Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiba. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

-Egzekucja-

Perspektywa Kiby


   Wszędzie już było o tym głośno. Nigdy wcześniej rząd nie zdecydował się na coś tak drastycznego, więc zbiegły się tłumy. Cały plac zapełniony był ludźmi, jedynie prowizoryczne barierki i uzbrojeni żołnierze wokół pilnowali porządku.
   Dałem się głupio złapać. Nie udany skok na rzekomo niestrzeżony sklep z bronią palną. Mogłem uciec, mogłem po prostu spierdolić. Zostawić to wszystko, rzucić w cholerę jego, klany i tą durną hierarchię. To wszystko, co nigdy nie dotyczyło mnie osobiście.
   Mogłem przeżyć.

   A teraz stoję tutaj. Przez to, że sumienie nie pozwoliło mi nie spojrzeć do tyłu. Nie pozwoliło mi uciec. Wróciłem się po niego. Wróciłem się po Chu, który został otoczony. Był priorytetem jeśli chodzi o ochronę podczas tego skoku. Ale cała reszta zrobiła to, na co ja się nie odważyłem. Po prostu uciekli, zostawili go. Tego, który dał im dom, pracę, schronienie. Po prostu woleli ratować własny tyłek. No cóż, może jednak nie jestem egoistą.
  Ale nie przewidziałem jednej rzeczy. Nie przewidziałem tego, że mogą odciąć nam drogę na końcu kanału ściekowego. No cóż, los bywa stronniczy. Dwóch dorosłych facetów na dwudziestu uzbrojonych policjantów. Skończyło się to właśnie tym, że siedzę teraz w kajdankach w samochodzie i czekam, aż ktoś otworzy drzwi i powie, że już przyszedł na nas czas. Miałem czas na ostatnie przemyślenia, błaganie o to, żeby znalazło się dla mnie miejsce tam na górze. Czas na zastanawianie się nad tym, co robi teraz moja siostra, tych kilku kolesi którzy uciekli... I Vane. Nie widziałem jej już od dawna. Nie byłem w stanie podołać tym najbardziej banalnym obietnicom, przekonywaniem o tym, że się zmienię, ale tego nie zrobiłem. I życie kopnęło mnie za to w dupe. Mocno.
    Ktoś otworzył drzwi. Ujrzałem światło dzienne. Chu wstał, posłał mi tylko krótkie spojrzenie i skinął głową. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem stopę na kostce brukowej. Zaprowadzili nas na sam środek placu i kazali klęknąć. Wszyscy ludzie w napięciu przyglądali się nam, tym odmieńcom, przed którymi tak dzielnie broni ich rząd. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że tak właściwie obie strony myślą, że są tą dobrą. Po prostu mamy inne metody, ale nikt nie widzi tego, co tak naprawdę niesie ze sobą ta wojna.
   Straty. Niezliczone straty, które ponosi każda ze stron. Nie da się ich wynagrodzić. Ludzkie życie nie jest czymś, co można po prostu spłacić jak dług. To coś czego nikomu jeszcze nie udało się odzyskać, i dopóki to się nie stanie, nigdy nie pogodzę się z tym, co się dzieje. Nie jestem święty. Nikt nie jest święty z osób, które są w to zamieszane.
Śmierć nie wybiera między grzesznikami a świętymi. Ciągle zabiera i zabiera...
Ale żyjemy mimo to.
   Donośny męski głos rozniósł się po placu.
- Wybiła godzina! Godzina, w której to dokona się długo wyczekiwana sprawiedliwość! - część osób z tłumu zaczęła wiwatować. Zmrużyłem oczy i westchnąłem.
- Cztery klany wchodziły w drogę porządku zbyt długo! Jeden z nich DZISIAJ POLEGNIE! - wiwaty zrobiły się jeszcze głośniejsze. - Nie przedłużajmy więc tej chwili! Dokonajmy tego, na co wszyscy czekaliśmy od dawna!
  Ktoś podszedł do mężczyzny, i wręczył mu czarne metalowe pudło. Usłyszałem kliknięcie, chwilę później dźwięk przeładowania pistoletu.
- Ci dwaj, stanowić będą przykład! To właśnie stanie się ze wszystkimi, KTÓRZY STANĄ NA DRODZE DO PORZĄDKU!
   Facet gadał z sensem. Trochę zbyt głośno, ale z sensem. No, powiedzmy. Podszedł do Chu i stanął za jego plecami.
- Ostatnie słowa, "Masked"?
   Kiedy Chu zaczął wypowiadać ostatnie zdania w jego życiu, zauważyłem znajomą postać stojącą w tłumie naprzeciw nas. Tsume stała za ludźmi, patrzyła na Chu. Nie patrzyła na niego jak na kolejny numerek w statystykach. Nie patrzyła na niego jak na sojusznika. Patrzyła na niego, jak na przyjaciela, którego nigdy więcej nie będzie jej dane zobaczyć. Usłyszałem strzał. Tsu zamknęła oczy i widziałem, jak zaciska zęby. Skierowała wzrok na ziemię. Kiedy w końcu spojrzała wyżej, przeniosła wzrok na mnie. Patrzyłem jej w oczy. Ten jeden ostatni raz. Przyłożyła dwa palce do czoła i zasalutowała. Skinęła głową. Ledwo zauważalnie powtórzyłem gest, jako nasze ostatnie, nieoficjalne pożegnanie. Następnie odwróciła się i odeszła kilka kroków dalej. Nie mam jej tego za złe, nie chcę żeby patrzyła na to, czego nie musi widzieć.
- Ostatnie słowa, "Huono"?
   Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, kiedy nagle odniosłem wrażenie, że czas stanął w miejscu. W tłumie, niedaleko miejsca gdzie stała moja siostra, zobaczyłem ją. Twarz, której jak sądziłem, nigdy więcej nie dane mi będzie zobaczyć. I jego, stał obok niej obejmując ją ramieniem. Zmarszczyłem lekko brwi próbując wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Spojrzałem w ziemię i nerwowo się zaśmiałem, jednak dźwięk który z siebie wydałem przypominał bardziej westchnięcie, niż śmiech. Pokiwałem głową sam do siebie przygryzając dolną wargę.
   Spokojnie podniosłem głowę biorąc przy tym głęboki wdech. Zamknąłem oczy i powoli wypuściłem powietrze. Spojrzałem jej w oczy. Wydaje mi się, albo przeżywam bardzo dziwne deja vu. Ten jeden ostatni raz nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Czas na chwilę się dla mnie zatrzymał, kiedy ponownie otworzyłem usta, żeby podzielić się ze światem moimi ostatnimi słowami.
Kocham cię, Vane.
   Wtedy poczułem rozrywający ból głowy. Trwało to sekundę, może nawet mniej, a potem już tylko upadek na ziemię, i wszystko wokół zmieniło się w czerń.

