Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viktor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viktor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2017

Od Viktora CD Yuri

Eh... Najwidoczniej nawet w takich sytuacjach nie potrafiłem trzymać języka za zębami. Moja z lekka uciążliwa pewność siebie, naprawdę kiedyś doprowadzi mnie do śmierci. Zapewne, nawet mrocznemu kosiarzowi, rzucę jeden ze swoich figlarskich tekstów, czy wyśmieję prosto w twarz. Można powiedzieć, że nie znam granic - co jest oczywiście stu procentową prawdą. Słowo "STOP" jedynie bardziej nakręca mnie, do zrobienia czegoś zakazanego. Mimo, że mam ponad dwadzieścia lat na karku, wciąż zachowuję się jak nastoletni, zbuntowany dzieciak... Swojej natury raczej nie zmienię. Przynajmniej nie mam takich planów.
Wracając. Nie ukrywam, że palnięty przeze mnie przed momentem tekst, nieco nasycił tą i tak wstydliwą sytuacje pomiędzy nasza dwójką. Wiem, że nie pomagam - po prostu gdy chcę uniknąć problemu, zamieniam wszystko w żart. Możliwie jak najskuteczniej... Co teraz mi niezbyt wychodzi. Czasami, z całego serca wątpię w swoją przyszłość... Nieuniknione, że zostanę starym kawalerem, bo życie z kobitą, przy takiej postawie nie będzie mi pisane.
- Może przejdziemy się gdzieś? - zabrałem się w końcu do zadania krótkiego, lecz sensownego pytania. Mimowolnie na moje usta, wpłynął delikatny uśmiech.
- Huh? - spojrzał na mnie kątem oka, najwidoczniej wytrącony ze swojego prywatnego transu. Rozmyślał nad czymś. Chyba mu w tym przeszkodziłem. Chyba na pewno.
- Spacerek po mieście, czy coś? - powtórzyłem, w nieco zmienionej wersji. - Możemy skoczyć na gofry, czy co tam chcesz... I tak wypadałoby zrobić drobne zakupy - podsumowałem swoją wypowiedź, kilkoma, trochę błahymi argumentami. 
- Yhm... Niech będzie - wysilił się na lekkie uniesienie swoich kącików ust, co szczerze mówiąc wyglądało odrobinkę komicznie. Miałem wrażenie, że przyglądam się jego podobnemu wyrazowi twarzy jak sprzed tych kilku lat... 
Bosz, z dnia na dzień coraz bardziej zdaje sobie sprawę z faktu, jakim starym zgredem jestem. Lecz mimo to... I tak uwielbiam jego słodką twarzyczkę...
***
Poprawiłem owijający moją szyję szalik, który w wyniku długiego noszenia nieco ciężkiej torby z "najpotrzebniejszymi rzeczami", z minuty na minutę coraz bardziej zsuwał się z mojej szyi. Mogłem uważać na fizyce...  Te wszystkie siły przyciągania się danych powierzchni, blah, blah, blah. Wracając, aktualnie kierowaliśmy się w stronę piekarni, aby zakupić chleb, czy ewentualnie jakieś ciastka do kawy. Tak sobie właśnie myślałem... Może zabiorę kiedyś Yuriego w swoje rodzinne strony, na małą wycieczkę krajoznawczą? Z tego co mi wiadomo, chyba nie miał okazji bywać w tamtych regionach...
Gdy byliśmy jakieś pół kilometra od polecanej przez wszystkich piekarni, dojrzałem powyżej nas czarne zbiegowisko chmur. Nie unikam, że nieco zmartwiony brakiem przy sobie parasolki, czy chociażby kaptura, przebyłem kolejne kilkanaście metrów, będąc totalnym kłębkiem nerwów. W końcu - moje, mokre, włosy... Po wysuszeniu... Ach, tworzą się delikatne loczki...
- Viktor, chyba zaczyna padać - zasygnalizował idący obok chłopak, zapewne dostrzegając moje zdenerwowane spojrzenia ku górze. 
- EH... Dobra, piekarnia nie jest tak daleko... Powinniśmy zdążyć... - zasugerowałem.
Jak się zaraz okazało - miłe chmurki zamiast w stopniowym stopniu (XD) wypuszczać z łaski swojej wodę, te, lunęły nią jak z cebra. Nie pozostało nam w tej sytuacji innego wyjścia, jak schowanie się w pierwszym lepszym sklepie. A jakoś los tak chciał, że trafiliśmy AKURAT do przepełnionego różowymi rzeczami sexshopu. Tak, kuźwa, sexshopu. Mogliśmy wejść wszędzie, lecz nie - nasza dwójka ma idealnego fuksa i jak coś robi razem, to... Zazwyczaj... 
- Dobra, może lepiej... - zaczął towarzysz, zwracając wzrok ku szybie. Zapewne uciszył się, gdy tylko zobaczył ulicę - a raczej jej brak. Padało tak mocno, że nawet światła samochodów były ledwo widoczne. 
- Zapowiada się ciekawie! - westchnąłem, odkładając torby na jeden z parapetów, tym samym uwalniając na moment swoje ręce. - Skoro już tu jesteśmy... Może po prostu pooglądamy sobie towar? - podpytałem, przechodząc w stronę regałów z gumowymi jebadłami.
<Yuri? XDD>

niedziela, 5 listopada 2017

Od Viktora CD Yuri

To się porobiło... Chyba przez tą akcję, Yuri został pozbawiony resztek dzieciństwa, które jakoś udało mu się zachować. Strasznie głupio się czuję po tej akcji, lecz z tego co mi wiadomo czasu nie da się cofnąć, a ta noc pozostanie w naszych wspomnieniach do końca życia. W sumie, jeśli chodzi o mnie - nie miałem temu nic przeciwko. Bardziej martwił mnie stan psychiczny chłopaka, który aktualnie ogarniał się w łazience. Bo co do fizycznego nie miałem wątpliwości, że mogą go boleć pewne części ciała. Z resztą... Ja sam nie czuję się za dobrze po tej nocy. Najchętniej, spędziłbym kolejne kilkanaście godzin w bezruchu, w łóżku, przykryty ciepłą kołderką. Ought... Niby w moich żyłach płynie rosyjska krew, lecz jakoś nie znoszę tak dobrze upicia jak moi rodacy. Kto wymyślił coś takiego jak kac... Jakim prawem...
- I tak w końcu muszę wstać... - mruknąłem sam do siebie, stając na równe nogi. Chwiejnym krokiem zbliżyłem się do szafy, której dół był uwalony od białej mazi. - Nawet tutaj...? - dodałem szeptem, po czym otworzyłem drzwiczki. Ubrałem na siebie same bokserki, bo w końcu nie mam zamiaru brudzić kolejnych ubrań swoją przepoconą osobą.  Wypadałoby się umyć...
Po krótkim staniu bez celu, wziąłem się za sprzątnięcie niektórych rzeczy z podłogi. Boże... Może lepiej zadzwonić po sprzątaczkę? Chociaż... Nie! Co ona sobie o mnie pomyśli, gdy będzie musiała szorować tą szafę. Chyba jestem skazany sam na siebie, bo Yuriego prosić o pomoc nie będę. Na samą myśl o walnięciu tekstem w stylu: "No dobra, było fajnie, ale teraz trzeba ogarnąć produkty naszej pracy", robię się delikatnie czerwony ze wstydu. Cholera jasna...
