Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resney. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 września 2017

OD Resney CD Vane

Gdy dostałam telefon Vane, natychmiast wybrałam numer do Rocketa. Ledwo co trzymałam telefon w dłoniach. Cholera jasna, skłamałam. Ledwo co złapałam oddech na wybranie numeru. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam, aż ten szczur odbierze.
- Co tam Vane? Gdzieś ty się kurwa patoczyła wczoraj?!
- Rocket, tutaj Resney...
- A po cholere ci jej telefon? ZROBIŁAŚ JEJ COŚ?! Przysięgam je--
- Rocket, za przeproszeniem, stul pysk i słuchaj, to ważne - wstałam, podchodząc do okna.
- Widzę, że naprawdę musi być to ważne. Dobra, mów.
- Vane straciła pamięć. Pamięta wszystko o rok wstecz.
- Aha? I czemu nie powiedziałaś jej, że straciła pa-- MOMENT CO!? JAK?! 
- Dostała najprawdopodobniej kijem baseballowym w głowę.
- OD KOGO?! JAK JA KURWA ZNAJDĘ TEGO GNOJKA T--
- Nie znajdziesz, bo nie ma tego na kamerach. Przyjechałam po nią od razu jak zobaczyłam, co się stało - w tym momencie zaczęły mi drżeć ręce.
- Resney? Mów do mnie! Czuje, że coś ukrywasz! Daj mi Gilberta do telefonu, on zna mój język!
-
 ... Nie żyje.
- Przepraszam, CO?
- Został zastrzelony. Jego czaszka pękła z dymem, a Vane nie pamięta go. Ani go, ani jej syna. Chyba oboje wiemy, co się stanie, jak się dowie. - zapadła cisza. I ja i on byliśmy w zjebanej sytuacji i oboje nie mieliśmy pojęcia, co teraz zrobić. Usłyszałam ciężki wdech.
- Bogu dzięki, że jej nie powiedziałaś... 
- Nie mów jej.
- Będę milczał jak grób - rozłączył się. Odłożyłam telefon na biurko i złapałam się za głowę. Mam nadzieję, że szybko zapomni o tym, że straciła pamięć. Nie chce jej co chwilę tłumaczyć, że była w śpiączce. Usłyszałam otwieranie drzwi. Vane wyglądała... Inaczej.
- Vane?
- Co? - warknęła na mnie. Szybko się spięłam. Ta... Już nigdy nie będzie taka sama.
- ... - odwróciłam wzrok - Nic już.
- To po co marnujesz mój czas?
- MOŻESZ PRZESTAĆ!? - podniosłam się i złapałam ją za koszulkę - zachowujesz się jak rozwydrzony bachor! Nie stałaś na nogach przez ponad rok, aż tak twój umysł zwariował, byś zachowywała się jak bezduszna istota?! Vane OGARNIJ SIĘ! Bo aktualnie zachowujesz się jak potwór, a nie jak przyjaciółka! - puściłam ją. Powiedziałam trochę słów za dużo, co...?
Skarciła mnie wzrokiem i wyszła. Załapałam się za głowę.
Biedna Vane...
Cierpi, ale nie wie dlaczego
Jej serce płacze, ale nie wie za kim
Tęskni, lecz nie wie po co
Ma żądzę zemsty, ale nie ma pojęcia za co...
...
- I żeby nigdy się nie dowiedziała. - spojrzałam na jej telefon i zaczęłam usuwać wszystko z jej pamięci, co było związane z jej dotychczasowym życiem.

Przepraszam, Vane, że nic nie mogłam zrobić...


<Vane?>

poniedziałek, 18 września 2017

OD Resney CD Vane

Siedziałam na bazie danych, przeglądając wszystkie nagrania z kamer w obrębie 150 kilometrów. Nic, nic, nic i... Nic. Kolejne nudy, ale procedury są procedurami. Ledwo się zacisnęłam, żeby móc jakkolwiek nie zasnąć. Łyk kawy, i do roboty... Mega nurzącej ro--
Chwila, czy to nie Vane?
- Komputer, cofnij na kamerę 4A - powiedziałam komendę i spojrzałam na to nagranie. Vane sobie szła, jakby nigdy nic.
- Profil "Live" - wyjęłam konsolę i wpisałam kody - uruchamiamy. - w tym momencie patrzyłam na Vane i Gilberta z radosnymi minami. Trochę mnie irytował ten widok... Mimo śmierci Kiby, nadal jest z tym pacanem. Pomachałam głową, zamykając oczy, gdy nagle usłyszałam huk. Podniosłam głowę, widząc, jak Gilbert upada martwy na ziemię z roztrzaskaną głową. Po chwili zauważyłam, że kamera się przerywa. Gdy ogarnęłam widok, Vane była nieprzytomna i leżała na ziemi. Gwałtownie się zerwałam, biorąc apteczke.
- HIGE DO AUTA, JUŻ!
- Resney, co się dzieje?!
- MORDA I DO AUTA, WYJAŚNIĘ PO DRODZE!

****

Gdy dojechaliśmy z Hige na miejsce, szybko się zerwałam, podbiegając do Gilberta i Vane. Gilbert leżał w kałuży krwi. Był zimny, martwy. Nie mogłam nic zrobić, więc szybko podbiegłam do Vane. Miała na szczęście puls... Zacisnęłam wargi, wstając z nią na baranach.
- Resney...? - nie odpowiedziałam mojemu przyjacielowi, tylko po prostu ledwo szłam w stronę auta. Ten wziął Vane i położył na tylnym siedzeniu.
- Ja prowadzę. 
- Nie, Resney. Vane Cię aktualnie bardziej potrzebuje - położył rękę na moim ramieniu. Przytaknęłam i usiadłam na tyły. Wyjęłam notatnik i zaczęłam szacować jej rany. Lekko przejechałam ręką po jej głowie, czując w jednym miejscu guz.
- Hige, jak poznać, czy ma pękniętą czaszkę?
- Czy ma ją jakkolwiek zniekształconą? - spojrzałam na Vane z góry.
- Nie widzę, by miała...
- To nic jej nie jest. A co? 
- Ma sporego guza na głowie. Chyba czymś dostała. Będę musiała porobić testy, może się dowiem, czym dostała - zaczęłam notować jej rany i to, co mam zrobić. Szybko wróciliśmy do domu.
- Połóż ją u mnie na kanapie - Hige wykonał moje polecenie. Położył ją na kanapie, a ja szybko opatrzyłam jej rany. Ledwo co opanowałam drżenie rąk. Poszłam do siebie i zapisywałam rzeczy.
- Komputer, projekt "WiMO". 
- Ale mademoiselle.
- Wykonać. - w tym momencie komputer zaczął pisać kody zabezpieczające. Zaakceptowałam parę rzeczy.
- Projekt "WiKO"?
- Projekt Wielki Kod Obronny. Zabezpieczam mocniej moje dane.
- Dlaczego?
- Bo skoro ktoś zabił Gilberta i chciał zabić Vane... - Zaakceptowałam kod i blokadę. 

