybyłem z mojego niewielkiego mieszkanka. Zarzuciłem jeszcze kaptur na głowę, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie czyjeś uwagi i ruszyłem przed siebie spokojnym krokiem. Nie ukrywam, że samo przebywanie na ulicy, przyprawiało mnie o mdłości... Szczególnie kiedy widziałem spacerującą sobie, szczęśliwą rodzinkę... Na taki widok powracały nie chciane wspomnienia. Spokojnie Yuri... Już niedaleko...
W końcu po kilkunastu minutach pieszej wędrówki, przez te skupiska pasożytów, zwanych ludźmi, dotarłem do swojego celu. To tutaj kiedyś przyszedłem z Viktorem i szczerze... to były jedne z tych najlepszych wspomnień z mojego życia...
Przeszedłem przez rozsuwane drzwi i bez zbędnych formalności podszedłem do lady, za którą stał młody mężczyzna i kupiłem bilet na dwie godziny. Kiedy tylko dość wysoki blondyn wydał mi resztę, zgarnąłem swoje rzeczy i ruszyłem prędko do szatni. Tam w oka mgnieniu przebrałem się i momentalnie poczułem małą iskierkę radości i chęci do życia.
- Co? - w jednej chwili zastygłem w miejscu, widząc, że tak dużo ludu zebrało się na tym lodowisku. - Super... - burknąłem i już z mniejszym entuzjazmem założyłem łyżwy i wszedłem na lód.
Spokojnie sunąłem sobie przed siebie, już bez kaptura na głowie, próbując na nikogo nie wpaść. Jednak stało się inaczej. Za długo zapatrzyłem się w ten wspaniały lód i nagle wpadłem na kogoś. Jęknąłem cicho i prawie wywróciłem się do tyłu, jednak w porę złapałem równowagę. Przegryzłem wargę i niepewnie uniosłem wzrok na stojącą przede mną postać.
- Y-Yuri? - stojący przede mną mężczyzna wydukał moje imię, a ja spanikowany, cofnąłem się trochę.
Ten głos... Te piękne oczy... Mimo tylu lat, prawie wcale się nie zmienił. Moje serce przyspieszyło, a umysł wypełnił się wieloma wspomnieniami...
- Ja... - uchyliłem delikatnie usta, ale ostatecznie stchórzyłem i uciekłem szybko w stronę barierki.
W rekordowym czasie znalazłem się w szatni i nadal zszokowany tym spotkaniem zacząłem się przebierać. Może by udało mi się stąd wymknąć, gdyby Viktor nie przygwoździł mnie do szafki. Spojrzałem w jego niesamowicie błękitne oczy i przełknąłem ślinę, obawiając się tego co może zaraz nadejść...

< Viktor? >.

