Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 sierpnia 2017

Od Laury CD Felix

Rzuciłam się na swoje łóżko. Nie miałam ochoty z niego wstawać, chociaż i tak wiedziałam, że muszę się jeszcze umyć i opatrzyć rany... Mój pech - nie opanowałam w całości zdolności regeneracji, a kilkanaście ran postrzałowych szczypało jak cholera. Jeżeli moja krew została zarażona jakąkolwiek substancją, wiedziałam, że będę miała przerąbane. Westchnęłam cicho, ostatecznie podnosząc się na równe nogi. Zrzuciłam z siebie bluzę, po czym weszłam do mojej prywatnej łazienki...
***
Wysuszyłam włosy będąc w łazience. Teraz, gotowa do pójścia spać... Totalnie straciłam na to ochotę. Wzięłam do rąk swojego smartphone'a. Znowu będę siedzieć w internecie do drugiej w nocy. Zajeb*ście.
Założyłam na uszy parę słuchawek, uprzednio podłączając je do telefonu. Mój ulubiony kawałek niemal od razu rozbrzmiał mi w uszach... Idealnie. Nucąc pod nosem tekst piosenki, zbliżyłam się do jednej z szuflad. Wyciągnęłam z niej zdjęcie. Przedstawiało ono mnie, wraz z kilkoma innymi osobami w moim wieku. Jedyne osoby, które były w pełni takie jak ja... Nie żyją od kilkunastu miesięcy... Wszystkie wspomnienia wróciły, a mi jak zwykle zrobiło się cholernie smutno.
- Przestań... - odrzuciłam przedmiot na bok.
***
O dziwo - obudziłam się kilka minut przed dziewiątą. Gdy tylko moje stopy zetknęły się z ziemią, przypomniałam sobie, że na dole spał Felix. Zeszłam na dół... Chłopak nadal spał.
- Już dziewiąta śpiochu... - samo jakoś wypsnęło mi się z ust. 
"Boisz się, że znowu do kogoś się przywiążesz, a później... Odejdzie on, tak jak każdy" - powiedziałam do siebie w myślach, biorąc cichy wdech.
- Ale ja wstaję o dziesiątej! - zaśmiał się, przy tym odwracając się na drugi bok.
Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem... Zmrużyłam oczy, podchodząc do kanapy na której spał. Dostrzegłam jak się śmieje.
- O dziesiątej, to my już dawno będziemy na mieście - uśmiechnęłam się delikatnie, zrywając z niego koc. - Wstawaj! - powtórzyłam.
- Oddaj! - krzyknął, nadal się śmiejąc.
- Przestań zachowywać się jak dzie... - przerwałam, przypominając sobie. "Dobra, jesteś dzieckiem, a na dodatek nastolatkiem" - mruknęłam w myślach, odrzucając koc na bok. - No taak...
- Więc... Miłego ranka, a ja wracam...
"Plan ostateczny...". Wskoczyłam na kanapę na której on leżał. Niemal od razu się wzruszył, gdy wyczuł moją obecność nad sobą. Wbiliśmy w siebie swoje spojrzenia.
- Wstawaj, bo w przeciwnym razie... - zmrużyłam oczy.
- Załaskotam cię na śmierć! - krzyknął, gwałtownie się podnosząc.
Zrobił tak jak uprzednio powiedział. N-Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu... Czułam się jak małe dziecko, praktycznie płacząc ze śmiechu. Z moich ust co chwilę wydobywało się słowo "Przestań", lecz on i tak chyba nie miał zamiaru przystopowywać.
<Felix? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Laury CD Felix