*następnego dnia*

Nie spałam cały dzień, w sumie nie był to dla mnie żaden wyczyn. Siedziałam w sali testowej.
- Dobra... Według badań, najelpsza rzecz, symulująca czaszkę człowieka, to arbuz... - włączyłam kamerę - próba numer jeden. Szklanka po piwie - wzięłam butelkę i uderzyłam nią o Arbuza. Szklanka się potukła, a arbuz pękł - Test negatywny... - wyłączyłam nagranie i włączyłam znowu - próba numer dwa... Kastet - uderzyłam kastetem, a arbuz pękł. - Test negatywny... - zrestartowałam nagranie - próba numer 3. Kij do baseballa - szybko zrobiłam zamach i uderzyłam o arbuza. Nic. Szybko go rozcięłam. W tym miejscu był złamany na części - test pozytywny - wyłączyłam nagrywanie i zdjęłam okulary. 
- I co masz? - Hige do mnie przyszedł z kawą. Wzięłam od niego swoją mocą i lekko dosłodziłam.
- Dostała prawdopodobnie kijem do baseballa... Czym może to skutkować?
- Pfu... Najgorszy scenariusz to wstrząs mózgu. Ale reagowała na niektóre jej gesty przez sen, więc to nie najgorszy scenariusz. W dobrym przypadku będzie mieć tylko guz.
- Mhm... - wstałam - dzięki Hige.
- Drobiazg - uśmiechnął się w moją stronę i poszłam tam, gdzie Vane... Stała.
- Vane! - szybko do niej podbiegłam - siadaj, dostałaś mocno w--
- Resney...? Gdzie byłaś? - spojrzała na mnie - wtedy, gdy we mnie strzelali.
- Słucham?
- Moment zakończenia wojny.
W tym momencie zamarłam. Nie, to nie wstrząs mózgu...
To utrata pamięci... 
I co ja mam jej powiedzieć? Prawdę, czy kłamstwo?

Myślałam, że jestem przygotowana na wszystko. Byłam gotowa na tortury psychiczne i fizyczne, byłam gotowa na cierpienie i sekrety, których bym nie mogła udźwingąć.
Byłam gotowa na wszystko
A przynajmniej tak myślałam.

Vane?

piątek, 15 września 2017

Od Resney CD Hige

Spojrzałam na niego i wywróciłam oczami. College... Argh.
- Tia, nawet byłam z Tsume w klasie. Wiesz, miałam dobre oceny. Zawsze byłam wsparciem dla niej, ale... Widzisz co się aktualnie dzieje. - nie umiałam zapomnieć o tej wojnie... Mam wrażenie, że nie tylko to jeszcze nas spotka. Przynajmniej Vane sobie ułożyła życie. Ja mam sporo papierkowej, a raczej elektronicznej roboty. Zatrzymałam się.
- Resney? - Hige spojrzał na mnie. Ja tylko opuściłam wzrok. Byłam roztrzęsiona. Nie mogłam nic... Nie. MOGŁAM COKOLWIEK ZROBIĆ. Nie mogłam płakać... Nie chce. Nie mogę, ja...
- To nic...
Dlaczego tylko stałam? Czemu nic nie zrobiłam? Czemu do tego doprowadziłam?

*magicznie się eksportujemy do teraźniejszości*

Siedziałam u siebie w pracowni, badając sprawę na temat różnych rzeczy. Bankach, liniach telefonicznych, a także tuszowałam nasze istnienie. Co raz częściej mi drżały ręce... Nie wiem, czy to wina braku snu, czy tych koszmarów, przez które nie mogę spać. 
Tsume, nie patrz! 
Zacisnęłam powieki, słysząc strzał, widząc martwego Kibe, czując drżącą Tsume w swoich ramionach i jej łzy, spływające mi po ramieniu. Miała teraz tylko mnie, a gdyby wiedziała, że prawie nie śpię, to by mnie chyba zamordowała. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Bezwładność, nic nie mogłam zrobić. Tak samo jak przy... One. Moim kochanym bracie.
Otworzyłam oczy, wracając do roboty. Lekko zmrużyłam oczy, nie mogłam już długo patrzeć nawet na monitor. Napiłam się kawy, próbując pozbierać myśli. Otworzyłam swój cybernetyczny pamiętnik.

21 Listopada 2033 rok
To, co się wydarzyło dzisiejszego dnia, było dla mnie gorszą porażką niż moment, w którym straciłam swojego brata... Nie udało mi się pomóc własnemu przyjacielowi, ani rodzinie. Wybiła godzina egzekucji...

*Podczas egzekucji*

 Donośny męski głos rozniósł się po placu.
- Wybiła godzina! Godzina, w której to dokona się długo wyczekiwana sprawiedliwość! - część osób z tłumu zaczęła wiwatować. Byłam przerażona tym, co się dzieje. Ledwo co udało mi się przecisnąć, by stanąć obok Tsume. Stanęłam obok niej. Wiem, że była przerażona, mimo tego, że miała na sobie kamienną twarz. Szybko jednak opadła, gdy zobaczyliśmy Chu. Zacisnęłam ręce w pięści, próbując się opanować. Chciałam wybiec, nie. POWINNAM WYBIEC. Ale stałam.
- Cztery klany wchodziły w drogę porządku zbyt długo! Jeden z nich DZISIAJ POLEGNIE! - wiwaty zrobiły się jeszcze głośniejsze. - Nie przedłużajmy więc tej chwili! Dokonajmy tego, na co wszyscy czekaliśmy od dawna! - po jego słowach, dostał skrzynię, wyjął pistolety i popchnął Chu na ziemię.
- Ostatnie słowa "Masked"? - Chu właśnie w tym momencie powiedział swe ostatnie słowa, a potem strzelili mu w łeb. Odwróciłam wzrok, krzyżując ręce. To był mój przyjaciel, jako jedyny nawet w najgorszych momentach się ode mnie nie odwrócił. Spojrzałam na Tsume, która patrzyła na swojego brata. Zasalutowała z łzami w oczach. Przytaknęła do niego i po chwili odeszła dalej.
- Tsume... - powiedziałam cicho, idąc za nią. Ta milczała, patrząc na mnie, a potem w stronę Kiby.
- Ostatnie słowa "Huono"?
W tym momencie wyczułam to... Wyczułam jak patrzył na Vane. Skierowałam w tym samym kierunku głowę. Vane... Ty porąbana idiotko, coś ty zrobiła...?
Wtedy zobaczyłam, jak Tsume zaczynają drżeć ręce, a ja nic nie mogłam zrobić, a raczej mogłam. NIC NIE ZROBIŁAM. 
Seven, zostań tu... Obiecaj mi, że nie pójdziesz mnie szukać. OBIECAJ MI TO.
- ... One...
- Oddaje ci dowodzenie. 
- ONE!!! NIE! 
Wtedy wróciłam do rzeczywistości. O nie... Nie pozwolę, by Tsume na to patrzyła. przytuliłam ją, a ta wtuliła się we mnie. Miała właśnie skierować wzrok w stronę Kiby, gdy...
- Tsume, nie patrz! - w tym momencie odwróciłam jej głowę, a ta zaczęła płakać w moje ramię. Ledwo trzymała się na nogach, słysząc strzał. Obie upadłyśmy na kolana, a ja ją przytuliłam mocniej do siebie. Sama zaczęłam płakać. Straciliśmy dzisiaj wiele...