Wkrótce drzwi od łazienki się otworzyły, a w nich stanął dobrze mi znany chłopak. Rzucił na mnie przelotne spojrzenie, po czym szybko wyszedł z pokoju i z tego co do mnie doszło - zszedł pod schodach. W głowie już układałem ewentualne zdania, którymi chciałbym się wymienić z Yurim. Nic nie będzie takie same jak kiedyś... Zszedłem na dolne piętro w ślad za chłopakiem, który najwidoczniej przeszukiwał nieźle usyfiony pokój w poszukiwaniu swoich dokumentów i telefonu. Westchnąłem cicho, śledząc wzrokiem ten cały bałagan, który wspólnie stworzyliśmy zeszłej nocy. Sam nie miałem pojęcia, że ten jakże niewinny grzaniec może wywołać tyle... Problemów? Nie wiem, czy to jest dobre określenie. Mimo wszystko byłem przekonany, że wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej...
- Yuri... - szepnąłem w końcu, gdy dostrzegłem jak chłopak zabiera się za ubieranie butów. Wykonałem kilka kroków, żeby po chwili znaleźć się jakiś metr od niego. Nawet nie uniósł na mnie wzroku, chyba starał się zignorować moją obecność na wszelkie możliwe sposoby. Nie dam mu za wygraną... Kolejne kilka lat bez jego uśmiechu... Byłoby ciężkie.
- Wiem, że na pewno nie chcesz ze mną rozmawiać, ale... - już wyciągnąłem rękę w jego stronę, chciałem zrobić cokolwiek, ale ten zwinnie ją odtrącił. Odwrócił się na pięcie i zabrał za przyodzianie kurtki. Minęło kolejne kilkanaście sekund, w ciągu których starałem się wymyślić cokolwiek, co mogłoby załagodzić sytuacje. Łyżwy? Lodowisko, czy cokolwiek? Boże, przecież to głupie... Zbyt niezręczne, idioto... Cholera...
Gdy tylko skierował swoją dłoń na klamkę od drzwi, błyskawicznie udało mi się uchwycić jego ramię. Nie chciałem, żeby odszedł... Znowu zostanę sam...
- Nie chcę cię stracić na kolejne kilka lat, Yuri... - wyszeptałem, opuszczając nieco głowę. Czuję się strasznie bezradny... - Bez ciebie moje życie traci jakikolwiek sens... - jakby w momencie poczułem napływ słonej cieczy, gdy przed oczami ukazała się moja osoba po urwaniu kontaktu sprzed kilku laty... - Nie mam pewności, że jeżeli teraz wyjdziesz, to kiedykolwiek się jeszcze zobaczymy...

<Yuri?>

sobota, 4 listopada 2017

Od Viktora CD Yuri

Westchnąłem cicho, kątem oka uważnie przyglądając się nieco zaczerwienionej twarzy chłopaka. Co ja na to poradzę, że jego skrępowanie jedynie wzbudza moją figlarność? W dodatku sączę ten ciepły napój, który jedynie dodaje mi odwagi do posuwania się coraz dalej. Już nawet nie wspominam o samym filmie, który odpaliłem na telewizorze. Z tego co mi wiadomo, w pierwszej części jest więcej erotycznych scen... Chyba nie oglądałem tego filmu do końca. Nie pamiętam, czy zasnąłem z nudów, czy z przepicia się dwoma butelkami wina. Osobiście, chyba obstawiam tę drugą opcję. Mam całkiem mocną głowę, jeśli chodzi o alkohol, ale wtedy wszystko wypiłem sam i na dodatek zajadałem się przy tym czekoladkami z rumem. Huh...
- Chcesz jeszcze trochę? - podpytałem siedzącego obok chłopaka, gdy tylko dostrzegłem pustki w jego kubku.
Yuri w odpowiedzi jedynie skinął głową, po czym podał mi całkowicie opróżnione naczynie. Przeskanowałem je dokładnie wzrokiem, a następnie podniosłem się i podszedłem do blatu znajdującego się w kuchni. W garnku stojącym na płycie indukcyjnej, stał garnek przepełniony owym grzańcem. Szczerze, to myślałem, że zostanie z tego ponad połowa, lecz z tego co widzę chłopakowi zasmakował ten rozgrzewający napój. To dobrze. Przynajmniej na chwilę się oderwie od tego świata, wszystkich lęków i otaczającego go stresu.
- Proszę bardzo... - uśmiechnąłem się delikatnie, wręczając mu napój niczym jakiś kelner.
- Dzięki... - mruknął w odpowiedzi, odbierając kubek po brzegi wypełniony grzańcem.
Ponownie przysiadłem bardzo blisko chłopaka, wraz ze swoim rozgrzewającym naparem. Okryłem nas jednym z ciepłych kocyków, przy tym naruszając wszelakie granice pomiędzy nami... Szaleniec ze mnie...
~Jakąś godzinę później...~
Ile wypiłem? Ught, sam do końca nie wiem. Na podłodze walały się poduszki, a gdzieniegdzie mogłem dostrzec puste butelki. Może organizowanie bitwy w udziale tych puchatych przedmiotów nie było dobrym pomysłem? Teraz to wszystko będzie trzeba prać... Niektóre z tego co widzę są uwalone czerwoną cieczą, inne po prostu okropnie cuchną... W zasadzie, dlaczego ja się o to martwię. I tak jestem wystarczająco nawalony, chyba do tego stopnia, że jutro nie będę pamiętał połowy dzisiejszego dnia. Chcę zobaczyć siebie z przyszłości, zastanawiającego się skąd wziął się ten syf...
- Yuuuuri! - powiedziałem nieco niewyraźnie przez czkawkę, która towarzyszyła mi od kilku dobrych minut. - Nosz Yuri, gdzie jesteś... - wymruczałem, skanując usyfiony salon nieco zaspanym wzrokiem. 
- Muahaha!!! - urwał mi głos zza pleców i późniejsze uderzenie poduszką w tył głowy. Gwałtownie odwróciłem się prosto przed obliczę podobnie ustawionego mężczyzny. Zmrużyłem oczy.
- Jesteś bardzo niemiły... - wymruczałem, błyskawicznie chwytając go za oba nadgarstki. Chłopak jakby w momencie się ożywił i zrobił szybki krok w tył, w wyniku czego potknął się o jedną z butelek. Oboje upadliśmy prosto na stertę poduszek i koców. W głębi duszy byłem zadowolony z przebiegu wydarzeń... Teraz nie da rady uciec.
- Vi-Viktor... - skulił się nieco, otwierając szeroko oczy.
- Nie grzeczny chłopiec... - dodałem i pod wpływem chwili, zrobiłem coś, co dotychczas siedziało jedynie w moich brudnych myślach. Wpiłem się w jego wargi, delikatnie przymykając oczy. Ta chwila naprawdę nie musi się kończyć... Trwaliśmy tak przez kilkanaście najbliższych sekund, żeby w końcu oderwać się od siebie i nabrać powietrza.
- Yuri, czy... - szepnąłem, wzrok mając zanurzony w jego czekoladowych oczach.
Skinął delikatnie głową, obejmując mnie za szyję i gwałtownie przyciągając do siebie...
~( ͡° ͜ʖ ͡°)~
Cholera jasna... Która dokładnie jest godzina? Jaki jest dzień tygodnia? Co się wczoraj działo... Uchyliłem nieco powieki. Oślepiony blaskiem wpadających do pokoju promieni słońca, widocznie zaniepokojony mą nagłą pustką w głowie poderwałem się do pionu, przy tym... Budząc chłopaka, który o dziwo leżał wraz ze mną pod ciepłą pierzyną. Dopiero teraz wyczułem, że jestem nagi i leżąca obok osoba również. W głowie miałem naprawdę różne wizję... No chyba nie.
