Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadow. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 września 2017

Od Shadow cd Peter

Wlepiłam spojrzenie w jedzenie, niemrawo skubiąc je widelcem.
Shawn zachowywał się co najmniej dziwnie. Corrinne za to była wyjątkowo wesoła, przytulając do siebie zupełnie nową zabawkę; przytulankę-hienę. Zwierzątko miało duże, błękitne oczy, przez co wyglądało naprawdę uroczo.
   Niemal tak samo, jak hybrydy, krążące wokół stołu w oczekiwaniu na jakieś zaginione kawałki. Rzuciłam Ashley kawałek mięsa, a ta złapała go w locie.
– Moja dziewczyna! –wytarmosiłam jej łeb.
Usłyszałam rozbawione prychnięcie Petera. Zaraz potem rozległo się szurnięcie i krzesło odsunęło się od blatu. Spojrzałam pytająco na Shawna, który kierował się ku schodom, a gdy już na nich znikł, przeniosłam głowę w stronę męża. Corrinne chwilę jeszcze jadła, po czym również poszła na górę.
– O co mu mogło chodzić? – szepnęłam bardzo cicho, poddenerwowana bębniąc paznokciami o drewno.
– Nie wiem. – odezwał się, także zaopatrzony w odległy punkt który nawet nie istniał.
– Może miał jakieś schizy... Lub... – zaczęłam snuć nerwowo teorie.
Przez następne parę godzin nie ruszyliśmy się z miejsca, rozmyślając i próbując zrozumieć słowa syna. Tak nadeszła kolacja, a po niej- sen.
°°°
Ktoś mnie szturchał. Mruknęłam parę razy przekleństwa i przewróciłam się na drugi bok, nawet nie rozchylając powiek. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam... Przecież czytałam książkę przy biurku...
– Shadow, wstawaj! – dobiegł do mnie zdenerwowany głos.
– Za wcześnie, daj mi spokój...
– Shadow, ku**a! Ktoś jest w okolicy. Mam złe przeczucia...
– Zdaje ci się...
– To rządowe auta. Dużo rządowych aut.
W tym momencie zerwałam się jak opatrzona. Moje serce łopotało, niemal sprawiając ból.
Zostawiłam Petera, biegnąc do dzieci. Miałam nadzieję, że domyśli się, co ma łóżkach.
Okazało się, że oboje nie spali. Siedzieli w bezruchu na swoich łóżkach, a ich źrenice były rozszerzene. Prawdopodobnie zasnęli w ubraniach, bo mieli je na sobie. Chociaż raz wyszło to na dobre.
– Uciekajcie w lasek i nie oglądajcie się! – wyszeptałam, przytulając każde z nich.
Pokiwali głowami i choć widziałam s ich twarzach strach i niechęć do opuszczania nas, cichaczem wyszli z domu.
Zamknęłam za nimi drzwi, cicho modląc się, by zdążyli. Wróciłam do Petera.
– Jak daleko są? – zapytałam.
– Zdecydowanie za blisko.
Miał rację, bo już po chwili wywarzono drzwi.
Odliczałam sekundy.
– Kocham cię, wiesz? – pocałowałam go szybko.
– Wiem. Też cię kocham, Shadow.
Odetchnęłam cicho. Dzieci już powinny być bezpieczne...
– Peter... Zanim umrzemy, chcę, byś coś wiedział... – utkwiłam wzrok w wejściu.
– Co takiego?
– Wtedy... Kiedy Rite... – przełknęłam łzy – Słuchaj, walę prosto z mostu. Corrinne i Shawn mają starszego, przyrodniego brata.
Przemilczał to. Mogłam domyślać się, jak się czuje.
– Wtedy, kiedy się tak nagle pojawiłam... Uciekłam od Tehli'ego.  Wybacz mi, proszę...
– - Nie ważne kim byłaś, ważne kim się stałaś... I właśnie dlatego cię kocham.
Przeładowałam broń, ramieniem wycierając policzek.
Lufa karabiu nakierowana została w stronę ludzi, którzy za sekundę mieli wyskoczyć.
Spust został pociągnięty.
Ale... Im nie chodziło, by nas zabić. Nie dało się ich zastrzelić, bo mieli cholerne kamizelki. W łby nie było nawet czasu.
Wystarczyły dwa, pierdolnięte strzały w naszą stronę, byśmy uderzyli plecami o podłogę.
   Spod zmrużonych powiek widziałam, jak ciągną najbliższą mi osobę w obcą stronę. Nic fizycznie nie czułam. Nic, pustka. Nie mogłam drgnąć. Jednak mózg rejestrował psychiczny ból.
Jeszcze gdy byłam transportowana do furgonetki, widziałam płomienie ogarniające dom. Nasze schronienie, dotychczas bezpieczne.
Mruknęłam coś niezrozumiale, zapadając się w ciemność.
Ta była niespokojna i wzbudzająca strach, nie mogłam się z niej wyrwać.
***
Ludzie. Czy oni naprawdę tak nas nienawidzą? Czy chcą naszej śmierci aż tak, by tłumnie gromadzić się na tą publiczną egzekucję?
Dowiedziałam się właśnie, jak czuł się Kiba i Chu. Wystawieni na pośmiewisko. Jednak... Nikt się nie śmieje. Skandują, ale nie śmieją się.
Nikt też jakby nas nie żałuje. Nie widzę znajomych twarzy, lub nie chcę ich widzieć. Nie patrzę.