poniedziałek, 11 września 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

Patrzyłem oniemiały na Viktora, który przed chwilą zakończył swój, jak dla mnie perfekcyjny układ. Niepewnie podjechałem do niego z kamiennym wyrazem twarzy i spojrzałem w jego piękne oczy. Ująłem dłoń chłopaka i podekscytowany uśmiechnąłem się szeroko.
- To było niesamowite! - pisnąłem głośno, a mój głos rozszedł się po hali echem. - Piękne! Cudowne! Możesz to powtórzyć?!
Widziałem, jak patrzy na mnie zdumiony i nagle wybucha śmiechem, na co troszkę zdezorientowany odsunąłem się od niego. Chyba zrobiłem z siebie idiotę...
- Cieszę się, że ci się spodobało. - pogłaskał mnie po głowie, a ja automatycznie zarumieniłem się i spuściłem wzrok na swoje łyżwy. - Masz ochotę na lody?
Zaskoczony tą nagłą propozycją, mało co nie straciłem równowagi.
- Tak! - uczepiłem się nogi starszego, który ponownie przejechał dłonią po moich włosach.
Dopiero chrząknięcie szopa, przypomniało mi o jego istnieniu. Rocket spojrzał na mnie, marszcząc przy tym brwi, co oznaczało, że nie zgadza się, żebym gdzieś jeszcze poszedł z Viktorem.
- Musimy już wracać... - mruknął futrzak i rzucił tylko na mnie pojedyncze spojrzenie, po czym odszedł w stronę szatni.
Napuszyłem policzki i niezadowolony, miałem ochotę się rozpłakać.
- Spokojnie Yuriś. - łyżwiarz kucnął przy mnie i wyciągnął z kieszeni jakąś podartą karteczkę, a także długopis. - Podasz mi adres twojego przedszkola?
Otworzyłem szeroko oczy i pokiwałem energicznie głową, odbierając od niego przedmioty. Przegryzłem delikatnie wargę i naskrobałem na papierze dokładny adres placówki, do której niestety musiałem uczęszczać. Nie dość, że chodziłem do grupy z jakimiś analfabetami, to jeszcze do tego wychowawczynie patrzyły na mnie, jak na kosmitę, kiedy mówiłem, jakieś mądre rzeczy... Czy to aż tak dziwne, że jestem inteligentniejszy od tych tumanów, którzy tylko potrafią obrażać? Źle się tam czułem... Nie ufałem im i nawet nie próbowałem doszukiwać się ich dobrych stron.
- Yuri! - usłyszałem krzyk dochodzący z szatni i westchnąłem cicho, podając karteczkę Viktorowi.
- Dziękuję za dzisiaj... - szepnąłem do chłopaka i uniosłem na niego wzrok.
- Nie ma za co. - wyprostował nogi i uśmiechnął się do mnie promiennie, chowając skrawek papierka do kieszeni.
Skinąłem na pożegnanie głową i ruszyłem szybko do barierek, nie mogąc już się doczekać jutra.

~~*~~

Siedziałem sobie spokojnie w szatni, czekając aż w końcu ktoś po mnie przyjdzie. Moi rówieśnicy ubierali się w towarzystwie rodziców i opuszczali budynek. Ja już dawno zdążyłem się ubrać lecz nadal nikt po mnie nie przyszedł. Wpatrywałem się w swój rysunek, przedstawiający moją rodzinę. Byłem na nim ja, mama, tata, Rocket i zwierzaki. Kiedy pokazałem wszystkim swoje dzieło, to wyśmieli mnie. Wiem, że nie chodziło im o mój talent, którego do rysowania nie miałem, tylko o członków mojej rodziny... Czy moja rodzina jest taka dziwna? Moim zdaniem jest normalna, tak jak każde inne...
