Zacząłem się rozglądać. Zaśmiałem się pod nosem. Moc psychiki i zwierzęca forma króla zwierząt idą w parze. Czuje jej zapach. Wiem, że siedzi w szafie. I już dokładnie wiem co zrobię, tylko muszę pozbyć się futrzaka.
- Rocket wiem, że mnie nie lubisz, ale...
- No już, gadaj czego chcesz - skrzyżował ręce.
- Mógłbyś mi przynieść mój portfel? Zostawiłem go w samochodzie - wyszczerzyłem zęby. Szop przewrócił oczami i westchnął.
- Jak tak bardzo go teraz potrzebujesz... I tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Dzięki stary - poczekałem aż wyjdzie za drzwi. Następnie przełożyłem klucz do wewnętrznego zamka i je zamknąłem. Potem skierowałem się ku szafie, w której siedziała Vane. Otworzyłem drzwi gwałtownie, przez co dziewczyna pisnęła przestraszona. Wziąłem z drzwiczek kluczyk, zamknąłem nas od środka i przycisnąłem go do ziemi stopą. Uśmiechnąłem się złośliwie.
- Rocket przyjdzie, nawet nie próbuj - posłała mi podejrzliwe spojrzenie. Zaśmiałem się.
- Wydaje mi się, że futrzak nie dotrze tu tak szybko jakbyś chciała.
Vane odsunęła się jak mogła ode mnie. Uniosłem brew.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię.
- Ta, jasne.
- No wiesz, przeleciałem cię, jestem zadowolony. Więc teraz masz spokój - wyszczerzyłem się. Zobaczyłem, że dziewczyna lekko się zaczerwieniła. Przysunąłem się bliżej do niej i spojrzałem na nią z góry.
- A co, chcesz tego? - zapytałem biorąc w rękę kosmyk jej włosów.
- C-co...
- Przyznaj to, że mnie pragniesz - wymruczałem jej do ucha. Zobaczyłem jak dziewczyna jeszcze bardziej robi się czerwona.
- Ja ni--
Nie zdążyła dokończyć. Wpiłem się w jej usta tak samo, jak zrobiłem to wcześniej dzisiejszego dnia. Przejechałem językiem po jej wardze. Nie próbowała mnie odepchnąć. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy odwzajemniła pocałunek. Objęła rękoma moją szyję. Wciąż się całowaliśmy a ja objąłem ją rękoma w talii. Przyciągnąłem ją bardziej do siebie.
Całą tą magię chwili przerwało nam przekręcanie czymś zamka od szafy. Drzwi się otworzyły a my oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech. Przed szafą stał wkurzony szop.
- Co tu się ku*wa dzieje.
Skrzyżował ręce przenikając moją duszę wzrokiem.
- Uhhhh... Ja to wyjaśnię? - Vane się zaczerwieniła. Tak uroczo wygląda gdy to robi...
Zaraz... Kiba, stary... Ty się chyba nie zakochałeś?
<Vane? c: >
sobota, 8 kwietnia 2017
Od Vane CD Kiba
Nienawidzę gdy to robi... - wyszeptałam sama do siebie, patrząc na lustro zawieszone tuż nad czarną komodą. Mimo wszystko, w jakiś sposób mi się to spodobało... Hola, hola!? Ty się chyba nie zabujałaś! - wrzasnęła do mnie ja we własnej osobie. Zebrałam się z podłogi i usiadłam na nieco zakurzonym fotelu. Założyłam nogę na nogę, wpatrując się w potencjalny przedmiot do zaatakowania Kiby gdy wróci.
- Ja zajmuję tą sypialnię! - wrzasnął głosy z góry.
Podniosłam się szybko z siedzenia i ruszyłam schodami na górę. Kiba, rozłożył się na najwygodniejszym łóżku jakie kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić.
- Nie ma nawet takiej opcji! Ona będzie należeć do mnie! - krzyknęłam z uśmiechem na ustach, biorąc do ręki jedną z poduszek, które były porozwalane po całym pokoju. - To jest mój dom!
- Od dzisiaj, mój też - uśmiechnął się złośliwie.
- Idę po akta i zaraz Ci udowodnię, że ten dom należy do mnie - skrzyżowałam ręce.
- Idź! - machnął ręką, przewracając się na bok. - Zajmie Ci to chwilę, więc ja za ten czas... Może się prześpię? - przymknął oczy.
Śpij, śpij... Ja tylko po coś pójdę - uśmiechnęłam się pod nosem, wychodząc z pokoju. Przeszłam dalej przez korytarz, aż dotarłam do czarnych drzwi. Uchyliłam je delikatnie, a za nimi zobaczyłam wielką łazienkę z ogromną wanną. Na samą myśl, jak przyjemnie można w niej spędzić czas uśmiech zawitał na moich ustach. Na całe szczęście ktoś pomyślał, żeby zostawić w tym domu wiaderko. Jedno, znajdowało się na wysokiej półce. Sięgnęłam po nie, po czym zbliżyłam się do wanny. Nalałam zimnej wody do pojemnika, a następnie wyciągnęłam go ze środka.