Wlepiam jedynie wzrok w gładkie kafle, które niedługo zabarwią się krwią. Nie słyszę, choć słowa docierają do mych uszu. Nie reaguję.
Kto nas zdradził? Nie wiemy. Być może w klanach mamy szpiegów.
Czy gdzieś jest przywódca klanu do którego należę? Może ma całkiem gdzieś kolejną śmierć.
Wysłuchałam tych ostatnich zdań, które wypowiadał ten baran, po czym ostatni raz uśmiechnęłam się do Petera.
Żegnaj. - szepnęłam w myślach, wiedząc, że mnie usłyszy.

< Peter? >

wtorek, 22 sierpnia 2017

Od Shadow cd Peter

Wszystko kręciło się jak w kalejdoskopie. Ktoś mnie niósł, tylko tyle czułam przez sen. A może straciłam przytomność? Nieważne...
Całej karuzeli obrazów zaczęły towarzyszyć jaskrawe kolory.
~~~
Ogień. Wszędzie ogień. Shadow przedzierała się przez niego. Gdzie Peter?!
Dym drażnił jej płuca już do tego stopnia, że musiała podeprzeć się szafki.
Za jej plecami mignęła postać. Rozległ się huk. Wystrzał z broni palnej, a jej nogę rozdarł ból. Złapała się poręczy schodów, nie pozwalając upaść, a postać zbliżyła się. Był to mężczyzna.
Złapał ją za ramiona, ciągnąc w stronę drzwi. Opierała się, jednak nie miała siły krzyczeć i wzywać pomocy.
   Wsadzili ją do samochodu, gdzie był już nieprzytomny Peter.
***
Zaśmiałam się cicho.
– Peter, widzę oraz słyszę, że to ty. Wszędzie bym  cię poznała. – szepnęłam zachrypniętym głosem. – Poza tym, obawiam się, że te leki ze sobą sprawiłyby razem, że bym zdechła.
– Ops... – mruknął.
– Na lekarza to ty się nie nadajesz. A teraz wyjdź, bo cię ktoś złapie i będziesz miał problemy.
– Ale...
– Idź. Już. Teraz. Nic mi się nie stanie.
Wciąż stał w miejscu.
– Nie pytasz o dzieci? – zapytał powoli.
– Nie, bo wiem, że się nimi zająłeś.
Niedługo później do piwnicy wpadła Sabrina z miną mordercy.
– Shadow! Co się stało z latarnią?! Co z tobą?! Angel i Water... Gdzie oni?!
Milczałam, bo sama nie wiedziałam.
– Latarnia wybuchła, Shadow i cała reszta była w środku. – powiedział Peter.

< Peter? >

sobota, 19 sierpnia 2017

Od Shadow cd Peter

Staliśmy we trójkę przy monitorze. Odliczaliśmy sekundy. Cały materiał przegrywał się właśnie na pendrive, a my za wszelką cenę próbowaliśmy to przyśpieszyć. Za plecami tykała nam dosłowna bomba.
- Jest! - wrzasnęłam, dosłownie wyrywając sprzęt z komputera i chowając go w dłoni.
- Ej, dziewczyny... - szepnął Water, wskazując na kamień, który parę minut temu wleciał przez szybę.
Zerknęłam na niego. Trząsł się.
- Shit. - mruknęłam tylko. Wstrząsy się nasiliły. - Uciekー
Nie dokończyłam, bo lodowa skała wybuchła. W ostatniej chwili Water osłonił nas swoimi skrzydłami. Przerażona wpatrywałam się w jego zamykające się oczy. Nawet nie krzyknął. Chwilę potem osłoniła nas Angel... A latarnia rozsypała się jak domino. Głazy zdołały przebić osłonę. I... Urwał mi się film.
***
Stęknęłam i poruszyłam delikatnie skrzydłem. Rozdarł je ból, jakby rozdzierający ich szkielet kamień przebił się przez nie na wylot. Docierało do mnie wszystko...
Wzrokiem szukałam czegokolwiek; jakiejś drogi ucieczki, źródła światła... Jednak była tylko ciemność, która się pogłębiała.
Nagle obok zajaśniała złota aureolka.
- Reev? - usłyszałam umęczony szept.- Żyjesz?
- Tak. - odpowiedziałam cicho, bo głośniej nie dałabym rady.
- To dobrze. - odetchnęła. - Cieszę się...
Coś tkwiło w mojej dłoni. Pewnie ten pendrive... Ciekawe, czy jest cały... Tam było coś, co mogło uratować krainę przed następnymi tornadami...
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i przymknęłam oczy. Może jak pójdę spać... To ten koszmar się skończy? Może... Znów będę mogła się ruszyć?


< Peter? >

piątek, 4 sierpnia 2017

Od Shadow cd Peter

Pokazałam mu język.
– Może... Ale i tak jesteś dla mnie za stary. – zaśmiałam się. Parę z moich piór oderwało się. Peter złapał jedno i zmarszczył brwi.
– To pozostałości spalonych po tym wybuchu?
Kiwnęłam głową.
– Cóż... W nie których miejscach został mi sam szkielet. Ale prawie tego nie czuję, widzieć też nie widać.
Odwróciłam się  i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
– Wiesz, że cię kocham?
– Wiem. Zawsze to wiedziałem.
Zatrzymałam się przy szybie.
– Patrz, jak słodko tańczą... – szepnęłam wesoło.
– Taa... Byle nie wynikło z tego nic innego niż miłość rodzeństwa.
Spojrzałam na niego pytająco.
– Kaziroctwo. – powiedział tylko.