- Nie jestem na przesłuchaniu - mruknęłam pod nosem, nalewając do szklanki soku. - Lepiej ty opowiedz coś o sobie - oparłam się plecami o blat, przy tym powoli sącząc zimny napój przez słomkę.
Wtedy zauważyłam jak chłopak zaczyna zionąć dziwnym, niebieskim ogniem. Czkał przy tym co kilka sekund.
- Ee? Co Ci się dzieje? - zapytałam szybko, przyglądając się ogniu.
- Czkawka - wydukał szybko, zanim znowu nie pochłonęła go ta sama czynność. - Musisz - powiedział niewyraźnie. - Mnie przestraszyć - dokończył, zatykając swe usta.
Nic to nie podziałało, a niebieski ogień wciąż wypływał przez jego palce. Co może go... - wyjrzałam za jego plecy, gdzie leżał zwykły pistolet na kulki. Podbiegłam do niego, po czym jakby nigdy nic stanęłam przed chłopakiem, a broń uniosłam do góry. Wystrzeliłam jeden z pocisków w górę. Felix od razu odskoczył na bok, o mały włos nie uderzając w stół.
- Skąd ty?! - krzyknął wyraźnie przerażony.
Czkawka najwyraźniej minęła, ponieważ przez kilka sekund ciszy nie odbiło mu się ani razu.
- Muszę być zabezpieczona przed wszystkim - uśmiechnęłam się delikatnie. - Wracając do tematu... Może to ty powiesz coś o sobie?
- Lubię popcorn - wyszczerzył się głupawo. - Co do hobby... Znam się bardzo dobrze na informatyce. Bez problemu potrafię stworzyć robota, który będzie się zachowywał jak żywy - skrzyżował ręce, przybierając dumną z siebie minę. - Teraz ty - oznajmił.
- Lubię Pringlesy, konie i filmy o westernie - przedstawiłam krótko.
- A hobby? - zapytał szybko.
- Zabijanie innych? - uśmiechnęłam się delikatnie. - A tak szczerze, to rysowanie - wzruszyłam delikatnie ramionami, odkładając kubek do zlewu.
- Pokażesz mi jakieś swoje prace? - zeskoczył z krzesła, po czym zbliżył się do mnie o kilka kroków.
- Nie - prychnęłam, krzyżując ręce. - Idź już spać dzidziusiu - złośliwy uśmiech od razu wpłynął na moją twarz.
- Kogo to nazywasz dzieckiem? Jestem starszy od ciebie! - zaśmiał się.
- Ale o wiele głupszy i mniej rozwinięty intelektualnie - wyminęłam go, od razu podchodząc do jednej z szaf.
Wyciągnęłam z górnej półki szary koc oraz poduszkę. Oba przedmioty rzuciłam na kanapę stojącą kilka metrów obok.
- Śpisz w salonie - powiedziałam na przechodniu, kierując się w stronę drzwi od swojego pokoju.
- Dzięki, dobranoc! - krzyknął za mną, wciąż mając wyraźny uśmiech na twarzy.
- Branoc.
Otworzyłam drewniane drzwi, które po lekkim odchyleniu wydały z siebie charakterystyczny dźwięk. Zamknęłam je za sobą, żeby w następnej kolejności od razu skierować się do łazienki. Będąc już w niej - spojrzałam w lustro, na swoje odbicie. Po co ja mu pomagam...? - wyszeptałam sama do siebie, opierając się dłońmi o umywalkę. - Widocznie nie potrafię żyć w samotności, tak jak niegdyś mój ojciec... - westchnęłam cicho, ściągając z siebie dżinsową katanę. Odrzuciłam ją na bok. Moje dłonie, znowu zaczęły krwawić z miejsc, z których wysuwały się moje pazury.
- Cholera... - wyszeptałam, nerwowo przemywając dłonie wodą.
Szybko dorwałam bandaż z półki... Zawsze był przygotowany w tym samym miejscu. Owinęłam nim ręce, po czym zakręciłam wodę. Zrezygnowana wyszłam z łazienki i od razu rzuciłam się na łóżko. Przymknęłam delikatnie oczy... Znowu to samo uczucie... Po co ja mu pomagam. Dlaczego pozwoliłam mu to przyjechać? Mogłam go zostawić wtedy... W końcu jest z GotG... Jeden z wrogów mniej...
- Laura, chyba ktoś podjechał pod dom - doszedł do mnie głos zza właśnie otwierających się drzwi.
Szybko poderwałam się z łóżka. Podbiegłam do okna... Rzeczywiście... Jakiś wóz właśnie zatrzymywał się kilkanaście metrów od drzwi wejściowych domu. Przedostałam się do salonu, a z kominka wzięłam broń. Podałam ją chłopakowi.
- Wiesz jak strzelać? - zapytałam, a on od razu pokiwał delikatnie głową. - Pora abyś się wykazał swoimi umiejętnościami...
- Mamy zabijać? Może oni są pokojowo nastawieni..,? - wyszeptał, przeładowując broń.
- Znam ich... Lepiej uniknąć niepotrzebnej rozmowy...
Spojrzałam na dłonie, które delikatnie ociekały krwią. Przeklęłam cicho...
- Co Ci się... - nie dokończył pytania, ponieważ uciszyłam go szturchnięciem w ramię.
- Poczekaj tutaj, nie wychodź póki... - zawiesiłam na chwilę głos. - Po prostu czekaj.
Wyszłam za drzwi frontowe od domu. Ręce schowałam za plecy, żeby nie wyglądać zbyt podejrzanie... Lampy samochodu dokładnie ukazywały moją postać.
- Rodziców nie ma w domu - powiedziałam najsłodszym tonem na jaki było mnie stać.
- Wiemy kim jesteś... - odezwał się jeden z mężczyzn, podchodząc do mnie o kilka kroków.
- Ale o co panu chodzi? - zapytałam cicho. - Mieszkam tu od niedawna i...
Wyciągnął z sakiewki broń, a dokładniej pistolet. Wystrzelił jedną kulkę w moją stronę... Niezbyt mądre zachowanie, jak na osobę "która mnie zna". Wzruszyłam delikatnie ramionami... Nic nie zrobił mi jego postrzał. Amunicja w ciągu kilku sekund wylądowała na ziemi, a moje ciało przeszło do regeneracji. Uśmiechnęłam się dumnie, a z moich pięści... Cholera, co się dzieje? Zakręciło mi się w głowie, podczas próby wysunięcia pazurów - swej jedynej broni w tym momencie. Zacisnęłam mocniej pięści... No dalej... - przyjrzałam się amunicji, która spoczywała na ziemi. Musiała być zatruta jakimś świństwem... Spojrzałam kątem oka na chłopaka, który przypatrywał się wszystkiemu z okna. Dałam mu krótki sygnał ręką.
- Proszę... - warknęłam sama do siebie.
Przymknęłam na chwilę oczy, drżącą dłonią chwytając nieśmiertelnik ojca. Kiedy ponownie je otworzyłam, ma podręczna broń była już na swoim miejscu. Zanim nie minęła minuta, niektórzy mężczyźni znaleźli się w samochodzie. Dwóch nie zdążyło uciec... Zginęły na miejscu, chcąc mnie zaatakować "ręcznie". Zanim się obejrzałam, odjeżdżali spod domu zostawiając za sobą sam kurz.
- Dobra robota... - powiedziałam w stronę chłopaka, który wciąż kurczowo trzymał pistolet w prawej ręce.
Byłam tak cholernie zmęczona... Co się ze mną działo? Nigdy dotąd nie czułam zmęczenia. Spojrzałam niewyraźnym wzrokiem na Felixa, który wciąż mi się przyglądał.
- Lau, czy wszystko okay? - zapytał, przekrzywiając pytająco głowę.
Miałam dużą ochotę odpowiedzieć "Nie", lecz w ostateczności powstrzymałam się.
- Tak, oczywiście... - wyszeptałam, ciężkim krokiem wchodząc do środka.
<Felix? Wiem, jestem dziwna c: >

