Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flurry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flurry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Od Flurry, Corrinne cd. Kevin'a, Shawn'a

~~Per. Flurry~~
Odprowadziłam ich wzrokiem. Wraz z momentem zamykania się drzwi, uniosłam dłoń z filiżanką. Na moich ustach gościł niewinny uśmiech, starannie dobrany do pseudomiłego spojrzenia. Wzrok Shawna pozostawał utkwiony w naczyniu. Przyciągnęłam pistolet bliżej siebie. Nie każda cisza jest przyjemna. Szczególnie, gdy utkwisz z dawnym przyjacielem w zamkniętym pokoju. Czuć było napięcie. Niemal widziałam te wyczekujące trzy kropki.
– Cisza przed burzą.  – mruknęłam do siebie.
Nagle chłopak poderwał się z miejsca. W automatycznym odruchu skierowałam w jego stronę broń, ale on ją zignorował i podszedł do okna. Zaniepokojony, chciał, żebyśmy wyszli.
Też chciałam to zrobić, jednak rozkaz Corrinne, starszej wiekiem i wyższej rangą, mimo, iż nadal przyjaciółki, to wciąż rozkaz. Poza tym, nikt nie wie, czy nie zrobili niebieskowłosemu prania mózgu, tym bardziej, że mnie nie pamiętał.
– Nie będzie mi dziecko rozkazywać... – ruszył w stronę wyjścia.
– Baka...! – zacisnęłam dłoń w pięść i z nadnaturalną szybkością znalazłam się w przejściu. Pokręciłam głową z rezygnacją.
– Życie Corrinne też jest zagrożone. A z tego co zauważyłem, strasznie ci na niej zależy...
Idiota, normalnie idiota większy niż Break.
– Jak ma mi na niej nie zależeć, skoro po twoim odejściu zostałyśmy same, zdane tylko na siebie?! - warknęłam, trochę głośniej niż zamierzałam.
- Flurry... - wyszeptał. Baaaaakaaaa!
- Idiota! – walnęłam go z otwartej dłoni.
Błękitne oczy osiemnastolatka zwróciły się ku mojej twarzy. Uśmiechał się. Że co? Już miałam na niego krzyknąć, gdyby nie to, że był szybszy. Nawet nie dokończył zdania, gdy przyciągnął mnie do siebie i...
~~Per.Corrinne~~
Naprawdę zazdroszczę Xerxesowi cierpliwości i odwagi. Droczył się z potencjalnym napastnikiem, jakby dodatkowo prowokując lub tworząc okazję do ataku. Uśmiechnęłam się. Może nie będzie potrzeby interweniować?
  Kevin zrobił parę kroków, rozglądając się. Nie dostrzegł mnie, siedzącej na drzewie. Jednak zrobił to ten cały Vincent i pokazał to dość wyraźnie; celując we mnie z bronii. Nie rozległ się żaden dźwięk, gdy pociągnął za spust, a mimo to coś we mnie uderzyło. Zakręciło mi się w głowie, ręce nie chciały trzymać gałęzi. Zachwiałam się i zleciałam w dół. Po drodze walnęłam o parę gałęzi, dopiero później uderzając o twardą ziemię.
Boli.
Nie mogłam się ruszyć, a moje oczy powoli się zamykały. Nie, nie, nie. Nie mogę!
Próbowałam się ruszyć. Jednakże... Moja świadomość otoczenia powoli wygasała.
    A kogo ja oszukuję? Jestem słaba. Dałam się zestrzelić, choć widziałam, że we mnie celuje. Chcę chronić, sama nie potrafiąc się obronić. Tylko bym tam przeszkadzała.
~~Per. Flurry~~
Chciałam go odepchnąć, ale... Nie potrafiłam. W mojej głowie wybuchały tylko fajerwerki, zagłuszające wszystko. A może to manipulacja? Żeby... Ygh!
Odsunął się o krok, a ja wciąż stałam niczym zszokowany słup soli. Jego słowa niby do mnie docierały, rozumiałam ich sens, jednak... Jakby pochodziły zza muru. Zza mgły. Obudził mnie dopiero dotyk jego dłoni. Przytaknęłam, okazując zgodę na jego słowa. Wybiegliśmy, a z każdą sekundą moje serce przyśpieszało coraz bardziej, by w końcu zatrzymać się na ułamek sekundy. Ten pajac nie mógł się ruszyć, a w jego stronę wycelowana była broń.
No chyba nie. Nie, nie, nie, nie.
Facet o różnobarwnych tęczówkach pociągnął za spust.
Za daleko, za daleko...
Rzuciłam się w stronę Xerxesa.
Nie pozwolę... 
Wraz z drobnym ruchem ręki zmieniłam postać. Skoczyłam przed białowłosego w idealnym momencie, by to coś, co było wymierzone w niego, trafiło w moją klatkę piersiową.
Momentalnie moje źrenice zmniejszyły się, ciało przestało funkcjonować...
*
   Monotonna ciemność. Wszędzie tylko mrok i chłód od niego bijący. A potem znowu byłam tam, ale... Unosiłam się nad ich głowami. Czyli... Umarłam?
*
Shawn klęczał nad moim ciałem, które wróciło do normalnej postaci, wrzeszcząc coś do swojego towarzysza.
~Shawn, spokojnie... – szepnęłam. Nie usłyszał. Nikt mnie nie słyszał.
Po chwili zerwał się i ruszył w stronę zarośli. Szukał Corri. No tak...
Miała ich pilnować, ale nie pojawiła się. Czyżby złotowłosy wykrył wcześniej jej kryjówkę i... Potrząsnęłam głową.
Zwróciłam wzrok na Xerxesa, bezwiednie patrzącego w dół.
~ Xer, to nie twoja wina. Sama to zrobiłam, pamiętasz?
Uniósł morderczy wzrok na Vincenta. W tym spojrzeniu migotała niewypowiedziana obietnica długiej i bolesnej śmierci.
Moment przerwał zrozpaczony głos niebieskookiego. Wszyscy spojrzeli w jego stronę, co wykorzystał za chwilę morderca, uciekając.
~ Tchórz! Będę cię nawiedzać w nocy!
Podleciałam do przyjaciółki. Wokół niej było trochę krwi. Śledząc otoczenie, uznałam, że musiała spaść z drzewa.
Jej brat chciał ją obudzić, jednak nijak mu się nie udawało. W końcu ją podniósł i ruszył w stronę domu. Xerxes tylko odprowadził go spojrzeniem. Kucnął i pocałował martwe ciało w czoło. Po chwili się rozpłynęło, a on poszedł w ślad za niebieskowłosym.
~ Pilnuj jej, Xer. –  szepnęłam prosto do jego ucha. Zatrzymał się i rozejrzał. Uśmiechnęłam się lekko.
~~Per. Corrinne~~
Zamrugałam parę razy, po czym się zerwałam do siadu.
– Corrinne?
Podskoczyłam ze strachu. Shawn? Co on tu robi? Co się stało?
– Co się stało?
Cisza. Nie było odpowiedzi. Jedynie martwa cisza.
– Coś z Xerxesem? – mój głos zadrżał.
– Nie. Jestem tutaj.
Przyprawiacie mnie dzisiaj wszyscy o zawał.
– To w takim razie co się stało? – cisza. Przygnębiająca cisza. Nagle otrzeźwiałam – Gdzie Flurry?!
– No właśnie... Chodzi o nią.
Shawn stał z krzesła i przesiadł się metr ode mnie. Xer jedynie odwrócił wzrok w stronę okna.
Gwałtownie stanęłam na podłodze.
– Nawet nie kończ! To kiepski żart, prawda?! Xer?! ...
Pokręcił głową. W moich oczach zabłysły łzy, szybko stłumione przez przyśpieszony oddech.
– Shawn... Wypierdalaj. – mruknęłam przez zęby. Wstał, ale widocznie nie zamierzał wyjść.
– Głuchy jesteś? Wypierdalaj.
– Corrinne... – przeszedł przez łóżko. Wystarczyło, że na niego spojrzałam, by się zatrzymał w pół kroku. – Siostrzyczko...
– Pojawiacie się po paru latach. Chcecie zabić Xerxesa, zabijacie Flurry. I ty śmiesz jeszcze tutaj przebywać? Ba, nazwać swoją siostrą?
Zamilkł. Otwierał usta niczym ryba, najwyraźniej myśląc, co powiedzieć.
Rzuciłam w jego twarz przedmiotem wyciągniętym z kieszeni. Był to notatnik, który uderzył prosto w cel. Spadł na podłogę, a Shawn podążył za nim wzrokiem.