Kiwnęłam głową.
***
  Musiałam ją zostawić. Miałam wyrzuty sumienia, ale wierzyłam, że Peter usłyszy moje myśli. Musiałam sprawdzić co to takiego i skąd się bierze.
Już wcześniej widziałam nerwowo uciekając ptaki.
Wylądowałam w ciągu paru sekund na latarni.
Wpadłam do niej.
– Water, Angel jesteście tu?! – wrzasnęłam.
Odpowiedziała mi Angel, która zleciała jako kot ze szczytu. Stanęła tuż przede mną.
– Co tu się odjebało?! – wrzasnęłam, próbując przekrzyczeć wybuchające skały. 
– Nie mamy pojęcia! To coś wyskakuje piąty raz w tym roku! Za każdym razem jest silniejsze! Za chwilę powinno zniknąć!
To było jak wojna.

< Peter? >

środa, 2 sierpnia 2017

Od Shadow cd Peter

Już nie lubię tego pacana. I jego dziecka tym bardziej, bo stary przynajmniej coś rozumuje.
Przepuściłam trójkę dzieci przodem. Widziałam ich niezadowolone miny.
Idiota. - mruknęłam w myślach, na chwilę usuwając mur, świadoma, że Peter mnie usłyszy.
Błyskawicznie dostałam odpowiedź.
Kto?
Ty, ten mały bachor i jego ojciec. –  warknęłam.
Też się zgodziłaś...
Bo się na mnie gapiałeś jak ciele na malowane wrota.
Bo jesteś...
Stop! Nie zmienisz tego, że go nie widzę, jak tego zjebanego Rite! Osobiście go i jego dzieciaka zabiję! Niech tylko będziemy w odosobnionym miejscu!
Gwałtownie podniosłam głowę, ostro wkurzona. Wysłałam w jego stronę małe, niewidoczne światełko. Uderzyło ono z dużą siłą o jego głupi łeb.
Peter spojrzał na mnie kątem oka. Pokazałam mu wulgarny gest ponad głowami dzieci.
***
Nawet siedząc przy stoliku i prrzysłuchując się rozmowie Peteraz  z tym całym Tony'm, wbijałam w nich wkurzone spojrzenie. W mojej głowie kłębiło się wiele myśli pod adresem tego drugiego.
Jaka kobieta go chciała?! Przecież on ma płeć piękną za beznadziejną i tylko do rodzenia dzieci, słuchać to z jego słów. Jak Rite! A może są braćmi? Nie zdziwiłabym się.
Bez słowa tłumaczenia wstałam  i wyszłam sprawdzić co u dzieci. Zobaczyłam, że nic się nie dzieje. Jedynie Corrinne wyglądała, jakby miała zaraz przyłożyć mu w ten krzywy ryj, a Shawn zabijał go wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Dopóki Peter się nie ruszy, nie mam wymówki by ich zabrać.

Peter?

Od Shadow cd Peter

- Czy zasłużyłem dzisiaj na nagrodę? - wyszczerzył się, znacząco ruszając brwiami.
- A bo ja wiem? - postanowiłam się z nim podroczyć.
- Proszę... - objął mnie.
*( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)*
Cieszyłam się, że Corrinne wstała na nogi. Jednak... Widziałam jej zaniepokojone spojrzenia na Shawna. Coś oboje przed nami ukrywali, myśląc, że tego nie widzimy.
Gdy popędzili za szarymi gołębiami, odezwałam się do Petera.
- Też czujesz to, jak kłamią o tym, że nic się nie dzieje? - spytałam cicho.
- Tak. Jak myślisz, czy ktoś się nad nimi znęcał? - odparł równie ściszonym głosem.
- Możliwe. Zbyt często Shawn "się potykał". Wprawdzie to jeszcze dziecko, ale nawet jak się uczył chodzić nie miał tylu upadków. Nie wiem, czy to dobry pomysł, by ich teraz wysyłać do szkoły.
- Możemy ich wysłać do prywatnej. Powinno nas na to stać. - zaproponował.
Kiwnęłam głową, wciąż zamyślona.
- Nawet tam, a raczej, tym bardziej tam mogą się znaleźć takie łobuzy...
Peter stanął przede mną i uniósł głowę. Wpił swoje usta w moje.
- Bleeeeeeee! - usłyszałam pisk.
Zaczęłam się śmiać, odrywając się od mężczyzny.
- Kiedyś będziesz tego szukać. - mrugnęłam do Corrinne.
- Nie. Nie będę. Chłopcy są źli, nie licząc taty, Shawna i Ishuki'ego.


< Peter? >

czwartek, 27 lipca 2017

Od Shadow cd Peter

W czasie wyjaśniania wszystkiego Corrinne, milczałam. Nie miałam serca się odezwać, więc jedynie trzymałam ją za małą dłoń. Jej reakcja mnie zadziwiła; jedynie się uśmiechnęła pocieszająco, choć było można dostrzec w jej oczach smutek. Nie było płaczu. Może nie zdaje sobie sprawy? A może wie, ale nie chce nas dołować?
– Wyleczymy cię. Będziesz chodzić i widzieć . – odezwałam się pierwszy raz od jakiegoś czasu.
– Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś pewna. – szepnęła cicho.
     Mijały godziny. Przysypiałam oparta o ramię Petera. Leki od Sabriny już przestały działać.
***
Gdy dzieciaki wróciły z przedszkola, czekała na nich niespodzianka. S ogrodzie czekało już małe drzewko gotowe do zasadzenia.