*Teraźniejszość*

Tak zakończyła się historia dzielnego Kiby Brown'a i Chu Fox'a. Nigdy nie zapomnę takich jak oni. A ja... Nadal się obwiniam. Siedząc w swojej ciemnicy z drżącymi rękami. 

Zakończyłam pisanie. Dopiero wtedy poczułam, jak mi drży warga, a po policzkach lecą łzy. Gorzkie łzy porażki. Najpierw One, teraz Kiba i Chu... Zapisałam wpis i usiadłam w kącie, móc się w końcu wypłakać. Ręce zaczęły i mocniej drżeć.
- TO POWINNAM BYĆ JA! - w ty momencie straciłam panowanie nad sobą. Wszystko zaczęło latać na boki, papiery, monitory, zapisy. Byłam wściekła, nie docierał do mnie rozsądek.
Resney...
Z mojego szału wyrwał mnie męski głos. Odłożyłam powoli wszystkie rzeczy, siadając na ziemi. Skuliłam się najmocniej jak mogę. Straciłam ich. Straciłam moich przyjaciół, znowu stojąc jak słup. Jestem słaba...
Moje lanie łez, przerwało ciche pukanie.
- Resney? To ja, Hige, mogę wejść? 
Zamarłam w tym momencie. Szybko wstałam, wytarłam twarz od łez i usiadłam przed monitorem, jakby nigdy nic, zapisując do końca raporty.
- Wszystko słyszałem. 
- ...
- Resney, zostawiłaś otwarte drzwi. - spojrzałam na niego, opierając się o werandę drzwi.
- ... Tylko komukolwiek powiedz. - wróciłam do roboty, a ten odsunął mnie od biurka. Odwrócił mnie do siebie i kucnął przede mną. Zacisnęłam ręce, żeby nie drżały. Ten położył swoje ręce na moich, by je uspokoić. W tym momencie poczułam, jak moje mięśnie się rozluźniają, a ręce przestają trząść.
- To nie była twoja wina.
- M-Mogłam...
- Nic nie mogłaś zrobić, Resney. - podniósł mnie - patrząc na ciebie, to z tydzień nie spałaś...
- Skąd wiesz?
- Zapomniałaś, że jestem medykiem? - uśmiechnął się lekko. Opuściłam głowę i włączyłam automatyczne pobieranie. Poszłam do pokoju, będąc asekurowana przez Hige.
- Będę spać dzisiaj na kanapie, żeby mieć pewność, że nie wyjdziesz, póki się nie wyśpisz. - na jego słowa przytaknęłam i poszłam do pokoju, oddając się w objęcia Orfeusza. Jedynie co widziałam to Hige. 

*dwa dni później*

Siedziałam na kanapie, skulona najmocniej jak mogę i oglądałam telewizje. Vane wielokrotnie do mnie dzwoniła, lecz nie odbierałam. Tylko odbierałam do Tsu, udając, że jest wszystko w porządku, żeby mogła mi wszystko powiedzieć. Jedynie kto przy mnie był, to Hige. Ledwo co spojrzałam na niego.
- Trzymasz się jakoś? - zapytał, siadając obok mnie. Doskonale wiedziałam, co odpowiedzieć...
- ... Jakoś. - w tym momencie przytuliłam do siebie poduszkę. Chciałam się schować, zniknąć...
Tak samo jak tego dnia, kiedy nie mogłam nic zrobić, żeby nie doprowadzić do wojny.

Hige? Chyba w tym momencie ona potrzebuje ciebie bardziej niż kiedykolwiek. Co zrobisz? <: 

