Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Informacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2019

why hello there




Jakby ktoś tu jeszcze kiedyś przypadkiem trafił to zapraszam na bloga podanego poniżej

I przy okazji przepraszam za wszystko co się działo na tym blogu
Z każdym rokiem człowiek trochę mądrzeje



środa, 20 września 2017

Ścigający!

Od teraz można tworzyć również Ścigających!
Są oni elitarną jednostką, która powstała do wyłapywania Zbuntowanych.

Rzeczy, które musisz wiedzieć:

* Każdy Ścigający to anthro/furry. Są to zwierzęta, stojące na dwóch łapach, zachowujące się jak ludzie. Przykłady:


* Ścigający nie mają mocy, drugiej formy, nie mogą używać magii itd. Są za to dużo silniejsi, szybsi i zwinniejsi od zarówno zwykłych ludzi jak i Zbuntowanych.

* Są pokoleniem ludzi, które zostało porwane z biednych dzielnic kraju i zmutowane w laboratorium. Dorastali w świecie propagandy, kłamstw, niekończącego się treningu i nienawiści do Zbuntowanych.

* Każdy z nich posiada wszczepione z tyłu szyi specjalne urządzenie, które sprawia, że mogą wyglądać jak ludzie (Istnieją jednak bardzo niewielkie różnice, które z trudem można zauważyć.

* Posiadają specjalny numer, za pomocą którego wojsko jest w stanie ich zidentyfikować. Został im przypisany po urodzeniu.

* Sporo ludzi się ich boi, jednak mimo to uznawani są za bohaterów, którzy utrzymują porządek w kraju.

To chyba wszystko, co musicie wiedzieć jeśli chodzi o część która ma związek z fabułą.
Jeszcze kilka uwag ode mnie:

* Nie można stworzyć dziecka ścigającego. Jedyny sposób, żeby posiadać taką postać jest opisany w następnym punkcie:

* Jeśli dwóm ścigającym urodzi się dziecko, jest szansa 50/50, czy zostanie ono zabrane przez rząd i poddane takiemu samemu treningowi jak rodzice, lub jego istnienie pozostanie w tajemnicy i postacią będzie można pisać jak każdą inną.
Nie poddani treningowi Ścigający są zwyczajnymi obywatelami państwa, nie posiadają urządzenia które pozwala im przybrać ludzką postać. W tym przypadku ich gatunek może być jednym z gatunków rodziców, lub połączonym w jeden.

* Awansować na wyższą rangę można poprzez napisanie 20 opowiadań postacią (w tym przynajmniej 10 musi zawierać część ich pracy i pokazać, że są przydatni a nie kręcą się tylko po mieście). 
Z każdym awansem trzeba pisać kolejne 20 opowiadań.
Awansowanie na dwie ostatnie rangi pozostaje decyzją administracji.

* Możecie awansować, ale nie jest to konieczne. Ścigający może zostać szeregowym do końca życia, albo w ogóle nie pracować, ale robi to na własną odpowiedzialność Nie żeby coś PRZYPADKOWO miało się stać tym nierobom c: Byłoby szkoda. 

* Nie musicie pisać opowiadań o tym jak wiecznie uganiają się za Zbuntowanymi. Mogą po prostu zajmować się sobą, ale czas wolny też kiedyś się kończy.

* Dorastanie ścigających przebiega dużo szybciej niż u zwykłych ludzi. W wieku ok. 10 lat są już praktycznie dorosłymi. Następne 8 lat spędzają na treningu, zanim zostaną wysłani w teren. Ich rozwój zatrzymuje się na wieku 22 lat, później nie starzeją się wcale. Nie mogą więc umrzeć ze starości, ich organizm jednak jest bardziej podatny na choroby przewlekłe.

Jakieś pytania?