– Trzymaj to i wyjdź, bo nie ręczę za siebie.
Wahał się, jednak podniósł zeszyt i powoli wyszedł.
Gdy drzwi wyjściowe się zamknęły, opadłam na podłogę.
– Xer... Mógłbyś? – szepnęłam. Bez słowa wyszedł.
    Chwilę porzucałam przedmiotami o ściany, a potem po prostu usiadłam i... Uśmiechnęłam się. Nie było w tym uśmiechu szczęścia, a jedynie coś z kategorii "Idę się zaraz zajebać". Od płaczu miałam gulę w gardle, z trudem oddychałam, a po moich rękach ciekła krew.  Zerknęłam na zegar. Godzina szósta. Wstałam i ruszyłam do łazienki. W czasie wiązania bandaży, zdążyłam pięć razy zwymiotować.
Ukradkiem wymknęłam się z pomieszczenia, chcąc wrócić do pokoju.
– Obudziłam cię? – schowałam ręce za plecami. – Jeśli tak, to przepraszam.
– Nawet nie spałem. – mruknął. Śledził mnie wzrokiem, gdy go mijałam. Przełożyłam szybko ręce przed siebie, gdy byłam już parę centymetrów za jego plecami.
Szybko się przebrałam i zeszłam do kuchni. Nie było w niej nikogo.
    – Robisz ciasto? – zagadnął Kevin, wchodząc do kuchni. Kiwnęłam głową, zerkając na piekarnik.
– Próbuję się uspokoić. – uśmiechnęłam się. Akurat to było prawdą; nie lubiłam być może gotować, natomiast pieczenie było moim.. hobby? No, po prostu pozwalało mi nie myśleć.
– Za pół godziny możesz je wyjąć. Ja w tym czasie lecę do pracy, bo się spóźnię.
Zrobiłam parę kroków, próbując go wyminąć. Złapał mnie jednak za rękę.
– Nawet dzisiaj?
– Taka praca. Dług się sam nie spłaci. – odparłam bez emocji.
Mimo takiej odpowiedzi, wciąż nie puszczał mojego nadgarstka.
– Xer, to boli. – syknęłam przez zęby.
– To dlatego, że masz na niej bandaż?
Czyli zauważył.
– Przy spadaniu z drzewa się poraniłam, nic poważnego.
– Nie kłam.
Wyrwałam rękę, gdy zaczął rozwijać opatrunek.
– Mówię, żebyś zostawił. – cofnęłam się parę kroków w tył. Błyskawicznie zniknęłam z domu.
            Wchodząc do mieszkania, miałam nadzieję, że nie zastanę w pierwszym metrze Xerxesa. Siedział za to w kuchni.
– Długo zamierzasz tam chodzić?
– Tyle, ile będzie trzeba. – fuknęłam. Wzięłam sobie małą butelkę wody z szafki.
– Już praca na kasie jest lepsza.
– To tylko taniec, Xer. Nic więcej.
Zerknęłam na jego twarz. Westchnęłam.
– Słowa, nawet te niewypowiedziane, bolą bardziej niż czyny, wiesz? – szepnęłam, zatrzymując się w progu na parę sekund.
Zerwał się z krzesła tak gwałtownie, że te najpierw poleciało na ścianę, a dopiero później na podłogę.
Machinalnie ruszyłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku. Bezmyślnie szukałam dłonią ostrego przedmiotu między fałdami kołdry. W końcu na niego natrafiłam, a jego chłód połaskotał moje palce. Pokręciłam go trochę w dłoni, jednak ostatecznie włożyłam pod poduszkę. Chwilę potem szafa się otworzyła. Wyszedł z niej Xerxes.
– Gdzie zgubiłeś lalkę? – uśmiechnęłam się rutynowo.
– Została w kuchni.
– A czego chcesz? Poza tym- ten duży prostokąt nazywa się formalnie drzwiami. Służą do wchodzenia do pokoju. Następnym razem użyj ich.
– Ale są zamknięte.
– O to właśnie chodzi. – zaśmiałam się, na chwilę odrywając od niego wzrok.
Wykorzystał moment i znalazł się niebezpiecznie blisko.
Zerwałam się, chcąc sięgnąć po klucz, jednak nie było go w miejscu, gdzie go położyłam.
– Ty cholerny... – warknęłam, gdy dostrzegłam go w jego dłoni.
Czyli moja forteca teraz stała się pułapką.
Pode mną zatrzęsły się nogi. Przypomniała mi się pewna noc sześć lat temu. Kiedy to najprzyjaźniejsze miejsce stało się potrzaskiem dla rodziców.
Boję się.
Osunęłam się na podłogę.
Boję się. Boję się. Oni wrócą. Dopadną nas. Boję się. Dopadną Shawna.
Moje oczy się zaszkliły.
– Cała się trzęsiesz. – Break objął mnie ramieniem.
– Odsuń się – szepnęłam.
– Nie.
Westchnęłam cicho.
– Oddaj klucz, bo chcę wyjść.
– Nie.
Prychnęłam. Ogarnęłam się w parę sekund i odepchnęłam go, sama wstając.
– To wyjdę oknem. – mruknęłam samorzutnie. Ukradkiem wyjęłam coś spod poduszki i podeszłam do szyby, rozsuwając ją. Usiadłam na parapecie i zeskoczyłam, miękko lądując na dole. Bez oglądania się ruszyłam ku drodze.
         Szwędałam się bez rozmysłu po ulicach. Podskórnie czułam, że ktoś mnie obserwuje, jednak było mi to obojętne. To zapewne jacyś przypadkowi ludzie. Skręciłam w alejkę domów jednorodzinnych, wzrokiem szukając ruin. Nie kwapiłam się by przechodzić przez furtkę, skoro w ogrodzeniu były dziury, a ono samo nie było wysokie. Po chwili siedziałam pod ukochanym drzewem. Ściągnęłam bandaże. Naszyjnik w środku którego ukryte były zdjęcia był lodowaty. Jak w tą noc gdy... Przy dotknięciu z zimnym, ostrym przedmiotem, zmarznięta skóra niemiłosiernie piekła.
Gdybym wtedy nie weszła na gałąź...
Gdybym nie dała się tak łatwo zestrzelić...
Gdybym zabiła ich już wcześniej...
To powinnam być ja...
Ona powinna żyć.
Potrząsnęłam głową. Schowałam narzędzie do kieszeni, zastępując je bandażem. Wstałam i ruszyłam znowu do domu. Ot tak. Nie zamierzam siedzieć tak w miejscu. Zamarznięcie to głupi sposób na śmierć. Być może Regnad da sobie już spokój.
      Stanęłam pod budynkiem. Weszłam do niego w taki sam sposób w jaki wyszłam. Czysto, miękko. Bez żadnego szmeru zamknęłam okno.
Naprzeciw mnie zamigotało oko. Czerwone oko, należące do białowłosego. W błyskawicznym tempie znalazło się za mną. Jedyna droga ucieczki zamknięta. Niebezpiecznie zaczęło się zbliżać, a przez panujący półmrok mogłam dostrzec minę Kevina. Psychiczny pajac.  Gorączkowo zaczęłam się rozglądać, cofając. Gdy jednam nie znalazłam celu, spojrzałam jeszcze raz na jego twarz.
Boję się...
– Zostaw mnie. – szepnęłam.
Boję się.
Cofnęłam się do odległego kąta. Jak najdalej od niego.
Boję się.
Wyglądał przerażająco. W jego dłoni brakowało tylko noża. Chociaż... Nie byłam w stanie stwierdzić, czy go przypadkiem nie ma.
Boję się, boję się...
Skończyło mi się miejsce do cofania. Ani jednego centymetra. Skuliłam się. Wciąż szedł w moją stronę z miną szaleńca.
To wszystko przypominało te krwawe horrory, których zawsze nie lubiłam. Nie lubiłam w ogóle horrorów. Były jedną z tych rzeczy, przy których jako dziecko uciekałam z pokoju. Nie zmieniło się to do dzisiaj.
Jego oko na chwilę zniknęło, a gdy znów się pojawiło, było metr przede mną.
– Zostaw mnie. – powtórzyłam, a mój głos zadrżał przy wypowiadaniu tych słów.
Kiedy wyobrażałam sobie, kto musiał zabić mamę i tatę, zawsze pojawiał się taki właśnie psychiczny wyraz twarzy. Niby zakuty w murze, a jednak przerażający.
Czemu te wszystkie fobie powracają po śmierci Flurry?
Było o tyle dobrze, że teraz dostrzegłam, iż nie ma nic w rękach. Opuściłam zaczerwienione oczy, starając się nie patrzeć na niego.
Boję się...
Boję się...
< Kevin, Shawn? ❤ >