Troszkę posmutniałem, gdyż czas dłużył mi się niemiłosiernie, a do tego przypomniałem sobie obraźliwe komentarze kolegów. Mimo, że inteligencją nie świecili, to umieli tak człowieka zgnoić, żeby miał przez cały tydzień doła...
Moje oczy zaszkliły się, na co przetarłem odruchowo powieki i pociągnąłem noskiem.
- Yuri? - jedna z przedszkolanek podeszła do mnie, ze zmartwieniem wypisanym na twarzy. - Coś się stało kochanie?
Zmarszczyłem nosek i pokręciłem przecząco głową.
- Tylko coś mi do oka wpadło... - skłamałem i odwróciłem wzrok od kobiety, która moim zdaniem przekraczała moją przestrzeń osobistą.
- Jeszcze nikt po ciebie nie przyszedł? - zadała kolejne pytanie, na które pokiwałem jedynie głową.
Brunetka posłała mi delikatny uśmiech i po chwili odeszła, pozostawiając mnie samego. Odetchnąłem cicho i nagle zauważyłem, jak z w szatni pojawia się najstarsza grupa z przedszkola. Mimowolnie wzdrygnąłem się na ich widok i szybko utkwiłem wzrok w swoich czarnych bucikach.
- Ej! Znowu ten kurdupel! - zaśmiał się jeden z chłopców, z grupy, wskazując palcem na mnie.
Opuściłem jedynie głowę, mając nadzieję, że dadzą mi dzisiaj spokój... Jednak nadzieja matką głupich.
- Co ty tu masz? - mruknął ten sam co wskazywał na mnie palcem. - Hmm... - wyrwał mi kartkę z rąk i zaczął przyglądać się postaciom, ukazanym na rysunku. - Co ta za pokraki? - zaśmiał się. - Jesteś dziwny... W sumie tak samo dziwny, jak twoja rodzina...
- Oddaj to! - pisnąłem i poderwałem się z ławeczki. - Słyszysz?! Oddaj to!
- Cicho bądź! - zganił mnie, jak jakiegoś psa, po czym z cwanym uśmieszkiem, podarł kartkę na drobne kawałeczki. - Beztalencie...
Kilku jego koleżków wybuchło śmiechem, a ja nie wytrzymałem i zacząłem cicho łkać, zaciskając przy tym dłonie w pięści. 
- Ooo... Oferma się rozpłakała... - prychnął pod nosem i szturchnął mnie w ramię. - Weź się w garść, bo aż szkoda na ciebie patrzeć.
Chciałem mu coś odpowiedzieć, ale nie byłem na tyle odważny, a do tego bałem się. Mimo wszystko był o wiele starszy ode mnie, a do tego miał przy boku kumpli, którzy w razie czego pomogą mu.
Łzy rozmazywały mi rzeczywisty widok, jednak zauważyłem, jak wyciąga w moją stronę rękę. Sprawnym ruchem pchnął mnie na ścianę, na co jęknąłem cicho z bólu, który przeszedł po moich plecach i głowie. Przytrzymał mnie za ramiona i zachichotał pod nosem. Przerażony, gwałtownie odepchnąłem go od siebie i pobiegłem w stronę wyjścia. Usłyszałem za sobą tylko jakiś krzyk, ale nie obchodziło mnie to, chciałem po prostu, stąd się wydostać.
Po chwili wybiegłem zapłakany na zewnątrz, nie widząc zupełnie nic przez łzy, cisnące mi się wciąż do oczu. Nagle moja twarz zetknęła się z jakimś miękkim materiałem i zaskoczony podniosłem głowę, ku twarzy osoba, na którą wpadłem. Rozpoznałem platynową grzywkę, charakterystyczną dla Viktora, a do tego słyszałem, jak coś do mnie mówi, jednak nic do mnie nie docierało.
- Viktor...! - załkałem, dławiąc się własnymi łzami. - Viktor, Viktor...
Wyciągnąłem ku niego ręce, chcąc żeby po prostu mnie przytulił i choć na chwilę zapewnił uczucie bezpieczeństwa, w swoich silnych ramionach.