niedziela, 17 września 2017

Od Vane

Gdybym wiedziała wcześniej... Gdybym miała świadomość, że ten jeden dzień może odmienić całe moje życie... Za nic w świecie nie dałabym się wyciągnąć z domu. 
***
Uniosłam wzrok na mężczyznę, który szedł tuż obok mnie. Rozmyślał nad czymś. Wciąż zdawał się być wpatrzony w jeden, dla innych niewidoczny punkt. Trochę mnie to niepokoiło. Cisza jest czymś normalnym, lecz ta chwila miała zupełnie inny aromat niż te poprzednie.
- Coś się stało...? - zapytałam cicho, owijając swoje obie ręce wokół rękawa jego kurtki. Wtuliłam się w cieplutki materiał, wciąż wzrok pozostawiając wlepiony w jego twarz.
Odpowiedziała mi głucha cisza, a Gil jakby nigdy nic dalej wpatrywał się w dal. Zmrużyłam oczy, nieco napuszając policzki. W momencie go wyprzedziłam i stanęłam naprzeciw.
- Ignorujesz mnie? - skrzyżowałam ręce pod piersią, mocniej zaciskając zęby.
- Słodko wyglądasz, gdy chcesz kogoś zabić wzrokiem... - zaśmiał się cicho, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Pff! - burknęłam pod nosem, zaczynając powoli iść tyłem. - Grabisz sobie... - przeskanowałam go od góry do dołu swoim widocznie zdenerwowanym - chyba w przenośni - spojrzeniem.
- A ty jesteś brudna od loda - wypalił, już zupełnie nie powstrzymując się od śmiechu.
Zatrzymałam się, po czym w momencie dorwałam do rąk telefon, który dotychczas przetrzymywałam w kieszeni. Dosłownie zamarłam, gdy moim oczom ukazały się kąciki ust, całe brudne z mrożonych słodkości. W pewnym sensie przypominałam Jokera...
- Nie mogłeś wcześniej?! - szybko przetarłam dłonią swoje usta. - Czy to dlatego, wszyscy ludzie się tak na mnie... - myśląc, że zaraz spalę się ze wstydu, błyskawicznie strzepałam na oczy białą grzywkę.
- Spookojnie... - odetchnął, obejmując mnie w pasie. - Bycie dosłownie słodkim, też nie jest złe... - wyszczerzył się szerzej.
Czułam jak moje policzki przybierają czerwonawą barwę. "Wstyd, zażenowanie..." - powiedziałam do siebie w myślach, nerwowo przygryzając opuszek wskazującego palca. Teraz to ja, jak zaczarowana przypatrywałam się jednemu punktowi. Czy nikt nie robił zdjęć? Cholera, chyba popadam w dziwną paranoję...
Wtedy na swej głowie wyczułam charakterystyczny przedmiot. Tak, to z pewnością był kapelusz. Z tego co mi wiadomo, dotychczas przyozdabiał jedynie głowę Gilberta. Uniosłam swoje pytające spojrzenie w górę, na nieco zmniejszony uśmiech mężczyzny.
- Niech cię chroni przed wszystkimi gapiami! - wygłosił dumnie swoją zadziwiająco długą przemowę, unosząc do góry dłoń, niczym jakiś natchniony filozof. - Przez kilka najbliższych godzin... Bo później wraca do mnie... - sprostował, spoglądając na mnie kątem oka.
- Nie ma opcji, już nigdy go nie odzyskasz! - zaśmiałam się, a przedmiot szybko wylądował w moich dłoniach.
Ta, bardzo śmieszny żarcik. Pewnie, już najprawdopodobniej nigdy do ciebie nie wróci...
Chwila nie uwagi. Chwila beztroski. 
Jeden nabój. Jeden cel.
Jedna chwila. 
Pociągnięcie za spust, krew. 
Dużo krwi.
Wszystko działo się w spowolnionym tempie. Czułam, jak moje powieki otwierają się o wiele szerzej niż zwykle. Gilbert, szykował się do spotkania z ziemią. Jego włosy zaczęły lśnić od bordowej cieczy. Upadł.
- Gil? - wydukałam, zupełnie nie rejestrując, co właśnie przed chwilą się stało.
Przez moment myślałam, że to żart. Zwykły, nie do końca zabawny dowcip. Lecz w końcu dotarło do mnie, że przed momentem ktoś pozbawił go życia. Rzuciłam się ze szklankami w oczach na chodnik, przy tym kalecząc swoje kolana.
- GILBERT! - wydarłam się, już nawet nie powstrzymując łez.
Uchwyciłam jego twarz w swoich dłoniach. Pozbawione życia powieki, brak pulsu, żadnego znaku życia. Nie było go już na tym świecie. Nie oszczędzałam słonej cieczy.
Jak mogłam do tego dopuścić?
Dlaczego akurat teraz?
Gdzie mój dalszy sens życia?
Zadawałam sobie te pytania, chociaż na myśl nasuwało mi się wiele innych. Był moim wsparciem, powodem dla którego wstawałam rano z łóżka. Ratunkiem, gdy wszystko się waliło. Ciepłą poduszką na zimne dni i osobą, przy której mogłam się wypłakać. Już go nie ma. Właśnie przed chwilą zniknął.
Uchwyciłam jego nadgarstki. Również nie wyczuwam pulsu.
Wróć...
Nic nie trwa wiecznie. Podobno. Nawet ten moment został mi odebrany. Przeszywający moją głowę ból, który po chwili rozniósł się po całym ciele. Wyraźnie, niewyraźny widok. Ciemność.
***
Ciemność... Cholera, naprawdę nie wiem, czy jest ona dla mnie czymś uspakajającym, czy dodatkową irytacją. 
Pustka, która mnie otacza. Jest naprawdę przerażająca. Nie czuję nic. Bólu, ani szczęścia. Gdzie jest coś, cokolwiek? 
Kim ja w ogóle jestem?
Otworzyłam oczy. Pokój. Jestem w czyimś domu? Chwila. Co się stało? Gdzie jestem... Kurwa mać, za dużo pytań, a żadnej odpowiedzi... Poderwałam się gwałtownie do pionu - błąd. W momencie przerażający ból przeszył całą moją czaszkę. Piłam? Czy to był zwykły kac? Nie wiem. Co wiem? Nic. Z mojej głowy spadł jakiś czarny kapelusz. Należy do mnie? Moment. Czy cokolwiek z otaczających mnie rzeczy, jest moją własnością?
Ta bitwa... Dobrze ją pamiętam... Zaraz. Dostałam kulkę, rzeczywiście.
Kiba. No własnie... Gdzie on teraz jest? Przecież poszedł się pieprzyć... No tak.
Rocket. Hah, po tym szopie mogłabym spodziewać się wszystkiego.
Chwila, a Resney? Tak, dobrze pamiętam. Też tam była...  Co z nią?
Ale... Czekaj. Było coś jeszcze... No właśnie - co? Czuję, jakby z mojej głowy zostało coś... Usunięte? Wyrwane? Hyh, chyba tak to określę. Rozejrzałam się po pokoju. Znajome miejsce...
- Dom Resney? - powiedziałam do siebie, powoli podnosząc się z kanapy.
Zignorowałam ból.  Przyćmiły go te wszystkie pytania. Co się stało...?