środa, 7 czerwca 2017

Od Kiby CD. Vane

   Nie wiem, ile spałem. To wszystko wydawało się być wiecznością, ciągle spadałem w nicość. Nie czułem kończyn, czułem się tylko coraz bardziej słaby. Chciałem się poddać. Wystarczyły dwie sekundy i to wszystko po prostu by się skończyło. Mogłem przestać walczyć.
   Ale tego nie zrobiłem. Musiałem walczyć. Nie chciałem zostawić Vane, nie teraz. Miałem jeszcze tyle rzeczy do zrobienia w życiu. Mam ledwo 25 lat, pół życia przed sobą.
   Spadałem dalej, po prostu starając się nie zasypiać. Zacząłem zastanawiać się nad tym, jakim kretynem jestem. Albo raczej, byłem. Chciałem uciec dlatego, że Vane jest w ciąży... Ale ze mnie dupek.
   Im dłużej myślałem, tym bardziej traciłem poczucie czasu, to całe "spadanie" zaczęło przyspieszać. O ile wcześniej miałem wrażenie, że nigdy nie przestanę lecieć, teraz czułem jakbym zaraz miał walnąć o ziemię. W końcu, to się stało. Obudziłem się w łóżku, gwałtownie podnosząc. Od razu tego pożałowałem, czując ból spowodowany przez ranę.
- Aaaargh! Kurw... - nie dokończyłem i mrużąc oczy rozejrzałem się po pokoju. Było południe, słońce wpadało do pokoju przez okna. Mój telefon leżał na stoliku obok łóżka. Podniosłem go i odblokowałem. 14:53. Westchnąłem i spróbowałem się podnieść. Nie było to łatwe ale w końcu się udało. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę drzwi i wyszedłem na korytarz. W domu było pusto. Ani śladu Vane albo choćby tego wkurzającego szopa. Zszedłem na dół i zacząłem szukać w kuchni czegoś do picia. Jak tylko znalazłem wodę od razu dorwałem się do butelki. Po chwili jednak wyplułem wszystko na podłogę.
- Uuugh! - zacząłem kaszleć. - Gazowana. Gh.
Rzuciłem zakręconą wodę na ziemię i oparłem łokciem o blat. Po chwili usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Ruszyłem w tamtą stronę, chciałem pobiec ale ból mi na to nie pozwalał. Zobaczyłem Vane, trzymającą dwie siatki z zakupami, zamykającą drzwi za sobą. Jeszcze mnie nie zauważyła, więc stwierdziłem, że zwrócę na siebie uwagę.
- Uhhh, hej - odezwałem się dość cicho. Dziewczyna od razu skupiła wzrok na mnie. Uniosłem brew patrząc, jak wypuszcza z rąk swoje zakupy.
- Więęęęęc... Jak długo spałem? - wyszczerzyłem się głupio, drapiąc ręką po karku.