< Viktor? :3 >

niedziela, 3 września 2017

Od Yuri'ego CD Viktor

Nie wiem ile dokładnie czasu nam to zajęło, ale aktualnie staliśmy przed dość sporym budynkiem, który zapewne był lodowiskiem. Zaciekawiony rozejrzałem się i moją uwagę przykuł duży szyld z napisem "Ice Castle". Przekrzywiłem głowę na bok i nagłe szturchnięcie w ramię, wyrwało mnie z zamyśleń nad nazwą tego obiektu.
- Zawiesiłeś się Rysiu? - szop spojrzał na mnie pytająco, a ja zdenerwowany zmarszczyłem nosek.
- Yuri! Yuuuuri! Nie Ryszard! - tupnąłem nogą i nabrałem ochotę, aby rzucić łyżwami w mojego kochanego pseudo wujaszka. - Jak podrosnę to... to...
Futrzak uśmiechnął się złośliwie i spojrzał na mnie z wyższością.
- Jak podrośniesz, to co? - powtórzył, obserwując jak moje poliki stają się czerwone.
- Ogolę cię na łyso! - pisnąłem i wbiegłem sprawnie po schodkach, prowadzących do drzwi wejściowych.
Usłyszałem stłumiony chichot Viktora, który cały czas nam towarzyszył i przyglądał się nam rozbawiony. Zarumieniłem się jeszcze bardziej i stanąłem przed automatycznymi drzwiami, które po chwili rozsunęły się, dając mi możliwość na przejście. Szybko wszedłem do środka i rozejrzałem się po niewielkim holu. Za ladą zauważyłem jakąś kobietę, która najwyraźniej wypożyczała sprzęt i wydawała bilety. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie, a ja momentalnie zrobiłem się cały czerwony i gdy tylko zobaczyłem, że platynowłosy pojawił się w pomieszczeniu, schowałem się za jego nogami, zerkając niepewnie na tą panią.
- Yuriś? Co się stało? - chłopak spojrzał na mnie zaskoczony, a ja tylko złapałem małymi rączkami, materiał jego spodni.
- Nie przejmuj się nim... - westchnął szop, który dołączył po chwili do nas. - Mała wstydliwa dziewczynka...
Fuknąłem na niego, zły za to, że mnie obraził. W końcu to nie moja wina, że wstydzę się obcych i mam do nich dystans... Jednak z Viktorem jest inaczej... Pomógł mi, więc raczej można mu zaufać, wydaje się być miłą osobą.
- Dzień dobry. - kobieta odezwała się nagle, lustrując nas swoim wzrokiem. - Państwo na łyżwy?
Odsunąłem się powoli od chłopaka i podszedłem bardzo nieśmiało do lady. Starsza pani znowu posłała mi delikatny uśmiech, a ja niepewnie odwzajemniłem ten gest.
- Trzy bilety poproszę. - Viktor podszedł do mnie i oparł się o blat. - Ja zapłacę... - zwrócił się do Rocket'a, który już szukał portfela.
Już po chwili otrzymaliśmy bilety i dwa kluczyki do szafek, łyżwy już mieliśmy, więc bez przedłużania, weszliśmy do szatni. Tam ściągnąłem z siebie kurtkę, którą wepchnąłem szopowi do szafki, po czym nie czekając nawet na moich towarzyszy, ruszyłem w stronę wyjścia z pomieszczenia. Stanąłem na palcach i nacisnąłem na klamkę, otwierając przy tym drzwi, które zaskrzypiały cicho. Przeszedłem przez nie i w jednej chwili stanąłem w miejscu, wypuszczając z dłoni swoje łyżwy. Znalazłem się na ogromnej hali, na której mieściło się lodowisko. O dziwo nikogo tu nie było, przez co było strasznie cicho. Mimo wszystko bardzo podekscytowałem się widząc, że mamy dla siebie tyle miejsca, z dala od ludzi, którzy by mnie pewnie cały czas potrącali. Uśmiechnąłem się nagle promiennie i podniosłem łyżwy z podłogi, podchodząc po chwili do barierki. Była zbyt duża, nawet na to, żeby podskoczyć i uwiesić się na niej. Westchnąłem cicho i usiadłem sobie na ławce, czekając już tylko na Viktora i Rocket'a.
- Gdzie ty znowu łazisz?! Nie możesz spokojnie poczekać, tylko od razu gdzieś znikasz?! - zdenerwowany szop podszedł do mnie, a ja tylko wystawiłem w jego stronę język.
Założyłem łyżwy i ruszyłem powoli w stronę barierki. Próbowałem otworzyć jakoś drzwiczki, prowadzącego na lód, ale coś mi się to nie udawało. Nagle pojawił się za mną gotowy Viktor, który pchnął mocno drewniane ustrojstwo, czekając aż ja pierwszy, wejdę na lód.
- Dziękuję... - spojrzałem na chłopaka, rumieniąc się przy tym lekko.
On jedynie uśmiechnął się do mnie ciepło i wjechał gładko na lodowisko, podjeżdżając do mnie od razu.
- Lubisz jeździć na łyżwach? - pogłaskał mnie po głowie, na co ja zamknąłem na chwilę oczy, marszcząc nosek.
- Tak! - spojrzałem mu nagle w oczy. - Chcę w przyszłości jeździć zawodowo!
Platynowłosy uśmiechnął się tajemniczo, a ja przez moment obserwowałem go uważnie.
- Jeździsz zawodowo? - podjechałem do niego i ponownie, tak jak wcześniej, uchwyciłem się jego spodni.
Chłopak milczał, ale ja uznałem to za odpowiedź twierdzącą. Zresztą po samej jego jeździe mogę stwierdzić, że zna się na rzeczy.
- Nauczysz mnie jeździć? - spojrzałem na niego z dołu, rumieniąc się słodko. - Prooszę...?