czwartek, 15 czerwca 2017

OD Resney CD Vane

Zrezygnowana, dokończyłam picie herbaty. Miło, że w jakimś stopniu się o mnie martwi...
- Co było, minęło. Nie zmienimy przeszłości - podniosłam się - chodź, pomożemy temu szopowi.
- Kogo nazywasz szopem?! - Rocket niechętnie na mnie spojrzał. Zrezygnowana wstałam, pomagając mu ogarniać rzeczy.
- Ten pistolet jest na...?
- Obrotach elektryczno-mechanicznych - odpowiedział - wciąż dziwnie mi strzela.
- Wiesz czemu? - rozmontowałam część.
- EJ uważaj, to drogi sprzęt! - jak zawsze powiedział, bez ufności.
- Masz źle skalibrowane kody... Masz błąd 201a... Poczekaj - wyjęłam panel i zaczęłam pisać to od nowa.
- Zabieraj łapska od mo--
- Zrobione - podniosłam pistolet i strzeliłam w kukłę. Ten spojrzał na mnie, opuszczając uszy zaskoczony.
- Eee i tak bym na to sam wpadł.
- Zwykłe "Dziękuje" - obróciłam pistoletem i mu podałam. Ten wyrwał go z mojej ręki, cicho mamrocząc pod nosem. Zaśmiałam się. Spojrzałam na Vane i odwróciłam głowę. Po chwili jednak się podniosłam i dotknęłam jej skroni.
- Czemu nie chcesz tego dziecka? - miałam zamknięte oczy - szukanie w internecie jest niebezpieczne, bez jakichkolwiek zabezpieczeń... Ciekawe co by powiedział Kiba, gdyby się dowiedział...
- Nie grzeb mi w głowie! - odepchnęła mnie.
- Twój umysł mi na to pozwolił - pstryknęłam palcami - może mam tylko jedną moc, ale opanowaną  prawię do perfekcji.
- Jakoś nie wyczułaś zauroczenia u Hige...
- Nie siedzę mu-- Czekaj, co? - spojrzałam na nią wściekła. Ta się zaśmiała.
- Resney, wiem, co myślisz o miłości, ale powinnaś mu d--
- Posłuchaj mnie, Vane. Wiesz, dlaczego nienawidzę miłości. Wiesz, jak bardzo jej nie chce. Hige jest moim przełożonym i przyjacielem. Ale nic więcej. Pomaga mi w misjach, fakt. Ale on pewnie kogoś innego ma na oku, a ja nie mam zamiaru się na niego rzucać, bo jest TYLKO przyjacielem. Jasne?
- Mhm... - odpowiedziała i wróciła ze mną do sprzątania - Resney... Nie mów Kibie...
- Spoko, to nie moja sprawa, ale ci nie pomogę.
- Czemu?
- Bo mnie zabije jako pierwszego, bo ci w tym pomagałam.
- On taki nie jest!
- TYLKO DLA CIEBIE - podniosłam głos. Ta od razu zamilkła. Wzięłam głęboki wdech i miałam właśnie wyjść.
- Resney, tutaj Hige.
- Tutaj Resnej, co jest? - włączyłam komunikator, który zawsze mam założony.
- Zgadnij.
- Nie wiem.
- Będzie bal. Idealna okazja, by zdobyć informację o naszych przeciwnikach. Ale jest problem... Można tam wejść tylko z partnerem lub partnerką. Homosiowe pary nie wpuszczą.
- Gh... Będzie trzeba sobie tą akcję odpuścić.
- Resney taka okazja może się nie powtórzyć!
- Ty nie masz z kim iść, ja nie mam z kim iść, a-- - wtedy mi coś wpadło do głowy, ale od razu zaprzeczyłam tym pomysłem. Vane tam nie pośle... nie w tym stanie - a i tak nas poznają...
- Resney, to jest BAL MASKOWY. Maski założymy, trochę włosy przefarbujemy i można iść!
-
I z kim ty niby chcesz pójść, mądralo?
- Z tobą. - Stanęłam na środku drogi. Ze mną?
- Hige, ja tańczyć nie potrafię, a z resztą... Nawet jakbyśmy poszli, to CO? No nic nie zrobimy.
- To pan prowadzi taniec.
- Podepcze cię.
- Dopilnuje, żeby nie.
- Nienawidzę chodzić w sukienkach.
- To pod sukienkę ubierzesz spodnie i koszulkę.
-  NIE I KONIEC - rozłączyłam się. Weszłam do siebie, a ten stał przed drzwiami.
- No Resney! To tylko służbowo, może się czegoś dowiemy! - spojrzałam na niego kątem oka. Wzięłam głęboki wdech.
- DOBRA JEZU! Ale morda w kubeł, nikt nie może wiedzieć - wskazałam na niego. Ten dał swój palec na mój nos.
- Boop.

<Vane? XDD>

czwartek, 18 maja 2017

OD Resney CD Vane (trochę +16)

Wsiadłam na motocykl i założyłam kask. Vane nie ma pojęcia jak to wszystko komplikuje! ARGH! I jeszcze miała czelność mi nie powiedzieć! Szybko pojechałam w jej stronę. Zatrzymałam się gwałtownie przy jej domu i wparowałam, rozglądając się.
- Vane! - weszłam do środka. Zamknęłam drzwi.
- Vane jest na górze... - usłyszałam Rocketa. Spojrzałam na szopa, unosząc brew.
- Pomogłeś mi?
- Nie przyzwyczajaj się, mała - fuknął, kombinując przy broni. Wbiegłam na górę. Vane siedziała przed telewizorem.
- Vane! - wyłączyłam telewizor - czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?
- Nie chciałam Cię martwić - powiedziała, patrząc na mnie. Złapałam się za głowę.
- Ty... Argh! Jeszcze bym rozumiała, jakbyś mi powiedziała od razu - oparłam się o ścianę. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić...
- Resney...
- Masz pojęcie, jak mnie to teraz boli? - spojrzałam na nią - wiesz doskonale jak skończył się mój pierwszy i ostatni związek! Wróć... mówiłam to Tsu...
- Co jej mówiłaś? - Vane mi przerwała, wstając. Wzięłam głęboki wdech. Nie lubię tego wspominać... Bardzo nie lubię..
- Zanim jeszcze Tsume się... pokłóciła z kimś, miałam kogoś. Do dzisiaj nie chce go wspominać... Był miły, odważny i na swój sposób romantyczny - mówiłam, podchodząc do okna - lecz, co zrobił wiele miesięcy później... Byłam w parku, czytając książkę o informatyce kwantowej...

****

Żeby zakończyć swoje nauczanie, muszę w końcu przeczytać tą durną książkę. Na szczęście byłam już na 154 stronie... zostało raptem 20. Może dam radę skończyć, zanim przyjdzie Nick! Uśmiechnęłam się na wspomnienie o nim... Jako jedyny spędzał ze mną czas dłużej niż 4 godziny... Usłyszałam komunikator. 
- Tutaj Resney, o co chodzi?
- Seven, to ja, tres! Musisz przyjść! Ktoś hakuje naszą bazę danych!
- To nie możliwe, osobiście pisałam ten program! - podniosłam się.
- Ktoś to robi w twojej pracowni. Musisz wrócić! NATYCHMIAST! - mój brat podniósł głos. Musiało być naprawdę źle...
- Już idę! Będę za 20 minut! - rozłączyłam się i wsiadałam na motocykl. Szybko pojechałam do jednej z siedzib, Gdy dotarłam na miejsce, weszłam do mieszkania i otworzyłam drzwi. Jedynie co potem zrobiłam, to stałam jak słup.
- N... Nick?
- Witaj, skarbie - wystawił język - dzięki za danie mi dostępu do sieci. Serio myślałaś, że będę cię  na prawdę kochać? Ja tylko mam zdradzić waszą miejscówkę...
- Ty... JAK MOGŁEŚ - czułam jak mi serce pęka. Kochałam go... Czemu on mi to zrobił?
- A mogłem. Teraz... - przygniótł mnie do ściany - do mnie, moja desko! - włożył mi ręce pod moją koszulkę i zatrzymał na piersiach. Byłam sparaliżowana... Ale muszę go powstrzymać... Gdy jego głowa była przy mojej szyi, szybko odgryzłam mu ucho. Ten się odsunął, krzycząc z bólu, a ja dawałam mu jeszcze większy ból psychiczny. Ten wyparował, a ja wyłączyłam pobieranie. Wzięłam głęboki wdech z ulgą.
Co ja wygaduje... właśnie mój były okazał się być zdrajcą...