Od Laury CD Felix

Znowu to samo uczucie - jestem zbyt poważna. W głębi duszy cicho się zaśmiałam, lecz z zewnątrz zachowałam ten sam wyraz twarzy. 
- Potrafisz dochować tajemnicy? - zapytałam cicho, skręcając w jedną z uliczek na drodze szybkiego ruchu.
- Nie mam zbyt wielu znajomych -  jego uśmiech się zmniejszył, lecz wciąż pozostał cień po nim.
- Wychowałam się w laboratorium. Nie miałam matki. Zastępowała mi nią pielęgniarka - wyznałam, podpierając głowę lewą ręką. Prawą wciąż prowadziłam samochód. - Kiedy udało mi się uciec, zostałam pod opieką tej samej kobiety. Wtedy zaczęli nas szukać ci idioci... Eh... W każdym razie, zamordowali ją w krótkim czasie. Wtedy pojawił się bon - mój biologiczny ojciec. Nazywał się Logan, lecz mówiono na niego w kilka innych sposób. Wolverine - uniosłam do góry nieśmiertelnik, który zawsze spoczywał na mojej szyi.
Chłopak już miał otworzyć usta, gdy nagle zatrzymałam samochód. Byliśmy na miejscu. Opuszczony dom, który kilka tygodni temu przywłaszczyłam sobie na stałe. Posiadał pełne wyposażenie, jak i gaz, prąd oraz pitną wodę. Wyszłam z samochodu, co w następnej kolejności zrobił Felix.
- Jesteśmy - powiedziałam krótko, wyciągając z kieszeni kluczyki.
Nie mam pojęcia co stało się z rodziną, która kiedyś tu mieszkała. Najważniejsze dla mnie było to, że miałam gdzie spędzać noce. 
- Witam w moich skromnych progach - otworzyłam drzwi, po czym weszłam do środka.
Zapaliłam światło w przedpokoju, a następnie powiesiłam plecak na jeden z wieszaków. Przeszłam dalej - do kuchni, w której jasna lampka zaświeciła się automatycznie.
- Chcesz coś do jedzenia? 
<Felix?>

sobota, 17 czerwca 2017

Od Laury CD Felix

Od razu zwróciłam uwagę na jego dziwny sposób mowy. Charakterystyczna, francuska wymowa.
- Mam niespełna dziesięć lat, a telefon posiadam od kilku miesięcy - powiedziałam krótko, chowając przedmiot do kieszeni. - W jakim świecie ty żyjesz?
(Przepraszam, ale wolę pisać to w normalnym języku. Po francusku pisać nie umiem ;c)
- Tym samym co ty - odpowiedział, wzruszając delikatnie ramionami.
- Znam całkiem dobre miejsce, w którym za dnia nas nie odnajdą - wpadło mi do głowy to zdanie, a w ułamku sekundy zostało ono wypowiedziane na głos.
- Więc prowadź - skinął głową, teatralnie kłaniając się przede mną.
- Dobrze, że ująłeś to w takim, a nie innym słowie - uśmiechnęłam się delikatnie, podchodząc do auta stojącego od nas o kilka metrów.
Szybko wybiłam w nim szybę, a wyjący alarm uciszyłam kilkoma sprawnymi demontażami elektroniki zawartej w środku samochodu. Z plecaka wyciągnęłam wsuwkę, którą umieściłam w stacyjce. Pojazd od razu odpalił, a wraz z tym otworzyłam drzwi pierwszego pasażera.
- Wsiadaj - skierowałam polecenie w stronę starszego chłopaka, stojącego z szeroko otwartymi oczami.
Gdy przez kilka sekund nie ruszył nawet palcem, przelustrowałam go zabójczym wzrokiem.
- Co Ci? Nigdy samochodu nie widziałeś? - zmarszczyłam brwi.
- Nie, nie... Już wsiadam - wszedł do środka, zasiadając na miejscu drugiego pasażera.
***
Jazda samochodem nie sprawiała mi zbyt dużych trudności. Robiłam to na co dzień. Podobnie było z kradzieżami i zabójstwami innych ludzi... Na razie nikt nie potrafił mnie zidentyfikować. Podróż zapewne przeminęłaby w ciszy, gdyby nie nagłe pytanie chłopaka:
- Skąd jesteś? - zwrócił delikatnie głowę w moją stronę.
- Nie znam Cię - oddałam mu w odpowiedzi. - Błędem było podawanie moich podstawowych danych, a co dopiero...
<Felix?>

Od Laury

Sama dziwiłam się sobie... Z tego co mi wiadomo - jestem dzieckiem, lecz moje zachowanie w żadnym stopniu tego nie odzwierciedla. Co prawda: kocham konie tak jak większość dziewczynek w moim wieku, lubię różowe ubrania z tęczą i jestem uzależniona od rysowania. Mimo tych cech, które najczęściej występują u dziewięciolatek - rzadko się uśmiecham. W sumie, to sama nie wiem jakim cudem miałabym to robić, skoro nie wychowano mnie jak dziecko. Miałam być bronią do zabijania. Bezlitosnym, nie posiadającym uczuć dzieckiem, a w późniejszym czasie dorosłym człowiekiem. Może ucieczka z tamtego laboratorium była błędem?
***
Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Jednym z przycisków uruchomiłam go, po czym wzrokiem przelustrowałam godzinę. 23:48 - powiedziałam w myślach, chowając telefon z powrotem w to samo miejsce. Poprawiłam dwa ramiączka plecaka, który wisiał na mych plecach, a następnie ruszyłam dalej przed siebie. W słuchawkach dousznych właśnie rozbrzmiała jedna z moich ulubionych piosenek ( link do niej - klik ). Przymknęłam oczy, zanurzając się w rozluźniających nutach piosenki. Świat w jednym momencie stał się całkowicie inny... Wszystko przybrało ciemniejsze barwy, a nawet najjaśniejsza latarnia nie zdołała ukazać czegokolwiek pod swym światłem. Nie było niczego... Aż nagle wpadła na mnie pewna osoba. Słuchawki mimowolnie wypadły mi z uszu. Przyjrzałam się nastoletniemu chłopakowi spode łba. W końcu przerwał mi tak wspaniały moment, na który czekałam od dawna - chwila spokoju.
- Uważaj jak chodzisz - mruknęłam, dokładnie lustrując go wzrokiem.
Jego heterochromia oraz czarny tatuaż pod okiem od razu przykuły moją uwagę. Zza kaptura, który miał na głowie wystawała para białych uszu. Włosy jak i ubranie miał w tym samym kolorze.
- Sorki - powiedział krótko, poprawiając swoje włosy na głowie. - Jest--
- Nie jesteś normalnym człowiekiem? - przerwałam mu, zadając szybkie pytanie.
Jedyne co zrobił, to uśmiechnął się tajemniczo. Wciąż wpatrywałam się w niego pytającym spojrzeniem, lecz i tak znałam już odpowiedź na swoje zdanie.
- Jak widać, nie - dopiero w tym momencie dostrzegłam, że zza jego pleców wystaje biały jak śnieg ogon. 
Gdyby nie fakt, że nikogo nie ma na ulicy - już dawno zostałby zauważony. Równoznaczne jest to z paniką ludzi, a w późniejszym czasie przechwyceniem przez policję. Byłoby to dosyć ryzykowne, zwracając uwagę na to, że każda wiadomość jest ważna dla rządu, a co dopiero sam przedstawiciel naszego gatunku. Taka akcja nie skończyłaby się za dobrze...
- Do jakiego klanu należysz? - tym razem, to on zadał pytanie.
- Desert Eagles, a ty? - podałam krótką nazwę.
- Guardians of the Galaxy - słysząc tą nazwę, od razu w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka. 
Bez uprzedzenia przycisnęłam chłopaka do ściany. Do jego skroni przyłożyłam dwa ostrza, wystające z mej pięści. Ten najwyraźniej zdziwiony, przyglądał mi się jak wariatce. 
- Ejejej?! Co jest!? - krzyknął, starając się wyrwać.
- Nasze klany toczą ze sobą wojnę - warknęłam pod nosem. - Chronologicznie, powinnam Cię teraz zabić...
- Nie mieszajmy spraw dorosłych w nasze życie! - jego oddech wyraźnie przyśpieszył, a język zaczął się plątać.
Ostatecznie - odsunęłam się o krok, lecz mimo to wciąż byłam gotowa do ataku. Ponownie przelustrowałam go wzrokiem.
- Jestem Felix... - przedstawił się, spokojniejszym tonem. - Felix Wolvi.
- Laura Kinney.
<Felix?>