niedziela, 17 grudnia 2017

Od Flurry cd Kevina

– Co do planów – zaczęłam, ignorując jego ostatnie pytanie – ja na pewno mam zamiar siedzieć w domu. Wy dwoje możecie oczywiście gdzieś wyjść. Nie mam nic przeciwko. – uśmiechnęłam się.  – Iść na jakiś basen czy coś...
Corrinne prychnięła, jakby zaczynając się krztusić ze śmiechu.
– Flurry, ty mały...!
Dosłownie spadła z krzesła. Kevin błyskawicznie dorwał swój laptop, ale było za późno. Co się zobaczyło, już się nie odzobaczy.
– Jakim cudem wy...
W pięć sekund dołączyłam do duszącej się ze śmiechu Corri.
– Zajebiście wyglądałeś na tej plaży. – wymamrotałam między napadami duszenia się. Mężczyzna chwilę stał, patrząc na nas jakby chcąc mordować wzrokiem, po czym skoczył w naszą stronę.
– Ej! – pisnęła niebieskowłosa, uzbrajając się błyskawicznie w poduszkę.
Wszyscy wiedzieli, że ma łaskotki.
Xerxes zajął się nią( ͡° ͜ʖ ͡°), a ja w tym czasie znowu przejęłam sprzęt i przeglądałam zdjęcia. Ciekawiło mnie, kim były te osoby. Ale nie na to czas! Pora  na napajanie się przepieknym widokiem Break'a w stroju kąpielowym. Chyba sobie  jakieś zdjęcie wywołam i postawię gdzieś koło łóżka, żeby w poniedziałek poprawić sobie humor.
Podniosłam wzrok i dostrzegłam twarz opiekuna. Uśmiechnęłam się niewinnie i bardzo powoli zamknęłam klapę laptopa. Zerwałam się w stronę najbliższych drzwi.
< Kevin? >