– Cześć! – usłyszałam z przedpokoju. Wychyliłam się z kuchni, najpierw oglądając czy nic się im nie stało, a dopiero potem witając.
Wróciłam do kuchenki i wyłączyłam ją. Słyszałam, jak wchodzą do ogrodu i pobiegłam za nimi. Shawn już kopał dół. Corrinne jednak patrzyła tępo na roślinę.
– Kiedyś wyrośnie z niego piękne drzewo.  – odezwałam się zza jej pleców.
– Być może...
– Hej, co się z tobą dzieje?
– Nic, mamo...
Westchnęłam w myślach. Moja mała Corr...

< Peter? >

niedziela, 23 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

Uśmiechnęłam się, wbijając spojrzenie w mężczyznę stojącego przede mną.
– Sabrina dała mi leki żebym się uspokoiła, polecam!
– Daj mi trochę. –stęknął, opadając na krzesło.
– Sorry, zgubiłam na dachu ich zamku.
– Jakim dachu?! Z kim ty tam byłaś? Pewnie z tym debilem z balu... 
–Może. Romeo jest spoko gościem. A co, zazdrosny? – Zmrużyłam oczy.
– Czekaj, chyba zapomniałem z domu sznura...
– Mam w torbie, chcesz?
– Tak!
– Ale torbę zostawiłam w komnacie...
– W jakiej... Z kim...
– Z Francisem.
Peter na chwilę znikł, by potem znów być obok. Trwało to ułamek sekundy, a wydawał się zadowolony z siebie.
– Co to było?
– Wiem, że mnie kochasz...
Znałam tą minę. Zrobił coś. Czyżby kotu coś się stało?
– Aby napewno?
Podniósł pytająco brwii.
– Tak, sugeruję coś.
– Ty tak na serio? – Nie, próbuję odciągnąc twoje myśli od krzywdy naszego dziecka.
– Możliwe.
– Możliwe, to nie jest tak. Czyli jednak mnie kochasz...
Prychnęłam.
– Osioł z ciebie.
– Wiesz za co cię kocham?
– Nie, ośle.
– Za twoją bezkompromisowość
– Eeee.. Lecę po te leki, bo coś ci odwala. – wtedy zaczął się do mnie przesuwać. Nasze droczenie się trwało jeszcze chwilę, aż urwałam je, wstając. Peter spadł z krzesła.
– Wracając... Czy jesteś pewna, że chcesz pozostawić Corrinne w tym PUBLICZNYM szpitalu? Nie lepiej pojechać do jakiegoś prywatnego, czy coś? – powiedział, zbierając się z podłogi.
– Uh... Nie wiem. Możemy ją przenieść, ale... – zawiesiłam się, gdy lekarze pojawili się w korytarzu.

< Peter? >

Wybacz, że opowiadanie to prawie same dialogi, ale naprawdę nie mam pomysłu T_T spadam w dół z jakością opowiadań T_T

Od Shadow cd Petera

~ Tepnięcie się w czasie~
Zamrugałam parę razy. Było dziwnie spokojnie ... Zerknęłam na zegar. Dziesiąta?!
Gwałtownie podniosłam się z miejsca.
– Odprowadziłem ich. – odezwał się Peter, opierając się o framugę.
– Dzięki... – przetarłam powieki. – Przydałoby się zrobić porządek w domu...
Uniósł brwii, ale nic nie powiedział.
Przebrałam się i od razu chwyciłam za ścierkę.
– Halo, a śniadanie? – wtrącił się. Wlepiłam w niego spojrzenie, zastygając w pół kroku.
– Kiedy nabieram ochoty na sprzątanie – uśmiechnęłam się chytrze. – to mi się nie przerywa, bo zaraz sam będziesz musiał wszystko wymyć.
Pokręcił z rezygnacją głową.
– I pomyśleć, że kiedyś nie dawałaś mi się do siebie zbliżyć...
Odwróciłam głowę i ruszyłam ku szafie. Moje oczy pociemniały na przykre wspomnienia.
***
Oparłam się o ścianę. Choć wydawałam się spokojna, mój umysł zaćmiewała ciemność.
– Shadow...?
Gwałtownie otworzyłam oczy.
– Idę się przejść... Przenieść do Sabriny i reszty. Muszę odpocząć, czekanie... Uh... Po prostu wybacz.
Bez czekania na odpowiedź, wybiegłam ze szpitala. Ukryta w najbliższym zaułku rozwinęłam skrzydła i błyskawicznie wspięłam się w górę.
***
– Sabrina? Jesteś tu? – uchyliłam delikatnie czarne, ciężkie drzwi zrobione z onyksu.
– Tak, pewnie. Wejdź, Melody.
Wślizgnęłam się do środka, składając potargane skrzydła.

< Peter? Też cię lubię :* >

wtorek, 11 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

— Cóż... Oke. Obiecuję. — powiedziałam, za plecami krzyżując palce. – Swoją drogą, wątpię, żeby to był o n. Tehli zmieniał się chyba w psa. Ten kruk był duchem, iluzją albo... Ktoś pomógł mu zmienić postać na inną.
Nie będę ich mieszać w moją przeszłość. 
– Może byśmy coś... – zaczął Peter, obejmując mnie i przegryzając płatek ucha.
– Nie ma mowy. – odparłam z szyderczym uśmiechem.
– Proszę... – odwróciłam się vi pstryknęłam go w nos.
– Nie ma mowy. –powtórzyłam głośniej – Za cienkie ściany.