Nwm czy ktoś ma zamiar na to odpisywać. Najwyżej będzie CD
Ktoś, coś?

sobota, 16 września 2017

Od Ace'a "Szczęście"

- Nie wierzę ci – rzucił mój współpracownik. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem i pokręciłem głową.
- To prawda. Jeżeli nie wierzyłeś w moje możliwości, proszę bardzo, chcesz to pójdź i zobacz. Albo zacznij oglądać wiadomości – wyszczerzyłem się głupawo. Posłał mi niezadowolone spojrzenie i zapalił papierosa.
- Głupi to ma szczęście, nie ma się czym chwalić. Zajebałeś jednego, tyle.
- Co się tak właściwie stało? – zapytał dotychczas milczący mężczyzna w rogu pokoju.
- Cóż – usiadłem w wygodniejszej pozycji. – Było tak…
*Flashback z dnia poprzedniego*
    Miałem misje zwiadowczą. Jeden z szeregowych był wtedy w parku, rozmawiałem z nim wcześniej rano. Wziąłem snajperkę, bo z lornetki ciężko się korzysta będąc zebrą a nie człowiekiem. Wracając, patrzyłem sobie przez celownik, siedząc na dachu. Nic ciekawego, miasto jak zawsze puste, jak w każdą niedziele. Wszyscy w kościołach albo w domach o tej godzinie. Dostałem listę podejrzanych osób, które przyszły wtedy na egzekucje tego przywódcy. Było kilka dziewczyn, parę facetów. Wielu z nich wyróżniało się z tłumu więc nie powinno to być nic trudnego zauważyć ich. Moim zadaniem było po prostu obserwować otoczenie, miało być pusto i ja miałem sprawdzać, czy faktycznie jest pusto. Jest styczeń, jest zimno, niewiele osób wychodzi. Dość logiczne, ale po masakrze w parku patrole zostały podwojone. No więc siedzę na tym dachu, rozglądam się, i widzę to:
    Idzie facet w średnim wieku, z kobietą za ramię. Idą po parku, dość daleko od miejsca w którym stałem. Dziewczyna białe włosy, chłopak czarne. No to przyglądam się i zdaje sobie sprawę z tego, że mam takich na liście. Odzywam się do tego chłopaka przez komunikator, że ich mam w parku. On mówi, że jest niedaleko i zaraz tam będzie. Miałem naboje przy sobie, w razie czego. Cel był strasznie daleko, no ale myślę sobie, dlaczego nie zaryzykować?
   Mówię wam, z tylu metrów, cel wielkości butelki pepsi i do tego się rusza. Celuje, myślę jeszcze przez chwilę… i strzelam. Trafiłem go idealnie, przykładam znowu oko do celownika i widzę jak się osuwa na ziemię. Od razu czerwono, a dziewczyna krzyczy. Podbiega do niej ten szeregowy co dzisiaj z nim miałem kontakt, i przywalił jej kijem baseballowym. Kuca przy niej i mówi do komunikatora, że nie żyją oboje.
*Wracamy do teraźniejszości*
- Tyle, że dziewczyny potem nikt nie znalazł. Leżał sam facet – skrzywiłem się i oparłem plecy o krzesło.
- No to pięknie żeście to zjebali – zaśmiał się mój towarzysz.
- Hej, to moja wina? Przecież byłem daleko, on mógł ją dobić. Poza tym…
Spojrzałem przez okno.