***

- Po tym całym incydencie... - kontynuowałam, patrząc przez okno - przyszli po mojego brata... One, był bez radny, a ja byłam najmłodsza, żaden z braci nie odpowiadał na moje wezwanie. Kazał mi go nie szukać... nie mogłam nic zrobić... - opuściłam głowę, czując jak łzy mi napływają do oczu.
- Boże, Ress... - poczułam jej rękę na swoim ramieniu, odsunęłam ją, spoglądając na nią kamiennym wzrokiem.
- Odpocznij... - ruszyłam w stronę wyjścia.
- Resney - Vane mnie na chwilę zatrzymała. Spojrzałam na nią - odwiedź mnie jutro. Musimy pogadać.
- Jasne... - wyszłam z jej pokoju, a potem z domu i wsiadłam na motocykl. Jechałam po nocnej ulicy bez żadnego powodu... Wciąż pamiętałam jego piękne, ale fałszywe słowa, gdy czułam się jeszcze komuś potrzebna...

Resney... cokolwiek się nie stanie, będę cię kochać. Przysięgam na blask księżyca. Na nocne gwiazdy i moje serce.



Więc czemu mnie okłamałeś?
<Vane? Co teraz wykombinujesz?>

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

OD Resney CD Vane (cz.1)

Spojrzałam na swoją sojuszniczkę, krzyżując powoli ręce.
- Mam sprawę.
- Mianowicie? - otworzyła bardziej drzwi, a ja weszłam do jej domu.
- Cześć sierściuch.
- Kogo nazywasz sierściuchem?! - szop warknął, spoglądając na mnie.
- Tylko ty masz sierść i ogon, pragnę zauważyć - usiadłam, otwierając laptopa, który szybko się uruchamiał.
- Osz ty ma-
- Co tam masz? - podeszła do mnie, a ja otworzyłam jeden z plików.
- Pewnie jakieś wielkie gó... Czy to jest Varsen 21?! Skąd ty masz te plany?! - szop spojrzał mi przez ramię.
- Znalazłam te dane. Jeden z moich szpiegów mi je wysłał. Ta broń może dać nam przewagę. Może akurat nie w wojnie, ale na pewno będziemy mieli coś, w razie obrony.
- Właśnie... - Vane oparła się o ścianę - w sprawie tej wojny... Nie chciałam, byś razem z Tsu się pokłóciła... To nie było specjalnie. Też chce sojuszu pomiędzy nami, ale...
- Vane - przerwałam jej, odwracając się w jej stronę - nie wiem czemu wtedy uciekłaś od narady i chyba nie chce wiedzieć. Ale musisz zrozumieć, że wojnę trzeba wygrać, by był sojusz. Albo doprowadzić do rozejmu. Co jak się domyślasz, jest mało wykonalne... Musiałby się cud zdarzyć, ale chyba o to zadbałam - zamknęłam laptopa.
- Coś zrobiła? - Vane uniosła brew.
- A to i owo... a teraz wybacz, ale muszę iść z kimś pogadać - wstałam, biorąc laptopa.
Mam nadzieję, że Chu nie jest na mnie wrogo nastawiony...

*****

Stanęłam przed drzwiami do domu Chu. Zapukałam do drzwi, lekko poprawiając włosy. Chu otworzył drzwi i spojrzał na mnie.
- Już myślałem, że mnie znienawidzisz za ten sojusz z Tsu.
- Po pierwsze. To Desert Eagles ma wojnę z Guardians of the Galaxy, nie Traveling Stars z Spirit of Shining Star. Po drugie. Musimy zakończyć tą wojnę. Inaczej możemy mieć problemy... Nie tylko my, ale możemy narządzić wiele szkód... Musimy coś wymyślić, by zaprzestać temu szaleństwu.
- Wiem, wiem. Ale nie mam pomysłów. A teraz Tsu jeszcze mi nałożyła dodatkowe rzeczy. Nie wiem czy...
- Tutaj Tsume do Chu. Chu jesteś tam? - usłyszałam komunikator. Skrzyżowałam ręce, a ten odebrał.
- Tutaj Chu. O co chodzi?
- Widziałeś gdzieś Resney? Od tygodnia się nie ujawniła. - wywróciłam oczami i pokazałam mu gestem, by robił co chce.
- Pewnie się zaszyła w swojej kwaterze. Jak zawsze. Słuchaj, jestem zajęty. 
- Mhm... jak ją zobaczysz to mi powiedz. Muszę z nią pogadać. Bez odbioru - rozłączyła się, a ja szybko weszłam do jego domu.
- Mam złe przeczucia... 
- Nie tylko ty. Słuchaj, mamy jakiś pomysł? Bo ja średnio. Mogę generalnie spróbować Tsu trochę uspokoić, ale nie sądzę, by to dało efekty.
- Kiedyś była inna... - usiadłam na kanapie, lekko się garbiąc. 
- Resney...
- Nie było mnie, gdy mnie potrzebowała... ja... muszę coś zrobić. Nie może nikomu stać krzywda. A ja mam przeczucie, że coś się stanie - odwróciłam głowę.
- nie możesz być pewna.
- KIEDY NAPADNIĘTO NA TWÓJ KLAN TO CO?! NIE MIAŁAM RACJI!?
- To był przypa-
- Albo moment, gdy ci mówiłam, że coś się stanie Tsume?! Wciąż uważasz, że nie mogę być pewna? - warknęłam, a ten zamilkł. Wiedział, że mam rację. Wzięłam głęboki wdech, wstając. Chciałabym się mylić... ale wiem, że nigdy się nie mylę... 
- Resney, musisz się uspokoić - położył rękę na moim ramieniu - wiem, że teraz i ty masz sporo na głowie... ukrywać swój klan, zajmować się nim, pisać różne kody dla Vane...
- Przestań udawać, że mi współczujesz - spojrzałam na niego.
- Nie udaje!
- Przez tą maskę widzę twój uśmiech!
- To nie uśmiech, tylko wycięte miejsce na usta w formie uśmiechu!
- Na jedno wychodzi! - warknęłam. Wzięłam laptopa i wyszłam.