***
Zmrużyłam oczy. Światło z komórki wciąż raziło mnie w oczy, mimo, że wpatrywałam się w nią od kilku godzin.
– Nadal nie śpisz? – wymruczał zaspany Peter, podnosząc się i podpierając się na łokciach.
Kiwnęłam głową i przesunęłam stronę którą czytałam.
– Mamo! – dobiegł nas krzyk Corrinne z drugiego pokoiku.
– Czemu dzieci wołają matkę, a nie ojca? – mruknął.
– To idź ją uspokoić, pewnie znowu miała koszmar, że goni ją pies.
Peter wstał i zniknął za drzwiami. Nie minęła nawet minuta, gdy wrócił.
– Odesłała mnie. – skrzywił się.
Z rozbawionym westchnieniem zwlekłam się spod koca.
– Co ci się śniło, kochanie? – szepnęłam, kucając przy łóżeczku.
– Taki chlopiec... On... – odgoniła machnięciem ręki brata, który chciał ją przytulić. – Najpierw sie ze mną bawil w chowanego, a potjem zmienil sje w takjego duziego, czarnego wilcka. I chciał mnie zjesc!
– A jak wyglądał? – spokojnie zachęciłam do dalszego opowiadania.
– Mial niebjeskie oczy, jak nasze wlosy, wlosy cjemne... Troske stalsy od njas.
Pobladłam i zachwiałam się do tyłu. Jak... Cholera!
– Spokojnie, to był tylko sen. – wciąż mówiłam opanowanym głosem, choć w środku dygotałam.

Peter?

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

* tepnijny się o kolejne ileś miesięcy, bo weny ani pomysłu ni mam*
— Ponieść cię? — zapytałam dwuletniej córki, która dizelnie kroczyła między kamieniami, w czasie gdy jej brat dawno siedział na ranionach ojca.
— Nj! — pisnęła i przebiegła parę metrów.
Rzuciłam się za nią, żeby przypadkiem nie spadła poza barierki. Łapiąc ją za rękę, dostrzegłam chytry uśmieszek Petera.
" Z czego rżysz? " — wbiłam w niego wzrok.
" Z niczego... Słodko to wyglądało "
Prychnęłam. Rozmowa spojrzeniami to zło.
— Ptasek! — pisnęła Corrinne.
Zerknęłam w stronę, którą pokazywała. Nic tam nie  było.
Zerknęłam pytająco na Petera, jednak on także potrząsnął przecząco głową.
— Gdzie widzisz ptaszka? — kucnęłam obok niej.
— Nio tjam. Na dlewku. Takji czalny z dzjwnymj sklydlami.
Znowu się odwróciłam i zakrzywiłam światło. Rzeczywiście, coś tam siedziało. Kruk?
Wpatrywał się w nas ciemnymi oczami.
" On nie jest zwykły. " — wymieniliśmy spojrzenia.
" To duch lub ptak, na którego rzucono urok"
" Co robimy? "
" Nic. Idziemy. "
   Podniosłam córkę i posadziłam sobie na ramionach. Niedługo powinniśmy dotrzeć do schroniska na szczycie góry.
— Może kiedyś pójdziemy do ZOO, co ty na to? — zapytałam wesoło.

< Peter? ;3 >

niedziela, 9 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

Drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich zdezorientowany Peter.
   Zerkęłam na niego przez zaledwie chwilę, po czym wróciłam do wykonywanej dotychczas czynności, czyli spania.
— Co, gdzie, kiedy, jak? — usłyszałam serię pytań jakby przez mur.
— Nie wiesz, jak się na świecie pojawiają dzieci? — zażartowałam.
— Nie było mnie zaledwie parę godzin...
— Nie krzycz tak... Daj mi spać... — walnęłam głową w poduszkę.
— Przecież mówię normalnie. — fuknął pod nosem.
— Po prostu daj mi spokój. Zmęczona jestem. Dzieciaki są już przebadane przez lekarza i śpią. Chcę do nich dołączyć. — mruknęłam z twarzą w materiale.
— Jakie maleństwa... — usłyszałam po paru minutach.
— Bo to wcześniaki, baranie...
    Uznałam, że teraz nie zasnę przez Petera, więc wstałam i powoli zbliżyłam się do łóżeczka.
— Mali Shawn i Corrinne, hm?
Przytaknęłam. Chłopiec otworzył na chwilę oczy, zrobił skwaszoną minę i już miał zacząć płakać, gdy ręka siostry objęła go. Uspokoił się i znowu zasnął.
— Są urocze, prawda? — uśmiechnęłam się.
— Tak... — szepnął, całując me czoło — Dobrze się spisałaś.
Miałam złe przeczucia co do przyszłości, jednak nie chciałam się nimi dzielić z towarzyszem.

Peter? Wyszło źle, ale jest c:

Od Shadow cd Peter

Przez chwilę sztywno wpatrywałam się w pustkę, choć przede mną tańcowały barwy. Moja pięść się zacisnęła, po czym rozluźniła. Odwzajemniłam ruch Petera.
   Zza pleców, a raczej z końca sali usłyszałam uradowane piski... Wiedziałam! Wiedziałam, że zrobiły to specjalnie! Ugh... Pożałują tego jeszcze!
— Pocałunek zazwyczaj odbywa się na końcu... — zażartowałam z uśmiechem.
— A po co czekać? — odparł. Na twarzy miał wielkiego banana, jakby był zadowolony z siebie. — Zawsze chciałem to zrobić.