<Vane? Krótkie, nie miałam pomysłu co napisać xd>

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Kiby CD. Vane

   Zbladłem i złapałem się teatralnie za serce. Upadłem na kolana.
- Kiba?! - Vane posłała mi zdziwione spojrzenie i cofnęła się o krok.
- Za...Zakupy... I do tego z kobietą... - upadłem na twarz i już tak pozostałem. Vane westchnęła i przeszła nade mną.
- Nie marudź! Nie będzie tak źle!
- Noooo, tak. Jasne. A za chwilę usłyszę "Jeszcze pięć minut!" i tak będzie się to powtarzać, błędne koło aż do chwili gdy nie wykupimy całego sklepu.
Prychnęła.
- Nie mam aż tyle pieniędzy. Nawet nie wiem czy mi starczy, żeby pójść jeszcze po tą szafę, będziemy musieli wrócić do mnie do domu, zostawiłam kartę.
Westchnąłem i sięgnąłem jedną ręką do kieszeni.
- Co ty robisz?
- Miałem ci to pokazać wcześniej, wbrew pozorom nie posłałem szczura po portfel bez powodu.
Wyciągnąłem z kieszeni złotą kartę kredytową i uniosłem ją do góry.
- Skąd ty...
- Zajebałem siostrze. Ma takich jeszcze z pięć na wypadek gdyby jej wyczyścili konto na jakiejś. Jest na niej jakieś siedemdziesiąt milionów dolarów czy coś koło tego.
- Skąd Tsume ma tyle pieniędzy?!
- No chyba musi skądś mieć na broń i utrzymanie wszystkich - podniosłem się i schowałem kartę do kieszeni spodni - To kosztuje, a pieniążki z wymian, handlu i niszczenia okolicznych gangów lecą.
- To jej klan rywalizuje z Amerykańską mafią?
Zaśmiałem się pod nosem.
- Ty nic o niej nie wiesz, nie? - oparłem się łokciem o ścianę. Vane się skrzywiła.
- Do czasu kiedy się rozdzieliliśmy myślałam, że wiem dość sporo.
Patrzyłem jak dziewczyna z sekundy na sekundę smutnieje. Wziąłem głęboki wdech i położyłem rękę na jej ramieniu.
- Dobra, chodź na te zakupy.
Vane się uśmiechnęła lekko. W co ja się wpakowałem, prędzej zginę niż dotrwam do końca jej zakupów.
*************
- Jezu Vane, zlituj się i ja mam ci jeszcze szafę do tego nieść?! - zapytałem będąc cały obładowany torbami. W dwóch lub trzech znajdowało się to, po co tak właściwie tu przyszliśmy. W pozostałych kilkunastu już same pierdoły. A tu trzeba jakieś rzeczy do łazienki kupić bo na pewno nie ma, a tu jeszcze jakieś promocje, a może jeszcze jakieś inne pierdoły? I tak w kółko. A teraz miałem jeszcze jej dźwigać szafę.
- Daj spokój, nie marudź tak. To nie jest takie ciężkie.
- TAK?! - powiedziałem rzucając część toreb na ziemię. - To sama nieś!
Wzruszyła ramionami i podniosła torby, które zrzuciłem na ziemię. Uniosłem brew. Jest całkiem silna, jak na dziewczynę.
- To zróbmy tak. Ty pójdziesz po szafę, a ja wezmę torby i wyjdę tylnymi drzwiami sklepu zanim ktoś się zorientuje.
Uniosłem brew.
- Czy ty coś ukradłaś?
- Pfffffff ja? Nieee.
Przewróciłem oczami. Prześledziłem wzrokiem ilość toreb. Faktycznie nie pamiętam, żebym płacił za niektóre z nich.
- Po co kradniesz, skoro mam tą kartę?
- Bo za rzeczy, które wzięłam, płaci się po kilka tysięcy za sztukę, ludzie zaczęliby coś podejrzewać gdybym to kupiła wszystko naraz. Pokaże ci w domu.
- Okey, ty tu rządzisz - westchnąłem. Idę po tą szafę, a ty czekaj na mnie przed drzwiami, jasne?
- Yep.
*******[Niby +16 ale niby nie xD Nie wiem, ja tam oglądam za dużo TWD]*******
     W końcu po kilkunastu minutach kłótni ze sprzedawcą o to, że ta szafa jest na specjalne zamówienie, mogłem wyjść ze sklepu. Niosłem sporych rozmiarów karton z częściami do szafy aż do wyjścia. Ściągnąłem na siebie dość sporo dziwnych spojrzeń, ale co z tego. Większości tych ludzi i tak już nigdy więcej nie zobaczę.
    Wyszedłem przez tylne drzwi sklepu, tam gdzie są odbierane dostawy. Rozejrzałem się i nigdzie nie mogłem dostrzec Vane. Przy okazji zauważyłem, że już jest ciemno. Ile my tam siedzieliśmy?! Zanim zdążyłem zawołać dziewczynę, usłyszałem krzyk. Rzuciłem karton na ziemię i pobiegłem w tamtą stronę bez chwili namysłu. Po drodze zauważyłem porozrzucane torby Vane.
- Co jeszcze masz? - usłyszałem zachrypnięty głos jakiegoś faceta i śmiech kilku innych. Wychylając się zza rogu dostrzegłem to, czego się obawiałem. Kilku facetów otaczało dziewczynę, jeden z nich trzymał jej ręce przy ścianie. Na ziemi leżały dwa pistolety, podejrzewam, że były Vane, ci faceci musieli ją rozbroić. Drugi z tych gości trzymał pistolet przy jej głowie i przeszukiwał jej kieszenie, ale miałem wrażenie, że kieszenie to nie jedyne do czego chce się dobrać. Kiedy już upewnił się, że niczego więcej nie ma, zaczął unosić jej koszulkę. 
    W tym momencie jakaś lampka zapaliła się w mojej głowie. Wszystkie myśli uciekły na bok, widziałem przed oczami jedynie ten obraz. Napełnił mnie wściekłością. Zdematerializowałem się i zmieniłem w lwa. Podszedłem bliżej do nich i zawarczałem. Odwrócili się, jednak niczego nie ujrzeli. Zmaterializowałem się skacząc na jednego z nich. Wgryzłem mu się w szyję i zanim reszta mogła coś zrobić już rzuciłem się na drugiego. Wysuwając pazury rozerwałem jego brzuch, przez co ogromne ilości krwi się polały. Postanowiłem go nie dobijać, i tak zaraz zginie. Niech poczuje ból. Krew zmieszała się z wodą w kałużach na ziemi. Moje żółte oczy odbijały się w wodzie. W końcu skoczyłem na tego, który chciał się dobrać do Vane. Zanim cokolwiek zrobiłem zaryczałem głośno mu w twarz. Wgryzłem się mu w szyje, jednocześnie wbijając pazury w brzuch. Chwilę się z nim szarpałem, po czym w końcu go puściłem, rozrywając dużą część jego szyi. Właśnie chciałem się odwrócić żeby rozejrzeć się, czy nie ma jeszcze kogoś do załatwienia, gdy usłyszałem huk. Najpierw strzał, a potem ogromny ból w okolicach lewej łapy. Spojrzałem w tamtą stronę, to ten facet, którego nie zabiłem. Zdołał sięgnąć po pistolet i mieć siłę, by strzelić. Skonał dosłownie kilka sekund później.
- Kiba... - usłyszałem przed sobą głos Vane. Przybrałem ludzką formę i wyciągnąłem w jej stronę rękę, chcąc do niej podejść. Przytulić ją. Jednak zanim zrobiłem pierwszy krok, padłem na ziemię. Poczułem nieprzyjemny i bardzo silny ból w lewym boku. Dotknąłem tego miejsca i zorientowałem się, że jest mokre od krwi. Ale nie była to krew ludzi, których zabiłem. Ta była moja.
- KIBA! - Vane klęknęła przy mnie i uniosła moją głowę. Położyła ją na swoich kolanach i próbowała coś zrobić z krwawiącą raną.
- To nic... Nic... Będzie dobrze! Nic ci nie będzie!
Zmrużyłem oczy. Jestem śpiący. Jest już tak późno... Chce mi się spać.
- Vane...?
Przeniosła wzrok na moją twarz. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy.
- Czy mówiłem ci już, że... - wtuliłem się w nią. - Tak ładnie pachniesz.....
Mój uścisk z sekundy na sekundę stawał się słabszy. Zakręciło mi się w głowie, przed oczami ujrzałem ciemność. Ostatnie co usłyszałem, to głos Vane:
- Rocket! Przyjedź do Centrum Handlowego, TERAZ!
Ona... Ma taki ładny głos...