- To i tak nie moja robota było ich zabijać. Jak ktoś ją znajdzie, sam ją dobije, ja wracam do swojej roboty, chwila chwały nie trwa wiecznie nie? W końcu, ja po prostu miałem szczęście.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

-Egzekucja-

Perspektywa Kiby


   Wszędzie już było o tym głośno. Nigdy wcześniej rząd nie zdecydował się na coś tak drastycznego, więc zbiegły się tłumy. Cały plac zapełniony był ludźmi, jedynie prowizoryczne barierki i uzbrojeni żołnierze wokół pilnowali porządku.
   Dałem się głupio złapać. Nie udany skok na rzekomo niestrzeżony sklep z bronią palną. Mogłem uciec, mogłem po prostu spierdolić. Zostawić to wszystko, rzucić w cholerę jego, klany i tą durną hierarchię. To wszystko, co nigdy nie dotyczyło mnie osobiście.
   Mogłem przeżyć.

   A teraz stoję tutaj. Przez to, że sumienie nie pozwoliło mi nie spojrzeć do tyłu. Nie pozwoliło mi uciec. Wróciłem się po niego. Wróciłem się po Chu, który został otoczony. Był priorytetem jeśli chodzi o ochronę podczas tego skoku. Ale cała reszta zrobiła to, na co ja się nie odważyłem. Po prostu uciekli, zostawili go. Tego, który dał im dom, pracę, schronienie. Po prostu woleli ratować własny tyłek. No cóż, może jednak nie jestem egoistą.
  Ale nie przewidziałem jednej rzeczy. Nie przewidziałem tego, że mogą odciąć nam drogę na końcu kanału ściekowego. No cóż, los bywa stronniczy. Dwóch dorosłych facetów na dwudziestu uzbrojonych policjantów. Skończyło się to właśnie tym, że siedzę teraz w kajdankach w samochodzie i czekam, aż ktoś otworzy drzwi i powie, że już przyszedł na nas czas. Miałem czas na ostatnie przemyślenia, błaganie o to, żeby znalazło się dla mnie miejsce tam na górze. Czas na zastanawianie się nad tym, co robi teraz moja siostra, tych kilku kolesi którzy uciekli... I Vane. Nie widziałem jej już od dawna. Nie byłem w stanie podołać tym najbardziej banalnym obietnicom, przekonywaniem o tym, że się zmienię, ale tego nie zrobiłem. I życie kopnęło mnie za to w dupe. Mocno.
    Ktoś otworzył drzwi. Ujrzałem światło dzienne. Chu wstał, posłał mi tylko krótkie spojrzenie i skinął głową. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem stopę na kostce brukowej. Zaprowadzili nas na sam środek placu i kazali klęknąć. Wszyscy ludzie w napięciu przyglądali się nam, tym odmieńcom, przed którymi tak dzielnie broni ich rząd. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że tak właściwie obie strony myślą, że są tą dobrą. Po prostu mamy inne metody, ale nikt nie widzi tego, co tak naprawdę niesie ze sobą ta wojna.
   Straty. Niezliczone straty, które ponosi każda ze stron. Nie da się ich wynagrodzić. Ludzkie życie nie jest czymś, co można po prostu spłacić jak dług. To coś czego nikomu jeszcze nie udało się odzyskać, i dopóki to się nie stanie, nigdy nie pogodzę się z tym, co się dzieje. Nie jestem święty. Nikt nie jest święty z osób, które są w to zamieszane.
Śmierć nie wybiera między grzesznikami a świętymi. Ciągle zabiera i zabiera...
Ale żyjemy mimo to.
   Donośny męski głos rozniósł się po placu.
- Wybiła godzina! Godzina, w której to dokona się długo wyczekiwana sprawiedliwość! - część osób z tłumu zaczęła wiwatować. Zmrużyłem oczy i westchnąłem.
- Cztery klany wchodziły w drogę porządku zbyt długo! Jeden z nich DZISIAJ POLEGNIE! - wiwaty zrobiły się jeszcze głośniejsze. - Nie przedłużajmy więc tej chwili! Dokonajmy tego, na co wszyscy czekaliśmy od dawna!