sobota, 27 maja 2017

Od Laury CD Rosalie

Dziewczyna nie chciała za żadne skarby odłożyć noża. Trzymała go kurczowo w swojej dłoni.
- Rosalie, opanuj się! - krzyknął Rutger, podchodząc do mnie.
Wszystko działo się bardzo szybko. W jednym momencie dziewczyna odepchnęła od siebie chłopaka, który chciał odebrać jej przedmiot. Przewrócił się on na plecy, lecz szybko po tym otrząsnął się i podniósł z ziemi. Zupełnie nie rozumiałam co tak właściwie się dzieje. Najwidoczniej Rosalie od czasu do czasu posiada swego rodzaju "ataki agresji". Chłopak otrzepał się z kurzu.
- Odłóż to! - krzyknął głośniej w stronę dziewczyny.
- Pocóż ja mam wciąż trwać na tym świecie? - zapytała jakby nieobecna, przejeżdżając nożem po swej ręce. - Gdyby ona tu była... Zorganizowałabym jej jakąś imprezę niespodziankę czy coś... Huh...
Wyczułam jak mocnej zaciska dłoń na rączce noża. Wiedziałam co chce zrobić... Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, skończyłam pomiędzy nią a nóż. Przytrzymywałam swoją dłonią ostrze. Zacisnęłam na nim swoją dłoń. Czułam jak pod wpływem nacisku Rosalie, nóż wbija się w moje palce...
- Laura, co ty wyprawiasz!? - wykrzyknął stojący za mną chłopak.
Kilka kropel krwi wypłynęło z mojej dłoni. Nie musiałam długo czekać na reakcję chłopaka. Wyciągnął z kieszeni jakaś strzykawkę, żeby w następnej kolejności wbić ją w szyję kobiety. Nóż wypadł jej z dłoni, a ona sama upadła na ziemię.
- Co z nią? - zapytałam, unosząc wzrok na chłopaka.
Bez słowa dorwał moją dłoń. Ułożył ją na mojej, a gdy chciał coś powiedzieć... Rana samoistnie się zagoiła​.
- Kim ty...? - nie dokończył.
- Eksperymentem, któremu udało się uciec - wzruszyłam ramionami, przybliżając do siebie rękę. - Gdzie ją bierzemy? - szybko zmieniłam temat.
- Do domu - odpowiedział krótko, biorąc dziewczynę w ramiona. - Kluczyki są w tamtej torbie - wskazał głową na plecak leżący na ziemi.
Przewiesiłam go sobie przez ramię. Ruszyłam za chłopakiem, który widocznie szybko się męczył. Już po kilku minutach marszu dostrzegłam, jak z jego czoła zaczynają spływać pierwsze kropelki potu.
- Szybko się męczysz? - uniosłam wzrok z kluczyków na chłopaka.
- Takie schorzenie - odpowiedział szybko.
***
Dlaczego musiałam się go posłuchać? Siedzę tu od kilku godzin, a on wciąż siedział przy Rosalie. Z nudów zaczęłam bawić się ozdobami na stole, słuchając przy tym muzyki. Nuuddy!!!
- Pilnuj jej - powiedział wychodzący z pomieszczenia Rutger.
Nie wiem dlaczego, ale bez słowa przytaknęłam mu głową. Zniknął tak samo szybko jak się pojawił... No cóż! I tak nie miałam nic ciekawego do roboty. Po kilku minutach zza drzwi wyłoniła się fioletowłosa dziewczyna z kubkiem w ręce. Gdy dostrzegła moją osobę, od razu przeskanowała mnie wzrokiem. Przetarła ręką oczy.
- Co ty tu robisz? - zapytała z wyraźnym zdziwieniem.
- Głównie siedzę - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Jak się czujesz?
- Um... Dobrze? - odłożyła naczynie do zlewu. - Może powiem jaśniej... Co robisz w moim domu? - oparła się dłońmi o stół.
- Rutger nic Ci nie mówił? - uniosłam pytająco brwi, zakładając ręce za głowę.
<Rosalie? Wy*ebiesz mnie z domu?>