<Vane? Możesz napisać jak już on się obudzi opatrzony u nich w domu, bo on żyje, spokojnie xD>

sobota, 8 kwietnia 2017

Od Kiby CD. Vane

   Zacząłem się rozglądać. Zaśmiałem się pod nosem. Moc psychiki i zwierzęca forma króla zwierząt idą w parze. Czuje jej zapach. Wiem, że siedzi w szafie. I już dokładnie wiem co zrobię, tylko muszę pozbyć się futrzaka.
- Rocket wiem, że mnie nie lubisz, ale...
- No już, gadaj czego chcesz - skrzyżował ręce.
- Mógłbyś mi przynieść mój portfel? Zostawiłem go w samochodzie - wyszczerzyłem zęby. Szop przewrócił oczami i westchnął.
- Jak tak bardzo go teraz potrzebujesz... I tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Dzięki stary - poczekałem aż wyjdzie za drzwi. Następnie przełożyłem klucz do wewnętrznego zamka i je zamknąłem. Potem skierowałem się ku szafie, w której siedziała Vane. Otworzyłem drzwi gwałtownie, przez co dziewczyna pisnęła przestraszona. Wziąłem z drzwiczek kluczyk, zamknąłem nas od środka i przycisnąłem go do ziemi stopą. Uśmiechnąłem się złośliwie.
- Rocket przyjdzie, nawet nie próbuj - posłała mi podejrzliwe spojrzenie. Zaśmiałem się.
- Wydaje mi się, że futrzak nie dotrze tu tak szybko jakbyś chciała.
Vane odsunęła się jak mogła ode mnie. Uniosłem brew.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię.
- Ta, jasne.
- No wiesz, przeleciałem cię, jestem zadowolony. Więc teraz masz spokój - wyszczerzyłem się. Zobaczyłem, że dziewczyna lekko się zaczerwieniła. Przysunąłem się bliżej do niej i spojrzałem na nią z góry.
- A co, chcesz tego? - zapytałem biorąc w rękę kosmyk jej włosów.
- C-co...
- Przyznaj to, że mnie pragniesz - wymruczałem jej do ucha. Zobaczyłem jak dziewczyna jeszcze bardziej robi się czerwona.
- Ja ni--
Nie zdążyła dokończyć. Wpiłem się w jej usta tak samo, jak zrobiłem to wcześniej dzisiejszego dnia. Przejechałem językiem po jej wardze. Nie próbowała mnie odepchnąć. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy odwzajemniła pocałunek. Objęła rękoma moją szyję. Wciąż się całowaliśmy a ja objąłem ją rękoma w talii. Przyciągnąłem ją bardziej do siebie.
    Całą tą magię chwili przerwało nam przekręcanie czymś zamka od szafy. Drzwi się otworzyły a my oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech. Przed szafą stał wkurzony szop.
- Co tu się ku*wa dzieje.
Skrzyżował ręce przenikając moją duszę wzrokiem.
- Uhhhh... Ja to wyjaśnię? - Vane się zaczerwieniła. Tak uroczo wygląda gdy to robi...
Zaraz... Kiba, stary... Ty się chyba nie zakochałeś?

<Vane? c: >

Od Kiby CD. Vane

   Obudził mnie krzyk kobiety. Natychmiast się podniosłem i rozejrzałem. To była Vane? Od razu do mojej głowy przyszła myśl, że coś jej się stało. Zerwałem się z łóżka i zacząłem rozglądać po korytarzu. Ujrzałem światło przebijające się przez drzwi łazienki. Niepewnie podszedłem i złapałem za klamkę. Otworzyłem drzwi i ujrzałem płaczącą Vane siedzącą na podłodze.
- Co ci? - zapytałem stojąc w drzwiach. Przetarłem ręką oczy.
- Co?! - wzdrygnęła się na mój widok. Pośpiesznie zabrała jakiś przedmiot z mojego widoku. Starała się zrobić to niezauważalnie, ale udało mi się to dostrzec.
- N-nic. Nie twój interes, a poza tym czemu ty nie w łóżku?! - zapytała krzywiąc się.
- Twoje darcie się mnie obudziło. Gh, przynajmniej futrzak nadal śpi - skrzyżowałem ręce.
- Jasne... Wracaj do łóżka, wszystko jest okey - nie przestawała płakać. Wycierała ręką łzy z twarzy, jednak nadal płakała i nie udawało jej się przestać. Zmrużyłem oczy.
- Co tam masz.
Nie brzmiało to jak pytanie. Bardziej jak rozkaz.
- Nic.
- Vane - podszedłem bliżej i stanąłem nad nią.
- No nie mam nic czego chcesz!
- Sam mam to zabrać? - nie odpowiedziała. Schyliłem się po rzecz którą chowała za plecami. Próbowała mnie odepchnąć albo schować ją bardziej ale koniec końców znalazł się w moich rękach.
   Zbladłem. O mało nie wypuściłem przedmiotu z rąk. Spojrzałem na nią, a potem znowu na test ciążowy. Wynik pozytywny. Czy to znaczy, że... Nie, to nie możliwe. A może jednak?
- Kiba...
Vane zaczęła bardziej płakać. Byłem bezsilny. Nie wiem jak to się stało, ja zawsze się zabezpieczałem. Ale wtedy byłem pijany... Jasna cholera!
- Kiba no powiedz coś do cholery! - spojrzała na mnie błagalnie. Opuściłem ręce i uklęknąłem. Objąłem dziewczynę i mocno przytuliłem.
- Coś z tym zrobimy. Jakoś to będzie, zobaczysz...
- Kiba, wiesz, że tak nie będzie.
- Nie traktuj tego jako przekleństwo. Po prostu... Coś wymyślimy, okey? - odsunąłem się trzymając ją rękoma za ramiona. Vane tylko kiwnęła i spuściła głowę. Ja nie mogę być ojcem. Może lubię się zabawić, ale nie jestem bez serca. I jestem przekonany, że ta dziewczyna zasługuje na o wiele lepsze życie.
- Idź już spać... Dobrze? - starłem łzę z jej policzka. Pokiwała głową i wstała. Poszła się położyć. Przemyłem twarz wodą i spojrzałem w lustro.
Kiba... Co ty do cholery wyprawiasz?!
**********
    Szedłem cicho, tak żeby nikt się nie zorientował, że nie śpię. Było około trzeciej nad ranem. Musiałem przejść przez salon, gdzie poszła położyć się Vane. Wtedy już tylko korytarz będzie dzielił mnie od drzwi. Muszę się stąd wydostać. Nie mogę być ojcem. Nie nadaję się do tego. Vane będzie musiała sama sobie poradzić.
   Zacząłem przechodzić przez salon. Właśnie miałem przejść na korytarz, kiedy usłyszałem głos dziewczyny.
- Kiba? - podniosła głowę. Zatrzymałem się i odwróciłem.
- Dokąd idziesz? - przyglądała się mi mrużąc oczy.
- Uhhhh... Przejść się. Czemu nie śpisz?
- Cierpię na bezsenność, mówiłam ci.
Ku*wa. No tak. Zapomniałem o tym, Kiba ty idioto.
- Kiba...
- Tak? - westchnąłem.
- Zostaniesz tu ze mną?
Skrzywiłem się. Podszedłem do niej i stanąłem zaraz przy kanapie. Chciałem powiedzieć, że nie mogę. Miałem zamiar powiedzieć, że muszę wyjść. Ale tylko stałem z otwartymi ustami. Skarciłem się w myślach i wziąłem głęboki wdech.
- Tak... Jasne.
Położyłem się obok niej i objąłem ją ręką. Nie mogłem już zasnąć. W przeciwieństwie do Vane, która o dziwo po chwili zasnęła. Chciałem wstać ale nie miałem jak. Zamiast tego przymknąłem oczy zrezygnowany i przytuliłem ją mocniej do siebie.
Kretynie... W co ty się wpakowałeś.