< Viktor? :3 >

piątek, 1 września 2017

Od Yuri'ego

Nie ma to jak siedzieć w domu, kiedy za oknem jest piękna pogoda i aż kusi, żeby wyjść z tych czterech ścian, no i przynajmniej sobie pospacerować. Niestety w moim przypadku wyjście samemu jest niemożliwe, szczególnie wtedy kiedy jestem pod opieką pewnego szopa, który zamiast uczyć mnie normalnych rzeczy, to wkłada mi do głowy, jak złożyć w pięć minut pistolet, a później dziwi się, że jestem inteligenty i przekraczam poziom inteligencji zwykłego czterolatka.
- Ryszard... - mruknął Rocket, który siedział ze mną w salonie i znowu uczył mnie jakiś cudownych i ciekawych rzeczy. - Patrz teraz uważnie...
Zaczął się popisywać i pokazał mi jak odblokować pistolet, oraz jak go poprawnie trzymać. Tak było zawsze, kiedy tylko rodzice wychodzili do pracy... Pewnie byli tego świadomi, ale upomnienia skierowane w stronę szopa nic nie dawały, więc sobie odpuścili.
- Mam na imię Yuri... - spojrzałem na niego napuszając poliki. - Przestań zmieniać moje imię...
- Twoi rodzice się nie znają i dali ci jakieś bezsensowne imię... - wzruszył ramionami i schował swoje "zabawki" do dużej torby, po czym odstawił ją na podłogę.
- Lubię swoje imię i nie masz prawa go zmieniać na inne... - zmarszczyłem nosek i zeskoczyłem z kanapy, po czym podreptałem do swojego pokoju, gdzie akurat był Vic-chan.
Usiadłem na dywaniku i spojrzałem na niego z delikatnym uśmiechem. Psiak zauważając moją obecność, podszedł do mnie i machając wesoło ogonkiem, zaczął mnie lizać po twarzy. Zaśmiałem się cicho i przytuliłem pupila do siebie, jednak ten ku mojemu zaskoczeniu odsunął się ode mnie i podszedł do mojego łóżka. Wszedł pod nie i wyciągnął spod niego małe łyżwy, które akurat należały do mnie. Pudel przyniósł je, na co na moje usta wkradł się jeszcze szerszy uśmiech.
- Vic-chan! Kocham cię! - zapiszczałem i wziąłem od psa łyżwy, następnie składając na jego głowie całusa.
Poderwałem się wnet z dywanika i ostrożnie zbiegłem po schodach, aby przypadkiem się nie wywalić, co już w sumie wiele razy mi się zdarzyło. Podbiegłem do siedzącego nadal na kanapie szopa i pokazałem mu sprzęt łyżwiarski.
- No co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Rocket! Chodźmy na łyżwy! - moje oczy zabłyszczały z podekscytowania.
- Nie ma mowy. - oznajmił stanowczo i wyłączył telewizor, który leciał cały czas w tle. - Idź się lepiej pobaw swoimi zabawkami.
Tupnąłem niezadowolony nogą i zmarszczyłem brwi.
- Idziemy na lodowisko i to już!
Nagle futrzak odebrał mi łyżwy i rzucił je na drugi koniec kanapy, na co ja miałem już w oczach łzy. Poczułem w sercu żal i jednocześnie złość, czego nie okrywałem i rozpłakałem się.
- Fe! Rocket jest fe! - załkałem, ocierając łzy spływające po moich policzkach.
Szop wpatrywał się we mnie rozczulony i westchnął cicho, zeskakując z kanapy.
- No dobrze... Pójdziemy na te łyżwy... Ale nic nie mów rodzicom... Dobrze wiesz, że pod ich nieobecność masz siedzieć cały czas w domu... - pogłaskał mnie po główce, a ja stopniowo zacząłem się uspokajać.