- Yuri...? - szepnąłem, szturchając go delikatnie w bok.
<Yuriś? ( ͡° ͜ʖ ͡°)XDD >

wtorek, 31 października 2017

Od Viktora CD Yuri

Przytaknąłem zgodnie jego słowom. Akurat co do tego nie miałem najmniejszych wątpliwości! Łyżwiarstwo, to w końcu większa połowa mojego życia.
- Więc, teraz wypadałoby coś zjeść! - klasnąłem w dłonie, podrywając się z kanapy z szerokim uśmiechem. - A zaraz po obiadku wybierzemy się na dzikie lodowisko - podsumowałem, szybkim krokiem podchodząc do wieszaka, na którym dumnie spoczywały moje jakże urocze fartuszki. Dosyć zręcznie uporałem się ze związaniem ze sobą dwóch sznureczków w drobną kokardkę, po czym wyciągnąłem z szafki książkę kucharską. Chciałem przygotować coś wyjątkowego, dla Yuriego... Nawet, jeżeli mam zaryzykować spaleniem domu, wolę widzieć jego uśmiech.
- Co masz na myśli mówiąc "dzikie" lodowisko? - z transu śledzenia wzrokiem drobnych literek, wyrwał mnie charakterystyczny głos chłopaka. Uniosłem na niego wzrok, wciąż mając banana na ustach.
- Jesteś strasznie ciekawski... - oparłem się o blat obiema dłońmi, uważnie obserwując nieco zaczerwienioną twarz Yuriego.
- Cóż... Chyba taka moja natura... - powiedział niemalże niesłyszalnie, jedynie wzruszając ramionami.
- Dowiesz się w swoim czasie! - wróciłem do książki. - Tylko bez żadnych skojarzeń... - na moją twarz wpłynęła niewidoczna dla chłopaka mina pedofila. Poniekąd zasłoniła ją moja biała czupryna. To chyba lepiej. Nie chcę zrażać go do siebie. Ani zachowywać się w TAKI sposób... Przynajmniej na tą chwilę... ( ͡° ͜ʖ ͡°)‎
- A teraz, pomożesz mi?
~~~
Zaraz po zjedzeniu wspólnie przygotowanego obiadu, zacząłem przegrzebywać swoją szafę w poszukiwaniu swojego ulubionego szaliczka. Na dworze zrobiło się strasznie zimno, a nie ukrywam, że w takich okresach nieprzyjemny katar jest czymś występującym u mnie co roku. Mimo wszystko, tym razem chciałem się uwolnić od tej denerwującej choroby, przy pomocy uroczego szaliczka, na którym wyszyte były psie łapki. Zakupiłem go dosyć niedawno, a pomyśleć, że już gdzieś się zagubił w stercie innych słodkich rzeczy. Tsa, po moim domu wszędzie walają się różne - de facto - niepotrzebne rzeczy, które znalazły się tu za sprawa fanów, albo mojej dziwnej obsesji. 
- Jestem idiotą... - westchnąłem, strzelając krótkiego facepalm'a. Dopiero po opróżnieniu połowy szafy zorientowałem się, że przez ten cały czas owa zguba leżała na jednym z krzeseł. - Później się posprząta - delikatnie kopnąłem gumową piłeczkę, która sam do końca nie wiem jakim cudem znalazła się w tym miejscu.
- Viktor? - gdy byłem już dwa metry od drzwi, niespodziewanie zostały one uchylone przez znajomego chłopaka. Wlepił swój wyraźnie zadziwiony wzrok w syf za mną. Uśmiechnąłem się promiennie.
- Nawet nie pytaj - powiedziałem, starając się swoim ciałem zasłonić widok. - Chodźmy już, bo nam zdziczałe lodowisko ucieknie... - dodałem żartem.
Na miejsce dotarliśmy pieszo, gdyż znajdowało się one ledwo ponad kilometr od mojego domu. Dawno nie odwiedzałem tego miejsca... Huh, o ile ktokolwiek wie o jego istnieniu. Nawet śladu po ludzkiej duszy.
- Czy to jest... - wydukał widocznie zdziwiony Yuri, nieco wystraszonym wzrokiem skanując otaczająca go przestrzeń.
- Tak ja mówiłem, dzikie jezioro! - zaśmiałem się pod nosem. - Uwierz, że jego powierzchnia jest w stu procentach stabilna i nie krucha - dorzuciłem, jakby na zachętę, podpierając się ręką o drzewo dumnie wyrastające z ziemi. Zabrałem się za zmianę butów, na łyżwy.
W ciągu kilku minut zarówno mnie, jak i towarzyszącemu mi chłopakowi udało się uporać z tą mało wygodną zamianą. Ach... Gdy tylko wejdzie na ten lód, ta czynność przejdzie w niepamięć... Nie czekając na Yuriego, podszedłem do granicy pomiędzy lodem, a ziemią. Przekroczyłem ją bez najmniejszego zahamowania, żeby po kilku sekundach wykonać kilka spokojnych ruchów na śliskiej powierzchni. Uniosłem wzrok na wciąż nieco przerażonego towarzysza, który starał się wykonać pierwszy krok. Nieco nierówne podłoże, spowodowało samoczynne załamanie się gruntu pod jego nogami. Szybko zareagowałem, tym samym łapiąc go w swoje objęcia. Pomogłem mu wyprostować się do pionu...
- Twoje łyżwy teraz będą idealnie przylegać do powierzchni lodu, co z początku może przyprawić cię o niepotrzebną panikę, ale... Możesz się upierać. Pamiętaj, że ja i tak teraz cię nie puszczę - uśmiechnąłem się delikatnie, trzymając chłopaka za ramię.

<Yuuri? :P>

piątek, 20 października 2017

Od Viktora CD Yuri

Wpatrywałem się w jasny ekran telewizora, na którym od dłuższego czasu leciały jakieś nic nie przynoszące otaczającemu nas światu reklamy. Kto w ogóle stworzył ten typ rozprzestrzeniania jakieś informacji, czy promowania swojego produktu? Z pewnością był to jakiś idiota, który nie miał nic innego w zamiarze, niż uprzykrzanie życia ludziom. Szczególnie w momencie kulminacji jakiegoś wydarzenia w filmu. Ach, współczesna telewizja...
- Jutro muszę z rana iść na trening, w przeciwnym razie trener mnie za- - przerwałem w momencie, gdy tylko dostrzegłem, że opierający się o moje ramię chłopak całkowicie pogrążył się w śnie. Mimowolnie na moją twarz wpłynął uśmiech, a zaraz po nim z mojego gardła wydobył się cichy śmiech. - Oj Yuri, Yuri... - wyszeptałem, wpatrując się w jego zamknięte oczy.
Miskę, która dotychczas leżała przed nami, przeniosłem na stojącą obok łóżka szafkę nocną. Powoli przeniosłem głowę chłopaka na poduszkę, którą uprzednio położyłem we właściwym miejscu, po czym sam zająłem miejsce tuż obok niego. Nie wiem co mnie w tej chwili skusiło, ale przytuliłem go do siebie. Tak czule, jak na tą chwilę było mnie stać. Patrzenie na jego pełne cierpienia i bólu oczy, samo było dla mnie katorgą, więc tym bardziej nie chciałem, aby w nocy musiał przeżywać to samo. Ta cicha, ciemna i pora tajemniczości pora powinna być momentem odpoczynku od zwykłego, raniącego nas świata. Odskocznią, której każdy od czasu do czasu potrzebuje...