niedziela, 21 maja 2017

Od Laury CD Rosalie

- Domyśl się w takim razie - szepnął cicho.
Rozejrzałam się po szarych nagrobkach. Mogłam być pewna, że straciła kogoś ważnego i dlatego tu przychodzi. Tylko... Pozostało mi jedno pytanie, kogo?
- Jak się ona nazywa? - zadałam krótkie pytanie, licząc na pełną odpowiedź.
- Rosalie Cates. Nie przedstawiała Ci się? - zdziwiony, wciąż mówił przyciszonym wzrokiem.
- Nie w pełni - wyminęłam chłopaka.
Przyglądałam się po kolei tym niższym nagrobkom. Skoro w tym miejscu mnie zaatakowała, mogę jednoznacznie stwierdzić, że gdzieś tutaj leży zmarły którego ona znała. Wiele nazwisk i imion... Powoli zaczęło mi się to mieszać w głowie. Dopiero po niespełna piętnastu minutach dostrzegłam na kamieniu wyryte nazwisko "Ellie Cates" - przeczytałam w myślach podchodząc bliżej nagrobka. Zmarła dokładnie rok temu, zapewne właśnie dlatego dzisiaj ją tu spotkałam. Z jej wieku mogłam wywnioskować jedno - Ellie była córką Rosalie. Przykucnęłam na chwilę.
- Jak to się mogło stać? - zapytałam bardziej samą siebie.
W ciągu kilkunastu sekund już znalazłam się przy Rosalie. Szłam w ten sposób, żeby nie wydać żadnego dźwięku. Miałam cichą nadzieję, że nie dostrzegła mnie przed powiedzeniem pierwszych słów:
- Co się z nią stało? - zapytałam, a kobieta w jednym momencie się zatrzymała.
- Kto Ci powiedział? - mruknęła, delikatnie odwracając głowę w moją stronę.
- Sama się domyśliłam -  po części powiedziałam prawdę, a po części nie. No trudno, czy ktoś zakaże mi kłamać? Nie ma takiej osoby, która mogłaby w jakikolwiek sposób mnie kontrolować... - Co się z nią stało? - powiedziałam spokojnym tonem.
- Nie interesuj się i nie wkładaj swojego nosa w moje życie! - syknęła odwracając się na w prost mnie.
Od razu po zobaczeniu jej oczu, mogłam wywnioskować, że płakała. Mimo tego, że wyglądała na wściekłą, wciąż utrzymywałam się w jednym miejscu.
- Lepiej wyżalić się obcej osobie, niż tłumić w sobie ból - przyglądałam się jej pełnym opanowania wzrokiem. W podobny sposób mówiłam.
- NIE BĘDĘ SIĘ ŻALIĆ DZIECKU, KTÓRE NIC NIE WIE O STRACIE KOGOŚ! - warknęła już dostatecznie wku*wiona. - ODWAL SIĘ ODE MNIE!
- Akurat wiem coś o tym, bo też straciłam wiele bliskich osób - spuściłam delikatnie wzrok. - Matka zmarła przy porodzie, a ojciec w moich ramionach. Natomiast wiele przyjaciół odeszło podczas obrony mnie - wyszeptałam bardziej do siebie, niż do dziewczyny stojącej naprzeciw. - Nie tylko ty kogoś straciłaś.
<Rosalie? :3>

Od Laury CD Rosalie

Skoro jesteśmy przy zmarłych...
Z jednej strony nienawidziłam przychodzić w to miejsce, a z drugiej... Mogłam przesiadywać tutaj godzinami, wpatrują się w brązowy X zrobiony z drewna. Niegdyś był on krzyżem, lecz sama przerobiłam go w jedną z liter alfabetu. Tak... Dla zachowania prawowitego pochodzenia ojca i części jego życia, bycia wojownikiem. Szkoda, że broniąc mnie i innych mutantów musiał zginąć... Na moich oczach...
- Zawsze zastanawiałem się do kogo może należeć ten grób - niespodziewanie kilka metrów ode mnie pojawił się zielonowłosy mężczyzna. Na oko, dałabym mu dwadzieścia pięć lat. - Kto tu spoczywa? - zapytał, a z jego ramienia zeskoczyła szara kotka o czerwonych oczach. 
Przyglądałam mu się podejrzliwie. Jakiś obcy mężczyzna, w środku lasu, przy nagrobku do którego tylko ja znam drogę.. Coś mi tu śmierdziało.
- Kim jesteś, że pytasz mnie o takie rzeczy? - odpowiedziałam jak na razie spokojnym tonem.
Kotka, która stąpała po ziemi zbliżyła się do mnie i zaczęła obwąchiwać. Po kilku sekundach wysunęła pazury i przejechała nimi po mej kostce, tworząc niedużą ranę. Odskoczyłam od niej.
- Charles Web, a to mój pupilek... Melody - wskazał wzrokiem na kota. - Powiedz mi... Do jakiego klanu należysz dziewczynko? - uśmiechnął się delikatnie.
- Desert Eagles - odpowiedziałam krótko, przybierając postawę do ataku. - A ty?
- Guardians of the Galaxy... Huh, pewnie dlatego Melody tak źle zareagowała na twoją osobę. Między naszymi klanami toczy się wojna - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wojna? - zapytałam bardziej siebie niż niego. - Nikt o tym nie wspominał - mruknęłam pod nosem, czując jak pazury wysuwają się z okolic mych kostek u dłoni. 
- Ejejej! Spokojnie! - krzyknął, gdy stałam od niego zaledwie metr. Cofnął się o kilka kroków do tyłu. - Nie bije kobiet, ani dzieci! - powiedział szybko, wyciągając obie ręce do przodu.
Zatrzymałam się w miejscu. Ukradkiem z kieszonki wyciągnęłam mini-nadajnik GPS, który umożliwi klanowi namierzenie go. Obróciłam go w palcach, szykując się do zaczepienia go na dowolnej części ciała lub ubrania.
- Chyba twój kot uciekł - wskazałam dłonią na krzaki w które przed chwilą wskoczył nieduży sierściuch.
Gdy ten tylko spuścił mnie z pola widzenia, w jednym momencie rzuciłam prosto na jego plecy nieduże urządzenie. Zadowolona, szybko zamieniłam się we swą ptasią postać. Póki mogłam, wzniosłam się w powietrze. Czułam, że za chwilę może zacząć padać deszcz...
***
Wylądowałam na kolejnym cmentarzu. Nie dość, że cuchnę jak ludzie z GotG, to na dodatek chmur zrobiło się coraz więcej. Z rękoma w kieszeniach, przechadzałam się wzdłuż szarych nagrobków. Dlaczego akurat w tym momencie trafiłam na dział dziecięcy? Nie wiem, po prostu coś mnie tam ciągnęło. Nagle, pojawił się przede mną wysoki chart węgierski. Widocznie wk*rwiony chart węgierski... Przyglądał mi się przed chwilę warcząc, lecz po przeskanowaniu mnie wzrokiem zaprzestał. Pies w kilka sekund zmienił się w tą samą, fioletowłosą dziewczynę. 
- Co tu robisz i dlaczego śmierdzisz jak Ci z Guardians? - zapytała głosem, który łączył w sobie gniew jak i znużenie.
- Szukam grobu przyjaciela mego ojca - wymyśliłam pierwszą lepszą wymówkę. Jego ciało i tak było pogrzebane w zupełnie innym miejscu. -  A ty?
- Nie powinno Cię to interesować - mruknęła, mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem. - A odpowiedź na drugie pytanie?
- Wczepiłam nadajnik jednemu z członków wrogiego klanu. Jego kot się do mnie przymilał - odpowiedziałam tym razem zgodnie z prawdą. - Odpowiedziałam na oba twoje pytania, więc dlaczego ty nie możesz odpowiedzieć na jedno moje?
- Bo nie ch... 
- Rosalie, co ty tam robisz? - z jednej z ławek podniósł się chłopak, którego wcześniej nie zauważyłam. Ruszył w stronę dziewczyny, żeby po chwili zatrzymać się obok. 
<Ros? Bracus Wenus Totalus RIP RIP [*]>