  Ktoś podszedł do mężczyzny, i wręczył mu czarne metalowe pudło. Usłyszałem kliknięcie, chwilę później dźwięk przeładowania pistoletu.
- Ci dwaj, stanowić będą przykład! To właśnie stanie się ze wszystkimi, KTÓRZY STANĄ NA DRODZE DO PORZĄDKU!
   Facet gadał z sensem. Trochę zbyt głośno, ale z sensem. No, powiedzmy. Podszedł do Chu i stanął za jego plecami.
- Ostatnie słowa, "Masked"?
   Kiedy Chu zaczął wypowiadać ostatnie zdania w jego życiu, zauważyłem znajomą postać stojącą w tłumie naprzeciw nas. Tsume stała za ludźmi, patrzyła na Chu. Nie patrzyła na niego jak na kolejny numerek w statystykach. Nie patrzyła na niego jak na sojusznika. Patrzyła na niego, jak na przyjaciela, którego nigdy więcej nie będzie jej dane zobaczyć. Usłyszałem strzał. Tsu zamknęła oczy i widziałem, jak zaciska zęby. Skierowała wzrok na ziemię. Kiedy w końcu spojrzała wyżej, przeniosła wzrok na mnie. Patrzyłem jej w oczy. Ten jeden ostatni raz. Przyłożyła dwa palce do czoła i zasalutowała. Skinęła głową. Ledwo zauważalnie powtórzyłem gest, jako nasze ostatnie, nieoficjalne pożegnanie. Następnie odwróciła się i odeszła kilka kroków dalej. Nie mam jej tego za złe, nie chcę żeby patrzyła na to, czego nie musi widzieć.
- Ostatnie słowa, "Huono"?
   Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, kiedy nagle odniosłem wrażenie, że czas stanął w miejscu. W tłumie, niedaleko miejsca gdzie stała moja siostra, zobaczyłem ją. Twarz, której jak sądziłem, nigdy więcej nie dane mi będzie zobaczyć. I jego, stał obok niej obejmując ją ramieniem. Zmarszczyłem lekko brwi próbując wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Spojrzałem w ziemię i nerwowo się zaśmiałem, jednak dźwięk który z siebie wydałem przypominał bardziej westchnięcie, niż śmiech. Pokiwałem głową sam do siebie przygryzając dolną wargę.
   Spokojnie podniosłem głowę biorąc przy tym głęboki wdech. Zamknąłem oczy i powoli wypuściłem powietrze. Spojrzałem jej w oczy. Wydaje mi się, albo przeżywam bardzo dziwne deja vu. Ten jeden ostatni raz nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Czas na chwilę się dla mnie zatrzymał, kiedy ponownie otworzyłem usta, żeby podzielić się ze światem moimi ostatnimi słowami.
Kocham cię, Vane.
   Wtedy poczułem rozrywający ból głowy. Trwało to sekundę, może nawet mniej, a potem już tylko upadek na ziemię, i wszystko wokół zmieniło się w czerń.

niedziela, 16 lipca 2017

Zagrożeni

UWAGA!
Wszystkie osoby niżej wymienione, proszone są o napisanie JAKIEGOKOLWIEK opowiadania do 16.07.2017. Ewentualnie ZADEKLAROWANIE napisania opowiadania w NIE DŁUŻSZYM czasie, niż dwa tygodnie. Jeżeli nie zostanie ono napisane, postać zostaje wyrzucona.

~~~
Traveling Stars 

Horo- Ostatnie opowiadanie 21.02

 Desert Eagles 

Ayano- Ostatnie opowiadanie 07.02

Arya- Ostatnie opowiadanie 24.02

Gintoki- Ostatnie opowiadanie - a raczej jego brak - 04.03

Laura - Ostanie opowiadanie 18.06

Chloë - Ostatnie opowiadanie 08.05

 Guardians of the Galaxy 

Rite- Ostatnie opowiadanie 02.04


Felix - Ostatnie opowiadanie 18.06

 Spirit of Shining Star 

Hige - Brak aktywności usprawiedliwiony 08.04

Yuki- Ostatnie opowiadanie- raczej jego brak - 06.03 

Sharni - Brak aktywności usprawiedliwiony
Dzięki Haze za pomoc ♥ 
~~~

~Administracja i Haze XD


Mia Land of Grafic