~~*~~

Zadowolony założyłem łyżwy i czekałem cierpliwie na Rocket'a, który poszedł na chwilę do toalety.
Mijały kolejne minuty, a ja coraz bardziej się niecierpliwiłem, bo przecież ile można siedzieć w kiblu? W końcu nie wytrzymałem i wstałem z ławeczki, podchodząc powoli do wejścia na lód. Byłem już tu kilka razy i z całą pewnością mogę przyznać, że nie zgubię się tu tak łatwo, więc jedynym niebezpieczeństwem czyhającym tu na mnie są ludzie, którzy w każdej chwili mogą mnie staranować swoimi cielskami.
Po chwili wszedłem na lód i uśmiechnąłem się promiennie, czując to wspaniałe uczucie, ogarniające me ciało. Spojrzałem nieśmiało na jeżdżących dookoła ludzi i trochę nabrałem stracha przed nimi. Nigdy nie lubiłem obecności obcych osób, a tu ich jest pełno... Odetchnąłem spokojnie i wykonałem pierwszy ruch nogą, odczuwając przy tym nieopisaną radość. Może wszystko byłoby super, fajnie gdyby nie to, że większość tu zgromadzonych, nie zauważała mnie i co chwila potrącała. Nagle poczułem, jak ktoś specjalnie trącił mnie kolanem, przez co zachwiałem się i upadłem na tyłek, tracąc na chwilę kontrolę nad ciałem.
- Patrz, jak jedziesz maluszku! - jakiś chłopak zadrwił sobie ze mnie i spojrzał na mnie z wyższością.
Nastolatkowie zachichotali za jego plecami, najwyraźniej byli jego koleżkami.
- Mówić nie umiesz, czy co? - nachylił się lekko w moją stronę. - Może jakieś "przepraszam", gówniarzu?
Ja jedynie mogłem obserwować go z przerażeniem w oczach, co tylko go napędzało go do kolejnych działań. Już miał coś znowu powiedzieć, ale nieznajoma postać, która znikąd pojawiła się za nim, chwyciła go za ramię, na co chłopak odwrócił się do mnie tyłem.
- Nie masz co robić, tylko straszysz to biedne dziecko? - odezwała się tajemnicza postać, której nie mogłem się dokładnie przyjrzeć.
Cała grupka po chwili odjechała gdzieś sobie, a ja nadal tym wszystkim przestraszony, dygotałem z zimna, wlepiając wzrok w nieznajomego chłopaka. Miał platynowe włosy i piękne błękitne oczy, przez co wyglądał prawie, jak anioł.
- Wszystko w porządku? - uśmiechnął się do mnie łagodnie i złapał mnie pod pachami, pomagając mi przy tym wstać.
Zarumieniłem się lekko i spuściłem wzrok na lód pod moimi nogami.
- T-tak... - odpowiedziałem cichutko. - Dziękuję...

< Viktor? :3 >

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Yuri Nightray



Imię i Nazwisko: Yuri Nightray
Płeć: Chłopak
Wiek: 4 lata
Rasa: Wilk
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: Jeszcze nie posiada.
Żywioł: Ciemność i Psychika
Moce: -
Umiejętności: Jest bardzo dobry w łyżwiarstwie i pała do tego wielką pasją. Jak na swój wiek jest bardzo wytrzymały i zwinny.
Charakter: Yuri jest dość nieśmiałym dzieckiem i nie potrafi swobodnie zawierać przyjaźni, jak inne dzieciaki. Jest drobny, przez co często też jest uważany za słabego. Jednak ten mały chłopiec potrafi zmienić się w prawdziwego diabła, kiedy tylko za bardzo się go zdenerwuje. Przeważnie jest spokojny i łatwo się zawstydza, ale pokazuje, że umie zawzięcie rywalizować z innymi. Łatwo się zniechęca i nie wie jak poradzić sobie z porażką, lub problemem, który akurat w danej sytuacji go przytłoczył. Lubi przebywać z bliskimi mu osobami, a jak trafi się jakiś ciekawy temat do rozmowy, to potrafi paplać godzinami. Chodzi za rodzicami, jak jakiś rzep i jak to dziecko uwielbia zadawać pytania z kosmosu. Mimo tego, że się wszystkiego i wszystkich wstydzi to uwielbia poznawać świat.
Cechy Charakterystyczne: Czarne włosy i niesamowicie czekoladowe oczy, a cały chłopiec zabija swoją słodyczą.
Ciekawostki:
~ Nosi okulary, chociaż często ojciec zakłada mu soczewki.
~ Uwielbia potrawkę wieprzową.
~ Yuri (勇 利) można odczytać jako „Odwagi, aby wygrać”
~ Ma tendencję do tycia.
~ Bardzo lubi pieski.
~ Kocha jedzenie.
Rodzina:
Ojciec - Gilbert Nightray
Matka - Vane Strange
Głos: link
Właściciel: Kurosakix3
Mia Land of Grafic