- Dobranoc, Yuri... - dodałem jedynie, po czym drugą ręką wyłączyłem telewizor i zgasiłem lampkę.
***
Obudził mnie dobrze znany ryk budzika. Nienawidzę go... Szybko zerwałem się niczym poparzony, po czym dotknięciem palca go wyłączyłem. "Pora wstawać" - pomyślałem, a z mojego gardła wydobyło się ciche ziewnięcie. Mój wzrok w momencie powędrował nieco niżej, gdy zauważyłem, że tą noc przespałem z Yurim w jednym łóżku. Dopiero w tym momencie zacząłem sobie wszystko dobrze przypominać... No tak, wczorajsza krótka przerwa w spaniu. Upewniłem się, że chłopak nadal śpi, po czym stanąłem w końcu na równe nogi. Kątem oka przejrzałem się w stojącym kilka metrów dalej lustrze. Chyba z moimi włosami jest coś bardzo nie-tak. Niektóre dosłownie stały dęba. Szybko strzepałem je do odpowiedniej pozycji dłonią, żeby w następnej kolejności wygrzebać z szafy jakiś strój na treningi i zejść na dół. Do wyjścia byłem gotowy w ciągu kilku najbliższych minut... Teraz jeszcze napisanie listu do Yuriego, któremu damy jeszcze trochę pospać...
"Mój najdroższy śpiochu. Jako, że nie miałem zamiaru budzić twojej słodkiej osóbki, zostawiam cię samego w domu. Ostatnio trzy dni z rzędu odpuściłem sobie wszelakie próby nawiązaniu kontaktu z Yakovem, więc dzisiaj naprawdę jestem zmuszony pojawić się na treningu. Zostawiam Ci 50$, zrób z nimi co chcesz, opij, idź na zakupy, czy cokolwiek innego. Jedzenie masz w lodówce, zostało trochę z wczoraj. 
~Viktor :)"
Zakończyłem wszystko tym jakże uroczym uśmieszkiem, po czym zostawiłem kartkę wraz z pieniędzmi na stole. Sprawdziłem ostatni raz, czy wszystko jest na swoim miejscu... Chwila, a gdzie jest...
- Makkachin! - zawołałem, dostrzegając swojego pupila.
Ten w momencie podbiegł do mnie i ułożył swoje łapy na moich nogach. Poczochrałem delikatnie jego sierść w okolicach uszu.
- Pilnuj Yuriego, dobrze? - uśmiechnąłem się mimowolnie, na co pies zaszczekał wesoło.Włożyłem na siebie buty oraz płaszcz, żeby po krótkiej chwili zniknąć za drzwiami. Zamknąłem je za sobą na klucz, a następnie ruszyłem w stronę samochodu.
***
Kilka godzin później ponownie stałem pod tymi samymi drzwiami, z niedużą torbą,, która mi towarzyszyła od dłuższego czasu. Były w niej stare łyżwy chłopaka, które nie ukrywam - nieco podrasowałem wraz ze swoim starym znajomym. Takie tam, polerowanie, wymiana tępych ostrzy, poprawka jakiś nierówności i inne. Teraz wyglądały jak nówki, wcale nie śmigane!
- Dzieeń dobry? - powiedziałem cicho, robiąc pierwszy krok. - Yuuri, mam coś dla ciebie!

<Yuri? c: >

niedziela, 1 października 2017

Od Viktora CD Yuri

Oderwałem wzrok od telewizora, na którym od jakiegoś czasu leciał film, po czym błyskawicznie wlepiłem go w siedzącego obok chłopaka. Przyglądał mi się swoim nad wyraz niepewnym spojrzeniem. Przez kilka pierwszych sekund, nie miałem pojęcia co powiedzieć... Nie chcę go urazić, ani zasmucić.
- Nie mam zbyt wielu znajomych, którym mógłbym "wygadać" twoje mniej i bardziej sprośne sekreciki - uśmiechnąłem się ciepło, nieco przybliżając swoją głowę do Yuriego. - Mogę ci przyrzec, że za nic w świecie cię nie zostawię, ani nie dam zaprzepaścić zaufania, którym mnie obdarzysz...- wyszeptałem, kładąc swoją dłoń, na tej należącej do niego.
Dostrzegłem ten błysk w oku. Chyba właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał, miałem nadzieję, że na to właśnie liczył. Uniósł pewniej głowę, żeby po chwili spojrzeć mi prosto w oczy. Nie zmieniając nawet w najmniejszym stopniu swojej mimiki twarzy, jedynie delikatnie poczochrałem go po czarnej czuprynie. Zrobił się nieco czerwony.
- Yuriś... Jak mogłeś pomyśleć, że nie jestem dla ciebie osobą godną zaufania? - szepnąłem, a kąciki ust zjechały ostro w dół. Przy tym nawet na moment nie oderwałem spojrzenia od jego czekoladowych oczu. Ten jakby wyrwany z transu, delikatnie zmarszczył brwi, robią głęboki wdech. Chyba zaraz odbędę swój pierwszy test zaufania...
- Widzisz... - zaczął, podwijając swoje nogi do siadu tureckiego. - Nie bez powodu zniknąłem... - kontynuował z wyraźnym trudem. Dostrzegłem, jak zaczyna się jąkać. - Tamtego, jednego dnia straciłem praktycznie wszystko... Podsłuchałem rozmowę, może niepotrzebnie, nie wiem. Niepokoiłem się, rodzice długo nie wracali ze spaceru. Mieli jedynie wyjść, kupić kilka najpotrzebniejszych rzeczy, po czym wrócić. Przytulić mnie, cokolwiek... - znowu zrobił krótką pauzę, na zrobienie kilku wdechów. - No właśnie... Wrócić... - odwrócił wzrok, odrywając ode mnie swoją dłoń. Przełknął w sobie kilka gorzkich łez, żeby po chwili kontynuować:
- Uciekłem stamtąd. Wybiegłem z domu... Panowała nade mną masa emocji, nie wierzyłem w to, co najprawdopodobniej się stało - nerwowo przeczesał swoją czarną grzywkę dłonią. - Stchórzyłem, zawsze taki byłem... Chciałem uciec od tej rzeczywistości, miałem nadzieję, że biegnąc wpadnę w ramiona ojca... Znowu poczuję jego ciepło i bijące serce, ale... - z jego oczu w końcu wypłynął potok słonych łez, które po kilku sekundach zagościły na policzkach chłopaka. Zrobiły się one całe czerwone, podobnie jak oczy Yuriego. - A-Ale... Jego już nie było na tym świecie... A ciała matki nie znaleziono... - ostatnie słowa jakby wyszeptał, najwyraźniej kończąc swoją wymowę.
Dlaczego mnie przy nim nie było? Mogłem chociaż spróbować wtedy go znaleźć... Gdzie przebywał przez te wszystkie lata? Naprawdę wiele pytań nasuwało mi się na język, ale na tą chwilę nie chciałem się zbytnio narzucać. Zapytam się kiedy indziej... I tak bardzo dużo z siebie wyrzucił.
- Przepraszam, że mnie z tobą wtedy nie było, Yuriś... - szepnąłem, przybliżając się bardziej do chłopaka. - Lecz teraz... - poderwałem się jakby w momencie z kanapy, żeby po chwili przyklęknąć przy niej na jednym z kolan.
Uchwyciłem dłoń chłopaka w swoich, podobnie jak wcześniej. Delikatny uśmiech wpłynął na moją twarz, lecz mimo to wciąż byłem pełen smutku, z którym pozwolił mi się podzielić Yuri. Spojrzał na mnie.