— Pedofil. — mruknęłam ze skwaszoną miną, choć moje oczy się śmiały.
Dalej tańczyliśmy, a nawet moje nowe znajome przestały się nawet na nas patrzeć.
— Odbijany! — zaśmiał się ktoś i większość obecnych zmieniła pary. Choć tego nie chciałam, wylądowałam z jednym z kotów.
— Witaj M'Lady. — zaczął kocur — Zwę się Romeo. Skąd pochodzisz i jak się nazywasz?
Uśmiechnęłam się lekko.
— Reev.
— Ah, to ty jesteś tą walkirią, którą próbują zeswatać me siostry... — prychnął — Nie wiem, czy taka piękność jak ty, zasługuje na...
— Na pewno jest bardziej odpowiedni, niż ty. — syknęłam, a poprało mnie chichotanie Sabriny.
Zrobiło mi się trochę żal kota, któremu chyba trochę wjechałam na ambicje. No ale, jak to mówią, ż y c i e!

< Peter? buhahahahahahahahahahahhaha >

sobota, 8 lipca 2017

Od Shadow cd Peter

Białowłosa dziewczyna ciągnęła mnie za rękę, przez, jak się zdążyłam zorientować, zamkowe korytarze.
— Jestem Catrinss. A tam z tyłu jako koty są Perr i Sabrina. — oglądnęłam się na jedyne kotki, które nie stały na dwóch nogach jako ludzi.
Sabrina, czarna kotka o złoto-zielonych, toksycznych oczach. — zanotowałam w myślach. Perr była trikolorką z fioletowymi, wyraźnie półślepymi oczami. Catrinss przedstawiała kolejne dziewczyny. Zapamiętałam jedynie Nessi, Coffe, Katie, Blink i Julie.
A było ich jeszcze więcej!
Ukrycie zaczęłam uwielbiać ich ogony i delikatne uszy, które pozostały z formy kociej. Wyglądały z nimi uroczo.
— No, jesteśmy! — puściła mnie tylko po to, by otworzyć drzwi i pomocą Nessi wepchać mnie do środka.
— Chwila! Co wy zamierzacie ze mną zrobić?!
— Ubrać w ładniejszą sukienkę... — zaczęła wyliczać Catrinss, jak się okazało, żona Conana, tego burego kota. Przy tym wskazała na moją brązową, trochę potarganą.
— Uczesać, pomalować... — dodała Perr.
              Trochę protestowałam, gdy pokazały mi to coś, w co chciały mnie ubrać. Niby zwykła, biała sukienka z kryształkami, ale... Nieeee!
Potem posadziły mnie  na krześle i zaczęły rozczesywać włosy. Mimo grożenia im, że je podpalę, nie zrezygnowały z warkocza i wplecienia w niego kwiatów. Jasnoróżowych, maleńkich różyczek...
— Nieeeeeeeee! Zdejmijcie to ze mnieeeeeeeeee! — wydarłam się, próbując strzepnąć ozdoby.
             Koniec końców miałam jeszcze dodatkowo lekki makijaż, kolczyki i naszyjnik.
Widząc się przed lustrem, w myślach chciałam sobie strzelić w łeb.
— Przeżyjesz! — pocieszała mnie Sabrina.
— Ty przynajmniej normalnie wyglądasz. — westchnęłam, zerkając na ciemnowłosą dziewczynę.
— Jak chcesz mu się spodobać, to przecierpisz!
— Moż... Czekaj, co?! Czy wy próbujecie nas zeswatać?! My się nawet nie znamy!
— Ty może nas nie, walkirio Shadow Reev Melody Lee.
O shit...
— Skąd... Jak... — wybełkotałam — Mam jakieś schizy...
— Chodźcie! Już się zaczęło!

Peter? Taki odpis nic nie wnoszący do fabuły... ;*

piątek, 7 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

— Niekoniecznie. Tak. — odpowiedziałam powoli, bez mrugnięcia okiem.
— To teraz ty pytaj. — zachęcił, jakby nieobecny.
Dzięki panującej wokół ciszy, dosłyszałam coś z kategorii " Zabije...". 
— No więc... Dlaczego czepiłeś się akurat mnie? To zwykła przyjacielska troska czy coś więcej? Czego ode mnie oczekujesz?
Znowu zaczęłam grzebać przy linie. Dlaczego sznur, dlaczego nie taśma?!
— Tak jakby... — zaczął, ale przerwał mu syk. Charakterystyczny syk... Węża!
Zaczęłam się rozglądać na boki, szukając zwierzęcia.
— On jest za mną, prawda? — westchnęłam — Jak w komedii...
Obróciłam się i zamarłam. To nie był zwykły wąż. Ten był gigantyczny i limonkowo-zielony.
— Jak mogliśmy go nie zauważyć?! — zapytał Peter samego siebie.
— Jak ty mogłeś go nie zauważyć. Bo ja tak jakby — ruchem głowy wskazałam na obczar wokół — nie za bardzo mam się chociażby ruszyć. A teraz rusz się i mi pomóż!
— A nie możesz zmienić się w jeża i...
— Jakbym mogła, już bym dawno to zrobiła do jasnej cholery!
Nim Peter zrobił choćby krok do przodu, coś przecięło linę. Wyczuwszy to, poderwałam się z ziemi. Dostrzegłam rude futro. Kot?
Kolejne zwierzaki pojawiały się znikąd. Widziałam tego samego, rudego kota w granatowej pelerynie, który mi pomógł, białą kotkę z łukiem, a na ich czele burego kocura.