czwartek, 18 maja 2017

Od Laury CD Rosalie

Przyglądałam się niebu, na którym nie było śladu po najmniejszej chmurce. Zawsze gdy miałam zaatakować, pojawiała się jakaś przeszkoda. Raz w postaci policji, a raz w postaci nieznanych osób...
- Szkoda... Twojej "mocy" nie da się skopiować - westchnęła, delikatnie przechylając łeb w moją stronę. - A nawet mi się ona spodobała - złośliwy uśmiech od razu pojawił się na jej pyszczku.
- To nie jest moc, tylko przekleństwo przez które nigdy nie mogłam być normalnym dzieckiem - powiedziałam bardziej do siebie, niż do kotki siedzącej obok.
Założyłam na nos różowe okulary. Słońce dzisiaj mocno świeciło, czego wręcz nienawidziłam. Po kilku chwilach siedzenia bez ruchu, podniosłam się na równe nogi i jakby nigdy nic ruszyłam powolnym krokiem do przodu.
- Którędy do miasta? - zapytałam wkładając ręce do kieszeni jasno-niebieskiej katany.
- Sama nie wiem - kątem oka dostrzegłam jak zamienia się w człowieka. Na jej odpowiedź wywróciłam oczami. - Musiałam wykorzystać ostatnią teleportację akurat na Ciebie - mruknęła.
- Nikt Ci nie kazał - fuknęłam robiąc kolejne kroki do przodu.
- Nikt Ci nie kazał rzucać się na tych "biednych" ludzi - wydukała przybierając smutny wyraz twarzy.
Gołym okiem można było dostrzec, że jest on sztuczny. Nie zamierzałam jej za nic w świecie dziękować. Bez dalszego gadania przybrałam postać orła, a następnie wzniosłam się w powietrze. Czy ktoś jeszcze chętny do wtrącenia się w moje życie?
***
Jak na początek wiosny, zimy wciąż były chłodne. Zaszyłam się w szarym kącie na jednym z dachów budynku Nowego Jorku. Miasto z góry wyglądało jak kilkanaście tysięcy, może milionów neonowych światełek, które wirowały w różne strony. Lekki wiatr otulał moją twarz i unosił ciemno-brązowe włosy. Przymknęłam na chwilę​ oczy, starając się wyobrazić sobie coś miłego. Kolacja na tamtej farmie... Z Charlsem, Loganem i nowo poznanymi ludźmi można było uznać za wspomnienie, które warto zostawić w głowie. Niestety... Nic nigdy nie kończyło się dobrze, tak samo jak noc spędzona u nich. Charls został zamordowany...
- I moje "myślenie" skończyło się tak jak zwykle... - mruknęłam do siebie, zatrzymując się na krańcu dachu. Usiadłam na betonowym progu, spuszczając nogi w dół. Przyglądałam się wszystkiemu z góry... Ludziom, samochodom... Wyciągnęłam z plecaka czarny telefon syna tych z farmy. Dał mi go na noc, żebym mogła posłuchać muzyki. Następnego dnia rano również został zabity. Nie chcę przypominać sobie szczegółów... Włożyłam dwa czarne urządzenia do uszu, po czym odblokowałam telefon i włączyłam muzykę. Przynajmniej mogłam się na te kilka godzin wyciszyć...
<Rosalie?>