- Klęczę przed tobą, bo chcę ci przysiąc wierność, aż do śmierci - powiedziałem w końcu, po kilku sekundach ciszy. - Przyrzekam, że za nic w świecie cię nie opuszczę... Będę zawsze, w te złe i te dobre chwile... Pragnę stać u twojego boku, Yuri Katsuki, Nightray...

<Yuriś? <3 >

piątek, 22 września 2017

Od Viktora CD Yuri

Wpatrywałem się w jego czekoladowe oczy. Tak, to na pewno jest Yuri... Małe, bardzo wstydliwe i zupełnie nie wierzące w siebie dziecko. Ugh, chronologicznie, jest mężczyzną. Mimo wszystko, urok wciąż pozostał taki sam jak sprzed kilku lat. Czułem szczęście. Prawdziwą radość, którą w końcu wywołało coś innego, niż zwycięstwo w zawodach. Obecność drugiego, tak bardzo drogiego mi człowieka.
- Yuri... - wyszeptałem, podkładając swoją dłoń pod jego blady podbródek.
Dużo urósł, lecz mimo to dla mnie wciąż był mikrusem. Nie potrafiłem się powstrzymać, nie chciałem czekać. Nie minęło pięć sekund od wypowiedzenia przeze mnie ostatnich słów, a już tuliłem chłopaka w swoich objęciach. Brak jego słodkiego uśmiechu, niemalże każdej nocy przysparzał mnie o swego rodzaju załamanie psychiczne. Jest dla mnie kimś naprawdę bardzo ważnym. Więcej niż rodzina...
- Viktor... - wypowiedział w końcu moje imię, po czym mimowolnie wtulił się w kożuch przyodzianej przeze mnie kurtki.
Ułożyłem swój podbródek na jego ramieniu. Na prawdę, dla mnie ta chwila mogła trwać wiecznie, gdyby nie fakt, że mój podkoszulek z lekka zaczął stawać się mokry. Wyczuwając to, z mojego gardła wydobył się cichy śmiech.
- Rozklejasz się tak samo szybko, jak wtedy, gdy byłeś dzieckiem... - powiedziałem, przy tym delikatnie gładząc Yuriego po czuprynie.
Mimo to, wciąż czułem w nim wyraźną nutkę speszenia. Czy to dlatego, że aktualnie wyglądamy jak para homo, przytulająca się ( ͡° ͜ʖ ͡°)? Nie wiem. Naprawdę, zdanie innych w tej chwili miało dla mnie najmniejsze znaczenie. Był nieodłączną częścią moich myśli...
- Wyrosłeś! - stwierdziłem z uśmiechem, gdy tylko oderwaliśmy się od siebie.
Otarłem dłonią delikatnie zaczerwienione policzki chłopaka, wciąż delikatnie się uśmiechając. To było niesamowite... Znowu mogłem go dotknąć, przytulić... Byłem w siódmym niebie.
- Przejdziemy się? - zadałem w końcu pytanie, nurtujące mnie przez chwilę na krótki namysł.
W odpowiedzi jedynie skinął delikatnie głową. Co prawda, było to praktycznie nie widoczne, lecz mojemu świetnemu wzrokowi udało się wychwycić małe dygnięcie.
***
Po zebraniu wszystkich rzeczy i oddaniu kluczyka, wybyliśmy z publicznej hali lodowej. Prawdę mówiąc, miałem jeszcze godzinę jazdy na lodzie, lecz oczywistością było, że Yuri jest w tym momencie ważniejszy. Wspólnie, w dzielącej nas ciszy szliśmy przez ścieżkę w parku, który znajdował się nieopodal lodowiska. Kątem oka dostrzegłem wyraźnie świecące oczy towarzyszącego mi mężczyzny. Zawsze występowało u niego coś takiego, gdy w głębi duszy chciał coś powiedzieć. Wiedziałem o tym, byłem przekonany. 
- Musisz sobie wszystko przetworzyć w głowie? - zapytałem żartem, delikatnie szturchając chłopaka w ramię.
Ten nad wyraz spięty, odskoczył delikatnie, na co zaśmiałem się pod nosem. Zachowywał się, jak małe, przerażone zwierzątko...
- Będę musiał się zaraz zmywać... Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia - powiedział cicho, spuszczając swój wzrok na ziemię.
Wyraźnie czułem, że kłamie. Zirytowało mnie to, dosyć widocznie. W momencie pojawiłem się przed chłopakiem, który zaskoczony wlepił we mnie swój wzrok. Zanim cokolwiek dopowiedział, ułożyłem jego dłoń na swojej. Był zbyt zdezorientowany, wykorzystałem okazję i ułożyłem swoją drugą rękę na jego dłoni.
- A może jednak chciałbyś wpaść do mnie...? - zbliżyłem swoją twarz do jego, z delikatnym uśmiechem wypowiadając te kilka słów. - Zrobimy zakupy, a w domu przygotuję twoją ulubioną wieprzowinkę? - dodałem pół-mrukiem. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów...
<Yuri? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

czwartek, 21 września 2017

Viktor Nikiforov


Trzeba robić przeciwieństwa tego, czego ludzie od nas oczekują. Jak inaczej można ich zaskoczyć?

Znalezione obrazy dla zapytania magic wolf on ice

Imię i Nazwisko: Viktor (Victor) Nikiforov 
Pseudonim: 
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 27 lat
Rasa: Wilk
Orientacja: Biseksualny
Zauroczenie: -
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: Żołnierz
Żywioł: Lód i wiatr
Moce: 
- Zamrażanie danego obiektu.
- Tworzenie tarczy oraz broni z lodu.
- Tworzenie wirów powietrza, nie rzadko tornad
- Unoszenie się w powietrzu
- Unoszenie innych przedmiotów oraz ludzi w powietrzu
Umiejętności: Viktor jest przedstawiony jako łyżwiarz, który bardzo dobrze potrafi lądować trudne skoki. Jego skok popisowy to poczwórny flip, jednak potrafi jeszcze czysto wylądować kombinację składającą się z trzech poczwórnych. Jako jedyny jest w stanie zrobić cztery z pięciu obecnie ratyfikowanych poczwórnych. Jedyny, którego nie wykonał na naszych oczach to poczwórny loop. Umiejętności skakania Viktora, nie ograniczają się oczywiście tylko do lądowania poczwórnych - jest w stanie wykonać piękny (i trudny) potrójny Axel, a także kombinację poczwórny Toe-Triple Toe tuż pod koniec swojego programu. Biorąc pod uwagę, że może on wykonać wszystkie te poczwórne, musi być w stanie również wylądować ich potrójne odpowiedniki. Chyba nie muszę wspominać o tym, że jest świetnie wygimnastykowany?
Charakter: Victor ma podobną do gwiazdy rocka charyzmę i jest bardzo flirciarski. To bardzo dziwny człowiek, który lubi robić rzeczy w swoim własnym tempie i może być uważany za beztroskiego wolnego ducha. Nie lubi być kontrolowany przez innych ludzi, jak i nie daje wpłynąć na siebie innym. Często chodzi z głową w chmurach i jest również bardzo zapominalski. Potrafi być również szczery do bólu, więc gdy zauważy Niemniej jednak, nie jest za dobry w radzeniu sobie w emocjonalnych sytuacjach, może być w najlepszym wypadku dziwaczny, ale również (nieumyślnie) okrutny i nieczuły. Uwielbia swoim słodkim wyglądem oczarowywać panie (w niektórych przypadkach również mężczyzn), co jak można się spodziewać - wychodzi mu równie dobrze jak jazda na lodzie.