piątek, 8 grudnia 2017

Od Flurry cd Kevin

– Serio?! – pisnęłam. Pokręcił głową. Westchnęłam. – Nawet jakby do tego miało dojść, kiedyś,  w dalekiej przyszłości, musisz pamiętać, że Corrinne to klasyczny przykład tsundere. Trzeba tylko mieć cierpliwość, żeby podbić jej serce. Przez wiele lat ogrodziła się murem, który może przekroczyć jedynie na skrzydłach. A choć fizycznie je posiada – uchwyciłam zdziwienie, jakie pojawiło się w oczach opiekuna na parę sekund, jednak nie chciałam zdradzać mu sekretu Corrinne. Jak będzie chciała- sama mu powie – to nie zamierza przełożyć ich sama na swoją psychikę. Ktoś musi jej pomóc. Jednak to dość trudne, bo nie zawróci jej w głowie ktoś, kto zwrócił raz na nią uwagę. Nawet jakby przeżywała najgorsze tortury, a ktoś by ją z nich wyzwolił, od razu się w nim nie zakochała. Trzeba czekać i próbować, by pokonała własną barierę, której nie potrafi zburzyć czy ominąć. A to wszystko bardzo łatwo stracić. Chociaż w środku, za tym murem jest... Jaka jest, to w środku żyje w niej stara Corrinne, która siedziała na wózku, ale czasami się szczerze zaśmiała, która siedziała na drzewie dniami  i nocami i która broniła  brata za wszelką cenę. I którego stratę przeżywała tak bardzo, a jednak prawie w ciszy. Tylko czasami, w nocy, nie wytrzymała. No i... Czasami coś ćpała albo brała w dłoń żyletkę. I czasami nadal to robi. – potrząsnęłam głową. Zboczyłam z tematu. – Wracając. Cierpliwość i ostrożność. Jak powoli, żebyś coś na nią zwalił, w stylu porażka bitwy, to wiedz, że już ci ufa.
Zeskoczyłam ze stołka i ruszyłam do swojego pokoju, gdzie czekało na mnie kolejne anime.
***
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się koło siódmej, z telefonem w dłoni. Huh...
Usiadłam na łóżku.
– Corri? – mruknęłam, patrząc na dziewczynę siedzącą na parapecie.
– Huh?
– Dlaczego ścięłaś włosy? – Zagadnęłam. Przekrzywiła głowę, delikatnie odsłaniając brak oka.
– Przeszkadzały mi. – odparła tylko i znowu wpatrzyła się w okno. Coś się musiało stać.
< Kevin?>

niedziela, 22 października 2017

Od Flurry cd Kevina

Kevina jak zwykle nie było. Bo znowu jakaś akcja. Więc siedziałam bezczynnie i wpatrywałam się w okno.
Po moim podsunięciu mu bardzo "ciekawego" filmu, mieliśmy drobną sprzeczkę. Ale w ciągu tygodnia zdążył się uspokoić.
Czarny kot przebiegł przez chodnik, niebo szarzało...
Aż w końcu- wyrywając mnie z transu- odezwał się znajomy silnik, kroki i otwieranie zamka.
– Co się stało? – zapytałam, obserwując jego twarz.
Był zdenerwowany. Przejęty.
– Nic. – warknął widocznie bardziej, niż chciał.
Przekrzywiłam głowę.
– Spotkałeś albo słyszałeś coś o Corri? – wypaliłam.
Zawiesił się w pół kroku. Odebrałam to jako odpowiedź.
– I co? Co u niej? Rozmawiałeś z nią? Widziałeś? Ktoś ci powiedział coś? Mów coś!
– Nie interesuj się, dziecko... Nawet jeśli bym chciał, to nie mogę powiedzieć.
Chciałam coś powiedzieć, ale... Nie wiedziałam co. Jakoś nagle zabrakło mi sił na kłótnie.
  Zacisnęłam tylko pięści i poszłam do swojego pokoju, na zakończenie trzaskając drzwiami.
Skuliwszy się w kącie, ocierałam łzy.
Tęsknię za nią, choć wiem, że chciała by o niej zapomnieć. Żeby żyć szczęśliwie bez niej.
A on coś wie, ale nie chce powiedzieć. Czyżby jego słowa się nie sprawdziły? Czyżby... Uznali, że jest za słaba? Zabili ją?
Te myśli wywoływały u mnie jeszcze większe napady płaczu.

< Kevin? >

sobota, 21 października 2017

Od Flurry cd Kevin

Kiwnęłam głową.
– Boję się o Corrinne... Bo... Ona mnie stamtąd wyrwała... I... Ścigali nas... Zawróciła. Jak oni coś jej zrobią? Coś bardzo, bardzo złego?
– Nie zrobią... Jest za mocnym ogniwem, więc na pewno nie będą chcieli jej zabić...– odpowiedział. Jego głos był pewny. Muszę mu zaufać pod tym względem, bo jest już zapewne bardzo długo w szeregach ścigających.
– Mam taką nadzieję. – wzdrygnęłam się.
– Dobra! Chcesz nauczyć się z powrotem zmienić w człowieka?  – wypalił ni stąd ni zowąd.
Kiwnęłam głową.
– No więc...
***
Siedziałam samotnie w domu Xerxesa. Jego samego nie było, bowiem musiał coś tam załatwić. No i nie zniknął na kilka godzin.
Który budynek znowu bombardują czy ilu nadprzyrodzonych właśnie rozstrzelali?
Czy ja kiedyś też będę musiała strzelać do przedstawicieli mojego dawnego "gatunku"?
– Kiedyś- na pewno. Bo będą chcieli mnie zabić. – mruknęłam do siebie.
     Kevin próbował nauczyć mnie przemiany w człowieka, ale... Coś mi nie wychodziło. Więc sam musiał przemienić mnie za pomocą jakieś tam swojej mocy.
Więc siedziałam tak przed telewizorem, obkręcając różowe włosy wokół palca.
Głupoty... - fukałam w myślach co parę sekund, przełączając kanały.
Zatrzymałam się dopiero na wydaniu wiadomości.
Nudy... Nic. Żadnych ataków ani nic.
No to co? Jakieś anime może...?
Z uśmieszkiem odpaliłam ulubiony tytuł.
Jakoś w połowie sezonu, do mieszkania wbił właściciel.
– Dobry. Jak było? – zapytałam, nie odrywając wzroku od Tomoe i Yukiji.
Cisza.
Wzruszyłam ramionami. Mieć go gdzieś, anime ważniejsze!
Zaczynam rozumieć, czemu Corrinne tak się jarała tym yokai. Ale i tak wolę Mizukiego i Kuramę!
– Co to za por–
– To. Jest. Anime. – przerwałam mu, zanim dokończył.
Prychnął.
– Tomoe jako dzieciak jest słodkiiiii.– pisnęłam nagle.
– Bo ja wiem? Niezbyt.– odezwał się.
Zmroziłam go wzrokiem.
– Gdyby była tu Corri, oberwałbyś właśnie w ryj.  – zaśmiałam się, a widząc jego pytającą minę, wyjaśniłam – To jej ulubiona postać.