*****

Szłam przez ulicę, lekko mrucząc pod nosem. To wszystko nie wygląda najlepiej... Ta wojna, próba sojuszu... Ech... nic z tego nie wyszło. A co gorsza mam złe przeczucia. Co ja mam teraz zrobić? Mam nadzieję, że ON się dobrze spisuje. Po chwili zadzwonił telefon. Po chwili odebrałam.
- Co jest Vane?
- Tutaj Kiba.
- Oh... jak ty masz jej telefon, to mam się martwić - mruknęłam - co tym razem? Zniknęła? Uciekła? Straciła przytomność? A może was zaatakowali?
- Śpi - szybko odpowiedział, a ja lekko uniosłam brew.
- O tej godzinie? 
- Nie powiedziała ci, huh? - lekko parsknął śmiechem. Zatrzymałam się.
- CZEGO mi nie powiedziała? 
- Może niech ona sama ci po- - w tym momencie jedynie co usłyszałam to sprzeczkę.
- IDIOTO CZEMU W OGÓLE O TYM WSPOMINAŁEŚ!
- Myślałem, że jej po--
- Ugh! DAJ MI TO! - szybko usłyszałam jej zrezygnowany wdech - Resney...?
- Zdajesz sobie sprawę, że teraz ci nie odpuszczę? - uniosłam brew.
- Tak, wiem... słuchaj.. bo... ja... no...
- No mów rzesz!
- Jestem w ciąży - gdy to powiedziała, mnie aż zamurowało. Ledwo co trzymałam telefon w ręce.
- Z KIM?
- Z Kibą...
- KTO jeszcze o tym wie?
- Oprócz ciebie? Nikt.
- KIEDY to sie stało?
-  Czy to ważne?
- JAK to sie stało?
- No normalnie! Wiesz jak facet z kobietą się kochają to...
- SKOŃCZ - gwałtownie jej przerwałam. Przetarłam twarz ręką i wzięłam głęboki wdech - idę do ciebie - rozłączyłam się i poszłam w stronę domu Vane.
Ona nie ma pojęcia jak teraz jestem wkurwiona!
C.D.N Vane możesz napisać, co ona robiła w tym czasie, ale nie licz na ten idealny odpis od twojego odpisu, bo ja chce się rozpisać jeszcze xD

sobota, 8 kwietnia 2017

OD Resney CD Hige

Szybko wybiegłam z mieszkania, biorąc odpowiednie rzeczy.
- Resney, czekaj! - zatrzymał mnie - o kogo ci chodzi?
- O pewnego kretyna - powiedziałam krótko i oschle. Założyłam czapkę, poprawiając soczewkę, zmieniającą kolor.Rzuciłam mu przebranie, a ten szybko założył co trzeba. Poszliśmy po zaułkach, rozglądając się. Lekko opuściłam głowę...
Mogłam coś  zrobić... mogłam. Mogłam jakoś zareagować, a siedziałam z założonymi rękami jak tchórz... 
- Wciąż się obwiniasz - spojrzał na mnie kątem oka. Nie patrzyłam na niego. Nie miałam odwagi... Włączyłam telefon, zaczynając coś robić na telefonie. Hige pociągnął mnie do jakiegoś zaułka i odłożył mój telefon do kieszeni.
- Nic nie mogłaś zrobić - powiedział twardym głosem. Spojrzałam na niego. Lekko odwróciłam wzrok - nie chodzi tylko o tą sytuację, prawda?
- Nie - odpowiedziałam prawie od razu. Lekko go odepchnęłam od siebie - Nie chce o tym rozmawiać. Nie w tej sytuacji. Nie teraz - skrzyżowałam ręce.
- Owszem. Teraz - powiedział groźnym tonem. Fuknęłam.
- To ja wydaję rozkazy, nie ty - przybrałam oschłego głosu. Ten wziął głęboki wdech. Wyszłam jako pierwsza z kąta, idąc przed siebie. Wyjęłam telefon, zaczynając pisać do Vane.

Vane
Nie mam pojęcia co się u ciebie dzieję, ale teraz nie możemy się spotkać.
Mam ciężkie dni... w szczególności teraz. Jak będziesz mieć czas, odpisz. Lub nie...
Jak coś nie jestem sama.


Wysłałam wiadomość, ponownie patrząc przed siebie. Wtedy go zobaczyłam. Szybko schowałam się z Hige.
- To ON - spojrzałam na blondasa najwyraźniej z zadowoloną miną. Gdy przechodził obok nas, Hige zasłonił mu usta i pociągnął do opustoszałej ulicy.
- Czy wam od... Oh. To Ty - mruknął niechętnie.
- Ty. COŚ ty jej zrobił? - warknęłam. Ten się zaśmiał.
- To i tamto...
- Tak szczerze, mam to w dupie - przygniotłam go do ściany - a teraz zrobisz to, o co cię ładnie poproszę, albo inaczej porozmawiamy, Josh.
- Mianowicie? - uniósł brew.
- Pójdziesz do Tsume i ją NA KOLANACH będziesz błagał o wybaczenie i powrót do klanu.
- A jeśli się nie zgodzi?
- To Cię zabije.
- A jak tego nie zrobię?
- To ja Cię zabiję - mój głos zrobił się mroczny. Byłam wściekła, a on miał coś do załatwienia. Ten wywrócił oczami.
- Najwyraźniej coś się stało, że mnie o to "prosisz" - spojrzał na Hige - to twój chłopak?
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie. Ten się zaśmiał szyderczo.
- Dobra. Pójdę do niej. I tak nie mam nic innego do stracenia.
- Ostrzegam Cię. Jak nie dotrzymasz umowy to cię znajdę I ZABIJE - podkreśliłam ostatnie słowo i go puściłam. Odszedł, jak gdyby nigdy nic.
- Wow... nie wiedziałem, że tak potrafisz.
- Mało o mnie wiesz... - spojrzałam na niego - a w sprawie tego, co chciałeś wiedzieć... Prze ze mnie mój brat zniknął. Bo nic nie zrobiłam. Bo stałam jak kołek i zamiast go powstrzymać, stałam... - zamknęłam oczy.

- Seven, zostań tu... Obiecaj mi, że nie pójdziesz mnie szukać. 
- One...
- OBIECAJ MI TO.
- ... One...
- Oddaje ci dowodzenie. 
...
 

- ONE!!! NIE! Ku*wa czemu stałam?! Czemu nic nie zrobiłam?! ONE!!

Odwróciłam się od Hige, a gdy na niego spojrzałam, uśmiechnęłam się z łzami.
- Nic mi nie będzie - po moich oczach spływały łzy, lecz miałam uśmiech na twarzy i wystawiony język.