Cechy Charakterystyczne: Victor jest niezwykle urodziwym mężczyzną. Ma jasnoniebieskie oczy i platynowe, krótkie włosy. Jego przydługa grzywka opada na jego lewe oko. Mierzy 180 cm. Na co dzień przyodziewa zwykłe ubrania, lecz w swojej kolekcji posiada kilka strojów z zawodów w łyżwiarstwie figurowym. Tak - specjalizuje się w tym "zawodowo". Codziennie chodzi na treningi (no dobra, czasami robi sobie wagary), często wyjeżdża na różne zawody - jego całe życie w pigułce. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ciekawostki: 
- Jego ulubionym, japońskim daniem jest katsudon.
- Uwielbia pudle i posiadał ich kilka. Obecnie ma pudla o imieniu Makkachin.
- Ma mnóstwo fanów, na ogół niezależnie od wieku i płci.
- Ma własne łyżwy z pozłacanymi ostrzami i rosyjską flagą na obcasie.
- Jego popisowy ruch to poczwórny flip.
Kanon pisowni jego imienia to "Victor" jak widać w oficjalnych magazynach i oficjalnej stronie internetowej. Mimo to jednak pisownia "Viktor" jest poprawniejsza kulturowo.
Głos: link
Właściciel: Hw - Asia1509 Email - asiasimsy@gmail.com
1 2 3 4 5 6 7 8

poniedziałek, 18 września 2017

Od Viktora CD Yuri

Przypatrywałem się dokładnie każdemu mijanemu znakowi. W tej okolicy było ich co niemiara, przez co sam do końca nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Jednak... Moje zmysły same z siebie mówiły, że przedszkole Yuriego znajduje się gdzieś w okolicy. W kieszeni miałem podpisaną przez rodziców chłopca zgodę, na odbieranie go z przedszkola. Jakoś udało nam się dojść do porozumienia w sprawie treningów, a jako, że jestem odmieńcem tak jak oni, ich zaufanie zdobyłem dosyć szybko.
Wracając. Pewnie zdążyłbym spokojnie dojść do placówki, do której musi uczęszczać Yuri, gdyby nie fakt, że... W pewnym momencie, wyczułem przy swojej nodze mocny uścisk. Spojrzałem w dół.
- Yuri? Co ty tu robisz? - zadałem pierwsze pytanie, chociaż na usta nasuwało mi się kilka kolejnych. - Dlaczego nie jesteś w przed.. - nagle oderwał się ode mnie łkając głośno.
Spod mokrych powiek wyłoniły się jego brązowe oczka. Smutek i ból miał dosłownie wymalowany na twarzy...
- Viktor! - wydukał, dosłownie dławiąc się własnymi łzami. - Viktor, Viktor... - wyciągnął w moja stronę swoje małe rączki.
Wyraźnie zamurowany, zupełnie nie wiedziałem co zrobić. Miałem przez moment pustkę w głowię, lecz po chwili odruchowo uchwyciłem chłopczyka w pasie i uniosłem do góry. Błyskawicznie jego mała główka znalazła się przy moim ramieniu. Podczas gdy jedną z rąk przytrzymywałem Yuriego w pasie, drugą delikatnie zacząłem gładzić jego czarną czuprynkę. Nie chciałem na razie kontynuować rozmowy. Jedynie cichymi słówkami starałem się uspokoić przedszkolaka... Czułem słoną wodę, która przeszywała moją kurtkę i t-shirt na wylot. Zachowywał się jak zbity pies. Dosłownie. Oparłem swój podbródek o czubek jego głowy.
- Jeżeli jesteś smutny, to ja też będę... - szepnąłem, gdy tylko wyczułem jak jego rytm serca powoli się synchronizuje i uspokaja. - Co się stało? - dodałem spokojnie. podkładając dłoń pod jego podbródek.
- Bo tamci... Tamci... - zaczął, zaciągając noskiem. - Oni... - widocznie zagubiony zupełnie nie wiedział od czego zacząć.
- Heej... Spokojnie... - wyszeptałem, nakierowując jego wzrok na siebie. - Pójdziemy po resztę twoich rzeczy do przedszkola i...
- NIE! JA NIE CHCĘ TAM WRACAĆ! - krzyknął, ponownie zapełniając swoje oczy słoną wodą.
Nie powiem, że nie byłem w jakimś stopniu przestraszony. Nigdy nie widziałem żadnego dziecka, w tak złym stanie. Co prawda mam zaledwie szesnaście lat, lecz w moim przypadku spotykanie małych "fanów" było czymś normalnym. Nie wiedziałem co zrobić...
- Cii... - powiedziałem półszeptem, nie zaprzestając gładzenia jego lśniących włosów. - Przy mnie jesteś bezpieczny... - przytuliłem go mocniej do siebie, tym samym, pozwalając mu dostatecznie się wypłakać... W końcu, jest jeszcze dzieckiem...
***Tep, tep. Każdy dobrze wie dlaczego...***
Czy coś takiego nie działo się jakieś... Hym... Cholera, naprawdę powoli tracę rachubę czasu. Na pewno, szmat czasu temu. Zwinąłem się uciekłem  z treningu. Co prawda, któryś raz z kolei, lecz tym razem postanowiłem wybrać się pod dobrze znany adres. To lodowisko. Niosło ze sobą wiele wspomnień. Tych naprawdę dobrych wspomnieć. Yuri. Ten chłopak... Słodziutki, ciemnooki... Co z nim? Kontakt zarówno z nim, jak z jego rodziną zerwał mi się jakieś kilka lat temu. Próby odnalezienia jakiegokolwiek śladu, kończyły się tym samym - porażką. Wszystko jakby w momencie rozpłynęło się w powietrzu. 
Nie ukrywam, że brakowało mi tego małego, słodkiego uśmiechu. Nasza współpraca nie trwała zbyt długo, ale zdążyłem się zżyć z tą małą istotką... Chciałbym go znowu zobaczyć. Choćby otrzymać informację o tym, że jest bezpieczny. 
Zatraciłem się w rutynie. Ciągłe treningi, treningi i jeszcze raz treningi. To po prostu stawało się nad wyraz nudzące. Opanowałem naprawdę dużo, a mimo to natarczywie wszyscy chcieli więcej... Myślałem nad przejściem na emeryturę... Czerpię z jazdy figurowej dużą przyjemność, lecz odgrywanie tego samego spektaklu kilkanaście razy... Nawet taki człowiek jak ja, też może się znudzić, tak? 
Wracając. Z rękoma w kieszeniach sunąłem po gładkiej powierzchni. Wzrok pozostawiałem wlepiony w łyżwy... Wiedziałem, że ktoś może mnie rozpoznać. Fani. Taak, kocham ich. Lecz nie raz mam ochotę pozbyć się osób, które nie dają mi spokoju nawet w chwilach, gdy chcę pobyć sam ze sobą... No cóż... Nic nie poradzę.
Los? Czy może szczęście? Sam nie wiem. Zderzyłem się z kimś. Jak się później okazało, osobą potrąconą okazał się czarnowłosy chłopak. No może nie chłopak, niech będzie, mężczyzna. Jego czekoladowe tęczówki mimowolnie rzuciły mi się w oczy. Nie, to nie możliwe. 
- Y-Yuri? - wydukałem jego imię. To jedyny sensowny tekst, który w tej chwili przyszedł mi do głowy.