<Vane?>

Od Kiby CD. Vane

   Usłyszałem jak Tsume cicho się zaśmiała. Vane na nią spojrzała lekko się krzywiąc.
- Jakiś problem, Nimitsuu? - skrzyżowała ręce.
Dziewczyna położyła nogi na stół i zaczęła się bujać na krześle. Zdjęła czapkę i co jakiś czas lekko się uśmiechała bawiąc się przypinkami na niej.
- Doskonale wiesz, że to nie takie proste. Poza tym zachowywanie się jak "dzieci" póki co ratuje nam wszystkim dupę, tak? Więc o czym my w ogóle rozmawiamy.
Spojrzałem na moją towarzyszkę. Oparła się rękoma o stół. Nie chciałem się wtrącać, w końcu niewiele o tym wiem więc chyba lepiej będzie, jeśli same to załatwią.
- Ale może lepiej by było, gdybyśmy jednak się połączyli. Wtedy obalimy rząd - wskazała palcem w jakimś kierunku. - W końcu moglibyśmy być wolni. Bez obawy, że kolejnego dnia ktoś zrzuci nam bombę na bunkier!
- I co wtedy. Hmm? Masz pomysł? Kto wtedy będzie rządził miastem? Nie pomyślałaś o tym. I właśnie przez to, że tylko ja tutaj myślę--
- Tylko przez to, że NIE myślisz klany w ogóle się podzieliły! - walnąłem ręką o stół. Tsume rzuciła mi charakterystyczne spojrzenie. Znam ten wzrok. Stałem się jej oficjalnym wrogiem. To jej największa wada. Każdy kto nie jest z nią, jest przeciwko niej. Skrzywiłem się i zwróciłem się do srebrnowłosej.
- Vane, chodźmy stąd. Nic tu po nas - przeniosłem spojrzenie na moją siostrę.
- Czekaj... Muszę.. - dziewczyna wybiegła z pokoju, jak domyśliłem się po znakach w stronę toalety. Wpatrywałem się chwilę w tamtą stronę po czym usłyszałem śmiech od strony stołu.
- Tak to właśnie jest. Nawet nie mogła dokończyć wypowiedzi, musiała uciec jak tchórz.
- Tsu, daj spokój. Wiesz, że tak nie jest - odezwała się dotychczas milcząca Resney.
- Po prostu mówię co widzę - nałożyła czapkę i skrzyżowała ręce.
- Ja tam widzę trochę sensu w tym co mówi Nimitsuu... Przecież nie bez powodu klany się rozpadły. To się może powtórzyć - wtrącił się Chu.
- Dajcie spokój i zacznijcie myśleć racjonalnie - odezwałem się zanim ktoś jeszcze zdążył coś powiedzieć. Po chwili do pokoju wróciła Vane. Nie wyglądała najlepiej. Oparła się ponownie rękoma o stół.
- Zagłosujmy... Kto jest za zawarciem sojuszu między klanami?
Przez chwilę nikt nic nie robił. Pierwsza rękę podniosła Vane. Potem dołączyła też Resney.
- Ja się wstrzymuję od głosu - Chu skrzyżował ręce. Chwilę się zastanawiałem po czym podniosłem rękę. Nie żeby mój głos cokolwiek znaczył. Usłyszałem śmiech Tsume.
- Wychodzę - rzuciła po czym wstała przewracając krzesło i skierowała się w stronę wyjścia.
- Tsume wracaj tu! - krzyknęła za nią Vane, chcąc za nią pobiec. Złapałem ją za ramię.
- Zostaw ją. Daj jej spokój, z nią się nie da rozmawiać.
- Idę z nią pogadać - westchnął Chu i poszedł spokojnym krokiem śladami Tsume. Resney wstała od stołu.
- To może sojusz między naszymi klanami? Na razie, dopóki Tsume nie zmieni zdania - zaproponowała wyciągając rękę do mojej towarzyszki. Dziewczyna chwilę się zastanawiała po czym uścisnęła jej dłoń.

Skierowaliśmy się do samochodu. Usiadłem na miejscu kierowcy.
- Co ty robisz?
- Ja cię zawiozę. Nie gadaj tylko wsiadaj.
Vane przewróciła oczami po czym zrobiła jak kazałem. Połowę drogi przejechaliśmy w ciszy.
- Więc.. Co się stało?
- W sensie? - posłała mi pytające spojrzenie.
- Jak wybiegłaś, na zebraniu. Coś ci jest?