Peter? OwO

czwartek, 6 lipca 2017

Od Shadow cd Petera

Popatrzyłam na niego przez ramię.
— To co chcesz wiedzieć? — zapytałam. — Co? — odparł zaskoczony.
— No, co chcesz o mnie wiedzieć. — wywróciłam oczami, choć wiedziałam, że tego nie zobaczy.
— To chyba nie rozmowa na teraz.
Rozglądnęłam się po bokach korytarza. Kryształy zamieniły się w tej części w czaszki. Przeszedł mnie dreszcz strachu, lecz nadal kroczyłam za psem.
Przecież i tak nic się nie powinno stać, prawda?
Westchnęłam i poprawiłam zsuwające się ramiączko brązowej sukienki.
— Shadow... Może lepiej... — usłyszałam z tyłu głos Petera, a jego wypowiedź przerwała lawina kamieni, parę metrów za nim.
— Teraz to nie mamy wyjścia. — skomentowałam — Dosłownie i w przenośni.
Minęliśmy zakręt w prawo. Potem w lewo.  A za kolejnym, czekała nasniemiła niespodzianka.
Cicho pisnęłam i odskoczyłam do tyłu, gdy z cienia wyłoniły się dziwne istoty. Wpadłam plecami na Petera.
***
— Dlaczego mam wrażenie, że chcesz powiedzieć, że to moja wina? — Zapytałam, majstrując przy linie, wbijającej się w moje ręce i nogi.
— Wydaje ci się. — wzruszył ramionami.
Kłamiesz! — wrzasnęłam w myślach.
— Heh... W sumie, teraz mamy czas... To wracając do wcześniejszej rozmowy... Co chcesz wiedzieć? — rozluźniłam ręce, poddając się.
Ledwo go widziałam, tak było tu ciemno, a i wysokością ten loch nie grzeszył.

< Peter?>

wtorek, 4 lipca 2017

Od Shadow cd Peter

Moja maska na twarzy na sekundę się zsunęła, by po sekundzie powrócić do obojętnego stanu.
Obstawiał zapewne wszystko, co było dalekie od prawdy; ucieczkę od przeszłości, czy być może... Nawet nie wiedziałam co.
— Chcesz wiedzieć?! Proszę bardzo! Ktoś mnie zaszantażował, że cię skrzywdzi, jeśli nie wyjadę i nie zostawię cię bez słowa! Tego nie brałeś pod uwagę, prawda?! Być może mi także zależy, ale n i e  m o g ę!
Coraz ciężej oddychałam, próbując odpychać łzy cisnące się do oczu. Tą ponurą chwilę przerwał tupot. Cicho zaklęłam i rzuciłam się do ucieczki.
— Kto?! Dlaczego dałaś się tak zastraszyć?! Gdybyś mi powiedziała, może coś dałoby się zrobić! — warknął za mną.
Zatrzymałam się.
— Po prostu to zrobiłam. I tak zbyt dużo zawadzałam.
Kroki były coraz bliższe i teraz nawet Peter zdołał się ruszyć. W biegu wspięłam się na mur i błyskawicznie z niego zeskoczyłam. Przeszkadzała mi ta durna sukienka, ale nie miałam już wyjścia.
Byliśmy w lesie. Dosłownym, ciemnym lesie.
Zmieniłam się w zwierzęcą formę. Dostrzegłam zdziwione spojrzenie Petera. Prychnęłam i zaczęłam truchtać między źdźbłami trawy. Po chwili jednak  wylądowałam na plecach wilka. Wspięłam się na jego łeb.
— Wzdłuż rzeki. — podpowiedziałam, wskazując na dziwnie błękitną wodę. 
Tak właśnie dotarliśmy do niskich gór, a następnie; jaskini, która zastąpiła schronienie.
— Dzięki. — wydusiłam, wciąż jako zwierze, z głowy człowieka, w jakiego zdążył zmienić się Peter.

Peter?

sobota, 24 czerwca 2017

Od Shadow cd Petera

Dźwignęłam się na łokciach w górę. Wzrokiem omiotłam okolicę, aż zatrzymał się on na Peterze.
— Co ja tu robię?! — wysyczałam przez zęby.
— Zabrałem cię od tego całego Dan'a. Wiesz, co on mógł zrobić?
— Szczerze? Wisi mi to.
— No ej! Pomagam ci! Nie powinnaś się na mnie złościć za dobre chęci!
— A idź...
— No to choć daj się namówić na ostatni spacer po mieście.
Wywróciłam oczami.
— Muszę wrócić do domu.
— Odwiozę cię!
— Nie! — Zaprostestowałam, podnosząc głos.
— Masz coś do ukrycia? — Peter zmrużył powieki.
Spojrzałam wymownie w sufit.
— Dobra, pójdziemy na ten spacer...
***
Po wróceniu do mieszkania, nakarmieniu hybryd i ogarnięciu się, skierowałam się do umówionego miejsca, gdzie czekał dawny znajomy.
Poprawiłam srebrne bransoletki, które za zadanie miały maskowanie kresek.
— Ładnie wyglądasz...
Prychnęłam, widząc jak wpatruje się we mnie. Bo ja wiem? Zwykła, beżowa sukienka do kolan...
— Idziesz? — zapytałam szybko. Chciałam mieć jak najszybciej spokój.
— Tak, tak, oczywiście.
Między liśćmi tańczył wiatr, przywiewając na niebo ciemne chmury. Tak!  Niech się rozpada, jak najszybciej!