niedziela, 7 maja 2017

Od Laury CD Rosalie

Odprowadziłam nieznaną kobietę wzrokiem. "Skąd ona zna moje imię?" - zapytałam samą siebie, widząc jak podchodzi do jakiegoś mężczyzny.
- Dziewczynko, co ty tu robisz? - doszedł do mnie głos zza pleców. - I dlaczego masz całe dłonie zakrwawione? - na mój słuch była to kobieta, z dosyć grubym głosem.
- Stoję - oznajmiłam, odwracając się na pięcie.
- A twoje ręce? - zapytała.
- Co z nimi nie tak? - mruknęłam, przyglądając się jej spode łba.
- Ktoś Ci coś zrobił? - podniosła mą dłoń to góry.
Szybko się wyrwałam. Od razu wzbudził się we mnie gniew, a co za tym idzie, cztery pazury wysunęły się z mych zaciśniętych pięści. Zmrużyłam oczy.
- Kim ty... - zawiesiła głos. - Zbuntowany!? - krzyknęła przerażona wycofując się o kilka kroków do tyłu.
- Różnie na mnie mówią, szczerze mówiąc - westchnęłam.
Rzuciłam się na nią, wbijając swe cztery pazury w brzuch kobiety. Od razu padła na ziemię, a życie wyszło z niej w ciągu pięciu sekund. Wszyscy w jednym momencie zwrócili na mnie uwagę, w tym kobieta z którą przed chwilą rozmawiałam i jej kolega.
Bez najmniejszej reakcji, założyłam na swe oczy różowe okulary, przy tym swą broń wciąż pozostawiając na widoku. "Nie stawaj się tym, kim chcieli" - przypomniały mi się ostatnie słowa ojca przed śmiercią. Trzymałam go na kolanach, a widząc jak cierpi łzy same przypływały mi do oczu. Jeden z jego "sobowtórów" nabił go na drewnianą gałąź... Pamiętam ten widok i raczej nigdy go nie zapomnę.
- TO JEST JEDEN ZE ZBUNTOWANYCH, BRAĆ JĄ! - wrzasnął jakiś mężczyzna, wskazując na mnie palcem.
- Rząd nam nie źle zapłaci za żywą... - kolejny głos należący do jakiegoś człowieka, dotarł do mych uszu.
Niewzruszona zwróciłam się w ich stronę. Odrzuciłam plecak na bok, sama szykując się do ataku.
<Rosalie? :3>

sobota, 8 kwietnia 2017

Od Laury

Na cholerę mi to wszystko... Na cholerę mi to całe pieprzone życie... Jedyną przyjemnością jaka może mnie spotkać, to zamordowanie kogoś... Czy ja kiedykolwiek znajdę jakąś bratnią duszę, ba, rodzinę? To, że jestem najprawdopodobniej jedyną przedstawicielką mutantów, nie zmienia faktu, że są podobne osoby jak ja. Osoby, które są zbuntowane przeciwko temu całemu społeczeństwu. Osoby, które otrzymały dar od Boga i potrafią zamieniać się w zwierzęta oraz posiadają magiczne moce. Należę do nich. Odkryłam ten talent zaledwie kilka tygodni temu. Dowiedziałam się również, że istnieją cztery klany. Traveling Star, Desert Eagles, Guardians of the Galaxy oraz Sprint of the Shining Stars. Do tego drugiego postanowiłam dołączyć, ponieważ wyrażał on podobnie upodobanie do ludzi co ja. Zabójstwo ich było mile widziane, co mi się bardzo podobało...

***

Namiary na bazę tego klanu otrzymałam od anonimowego źródła. Postanowiłam sama przyjść i zgłosić swe zainteresowanie dołączeniem. Miałam jedynie nadzieję, że nie wyśmieją mnie ze względu na wiek...
- Czy tutaj znajduje się... Klan Desert Eagles? - oderwałam wzrok od kartki na której miałam zapisaną nazwę klanu.
- Czego chce tutaj dziecko? - zapytał, kurczowo trzymając broń przy piersi.
- Chce dołączyć do klanu - mruknęłam, rejestrując każde jego słowo w pamięci.
- Gdzie masz rodziców? Opiekunów, czy coś w tym stylu? - uchylił przede mną metalowe drzwi.
- Nie interesuj się - warknęłam, wchodząc do środka.
Poprawiłam ramiączko plecaka, który zawisał na mych plecach. Dostrzegając drzwi z napisem "Nimitsuu" od razu przyszło mi na myśl, iż w środku znajduje się głowa klanu. Zapukałam delikatnie dłonią, a już po chwili usłyszałam słowo "Proszę!". Uchyliłam drzwi i weszłam do środka.
- Dzień dobry - przywitałam się na samym wstępie.
- Em... Witam? - rudowłosa kobieta wychyliła się zza biurka. - To jest żart na Prima Aprilis, czy jak? - uniosła jedną z brwi, poprawiając swą czapeczkę
- Nie. Przybyłam tutaj aby dołączyć do klanu - zatrzymałam się kilka centymetrów od jej biurka.
Spojrzałam na nią całkowicie poważnie. Przechyliła głowę w stronę segregatora, a następnie wyjęła z niego formularz.
- Imię? - zapytała, chwytając długopis.
- Laura Kinney.
- Wiek?
- Dziewięć lat - odpowiedziałam.
- Zdolności ukośnik magiczne moce - wychyliła się znad kartki.
- A po co?
- Gdybym chciała Cię wysłać na wojnę lub gdzieś indziej, muszę wiedzieć kogo wypuszczam - uśmiechnęła się.
Kobieta oparła się o fotel, zapewne czekając na zaprezentowanie swych umiejętności. Odsunęłam się kilka kroków do tyłu i przeszłam do rzeczy.
- Może na sam początek... Postrzel mnie - zaproponowałam, sięgając wzrokiem w stronę pistoletu, który spoczywał u jej boku.
- Jesteś tego pewna? - zapytała, widocznie zaintrygowana dalszym rozwojem wydarzeń.
- Tak - powiedziałam jednoznacznie.
Jednym zwinnym ruchem wyciągnęła broń z sakiewki i posłała pocisk w moją stronę. Nawet nie drgnęłam, podczas gdy metalowa kulka dostawała się do wnętrza mojego ciała.
- Interesujące - przytaknęła głową. - Pokaż coś jeszcze.
W kilka sekund udało mi się przejąć kontrolę nad pociskiem. Po chwili wylądował on z powrotem na mojej dłoni. Uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Dalej - przytaknęła głową, zapisując coś na kartce.
Wyciągnęłam przed siebie ręce, tym samym wysuwając cztery ostrza. Po dwa na każdej z rąk. Zaprezentowałam swą "broń" kilkoma ruchami w powietrzu.
- Zaczyna mi się to podobać - uśmiechnęła się. - Dawaj dalej.
W jednym momencie kartka podtrzymywana przez nią zaczęła wirować w powietrzu. Uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy, gdy kartka pojawiła się w mojej dłoni. Po chwili z powrotem odłożyłam ją na biurko.
- Hyhmm... Dalej..
- Potrafię Ci powiedzieć ze szczegółami co dzieje się za oknem - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Kobieta podeszła do wcześniej wspomnianego miejsca i delikatnie uchyliła szybę.
- No dajesz - wyjrzała za okno.
Przymknęłam delikatnie oczy, skupiona na każdym z czynników, które dochodziły do mojej głowy. Wszystkie rozmowy, po chwili docierały do mojej głowy... Tak samo jak ruchy..
- Kobieta w zielonej kurtce, rozmawia z mężczyzną. Ma on ubrany czarny kapelusz. Rozmawiają o samochodzie lamborghini... Co chwilę siebie przekrzykują - otworzyłam ponownie oczy i skierowałam spojrzenie na kobietę.
- Biorę Cię - uśmiechnęła się pod nosem, zapisując kolejne odpowiedzi na pytania, które mi zadawała.
***Pół godziny później***
Wyszłam z biura z nadzwyczaj zadowoloną miną. Uchyliłam metalowe drzwi, za którymi ponownie ujrzałam tego samego mężczyznę.
- Dostałaś się? - zapytał, a ja niewinnie przytaknęłam głową.
- Tak jakoś wyszło - wzruszyłam ramionami.
Udałam się szybkim krokiem do pobliskiego sklepu. Jak zwykle naszła mnie ochota na coś do picia... Weszłam do środka jakby nigdy nic. Na szczęście, w środku nie było zbyt wiele ludzi. Tylko jakiś ktoś i kasjer. Podeszłam do lodówki z zimnymi napojami i wyciągnęłam ze środka gazowaną wodę pomarańczową. Otworzyłam ją na miejscu, po czym udałam się po kubełek chipsów. Z całym zestawem podeszłam do wyjścia.
- Ej, czekaj. Za to trzeba zapłacić - w jednym momencie pojawił się przede mną mężczyzna ubrany w strój roboczy.
Starałam się go wyminąć, lecz gdy kolejna próba poszła na marne, mężczyzna odebrał mi oba przedmioty.
- Dzwonię na policję.
W jednym momencie pojawiły się przy mnie ostrza. Kilkoma zwinnymi ruchami powaliłam mężczyznę na ziemię i skierowałam oba pazury prosto w jego stronę. Niespodziewanie poczułam jak ktoś przytrzymuje moją rękę. Zwróciłam w tamtą stronę głowę. To ten ktoś zza półek...
- Wychodzimy - oznajmiła zamaskowana osoba, ciągnąc mnie za sobą w stronę wyjścia.
Poddałam się i ruszyłam za tym kimś na zewnątrz. 
- Czy ty nie wiesz, że takim jak my nie wolno zabijać w miejscach publicznych? Chcesz, żeby złapała nas policja? 
Wzruszyłam tylko ramionami. 
<Ktoś? cx>