<Vane? c: >

środa, 29 marca 2017

Od Kiby CD. Vane

Zaśmiałem się.
- A dzwoń sobie.
- A żebyś wiedział, że zadzwonię! - powiedziała wstukując numer na telefonie. Przyłożyła urządzenie do ucha i czekała aż Tsume odbierze. Uśmiechałem się pod nosem. Po chwili usłyszałem jej automatyczną sekretarkę.
- Tu automatyczna sekretarka Jezusa. Aby nagrać wiadomość, wybierz 1. Aby usłyszeć fajną muzyczkę, wybierz 2. Możesz też wybrać 3, bo nie ważne co wciśniesz, i tak nic się nie stanie. Nie dzwoń tu więcej. <Piiiip>
Parsknąłem śmiechem. Vane popatrzyła na mnie skrzywiona.
- Co cię tak bawi?
- Ona poważnie ma taką wiadomość na poczcie głosowej?! - wydukałem przez łzy śmiechu. Ona zawsze była strasznie dziecinna, ale nie wiedziałem, że aż tak.
- Ta. Stara Nimitsuu.
Przestałem się śmiać i zmrużyłem oczy. Na usta cisnęło mi się jedno dość znaczące pytanie, na które do tej pory nawet moja siostra nie była mi w stanie odpowiedzieć. Zawsze unikała tego tematu jak ognia.
- Co się stało między wami? - zapytałem.
- Huh?
- Co się stało między tobą, Tsume, Chu i Resney? Dlaczego nie walczycie razem?
Vane skrzywiła się i jej wyraz twarzy zmienił się na smutny. Prawie identyczny, jaki widziałem u Tsume.
- Jeśli musisz wiedzieć... Kiedy to wszystko się zaczęło byliśmy zgraną drużyną. Szło nam dobrze, byliśmy sporą grupą. Mało ofiar, dużo zysków, wielka nadzieja na lepsze jutro. Ale coś się zmieniło. Wojsko otrzymało nowego generała. Wtedy nas złamali. Z każdym dniem było nas coraz mniej, wydawało się, że nas wszystkich wybiją. I wtedy zaczęły się te kłótnie.
- O co? - przerwałem zaciekawiony historią.
- Cóż... Każdy miał inną wizję przyszłości. Chu chciał wszystko podzielić po równo. Żeby nikt nie był biedny. Żeby każdemu żyło się dobrze.
- Komuniści też tak chcieli - burknąłem.
- Owszem, ale jego intencje były dobre - wzruszyła ramionami. - Resney chciała, żeby każdy mógł poczuć się wyjątkowo. Planowała rozwijać przede wszystkim magiczne zdolności innych ludzi. Wytrenować zwierzęce formy do perfekcji i walczyć o lepsze jutro.
- Wtedy zwykli ludzie by się zbuntowali i wszystko by szlag trafił - wtrąciłem.
- Dokładnie. Ja chciałam znaleźć złoty środek. Wszystko utrzymać w porządku, bez bójek, bez wojen. Wszyscy by żyli w spokoju. Nie byłoby kar śmierci. Nie byłoby dożywocia. Postawilibyśmy na cywilizacje, a nie na zbrojenia.
- Obawiam się, że tak się nie da M'lady - zaśmiałem się cicho. Vane przewróciła oczami.
- Co ty tam wiesz.
- A Nimitsuu?
- Tsume chciała dokładnie odwrotnie. Wybić rząd, wstawić nowy. Wszystkich sądziłaby tak samo sprawiedliwie. Jedynie zdrajców by skazywała na śmierć. Chciała uwolnić świat od ciągłego strachu. Zniszczyć zbrojenia innych państw. Wyeliminować zagrożenie, i po prostu... Żyć.
- Doprowadziłaby do III Wojny Światowej. Prędzej by zmiotła ludzką rasę z ziemi niż cokolwiek przydatnego zrobiła.
- Każdy z naszych planów ma jakiś defekt, dlatego się pokłóciliśmy. Wszyscy upierali się przy swoim, aż w końcu wszystko szlag trafił. Rozdzieliliśmy się. Każdy z nas stracił swoich najlepszych, najbardziej zaufanych przyjaciół.
Patrzyłem, jak Vane spuszcza głowę. Chwilę się wpatrywałem w nią, po prostu rozmyślając o tej historii. Wiedziałem, że kiedyś się przyjaźnili, ale nie sądziłem, że właśnie tak to było.
- Chciałabyś do tego wrócić?
Spojrzała na mnie.
- Chciałabyś, żeby było jak dawniej? - powtórzyłem pytanie.

<Vane?>

P.S. Jak ktoś ma problem z tą wersją wydarzeń z przeszłości... To macie problem >C Bywa. >C xD

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Kiby CD. Vane

****( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)****

  Obudziłem się leżąc na kanapie. Nie ukrywam tego, że od razu odczułem, że piłem zanim zasnąłem. Podniosłem się leniwie na łokcie i dostrzegłem, że leży na mnie jakaś dziewczyna. I do tego naga, tak samo z resztą jak ja. Ale to nie jakaś przypadkowa dziewczyna, to Vane we własnej osobie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Co się wczoraj działo? Nie wiem. Ale bardzo łatwo wywnioskować jak się to skończyło.
   Mój monolog który prowadziłem w myślach przerwał ruch dziewczyny. Podniosła się a gdy zobaczyła w jakim stanie się znajduje, spojrzała na mnie oczami wielkości pięciozłotówek.
- Co ty...
Nawet nie dokończyła tylko zeszła ze mnie zakrywając swoje ciało jak mogła i usiadła za oparciem kanapy, tak żebym nie mógł jej zobaczyć.
- Heh.
- Specjalnie mnie upiłeś! - krzyknęła w moją stronę.
- Wstrzymaj konie... Nic nie zrobiłem. Po pijaku ludzie robią różne rzeczy. Poza tym, to nie pierwsza taka moja sytuacja.
- Twoja może nie - prychnęła. - Spodziewałabym się.
Wychyliłem się zza oparcia tak, że widać mi było tylko połowę twarzy i spojrzałem na nią z miną typu "( ͡° ͜ʖ ͡°)".
- Czyżbym był tym pierwszym?
Przeniosła na mnie wzrok i walnęła mnie w twarz. Odsunąłem się.
- Ała.
- Ghrrr... Po prostu zakładaj te swoje szmaty, przy okazji daj mi moje.
- Jak sobie księżniczka życzy - pozbierałem jej ubrania i jej rzuciłem.
- Co ty masz z tą księżniczką?
- No nie wiem. Księżniczka, dziewica, to to samo. Ale może od dzisiaj muszę cię nazywać inaczej.
Założyłem na siebie spodnie. Koszulki znaleźć nie mogłem, jednak większym problemem była Vane która wyglądała jakby miała mi się rzucić do gardła.