<Yuri!!! XD <3 :3 >

piątek, 8 września 2017

Od Viktora CD Yuri

Zaśmiałem się pod nosem, przykucając przy niewysokim dziecku, które aktualnie wpatrywało się we mnie z wyraźną iskierką w oku. Poczochrałem delikatnie jego czarną czuprynę, po czym uniosłem podbródek chłopca do góry.
- Wiesz, musisz się bardzo starać... - powiedziałem cicho, przyglądając się wyraźnemu rumieńcowi na policzkach małego. - Bo w przeciwnym...
- Będę najlepszym łyżwiarzem na świecie! - krzyknął nad wyraz podekscytowany, na twarzy posiadając widocznego banana.
- I właśnie takie nastawienie mi się podoba, lecz... - zawiesiłem na moment głos, odwracając delikatnie wzrok w bok. - Pamiętaj, że ten sport polega również na upadkach, na porażkach i...
- Nigdy się nie poddam! - pisnął jeszcze bardziej podekscytowany, opierając swoje obie, małe rączki na moich ramionach.
Zapadł moment ciszy, który był idealnym momentem dla mnie na podjęcie ostatecznej decyzji. W końcu, musiałbym go jakoś wcisnąć w grafik... Chociaż... Chrzanić harmonogram! Widzę, że w tym dzieciaku jest "to coś" - stwierdziłem w myślach, wciąż uśmiechając się tajemniczo. Uniosłem z powrotem swoje spojrzenie na Yuriego, który bezustannie przyglądał mi się swoimi czekoladowymi oczkami.
- Szykuj się na codzienne treningi, ścisłą dietę, ograniczenie słodyczy... - zacząłem wymieniać na palcach, nieco mrużąc oczy. - I pamiętaj, że... - widząc przerażoną minę młodego chłopca w momencie powstrzymałem dalsze wymienianie tych na swój sposób "gorszych" rzeczy związanymi z łyżwiarstwem. - Nie bój się, dasz radę - zaśmiałem się, pstrykając go w nos. - Ale to dopiero za parę lat - dodałem, prostując się do równego pionu.
Przelotnie zwróciłem swój wzrok na szopa, który opierając się o barierkę, nieustannie wlepiał we mnie swoje podejrzliwe spojrzenie, Zapomniałem w końcu o najważniejszym...
- A twoi rodzice? - skrzywiłem się nieznacznie.
- Na pewno się zgodzą! - uśmiech nadal nie schodził mu z twarzy. - Poza tym, Rocket będzie ze mną przychodził! - na te słowa, szop, jakby w momencie się ożywił.
- Jeszcze czego! - prychnął, podpierając swoją głowę o łapę. - Nawet sobie nie myśl, że mam ochotę szwendać się z tobą przez pół miasta, na treningi - wywrócił oczami, kątem oka spoglądając na elektryczny zegarek przytwierdzony do ściany.
- Proooszę? - Yuri najwidoczniej w tym momencie, użył swoich dziecięcych umiejętności manipulowania innymi. Jego pełne uroku, szklane oczka wpatrywały się w postać stojącą poza płytą lodowiska. Osobiście nie potrafiłem odwrócić wzroku od jego słodkiej buźki, która wygląda równie czarująco pod każdą postacią.
- Ryszard, ty chcesz mnie zabić... - westchnął głośno zwierzak, spuszczając wzrok w dół. - Zgoda, lecz jeżeli zostanę za to zamordowany, zrób mi dobry pogrzeb - dodał, cicho się śmiejąc.
Podekscytowany klasnąłem w dłonie, wciąż na twarzy mając szerokiego banana. Zapowiadał się kolejny, świetny przepis na sukces! Podjechałem trochę bliżej chłopca, po czym niespodziewanie uchwyciłem go pod pachami i uniosłem do góry. Wciąż się śmiejąc, posadziłem go sobie przedramieniu.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! - powiedziałem, na co Yuri ponownie słodko się zarumienił.
- To... Pokażesz mi w końcu jak jeździsz...? - wypalił nagle, trzymając swoje malutkie paluszki w buzi.
Tym razem to ja nieco się zaczerwieniłem, zaskoczony nagłym pytaniem chłopca. W odpowiedzi uśmiechnąłem się tajemniczo, po czym odłożyłem chłopczyka na lód.
- Czyli tak!? - zapytał widocznie podekscytowany, bardziej się uśmiechając. "No i jak tu odmówić takiemu słodziakowi..." - dodałem w myślach, odjeżdżając kilka metrów do tyłu.
- Stań przy barierce - wydałem krótkie polecenie, nadal kąciki ust mając nieznacznie uniesione do góry.
Nie musiałem mu dwa razy powtarzać. W ułamku paru sekund znalazł się w wyznaczonym miejscu - link. (Hehe, wolę nie wkurwiać samej siebie pisząc co chwilę słowa "obrót i piruet" XD) 
Nieco zdyszany podparłem się o wyprostowane kolana. Moja kondycja jeszcze nie jest taka, jaką chciałbym ostatecznie osiągnąć.
- Trzeba jeszcze poprawić kilka drobnych błędów... - powiedziałem, wzdychając delikatnie. - Przygotowałem ten program na przyszłoroczne zawody w jeździe figurowej... - wyznałem w końcu, przeczesując dłonią białą grzywkę.

<Yuri? c: >

sobota, 2 września 2017

Od Viktora CD Yuri

Spokojna jazda po lodzie... Ciekawa odmiana w stosunku do tego, co robię na co dzień. Prawdę mówiąc, sam do końca nie wiem jakim cudem udało mi się wyrwać z treningu, lecz nie miałem zamiaru krzątać sobie tym głowy. Wolałem beztrosko sunąć po lodzie, w uszach mając słuchawki. Idealnie wygłuszały otoczenie.
Pewnie spędziłbym kolejne kilkadziesiąt minut bez słów, gdyby mą uwagę nie przykuła jedna, mała postać. Chłopczyk, na oko miał może cztery lata, a nad nim kilku nastolatków. Niegrzecznie określając - gówniarze. Z niewiadomego mi powodu przyczepili się do brązowowłosego. Nie mogłem znieść tego widoku, więc szybko podjechałem do całej grupki. Tego, który głównie odzywał się w tej całej sprawie, w momencie uchwyciłem za ramię i pociągnąłem do tyłu.
- Nie masz co robić, tylko straszysz to biedne dziecko? - zapytałem, jak zwykle mówiąc bardzo spokojnym tonem.
Spojrzeli na mnie widocznie zaskoczeni. Na moje usta jedynie wpłynął delikatny uśmieszek, gdy odprowadzałem ich wzrokiem. Chyba dobrze wiedzieli kim jestem i do czego mogę być zdolny.
- Wszystko w porządku? - zapytałem w końcu, pomagając wstać chłopczykowi.
- T-Tak... - na jego twarzyczce pojawił się wyraźny rumieniec. - Dziękuję... - wydukał, poprawiając rękawki swojej przeuroczej, malutkiej kurteczki.
- Nazywam się Viktor - uśmiechnąłem się przyjaźnie, wciąż w pozycji kucającej będąc przy chłopcu. Cały czas wlepiał wzrok w lód. - A ty? Jak masz na imię? - uniosłem delikatnie jego główkę do góry.
- Yuri... - powiedział prawie niesłyszalnie, spoglądając na mnie swoimi czekoladowymi oczkami.
- Śliczne imię! - podparłem głowę o swoją otwartą dłoń. - Z kim przyszedłeś? Czy jesteś tu sam? - skrzywiłem się delikatnie.