Hige? ;33 Teraz taka sneaky peaky zmyłka, czy jest smutna czy nie xD

wtorek, 4 kwietnia 2017

OD Resney CD Hige

Odepchnęłam go, by zejść na dół. Jak mam mieć takiego pracownika, to plan pójdzie się walić. Zeszłam i zobaczyłam swojego brata, siedzącego przed kuchnią. Uśmiechnęłam się, wiedząc, że wszystko poszło jak trzeba. Tablet schowany pod materacem, był dobrym pomysłem, a w szczególności, gdy taki ktoś jak Hige, chce mnie wynosić z pokoju, by przerwać moją pracę!
- Gregory! - rzuciłam mu się w ramiona, by się przytulić do niego. Ten zaskoczony, zrobił to samo. Podał mi kawę i śniadanie.
- Idź. Czytałem twój grafik - uśmiechnął się smutno, a ja miałam właśnie iść, gdy Hige mnie zatrzymał.
- Nie za wcześnie? - uniósł brew.
- Mam na sobie soczewki, dzięki którym mogę patrzeć na monitor do bólu, a wzrok mi się nie pogorszy - weszłam do pracowni. Gdy plik skończył się zapisywać, szybko zabrałam się do zapisywania kodów. Usłyszałam pukanie.
- Proszę! - krzyknęłam, patrząc na pasek kalkulowania. Do pokoju wszedł Hige.
- Mogę w czymś pomóc? - spytał. Spojrzałam na niego.
- Możemy pogadać - mruknęłam, patrząc coś na telefonie. Ten wywrócił oczami.
- A coś ciekawszego? - zapytał. Uśmiechnęłam się i rzuciłam mu pada.
- Potrafisz grać?
- Trochę - odpowiedział. Odpaliłam oddzielny monitor i włączyłam "power rengers - new zord"
- Co to jest?
- Gra kooperacyjna. Grasz? - odpaliłam grę, a ten razem ze mną, zaczął tworzyć postać. Na dzień dobry mieliśmy pierwszą walkę. Nieźle nam nawet szło.
- UWAŻAJ Z TYŁU! - szybko zrobiłam kombinacje, by ochronić postać Hige. Przez większość czasu krzyczeliśmy do siebie typu "Lewo" lub "Plecy!". Gdy zginęliśmy, opadliśmy na kanapę. Zaczęłam się śmiać, a on po chwili ze mną.
- Musimy częściej grać.
- Ta... - jeszcze przez chwilę się śmialiśmy. Gdy usłyszałam dźwięk, oznaczający koniec, podeszłam do monitora.
- Muszę wracać do pracy - dokończyłam kawę i za pomocą swoich umiejętności, zaczęłam jeść już zimne śniadanie, nie używając rąk.
- Masz coś oprócz mocy psychicznych? - spytał. Przestałam uderzać o klawiaturę. Lekko posmutniałam.
- Nie... - podniosłam głowę - jako jedyna z dowódców nie mam dwóch mocy. Krótko mówiąc, jestem najsłabsza. Dodatkowo jestem najmłodsza - znowu zaczęłam robić coś na klawiaturze, nie okazując po sobie smutku, który aktualnie czułam. Spojrzałam na niego kątem oka. Ten stanął za mną i położył rękę na ramieniu. Spojrzałam na zegarek.
- Jest dopiero 23. Nie masz prawa mnie zabrać z pracowni - mruknęłam. Ten tylko mnie odwrócił tak, bym na niego patrzyła.
- Co? - uniosłam brew?

Hige? Nie zabij mnie XD Jesteśmy przynajmniej kwita za tamto! XD

poniedziałek, 20 lutego 2017

OD Resney CD Hige

Popatrzyłam na niego z irytacją. Wyszłam z samochodu, wywracając oczami. Spojrzałam na ochronę.
- Słuchaj, a...
- Cii! - popchnęłam go do samochodu, zamykając drzwi. Leżeliśmy z tyłu na siedzeniach. Gestem mu pokazałam, by był cicho. Lekko wystawiłam głowę, by sprawdzić, czy jeszcze tam stoją. Strażnicy, spojrzeli w stronę auta. Gdy zaczęli iść w przeciwnym kierunku, wyszłam z auta.
- Szybka reakcja...
- Nie gadaj, tylko bierz torby, ja wezmę resztę - otworzyłam bagażnik, a gdy miałam wziąć rzeczy, ten pokazał mi gestem, żebym się odsunęła i wziął wszystkie rzeczy na swoje barki i ręce. Wywróciłam oczami i założyłam bluzę, a potem zapukałam do drzwi. Otworzył nam czerwonowłosy mężczyzna w garniturze.
- Seven! Wchodźcie - szybko weszliśmy, a ten zamknął drzwi. Wskazałam Hige'owi miejsce, gdzie ma odłożyć rzeczy. Mężczyzna popatrzył na mnie i zdjął okulary.
- Ale wyrosłaś - przytulił mnie i poczochrał po głowie - co tym razem chcesz zrobić, siostrzyczko?
- Two! - skarciłam go wzrokiem - możesz sobie odpuścić? - wyrwałam się z jego objęcia.
- Urocze - powiedział Hige, patrząc na mnie. Wywróciłam oczami.
- Dobra. Ile potrzebujesz czasu na skok, a ile na akcję?
- Na skok potrzebuje paru godzin, by ogarnąć ich zabezpieczenia. Jak dobrze pójdzie, za pięć dni zaczniemy akcję.
- A musi dobrze pójść?
- Tak. Od tego zależy anonimowość mojego klanu - nabrałam bardziej poważnego głosu. Brat położył rękę na moim policzku i ucałował w czoło.
- Jak zawsze...
- Greogry, nie mam 5 lat! - warknęłam, biorąc jedną torbę i poszłam do mojej pracowni. Podpięłam wszystko do komputera i zaczęłam sprawdzać strony, a przy okazji uruchamiając wszystkie potrzebne kody, by nikt nie widział, że tutaj jestem.

*parę godzin później*

Sprawdzałam zabezpieczenia, które mieli podpięci w głównej bazie. Sięgnęłam po kolejną kawę, biorąc łyk. Byłam podpięta do czterech monitorów, a na każdym było co innego, w jednym pisałam nowy kod zabezpieczeń, drugi sprawdzał ułożenie kamer i alarmów, a trzeci natomiast robił przegrupowanie u tamtych w serwerze. Na czwartym, na którym właśnie pracowałam, była pisana "Gumowa firanka". Jedna z moich ulubionych niespodzianek. Ta tablecie oglądałam stronę internetową na temat Prezydenta Leafstone'a. Dla mnie to gnojek, który uważa się za najlepszego na świecie. Podłączyłam tablet do ładowania, a potem sięgnęłam po pendrive'a. Gdy zobaczyłam, że zabezpieczenie się zapisało, podłączyłam tam pendrive i dałam do skanowania i przeniesienia na to małe urządzenie. Usłyszałam skrzypienie drzwi.
- Resney, wiesz która godzina? - gdy Two popatrzył na mnie już w piżamie, spojrzałam na zegarek.
- 02:12:32, a co? - spytałam, unosząc brew. Ten zrezygnowany westchnął.
- Ile kaw?
- 4 i pół - sięgnęłam po kubek, biorąc kolejny łyk - coś ważnego? Jestem zajęta... 
- Nie możesz tego przerwać? Jutro te...
- Jutro muszę pojechać do siebie, po dysk. Potem muszę zająć się pisaniem wirusa i zmulacza - spojrzałam na niego kątem oka, a ten do mnie podszedł, omijając kable. Siedziałam, pisząc kolejne rzeczy na komputerze.
- Odwróć się - spoważniał, ale go zignorowałam - Obróć się - powiedział bardziej szorstkim głosem. Przerwałam rzecz, którą robiłam i odwróciłam się do niego.
- Co?
- Nie możesz tak funkcjonować. Kiedyś w końcu umysł tego nie wytrzyma - dał rękę na moim kolanie. Spojrzałam na niego. Miał po części rację, ale...
- Są rzeczy ważne i ważniejsze - odpowiedziałam, odwracając się i znów zaczęłam pracować. Usłyszałam jego westchnięcie i wyszedł z pokoju. Po chwili znów usłyszałam skrzypienie drzwi. 
- A ty tu po co? - spytałam, unosząc brew.