<Vane? Nie zabijaj D; xD>

niedziela, 5 marca 2017

Od Kiby CD. Vane

  Zaśmiałem się.
- Dobranoc, księżniczko - mrugnąłem do niej po czym faktycznie poszedłem położyć się spać. Męczące to użeranie się z nią. Stwierdziłem więc, że dam sobie spokój. Na razie.
********
Już od dobrej godziny byłem na nogach i siedziałem na kanapie. Vane gdzieś wyszła a Rocketa nie widziałem, na szczęście, więc uznałem, że zajmę się sobą. A mówiąc "zajmę się sobą" mam oczywiście na myśli zabranie z szafki dziewczyny alkoholu i skonsumowanie go. Było tam jakieś wino, za którym z resztą nie przepadam, i wódka. No i znalazłem jeszcze piwo. Z racji, że upijanie się w cztery dupy już z samego rana to zły pomysł, pozwoliłem sobie wziąć piwo.
  Wziąłem kolejny łyk i z rozczarowaniem spojrzałem na pustą już butelkę. Skrzywiłem się. Usłyszałem otwieranie drzwi wejściowych.
- Rocket! - zabrzmiał głos dziewczyny. Odłożyłem butelkę na stół.
- Szczura nie ma, poszedł gdzieś - odpowiedziałem. Vane wychyliła się zza rogu i spojrzała na mnie marszcząc brwi.
- Co ty robisz?
- Piję.
- A skąd masz piwo? - oparła się o ścianę krzyżując ręce.
- No cóż, mam swoje źródła - wyszczerzyłem się.
- Jasne. Tak w ogóle Rocket to nie szczur.
- Szop, szczur. Zaczyna się na tą samą literę, więc wszystko jedno - przeciągnąłem się. - Przyłączysz się do picia?
Na to pytanie spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Bez żadnych numerów no. Lubię się czasem z kimś napić - uśmiechnąłem się pod nosem.

<Vane? c: Napijesz się z Kibą? xD>

piątek, 24 lutego 2017

Od Kiby CD. Vane

Wykorzystałem okazję i przybrałem moją zwierzęcą formę. Skoczyłem na dziewczynę przygniatając ją do ziemi. Zmieniłem się znowu w siebie i trzymając ją za nadgarstki nadal trzymałem przy ziemi. Posłałem jej złośliwy uśmiech.
- I co teraz? - zapytałem przybliżając twarz.
- Puszczaj! - powiedziała przez zaciśnięte zęby, próbując się wyrwać. Byłem od niej silniejszy.
- Nie - uśmiechnąłem się ponownie. - Ładna jesteś, mówił ci to już ktoś?
Zacząłem się bawić jej włosami, przytrzymując jeden z jej nadgarstków łokciem.
- Będę krzyczeć - powiedziała zaprzestając prób wyrwania się.
- I co ci to da? - uniosłem brew.
- Rocket przyjdzie.
Zaśmiałem się.
- Sugerujesz, że nie dam sobie rady z jakimś głupim szopem?
- Zdziwiłbyś się.
- Huh.
Zacząłem się jej przyglądać. Ta patrzyła na mnie spojrzeniem mordercy. Zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej i zacząłem ją całować po szyi. Znowu zaczęła się wyrywać. Nie przestawałem. Przygryzłem lekko skórę na jej szyi, zostawiając ślad.
- Puszczaj mnie ty cholerny--...! - nie dałem jej dokończyć bo zawisłem dosłownie centymetr nad jej twarzą.
- Jesteś taka śliczna, piękna, cudowna. Przy tobie bledną gwiazdy, a mi miękną kolana... - Vane zrobiła większe oczy i posłała mi pytające spojrzenie. - Twój uśmiech lśni niczym najdroższe diamenty, w oczach jest głębia, w której mogę utonąć, twe włosy są jak gęsty las, w którym mógłbym się zgubić. Jesteś taka zgrabna, silna, uczuciowa i mnie pociągasz...
Oczywiście nic z tego co mówiłem nie było prawdą. Chociaż? Ładna była, a to, że mnie pociąga to również jest prawdziwą częścią tego co powiedziałem.

<Vane? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

niedziela, 19 lutego 2017

Od Kiby CD. Vane

   Popatrzyłem na szopa marszcząc brwi.
- Śpię u niej - uśmiechnąłem się wrednie.
- No chyba ci się coś pomyliło. Takich jak ty trzeba pilnować.
- Mówiłeś, że nie będziesz spał ze mną - oparłem się o ścianę.
- Bo nie będę!
- A więc jak chcesz mnie pilnować? - zaśmiałem się. Zwierzak zamilkł i spojrzał na mnie pełnym podejrzeń wzrokiem. Będę się go musiał pozbyć. Ale nie teraz, trochę na to za szybko.
- A więc... Jesteś jej takim pieskiem?
- Co? - zmarszczył brwi.
- No wiesz, jesteś zwierzakiem. A więc jesteś jej pupilkiem. I co, karmi cię z miski? - na moją twarz ponownie wkradł się złośliwy uśmiech.
- Ty mały...
- Ej! Co wy robicie? - zapytała zirytowana Vane, wychylając się zza drzwi pokoju.
- Nic, rozmawiamy sobie. Ale właśnie skończyliśmy - powiedziałem nawet nie patrząc w stronę Rocketa i zacząłem zwiedzać jej mieszkanie. Kiedy już skończyłem swoją małą "wycieczkę", poszedłem sprawdzić co robi Vane. Była w sypialni, przymknęła tylko drzwi, więc wystarczyło je tylko odchylić, żebym mógł widzieć co robi. Stanąłem sobie w drzwiach opierając się o ścianę. Dziewczyna odwrócona do mnie plecami zakładała właśnie bluzkę. Uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy mnie zobaczyła wzdrygnęła się i odskoczyła.
- A co ty tu robisz?!
- Stoję, głównie - obejrzałem się do tyłu, żeby zobaczyć czy Rocketa tam nie ma.
- Podglądałeś mnie? - posłała mi niezadowolone spojrzenie.
- Nie, po prostu przyszedłem zapytać czy bardzo będziesz jutro zajęta - podszedłem tak, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
- Poniekąd - odsunęła się o krok. - Poza tym nawet nie próbuj.
- Czego? - skrzyżowałem ręce z szelmowskim uśmiechem.
- No... Wiesz czego. Tego w biurze, po prostu nie rób tego więcej do cholery - skrzywiła się. Zaśmiałem się cicho.
- Nie mam takich zamiarów. Tak swoją drogą...
Podszedłem by ponownie dzieliło nas kilka centymetrów i wyszeptałem jej do ucha:
- Nie mów, że ci się nie podobało.
Zaśmiałem się ponownie i odsunąłem się o krok, czekając na reakcję dziewczyny.