< Kevin? 😏>

poniedziałek, 9 października 2017

Flurry Cd Kevina

– Lily... – zaczęła Flurry, wodząc za koleżanką wzrokiem.
– Co?
– O czym wy tak rozmawialiście?
– On kazał ci zapytać? – stłumione warknięcie było odpowiedzią.
Różowooka westchnęła, zrezygnowana kręcąc głową.
– Nie. Nie ufam temu całemu Yaze.
– Nie zamieniłaś z nim ani słowa!
Zignorowała ją i mówiła dalej.
– Jest podejrzany. To. Skończy. Się. Źle.  Powiedziałaś mu coś o nas? O Xerxesie?
   Zastygła w pół kroku. Pozwoli odwróciła głowę w stronę drobnej istotki, którą się opiekowała.
– O co ty mnie podejrzewasz?
Przerwało jej stukanie do drzwi wejściowych. Zawiesiła się i słuchała, nawet nie oddychając.
– Ten debil nas podsłuchiwał. A teraz poszedł otworzyć.  – Stwierdziła krótko.
– Nie podejrzewam cię o nic nie rozsądnego, jednak on cię... Omotał? Nawet ja tak szybko się do ciebie nie zbliżyłam, jak on to zrobił.
Z dołu dało się słyszeć głosy, jednak dziewczynki siedzące w zamkniętym pomieszczeniu nic z nich nie rozumiały. Jednak, gdy wparowało do nich czterech ścigających...
  Pierwszą, która zareagowała była Corrinne. Z stronę ściągających poleciały kule ognia. Jeden, który reprezentował jagnię, padł martwy z licznymi bąblami na pysku.
Flurry także postanowiła się dołączyć do walki, ale jej iluzję stanowczo rozwiała Oreo.
Uciekać? No chyba ją...
A w sumie... Why not? Lepiej wcześniej niż później, kiedy już nie będzie okazji, jak to zwykli mawiać ludzie. A nie. Oni tak nie mówią. Dobra, ucieczka... – myślała Flurry, powoli wycofując się pod ścianę.
          Jednak... Coś jej nie wyszło. Po chwili były sprowadzane w stronę wyjścia.
– Zdrajca. – mruknęła Corrinne w stronę Kevina. On jakby tego nie słyszał. Gapił się w pustą przestrzeń.
– Mówiłem, że jeszcze nie? – odezwał się, wlepiając mordercze spojrzenie w przypadkowe osoby.
I... Dalej nikt nie odnotował co się działo...
Po dokonanej analizie zamlgonych wspomnień, Oreo uznała, iż Xerxes ruszył w ich stronę, ale ktoś strzelił w jego stronę. Ale pocisk spłonął, dopadnięty fioletowymi płomieniami.
Widziała co robi. Wiedziała, że igra z ogniem. Ale... Skoro uważała go za zdrajcę... Czemu to zrobiła?
Drugi nabój jednak przedarł się i dopadł opiekuna.
Cichy krzyk wyrwał się z ust starszej dziewczyn. Widocznie nie zanotowała momentu, gdy już wyciągano je siłą - a szczególnie Corr, bowiem się wyrywała - jego klatka  uniosła się. Delikatnie, ale uniosła.

< Kevin? :D >

czwartek, 5 października 2017

Od Flurry cd Kevin

Przeskanowałam wzrokiem niewielki ekran, odczytując wiadomość. Spojrzałam w stronę bramy, niby od znudzenia i lekko kiwnęłam głową. Zaraz potem zerwałam się i pobiegłam do drzwi.
– Lily! Podwózka już jest. – powiedziałam, dotykając ją w ramię.
– Sama dzisiaj wrócę – mruknęła jedynie, wracając do rozmowy z tym całym Yaze.
– Ale Xer... – zaczęłam.
Zmroziła mnie swoim spojrzeniem i przyśpieszyła kroku, ciągnięta przez chłopaka w głąb korytarza.
– ... To się źle skończy.
Znałam Corrinne na tyle, że wiedziałam, iż na pewno teraz nie wyjdzie ze mną.
     Więc wróciłam sama do mężczyzny.
– A gdzie Corrinne? – zapytał od razu. Był... Zły?
– Powiedziała, że wróci sama. – westchnęłam cicho.
– Że co?! To przez tego chłopaka, tak?
Kiwnęłam powoli głową na potwierdzenie.
Ruszył w stronę wejścia do budynku.
Z cierpkim uśmiechem oparłam się o samochód.
Tak. To będzie ciekawe. Brakuje mi tylko popcornu.
Minęła minuta...
Dwie...
Wraz z zakończeniem piątej, drzwi trzasnęły o ścianę, a Kevin wyniósł jak worek ziemniaków niebieskowłosą, która z naburmuszoną miną tylko czekała, żeby coś mu powiedzieć. Ale... W czasie drogi była aż dziwnie spokojna. Oboje byli dziwnie spokojni.
Ukrywali wkurzenie? To na pewno. Widziałam głęboko wciśnięte słuchawki na uszy koleżanki i mocno zaciśnięte na kierownicy dłonie ścigającego.
Tak. Zdecydowanie cisza przed burzą. Tylko czekać, aż któreś z nich coś powie, a wtedy rozpęta się wojna.
< Kevin? >