Laura Kinney

Znalezione obrazy dla zapytania dafne keen x 23 art

Nie jestem X-23. Nie jestem eksperymentem. Nie jestem twoją własnością! Jesteś ostatnią osobą, która kiedykolwiek myśli, że może mnie posiadać. Nikt mnie nie ma! Nie jestem rzeczą. Jestem Laura Kinney! Jestem córką Sarah. Jestem córką Logana. Jestem córką Wolverin'a!

Znalezione obrazy dla zapytania eagle art

Imię i Nazwisko: Laura Kinney
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 11 lat
Rasa: Orzeł amerykański
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: W przyszłości mogłaby objąć stanowisko zabójcy, lecz mimo wszystko... Zabija nawet teraz.
Żywioł: Wiatr
Moce: 
Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a, a są to: 
- Wyostrzone zmysły, 
- Czynnik regeneracyjny, 
- Podwójne pazury wysuwane z rąk i pojedyncze wysuwane ze stóp.
Oraz własne, które otrzymała:
- Władza nad wiatrem. Tym samym unoszenie przedmiotów dzięki niemu.
Umiejętności: 
Potrafi wyczuć, usłyszeć lub zobaczyć ruch szybciej niż inne istoty. Ponad to została obdarzona anielskim głosem, którego prezentuje tylko i wyłącznie samej sobie. 
Charakter: Laura będąc jeszcze dzieckiem była przygotowywana do programu Weapon X. Miała być lepszą bronią niż Wolverine. Odosobniona od normalnego życia była szkolona na perfekcyjnego zabójce bez żadnych skrupułów. Po zespoleniu jej szkieletu z adamantium zbuntowała się i uciekła. W laboratorium cięła się i ogólnie, starała się zabić. We wszystkim pomagała jej opiekunka że szpitala, którego imienia po dziś dzień nie zna. Obecnie nie da się jej złamać. Przeżyła swego rodzaju traumę po stracie połowy przyjaciół z laboratorium i ojca, którego znała zaledwie kilka dni. Laura jest skłonna do zabicia każdego, kto stanie na jej drodze. Nie lubi się podporządkowywać i woli rozdawać karty według własnych zasad. Tak jak w każdym człowieku, jest w niej dobro. Łzy po raz pierwszy uroniła, gdy przyglądała się umierającemu ojcu. Zabił go eksperyment ludzi, przez co znienawidziła ich ostatecznie. Wydaje się  być nazbyt poważna jak na dziecko, lecz czasami potrafi się uśmiechnąć, czy zaśmiać.
Cechy Charakterystyczne: Z pewnością można do tego zaliczyć problemy z wymową. Wychowała się w innym państwie i wciąż nie rozumie niektórych słów w tutejszym języku. Jej ręce, często samoistnie zaczynają ociekać krwią. Zazwyczaj nosi przeciwsłoneczne okulary i rzadko ściąga je z nosa. 
Ciekawostki: 
- Nie w pełni opanowała zamianę w zwierzę
- Wroga zabije bez namysłu
- Kocha konie
- Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a
- Lubi oglądać filmy o westernie
- Uwielbia Pringlesy
- Na szyi zawsze posiada nieśmiertelnik swojego ojca.
Głos: link
Właściciel: Hw - Asia1509 E-mail - asiasimsy@gmail.com
Inne zdjęcia: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Mia Land of Grafic