<Hige?>

sobota, 18 lutego 2017

OD Resney

Siedziałam w pokoju, sprawdzając jedną rzecz na telefonie. Dużo się działo i tylko ja mogłam wykasować cokolwiek na temat mojego klanu, dzięki prostej konfiguracji i maskowaniu napisanego przez moje autorstwo. Usłyszałam pukanie do pokoju.
- Proszę - powiedziałam spokojnym tonem. Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Nie patrzyłam na niego. Przeglądałam różne strony, udając, że robię coś ważnego.
- Hige Price... Czekałam na ciebie.
- Po co? - uniósł brew.
- Muszę iść na zwiady i wkraść się do bazy danych "niebieskich".
- Rozumiem, że nie chcesz iść tam sama.
- Bardziej chodziło mi oto, byś poszedł ze mną, dla dobra ogółu. Żeby inni się nie czepiali, że idę sama - mruknęłam i wyciągnęłam rękę - Resney.
- Ty już wiesz kim jestem - wyciągnął do mnie rękę.
- Nie pytaj jak - poprawiłam włosy. Wzięłam torbę i spakowałam do niej wszystko, co było mi potrzebne.
- To nie jest zbyt...
- Niebezpieczne? - uniosłam brew - chociaż raz moglibyście mnie zaufać... - mruknęłam pod nosem.
- Jasne...
- No - rzuciłam mu torbę - przydaj się na coś i spakuj to do campera. Zaraz tam przyjdę - na mój rozkaz, wyszedł. Wzięłam parę rzeczy i drugą torbę wsadziłam do bagażnika, a potem usiadłam przed kierownicą. Włączyłam gaz i wyjechaliśmy.
- Plan jest taki. Włamujemy się o - wyjęłam notatki - 23:30:21. Potem mamy 20 minut na podłączenie się do systemu, który znajduje się - wyjęłam mapę - tutaj. O 00:02:41 musimy wybiec z budynku, inaczej nas złapią.
- Ale szczegóły...
- Akcje rozpoczynamy jutro, ale musimy podjechać do mojego apartamentu. Jeden z moich zaufanych ludzi nas tam ukryje aż do skoku. Będziesz mieć czas, by wszystko przestudiować.
- Ile mam czasu?
- 5 dni, 4 godziny, 23 minuty i 11 sekund - odpowiedziałam i rzuciłam mu czapkę - załóż ją. Dzięki niej nie rozpoznają nas - założyłam sama jedną i zatrzymałam się na światłach.

<Hige?>

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Resney "Spem" Lightwood


Nie zawsze zło, ma być złem. Zło może być zwykłą pomyłką. Ale co mnie to obchodzi. Zrobiłeś coś złego to wypier***

Imię i Nazwisko: Resney Lightwood, ale mówią jej Ress lub Seven
Pseudonim: Spem. Czemu? Daje niektórym osobom nadzieję, stąd Spem z łacińskiego.
Płeć: Płeć? A na co ci płeć? Mogę być dla ciebie nawet obojniakiem.
Wiek: 21 lat
Rasa: Biały tygrys
Orientacja: Hmm... Ciężko powiedzieć. Kiedyś myślała, że... Ale teraz to chyba jest hetero
Zauroczenie: Widzimy się w piekle. Jest ktoś, kto podbił jej serce. 
Klan: Spirit of Shining Star
Stanowisko: Przywódczyni
Żywioł: Psychika
Moce: 
- Potrafi czytać myśli, ale tylko te o których myśli w tym momencie i na pierwszym planie
- Umie sobie przyciągnąć siłą woli różne rzeczy
- Gdy się skupi to może otworzyć umysł i czytać myśli wszystkich w obrębie 6 kilometrów
- Umie zmieniać sny jak i wspomnienia (pod warunkiem że pacjent się zgadza)
- Umie rozmawiać z duchami
Umiejętności:
- Gra na skrzypcach i keyboardzie. Dodatkowo jest jedną z najlepszych hakerek. Umie maskować. Jest bardzo szybka i zwinna, a siła... No taka 25%
Charakter: Uwaga, uwaga moi mili mimo swojego wieku jest poważną osobą. Nie uśmiecha się zbyt wiele, a jej cichy charakterek nie jest dobry do przywódcy. Zawsze gdy z kimś rozmawia musi coś robić. Na przykład pykać w telefon, czy coś ten tegest. Gdy ją bliżej poznasz dowiesz się, że jest odważna, stanowcza i igrająca ze śmiercią. Gdy potrzeba zmieni swój cichy charakter w hamski i bolesny dla twoich kości i uszu. Gdy będzie trzeba, ugryzie. Naprawdę. Potrafi poświęcić wszystko dla dobra innych. Nie ma przyjaciół zbyt wielu Przy nich jest otwarta, miła i radosna. Wygląda niewinnie, ale potrafi się bić i atakować. Ma anielską pamięć, ale jak ją się wkurzy to nie zbliżaj się do niej! Będzie przeklinać i wyjdzie z niej zły przywódca. Ale to raz na ruski rok, więc się nie martw. W stresujących sytuacjach ma zimną krew i zawsze opanuje sytuację. Wie co to znaczy strach, więc dba o dobro innych. Obrażając ją niczym nie zdziałasz. Od zewnątrz nic nie ujżysz, ale w środku ją to zaboli. Nie zobaczysz jej płaczącej... Od wielu lat nie płakała.
Cechy Charakterystyczne: Ma blizny na plecach po biczu, a także tatuaż na ręce w postaci smoka.
Ciekawostki:
- Jest najmłodszą przywódczynią
- Kocha widok zorzy polarnych i spadających gwiazd
- Marzy o tym, by móc latać
- Nazywają ją Seven, bo gdy jej rodzina żyła, była ostatnia z "miotu"
- Nikt nigdy jej nie rozpieszczał i nigdy nie czuła miłości
- Uważa się za najsłabszą ze wszystkich, ale nie okazuje tego.
Głos: kliku
Właściciel: Renesme_Darkline
ravenislime@gmail.com
Mia Land of Grafic