poniedziałek, 2 października 2017

Od Corrinne cd Kevin

W myślach wygłaszałam miliony wyzwisk pod adresem Xerxesa.
Miałam zdecydowanie złe przeczucia.
***
Zmusiłam się na uroczy uśmiech, wędrując za nauczycielem. Nienawidzę. Tego. Miejsca.
Do białych, lekko podniszczonych drzwi ustawiało się około dwudziestu trzech uczniów; wszyscy w tych chorych mundurkach.
Odprowadzali nas ciekawskimi spojrzeniami. Mrugnęłam do paru chłopaków. Bo kto mi zabroni, prawda?
     Z plastkiowym uśmieszkiem stałam przed nową klasą, w czasie gdy niejaki Kojou Shelley, nauczyciel matematyki- boże, tylko nie to! - przedstawiał nas z udawaną radością.
**Mam lenia, ok?**
Na przerwie wyszłam na dwór, usiadłam na murku i po prostu siedziałam.
– Cześć. Mogę? – zerknęłam kątem oka na wysokiego blondyna o zielonych oczach. Jak mu było... Yaze?
– Skoro musisz... – mruknęłam.
Usiadł, ale zdecydowanie za blisko.
– Lily... Ładne imię.
Cicho się zaśmiałam.
– Nawet nie próbuj.
– Ale o co chodzi?
Wywróciłam oczami. Wyobraziłam sobie reakcję Shawna. Jak podbiega i pod jakąkolwiek wymówką odciąga mnie od potencjalnego zagrożenia. Ale... Go tu nie ma.
– Co do imienia, dość pospolite. Ale możesz zwracać się do mnie Oreo. – mrugnęłam do niego.
Sprawdźmy, czy się spłoszy...
Przesunęłam się minimalnie w jego stronę, gdy nie patrzył.
Poprawiłam spódniczkę.
– Dlaczego przeniosłyście się tak nagle do naszej szkoły?
– Jakoś tak wyszło. – wzruszyłam ramionami.
~~~~Flurry~~~~
Gadając z nowo poznanymi koleżankami, ukradkiem obserwowałam przyjaciółkę. Rozmawiała z tym chłopakiem.
– Martwisz się? Słusznie. – zauważyła Olivia. Spojrzałam na nią pytająco – Yaze... To dość specyficzny typek. Zawalił już trzeci rok, ma niezbyt dobrą opinię. Co chwilę chodzi z jakąś dziewczyną, potem zrywają... No i tak w kółko.
   Czyli Lily nie wie w co się pakuje. – stwierdziłam w myślach. Ale...  Na razie nic się nie dzieje. Tylko rozmawiają. Nie zdąży podbić jej serca. Trafiła kosa na kamień.
Tylko... Teraz pilnować by Kevin się nie dowiedział, bo (może) być niezły kabaret.

< Kevin? Wiem, że mnie lubisz c: >

niedziela, 1 października 2017

Od Flurry cd Kevin

Uśmiechnęłam się radośnie.
– W takim razie... dawaj ciastka! – wrzasnęłam.
– Nie! Wy idziecie już spać!
– Ale...!
Pod wpływem jego wzroku, po prostu wygoniłam go z pokoju.
***~Corrinne~
Obserwowałam jak Flurry zasypia, po czym cicho wymknęłam się z pokoju do Kevina.
– Wiesz, ile ryzykujesz naszą obecnością? N i e z a b i c i e m nas?
– Tak, wiem. Jako dowódca- wiem. – mruknął, wciąż jedząc ciastka.
– Nie boisz się?
Cisza. Wciąż żarł te ciastka.
Westchnęłam i gwałtownie wyrwałam mu opakowania, ukradkiem zabierając jeden wypiek.
– Nie lepiej się nas pozbyć? – mruknęłam – Nie boisz się? Ci twoi koledzy są podejrzani. Nawet jak na ścigających.
– Oni nic mi nie zrobią. Większość to debile bez poczucia humoru – uśmiechnął się, jednocześnie mordując mnie wzrokiem za zabranie spod nosa słodyczy.
Jakby próbując bo bardziej zdenerwować, zabrałam się za powolne jedzenie pojedynczego.
– Prosisz się o wpierdol... – mruknął.
Poruszyłam parę razy brwiami, tworząc udanego lenny face'a.
– Zależy co masz na myśli...
– Aż taki nie jestem...
– A bo ja wiem, jaki jesteś? Wy, ścigający, jesteście dziwniiii.

< Kevin? >

Od Flurry cd Kevin

Lily tylko coś mruknęła i... Wyszła, ciągnąc mnie za sobą. Za drzwiami domu po prostu zmieniła się w królika i zaczęła biec. Nie wiedząc co robić, podążyłam za nią.
– Lily, wróć! Poczekaj! – zawołałam. Królik tego jakby nie usłyszał, bo przeskakiwał już przez krzaki.
Westchnęłam i opuściłam sobie podążanie za nią.
Zawróciłam.
– Nie zabijesz nas? – szepnęłam pytanie do opiekuna, stojąc na progu jego domu.
– Skoro jeszcze tego nie zrobiłem, zapewne nie zrobię tego nigdy. Chyba, że kiedyś pochłoniecie mój zapas ciast...
   Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
– Lily wróci. Nie musimy się o nią raczej martwić. – dostrzegłam jego spojrzenie wbite zza moim ramieniem, jakby czekał.
***
Niebieskowłosa jednak nie wracała. Mijały minuty, godziny, doby... A jej nie było.
Zaczynałam się martwić i krążyłam w pokoju od ściany do ściany.
Zetknęłam na włączony telewizor- było blisko pierwszej w nocy.
Trzy dni.
Nie ma jej już więcej niż siedemdziesiąt godzin.
Nagle przez otwarte okno coś wskoczyło. Białe stworzonko o pustych, czarnych oczach zmieniło się w ciągu paru sekund w moją przyjaciółkę. Wyglądała, jakby przed czymś uciekała.
– Lily! – wrzasnęłam – Gdzie byłaś?!
Wzruszyła tylko ramionami.
– Szukałam kogoś. – odsunęła mnie od siebie.

< Kevin? >

sobota, 30 września 2017

Flurry cd Kevin

*Lenia mam, ok?*
Słyszałam głosy dochodzące z salonu. Nie mogłam ich zrozumieć, bo były przyciszone i stłumione przez drzwi. Xerxes zakazał nam tam dziś wchodzić. Bo miał gości. I było to podobno coś ważnego.
Dlatego właśnie znudzone siedziałyśmy pod ścianą i rysowałyśmy.
   Moja część kartki była kolorowa, pełna tęczy, ciastek i jednorożców, ale część Corrinne... ukazywała tylko niebezpiecznie realnie wyglądający język ognia.
Lily nagle zerwała się.
- Gdzie idziesz? - zapytałam, przykładając neonoworóżową kredkę do papieru.
- Po bluzę. Zostawiłam ją tam, a chciałabym iść na dwór. - wzruszyła ramionami.
- Ale przecież Xerxes zabronił nam tam wchodzić. - zaczęłam, ale już chwytała za klamkę.
Westchnęłam i znów nabazgrałam jakieś coś.
Krzyk i ciche słowa Oreo. Potem chwycenie mnie za dłoń w biegu i zaciągnięcie do naszego pokoiku.
Spojrzałam na dziewczynę pytająco. Jej oczy były rozszerzone, cała dygotała, podpierając drzwi.
- Ścigający... On jest... Morderca... - szeptała do siebie. - Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam... Flurry, uciekamy.
- Ale... - zaczęłam cicho. - On nie wie... Że my...