W milczeniu kroczyliśmy parkowymi alejkami. W jednym uchu miałam małą słuchawkę z której wypływała muzyka, co dawało mi jakąś tam szansę na przeżycie tego momentu.
Ponieważ nikogo nie było w okolicy, zaczęłam bawić się kulkami światła.
— Właaśnie... — mruknęłam, wyciągając z jasnobrązowej  torebki kopertę. — Oddaję pieniądze. Z nawiązką.
Nawet nie patrząc na Quilla, wcisnęłam mu przedmiot.
Po chwili usłyszałam, jak przystaje.
— Skąd... Nie, nie mogę ich...
— Przydadzą ci się. — wzruszyłam ramionami. Mi i tak nie będą już potrzebne.
Wpatrzyłam się w złote kule. W tym momencie mogłam patrzeć na wszystko, byle nie na niego.
   Wtedy, gdzieś z tyłu rozległ się chrzęst kamieni. Odwróciłam dyskretnie głowę.
— Hej, gdzie celujesz tym kijkiem? — zatrzymałam się, a iskry znikły.
Facet stojący przed nami  był średniego wzrostu, ale dość napakowany. Uniosłam delikatnie brwi, gdy drżącą dłonią unosił pistolet.
Westchnęłam w myślach, zbliżając się do niego, kołysząc biodrami.
— No i po co ci to? Nie możemy się jakoś dogadać?
— zatrzymałam się obok, ocierając o napastnika.
Z jego nosa pociekła krew. Uśmiechnęłam się lekko i błysnęłam światłem prosto w jego oczy. Krzyknął, przy czym złapał się za twarz, puszczając broń. Przechwyciłam ją i bez wahania wycelowałam w tył jego głowy.

<Peter? C: >

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Shadow cd Petera

Otworzyłam kolejne drzwi. Wychyliłam zza nich na chwilę głowę i spojrzałam na duży prostokąt z... moim wspomnieniem.
Za każdym wejściem było to samo, tyle, że z inną myślą.
Same bramy były identyczne; białe, drewniane z srebrnymi klamkami. Po otwarciu ukazywał się pięciokątny  pokój o ścianach koloru szarego; od między innymi mysiego, przez gołębi, po platynowy . I choć nie miał świateł ani okien, było w nim jasno.
Każde wspomnienie było kolorowe, niektóre jednak wyblakłe; te, które zatarły się już w mej pamięci. Dodatkowo, były to i tak te wybrane; które wywarły na mnie kiedyś wrażenie.
Były tam na przykład znalezienie trupa, pogrzeb ojca i matki, porwanie... I ten głupi sztantaż. Potem znalazłam pierwsze kreski, no i bliższe w czasie wydarzenia.
        Całkiem  zabłądziłam w tych pokojach. Zrezygnowana upadłam na kolana po środku korytarza, by potem całkowicie położyć się na plecach na chłodnej podłodze.
Co ja robię ze swoim życiem?  — zadałam sobie najważniejsze pytanie.
Głośno westchnęłam i skuliłam się w mały kłębek. Z moich ust wyleciał obłoczek pary, powstały z mego oddechu.
Zamknęłam oczy.
Tak bardzo chciało mi się spać... Byłam zmęczona...
   Tak bardzo zmęczona...
Ziewnęłam cicho, dłonią zasłaniając usta i ponownie wpatrywałam się w pusty, spokojny, a jednocześnie chaotyczny mrok.
~*~
Nie patrząc pod nogi,przemykałam przez las. Czułam na karku oddech wilka. Był więcej niż metrowym olbrzymem. Swą posturą przypominał mieszankę psa z wilkiem.
    Ukradkiem otarłam łzy i przeskoczyłam kamień. Wylądowałam na korzeniu i... Przewróciłam się.
Zaczęłam lecieć w dół, dół, dół...
< Peter? >

środa, 14 czerwca 2017

Od Shadow cd Petera

Me serce na ułamek sekundy zastygło w bezruchu po czym przyśpieszyło. Peter?
Nie, on nie żyje. Nie miej nadziei.
Drgnęłam, jednak nie uraczyłam go spojrzeniem.
— Reev. — mruknęłam niemrawo, zamykając oczy.
— Czemu tu tak siedzisz? Sama? — zapytał mężczyzna, którego głos przypominał mi o pewnej osobie. 
— Czekam na zbawienie. — fuknęłam.
— A od czego to ma być zbawienie?
— A co cię to interesuje? — gwałtownie wstałam z ławki i ruszyłam między alejki, kopiąc kamienie. — Od życia. — dodałam ciszej na odchodnym.
Słyszałam, iż mężczyzna wstaje. Odłamki wchrzęściły pod jego butami.
Nagle stanął przede mną. I... Objął? What?!
Próbowałam się wyswobodzić, lecz nie udawało mi się to.
— Myślałem, że umarłaś  przy tym wybuchu... — usłyszałam jego szept.
Nie odpowiedziałam– jedynie się uśmiechnęłam, wciąż spięta. Nienawidziłam dotyku. Po paru sekundach po prostu się odsunęłam, spoglądając w górę, w jego oczy.
— Myślałeś o mnie? Powinieneś mnie nienawidzić, bo to przeze mnie twój dom się spalił. —  mruknęłam, powoli robiąc kroki w tył.
—  Ale to nie twoja wina!
—  Moja. Bo gdybym się nie zgodziła... —  zmieniłam się w małą, złocistą kulkę światła i zaczęłam uciekać między drzewa.


< Peter? C: >
Mia Land of Grafic