- RYSZARD , GDZIE MI UCIEKASZ!? - wydarł się czyiś głos, chyba skierowany w naszą stronę.
Prześledziłem wzrokiem... Szopa? Co? Mój mózg nie mógł tego wszystkiego poprawnie zarejestrować, przez co dosłownie zawiesiłem się. Wpatrywałem się w zwierzaka, który chodził na dwóch łapach. Aktualnie jeździł, ponieważ jakoś udało mu się założyć łyżwy.
- Jestem Yuri! - krzyknął widocznie oburzony chłopiec, wpatrując się w wyższego od siebie.
- Rysiu, spokojnie - pogłaskał go po głowie. Niestety, w krótkim czasie ciemnooki odtrącił jego gest stanowczym zamachem.
- JESTEM YURI! - powtórzył wyraźniej, delikatnie się czerwieniąc.
- Dobra, cichaj Ryszard... A teraz... WYTŁUMACZ MI, GDZIE DO JASNEJ CHOLERY SIĘ SZLAJASZ!? - zdecydowanie podniósł ton, wpatrując się w stojącego obok niego chłopca. - Ja tu zawału dostaje!
- Moja wina, że srasz przez pół godziny!? - warknął, pusząc policzki jak chomik.
Cholera. Chyba ich kłótnia rozniosła się na pół lodowiska... Wszyscy aktualnie zwracali w naszą stronę swoje oburzone spojrzenia. Z lekka wymuszonym uśmiechem na ustach, jedynie przeleciałem ich wzrokiem.
- Skąd ty znasz takie słownictwo!? - zmarszczył nos, krzyżując łapy.
- Gdy siedzi się z tobą przez kilka godzin, można się nauczyć kilku ciekawych słów.. - wystawił język, przybierając podobną pozycję co szop.
- Wracając... Z jakim pedofilem tutaj siedzisz? - zwrócił wzrok na mnie.
Uniosłem teatralnie ręce do góry, widocznie zdziwiony postawą zwierzaka. Chociaż... Gdyby się tak głębiej zastanowić, to chyba sam bałbym się o swojego podopiecznego, który rozmawia z obcym.
- Nie obrażaj Viktora! - burknął pod nosem Yuri, spoglądając na mnie kątem oka, przy tym rumieniąc się słodko.
- Jesteś bardzo słodkim szopem - stwierdziłem, z góry patrząc na zwierzaka.
- Zamkni... Zaraz, dlaczego widzisz mn- - spojrzał na swoją srebrną opaskę. - Przecież wszystko... - uniósł na mnie swoje podejrzliwe spojrzenie. - Jesteś...
- Chodzi o nad-ludzi? Tak, jestem nim - uśmiechnąłem się. - Pewnie ty też? - pstryknąłem młodego chłopca w nosek.
- Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele - warknął widocznie niezadowolony.
- To jest Rocket... - westchnął. - Mój pseudo wujek - dodał prychając.
- Bardzo miło mi cię poznać! - przechyliłem głowę, wciąż się szczerząc.
- Bez wzajemności - mruknął w odpowiedzi, wciąż dokładnie skanując mnie wzrokiem.
Podczas gdy pomiędzy dwójką wciąż panowała nieco cichsza rozmowa, w końcu otrzymałem czas na przemyślenie niektórych rzeczy. Ten mały chyba naprawdę lubi jeździć, że udało mu się wyciągnąć kogoś takiego z domu. W sumie, jak na czterolatka, radził sobie bardzo dobrze. Widziałem w nim ten potencjał, gdy tylko po raz pierwszy spojrzałem mu w oczy...
- Może chcielibyście się przejść ze mną na zamknięte lodowisko? - wyrwałem w pewnym momencie, spoglądając na obu.
- J...- - mały nawet nie zdążył dokończyć.
- Nie ma mowy - wypalił szop, mierząc dziecko wzrokiem. - Byłeś dzisiaj bardzo niegrzeczny! Miałeś na mnie czekać, a bez słowa uciekłeś - sprostował.
- Proooszę? - przeciągnął jedną z głosek, wpatrując się w Rocketa z maślanymi oczkami.
Ten chyba chciał jakoś się od oczarowującego wyglądu chłopca, lecz ostatecznie coś mu nie wyszło. Westchnął, mrucząc coś pod nosem.
- Niech ci będzie, ale żeby był to ostatni raz! Nie mam zamiaru wylądować w szpitalu - prychnął cicho, rozluźniając łapy.
- Chyba u weterynarza... - zaśmiał się Yuri, mrużąc oczy.
- Więc chodźmy! - klasnąłem, odjeżdżając w stronę wyjścia.

<Yuri!!! Hehhe xD >

Viktor Nikiforov


Znalezione obrazy dla zapytania yuri on ice victor wolf

Imię i Nazwisko: Viktor Nikiforov
Pseudonim: Vitya (nazywany tak był przez Yakova)
Motto: "Rób to, czego nikt się nie spodziewa. Dzięki temu zaskoczysz widownie"
Płeć: Chłopak
Wiek: 16 lat
Rasa: Wilk
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: -
Żywioł: Lód
Moce: 
- Zamrażanie danego obiektu.
- Tworzenie tarczy oraz broni z lodu.
Reszta nieodkryta.
Umiejętności: Do perfekcji opanował jazdę na łyżwach. Przedstawiają go jako łyżwiarza zdolnego do opanowania najtrudniejszych skoków. Jako jedyny jest w stanie zrobić cztery z pięciu obecnie ratyfikowanych poczwórnych. Praktycznie nigdy nie zdarza mu się zetknąć twarzą z lodem podczas wykonywania różnorakich akrobacji. 
Charakter: Victor ma podobną do gwiazdy rocka charyzmę i jest bardzo flirciarski. To bardzo dziwny człowiek, który lubi robić rzeczy w swoim własnym tempie i może być uważany za beztroskiego wolnego ducha. Nie lubi być kontrolowany przez innych ludzi, jak i nie daje wpłynąć na siebie innym. Często chodzi z głową w chmurach i jest również bardzo zapominalski. Potrafi być również szczery do bólu, więc gdy zauważy Niemniej jednak, nie jest za dobry w radzeniu sobie w emocjonalnych sytuacjach, może być w najlepszym wypadku dziwaczny, ale również (nieumyślnie) okrutny i nieczuły. Uwielbia swoim słodkim wyglądem oczarowywać panie (w niektórych przypadkach również mężczyzn), co jak można się spodziewać - wychodzi mu równie dobrze jak jazda na lodzie.
Cechy Charakterystyczne: Victor jest niezwykle urodziwym mężczyzną. Ma jasnoniebieskie oczy i platynowe, krótkie włosy. Jego przydługa grzywka opada na jego lewe oko. Mierzy 180 cm. Na co dzień przyodziewa zwykłe ubrania, lecz w swojej kolekcji posiada kilka strojów z zawodów w łyżwiarstwie figurowym. Tak - specjalizuje się w tym "zawodowo". Codziennie chodzi na treningi, często wyjeżdża na różne zawody - jego całe życie w pigułce. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ciekawostki:
- Jego ulubione danie to katsudon.
- Uwielbia robić sobie lub innym zdjęcia w (dosłownie) każdej sytuacji.
- Po pierwszym spotkaniu z daną osobą, od razu stara się do niej jak najbardziej zbliżyć.
Głos: link
Właściciel: Asia1509 - Hw asiasimsy@gmail.com - E-mail
1 2 3 4
Mia Land of Grafic