Zmroziła mnie spojrzeniem.
- Ale prędzej czy później się dowie. Może już teraz wie. Oni. Nas. Zabiją. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, mrużąc powieki, jakby próbowała się odciąć od świata. - Zabiją ciebie, na co nie mogę pozwolić.
 Podeszła do mnie i kucnęła, by być na równym poziomie.
Brała głębokie wdechy, jakby szykowała się, by coś powiedzieć. Nagle jednak drzwi otworzyły się z hukiem.
Xerxes był coraz bliżej, szedł spokojnym krokiem, choć wiedziałam, że jest wkurzony. Za dużo z nim przebywałam, za bardzo się przywiązałam do niego, by nie wiedzieć.
Corr jakby go nie widziała, do momentu, aż znalazł się niecały metr. Wtedy obróciła się, gwałtownie prostując i ciskając w niego kulę jasnofioletowego ognia.

< Kevin? c: >

wtorek, 26 września 2017

Od Flurry cd Kevin

* tepu tepu *
   – Wstawaj! – wrzasnęłam do ucha Xerxesowi.
Rzucił we mnie poduszką, którą natychmiast złapałam, gdy pojawiła się tylko w zasięgu moich dłoni.
– Jak zwykle nieudany rzut. – przekrzywiłam głowę.
    W rogu łóżka stanęła Lily. Pokazała mi, bym była cicho. Kiwnęłam głową. Uśmiechnęła się chytrze.
– No wstawaj! Mieliśmy iść na karuzelę! – pisnęłam.
– Za wcześnie... – mruknął.
– Już czwarta trzydzieści! Za dwadzieścia siódma mieliśmy tam być! Potem będą kolejki, a chcę jeszcze autograf od tego piosenkarza co ma tam być!
– Spokojnie, zdążymy...
W tym momencie wylało się na niego wiadro wody z lodem.
Zanim jego mózg przetrawił, co się właśnie stało, Corrinne uciekała, ciągnąc mnie za rękę. Śmiała się. Śmiała się na cały głos.
Jej stan się poprawiał. Od miesiąca się uśmiechała.
– Zabiję! – rozległ się jeszcze wark z pokoju.
Z w i e r z ę c y wark.
Zamknęłyśmy się w pokoju, podpierając drzwi i wciąż dusząc się ze śmiechu.
Klamka poruszyła się gwałtownie, na co odskoczyłyśmy od drzwi.
Przedmiot został wyrwany, a w jego miejscu stał nasz wkurzony  opiekun.
– Która to taka zabawna?
– Ano ja. – wyszczerzyła się niebieskowłosa, chamsko podnosząc głowę do góry.
Zachichotałam.

< Kevin? Nie bij :c >

niedziela, 24 września 2017

Od Flurry cd Kevin

Ciepło...
Zamrugałam parę razy powiekami.
Nie byłam w kartonie, a obok mnie drzemała Lily okryta kocem. Cicho jęknęłam, próbując wstać.
– Cześć.
Drgnęłam, a moje oczęta nerwowo zabłysły.  Spojrzałam nieufnie na  białowłosego mężczyznę, który za to wpatrywał się w szarą gazetę, choć miałam wrażenie, że bacznie obserwuje mnie.
Posłałam mu niewinny, delikatny uśmiech, pod którym skrywały się naprawdę r ó ż n e uczucia. Wdzięczność, nieufność, strach...
Dotknęłam lekko Corrinne, która od razu zerwała się jak oparzona. Aż podskoczyłam. Jej klatka piersiowa unosiła się nerwowo.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, gdzie się znajduje.
Dosłownie mordowała go wzrokiem, ale nic nie mówiła.
– No to dzieciaki! Może tłumaczenie co robiłyście na ulicy zostawimy na później, a teraz zjemy coś i pojedziemy na zakupy?
     Wesoło kiwnęłam głową. Wydawał się miły i ogólnie przyjazny.
Niebieskowłosa trzymała mnie cały czas blisko siebie. Nawet podczas jedzenia, a potem przy chodzeniu po sklepach.
* Pisać mi się nie chce, ok? ~Perspektywa Corrinne*
Znudzona patrzyłam jak Flurry zbiera stosty ciuchów. Większość była z jakimiś nadrukami. Jedne to były jakieś napisy, a inne miały obrazki. Na przykład pandy.
Ja jedynie patrzyłam na jakieś bluzy, ale nic nie brałam. Choć widziałam, że Flurry wzięła z parę rzeczy akurat mojego rozmiaru.
– Nie jestem pewien, czy to dobry wybór. – słyszałam od czasu od czasu głos białowłosego, pomagającego mojemu oczku w głowie. Niech tylko jej coś zrobi...
Przeszłam obok niego, by wycofać się do innej alejki, ale chwycił mnie za rękę.
– Wybierz coś dla siebie. – powiedział. Pokazałam mu wolną ręką środkowy palec i wyrwałam dłoń z uściaku.
Fakt faktem, że dostrzegłam fajną bluzę z kapturem i bardzo ją chciałam, ale nie zamierzam nic od niego brać.
      Nagle zerwałam się i uciekłam. Na dwór. Ignorując śnieg, skuliłam się pod jakimś murkiem.
Łzy sprawiały, że policzkie jeszcze bardziej piekły.
Co stało się z Shawnem? Słyszałam od opiekunki, że jest szczęśliwy w nowej rodzinie, która wywiozła go chyba do Kanady.
Obróciłam w dłoniach srebrny naszyjnik.
Co się z nimi stało? Chyba nigdy sobie nie wybaczę t a m t y c h słów.
– Czemu uciekłaś? – usłyszałam zza pleców.
– Zostaw mnie. – warknęłam przez zęby, ale nie zabrzmiało to tak, jaki był zamiar, bo mój głos się załamał.

< Kevin? Sorry ;_; >

wtorek, 19 września 2017

Od Flurry cd Kevina

Corrinne stanęła przede mną, odpychając do tyłu.
– Nie wiem k i m jesteś, ale wiedz, że nic od ciebie nie weźmiemy.  – wymamrotała, wpatrując się w jedno oko obcego.
– Nie jestem waszym wrogiem. – odparł, a jego źrenice wypełniły tajemnicze błyski.
– W tym świecie – Syknęła, ani na moment nie opuszczając spojrzenia – są t y l k o wrogowie.
– Corr, może... – odezwałam się cichutko zza jej pleców. Uciszyła mnie kolejnym krokiem w tył.
– Jesteś ścigającym, prawda? – zmrużyła oczy.
– Nie, skąd ci to przyszło do głowy?
– Kłamiesz. Je**ny morderca. – nie poznawałam Oreo.
– Twoja przyjaciółka chyba mnie nie lubi... – zagadnął mnie białowłosy.
Wychyliłam się lekko zza koleżanki.
– Urry, chodź. Już. – złapała mnie w pasie i podniosła, okrążając szerokim łukiem faceta, całkowicie ignorując jego wypowiedź.
Podniosła mnie jakbym była piórkiem, a różniło nas ledwie parę kilo.
Odprowadził nas wzrokiem z tajemniczym uśmiechem.
Spojrzałam nad jej ramieniem. Ta lalka na ramieniu mężczyzny była przerażająca.
   Zaniosła mnie aż do naszego zaciemnionego pokoju po dwóch piętrach schodów.
– Kto to ścigający? – zapytałam cicho. Słyszałam, że to ktoś zły, ale nie wiedziałam co to oznacza konkretniej.