<Vane? >;3 >

piątek, 17 lutego 2017

Od Kiby

   Stałem opierając się o ścianę gdzieś w bazie jednego z klanów. Wysłano mnie do dowódcy, więc po prostu czekałem na korytarzu, bo biuro było zamknięte. Przeglądałem sms'y na telefonie i czytałem te, na które nie raczyłem przez długi czas odpisać. Usłyszałem kroki więc schowałem urządzenie do kieszeni. Rozejrzałem się i zauważyłem srebrnowłosą dziewczynę. Przyjrzałem się jej od góry do dołu. Gapiłem się kiedy była coraz bliżej. Właśnie wyznaczyłem sobie nową ofiarę.
- Szukam dowódcy, mogłabyś mnie zaprowadzić? - podszedłem i zagrodziłem jej drogę.
- Patrzysz na niego.
Uniosłem pytająco brew. Spoglądałem na dziewczynę z góry nieco zaskoczony. Dość drobna była, nie spodziewałem się kogoś takiego na stanowisku dowódcy.
- W takim razie przepraszam - ukłoniłem się teatralnie. - Więc ty jesteś Vane?
- Owszem - wzięła łyk kawy i wyminęła mnie, po czym sięgnęła do kieszeni po klucze aby otworzyć biuro. - A ty to?
- Kiba Brown - podszedłem i oparłem się jedną ręką o ścianę. Tym razem to ona spojrzała na mnie pytająco.
- Ten brat Tsume?
Cholera. Odkryli mnie. Mała menda, musiała coś o mnie powiedzieć.
- Tak, a co, słyszałaś o mnie? - uśmiechnąłem się zalotnie.
- Może. Ale tylko jakieś plotki - wzięła kolejny łyk kawy i weszła do pomieszczenia. Rozsiadła się na fotelu za biurkiem, a ja oparłem plecami o ścianę gdzieś w rogu pokoju.
- A więc czego chcesz?
- Jestem nowy, mogłabyś mi pokazać co i jak?
Zaczynając najlepiej od twojej sypialni.

< Vane? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

Kiba "Huono" Brown


Umiesz liczyć? Licz na siebie! Niech innych szczęście twoje jebie.

Imię i nazwisko: Kiba Brown
Pseudonim: Huono ("bad" po fińsku)
Płeć: Mogę być kim chcesz, kochanie... *Przychodzi Tsu i przypierdziela mu w łeb* To facet. Zdecydowanie facet. *Wzrok mordercy w jego strone*
Wiek: Przeżył już bite 26 lat, jest więc starszy od Tsume 3 lata
Rasa: Górski lew
Orientacja: Hetero
Zauroczenie: Praktycznie każda kobieta, ważne żeby wylądowała w jego sypialni
Klan: Guardians of the Galaxy
Stanowisko: Szpieg
Żywioł: Psychika i Energia
Moce:
- Dematerializacja
- Psychokineza
- Kule energii
- Jeśli się komuś dłużej wpatruje w oczy, może odczytać skrawki jego myśli
Umiejętności:
Wiesz, jeżeli pytasz o spawy... *Tsume wkurzona patrzy zza drzwi* A dobra nie ważne, o tym można się dowiedzieć w praktyce ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jest dość silny, jednak nie tak szybki. Potrafi myśleć logicznie i szybko przeanalizować sytuację. Umie piec ciasteczka. I to w sumie jedyne co potrafi, więcej mu do życia nie potrzeba.
Charakter: Too dooość... Ciężki temat. Jest typowym bad boy'em. Jedyne na czym mu zależy, to co dziewczyna ma pod ubraniem. Na początku zawsze zgrywa miłego. Może się wydawać uczynny i pomocny. Ogólnie na pierwszy rzut oka, jest ideałem faceta. Jednak wystarczy znać go dosłownie jeden dzień, a jego charakter obróci się o 180 stopni. Nie jest jednak bez serca, uwielbia małe zwierzęta. Jest bardzo terytorialny, zawsze daje wszystkim do zrozumienia, gdzie są granice. Zawsze musi być tym "samcem alfa". Za swoją własność uważa praktycznie wszystko czego się tknie. Nie lubi być sam, zdecydowanie bardziej woli być w towarzystwie. Większość czasu bywa okropnie arogancki. Lubi pożartować i dogryzać swojej siostrze, Nimitsuu.
Cechy charakterystyczne: Z pewnością uwagę przykuwają jego niebieskie włosy. Ma też zielone oczy, które są głównym powodem tego, że wszystkie dziewczyny za nim szaleją. Ma naszyjnik z pazurem lisa (był to niegdyś pazur zwierzęcego wcielenia jego matki).
Ciekawostki:
- Uwielbia nutellę <3
- Kocha małe zwierzęta, sam chciałby mieć jakieś ale wie, że nie udałoby mu się go utrzymać, poza tym boi się, że jak kiedyś go zastrzelą, to zwierzak zostanie całkiem sam
- Jego naturalnym kolorem włosów jest blond, czasami zmywa farbę i z takim kolorem włosów się pokazuje
- Często przedstawia się jako David
Głos: klik
Właściciel: |Howrse| Olasta
Inne zdjęcia:
1 2 3
Mia Land of Grafic