– Ktoś, kto morduje nadprzyrodzonych. – szepnęła, grzebiąc za plastrami w szufladzie. 
W jej oczach błyszczały już łzy. Kiedy się denerwuje, wytrzyma z nimi może piętnaście minut i zacznie płakać gdy tylko ucieknie.
Zatrzasnęła głośno drzwiczki  i podeszła wraz z małym pudełkiem.

< Kevin? 😏 >

wtorek, 12 września 2017

Od Flurry

Schyliłam głowówkę.  chroniąc się przed lodowatym wiatrem. Niby dopiero skończyło się lato, a było zimno niczym w zimie. A ja- w lekkiej bluzeczce, potarganymi płaszczyku i spodenkach po starszych dzieciach.
Co parę sekund dyskretnie spoglądałam na boki, próbując się schować w materiale niczym jeż w kolcach.
Zatrzymałam się na chwilkę przed szybą, za którą dumnie prezentowały się ciastka i torty. Jak bym taki chciała na urodziny... Nawet malutki... Albo chociaż ciastko. Takie z mleczną czekoladą. Uwielbiam czekoladę i ciastka. I lizaki.
  W odbiciu mignął mi jakiś człowieko-zwierz. Obróciłam się, a włosy smognęły moje policzki. Nikogo... Może mi się przewidziało?
Wtuliłam się w kurteczkę i zaczęłam biec, niezdarnie, potykając się o kamienie.
     Zatrzymałam się dopiero przy przypadkowym sklepiku. Siedziało przy nim kilku mężczyzn, ale widziałam przez szybę moje ulubione słodycze, co skusiło mnie, by tam wejść.
Stanęłam z boku, przy szarej, obdrapanej ścianie i przeszukałam kieszenie. Tęsknie spojrzałam na ladę. Brakowało mi pieniędzy. Kobieta stojąca za nią przyglądała mi się, bowiem oprócz mnie, nikogo tu nie było.
W moich jasnych oczętach mignął smutek, gdy zaczęłam powoli się wycofywać.
     Zbiegłam po trzech schodkach, ruszając ulicą.
– Ej, mała! – usłyszałam donośne słowa. Odwróciłam się niepewnie.
– Tak? –  szepnęłam.
– Chcesz cukierki? To chodź tu. –  potrząsnął kolorowym opakowaniem.
Niepewnie zrobiłam parę kroczków w jego stronę, wlepiając wzrok w słodycze.
Normalnie bym tego nie zrobiła, ale coś mną kierowało. Wiedziałam kim jest, ale mój umysł był zaćmiony. Wyciągnęłam rączki. Nagle za nie złapał. Pisnęłam.
Głośno dyszał. Próbowałam się wyrwać, ale... Czterolatka do dorosłego? Mój wzrok nagle się zamglił, a ciało odmówiło posłuszeństwa. Ciągnął mnie gdzieś. W stronę zaułka.
Nagle ktoś uderzył mężczyznę w głowę, a ten upadł, przygniatając mnie.
Wraz z jego stratą przytomności, świadomość ruchów wróciła.
Na parę sekund zawiesiłam się, wpatrując w Ścigającego.
– Nic się nie sta–
Nie dokończył pytania, bo jakoś wygrzebałam się spod cielska i zaczęłam biec w stronę z której przyszłam.
     Zwolniłam po piętnastu minutach. Ciężko oddychałam, a moje nóżki drżały. Oglądając się za siebie, nikogo nie widziałam. Ale czułam, że ktoś mnie obserwuje. 
    Nerwowym krokiem dotarłam do ośrodka, parę razy się wywracając o kamienie.
W bramie stała Corrinne. Widziałam jej niebieskie włosy już z drugiego końca ulicy.
– Flurry! Gdzie byłaś? Co ci się stało? – zaczęła zadawać pytania, gdy tylko mnie zobaczyła. Patrzyłam na nią swoimi oczętami, gdy nagle rzuciła się w moją stronę i wyściskała.
– Chodź, musimy to przemyć. – szepnęła.
Jest tyllko cztery lata starsza, a się mną opiekuje, jakby była moją mamą...
Nie chcę ją martwić...
Wchodząc na teren sierocińca, oglądnęłam się. Na chodniku ktoś stał i śledził nas wzrokiem.
Wzdrygnęłam się i przytuliłam do ręki Oreo.
Od kiedy Shawna nie ma... Jest jakaś smutna... Myśli, że nie słyszę, jak płacze w nocy...

< Ktoś? Stalkerze, ktoś ty? XD >

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Flurry Soen-Lagun




Imię i nazwisko: Flurry Soen-Lagun
Płeć: Dziewczyna
Wiek: Cztery lata
Rasa: Wilk
Klan: Traveling Stars
Stanowisko: Brak.
Żywioł:: Iluzja
Moce:
Zilarra-Ukazywanie obrazów na błyszczących powierzchniach
Suhiltzailea, czyli moc, której zastosowania nie zna nawet ona sama. Użyła jej tylko raz i to we śnie, co skończyło się niewytłumaczonym do dzisiaj pożarem ośrodka.
Umiejętności: Dziewczynka nie ma zbyt wielu umiejętności, ale ma wielką, naprawdę wielką, wyobraźnię i serce. Pięknie opowiada wymyślone historie. Mimo, iż nie ma zbytnio talentu, bardzo lubi rysować. Jest wyjątkowo mądra jak na swój wiek, szybko przyswaja wiedzę.
Charakter: Flurry nie jest spokojna, bardzo skryta czy nieco mroczna. Owiewa ją aura wesołości, która przyciąga innych. Niestety nie wierzy we własne siły i umiejętności, chociaż ambicji jej nie brak. To cierpliwa i pracowita dziewczynka o twórczej wyobraźni. Doskonale radzi sobie w trudnych sytuacjach i w skomplikowanych zagadnieniach. Z prostymi miewa problem. Swoje niepowodzenia ciężko przeżywa w samotności. Zawsze chętna do pomocy innym, za nic nie przyjmie jej sama. Niechętnie się zwierza, za to jest idealnym słuchaczem, który rozumie innych. Ma tendencje do pogrążania się w depresji. To dyplomatka mająca rozbrajający uśmiech na każdą okazję. Szybko wybacza i zapomina złośliwości. Jest pogodną oraz ciepłą osobą. Nie żali się, nie daje poznać po sobie, że ma zmartwienia. Nadrabia miną i obraca w żart niejeden problem ze swego życia. Chętnie pomaga, wyróżniając się silną empatią. Sama nie dzieli się chętnie swoimi problemami i otacza się pewną aurą tajemniczości. Wszelkie nieporozumienia wyjaśnia zdecydowanie, ale dyskretnie. Żyje we własnym świecie, łatwo zdobyć jej przyjaźń i zaufanie. 
Cechy charakterystyczne: Flurry wyróżnia się nie tylko radością, jaka z niej emanuje, ale także charakterystycznymi, różowymi włosami i oczami. Na ramieniu ma małą bliznę po pożarze, która przypomina kształtem motyla.
Ciekawostki: Różowowłosa uwielbia słodycze, szczególnie ciastka i lizaki. Zawsze trzyma przy sobie srebrny naszyjnik ze zdjęciami, których nigdy nikomu nie pokazała.
Rodzina: Nie zna ich. Została oddana jeszcze jako niemowlę.
Głos: link
Właściciel: Hiena
Inne zdjęcia: 6 5 4 3 2 1
Mia Land of Grafic