- Gdzie jesteś? - usłyszałam pytający głos Kiby.
Szybko schowałam się za drzwiami. Z uśmiechem na ustach wyczekiwałam pojawienia się chłopaka. Słysząc coraz głośniejsze kroki, uniosłam wiadro do góry.
- O kurde... Ale wanna - szepnął najwyraźniej podekscytowany.
Wszedł do środka, od razu kierując się w stronę wanny. Na szczęście, pozostałam niezauważona, dzięki czemu już po chwili na jego głowie wylądowało kilka litrów lodowatej wody. Śmiech sam wydobył się z mojego gardła.
- Osz ty...
- To ja już.. Spadam? - pomachałam mu, szybko wybiegając z pomieszczenia.
Udałam się z powrotem na dół, gdzie czekał na mnie Rocket.
- Cicho, mnie tu nie ma... - wyszeptałam.
Szop przytaknął głową, delikatnie się uśmiechając. Otworzyłam drzwi jednej z większych szaf. Na szczęście pozostała pusta... Wskoczyłam do środka, zamykając za sobą drzwiczki.
Obserwując sytuację na zewnątrz przez małą szparkę, dostrzegłam jak nieco wkurzony Kiba schodzi ze schodów.
- Gdzie jest Vane? - zapytał, trąc swoje włosy ręcznikiem.
- Nie wiem, dopiero co przyszedłem z garażu - zaprzeczył jednoznacznie głową.
<Kiba? Może się trochę pobawimy, zanim przejdziemy do rzeczy? XD>
- Ja zajmuję tą sypialnię! - wrzasnął głosy z góry.
Podniosłam się szybko z siedzenia i ruszyłam schodami na górę. Kiba, rozłożył się na najwygodniejszym łóżku jakie kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić.
- Nie ma nawet takiej opcji! Ona będzie należeć do mnie! - krzyknęłam z uśmiechem na ustach, biorąc do ręki jedną z poduszek, które były porozwalane po całym pokoju. - To jest mój dom!
- Od dzisiaj, mój też - uśmiechnął się złośliwie.
- Idę po akta i zaraz Ci udowodnię, że ten dom należy do mnie - skrzyżowałam ręce.
- Idź! - machnął ręką, przewracając się na bok. - Zajmie Ci to chwilę, więc ja za ten czas... Może się prześpię? - przymknął oczy.
Śpij, śpij... Ja tylko po coś pójdę - uśmiechnęłam się pod nosem, wychodząc z pokoju. Przeszłam dalej przez korytarz, aż dotarłam do czarnych drzwi. Uchyliłam je delikatnie, a za nimi zobaczyłam wielką łazienkę z ogromną wanną. Na samą myśl, jak przyjemnie można w niej spędzić czas uśmiech zawitał na moich ustach. Na całe szczęście ktoś pomyślał, żeby zostawić w tym domu wiaderko. Jedno, znajdowało się na wysokiej półce. Sięgnęłam po nie, po czym zbliżyłam się do wanny. Nalałam zimnej wody do pojemnika, a następnie wyciągnęłam go ze środka.
- Gdzie jesteś? - usłyszałam pytający głos Kiby.
Szybko schowałam się za drzwiami. Z uśmiechem na ustach wyczekiwałam pojawienia się chłopaka. Słysząc coraz głośniejsze kroki, uniosłam wiadro do góry.
- O kurde... Ale wanna - szepnął najwyraźniej podekscytowany.
Wszedł do środka, od razu kierując się w stronę wanny. Na szczęście, pozostałam niezauważona, dzięki czemu już po chwili na jego głowie wylądowało kilka litrów lodowatej wody. Śmiech sam wydobył się z mojego gardła.
- Osz ty...
- To ja już.. Spadam? - pomachałam mu, szybko wybiegając z pomieszczenia.
Udałam się z powrotem na dół, gdzie czekał na mnie Rocket.
- Cicho, mnie tu nie ma... - wyszeptałam.
Szop przytaknął głową, delikatnie się uśmiechając. Otworzyłam drzwi jednej z większych szaf. Na szczęście pozostała pusta... Wskoczyłam do środka, zamykając za sobą drzwiczki.
Obserwując sytuację na zewnątrz przez małą szparkę, dostrzegłam jak nieco wkurzony Kiba schodzi ze schodów.
- Gdzie jest Vane? - zapytał, trąc swoje włosy ręcznikiem.
- Nie wiem, dopiero co przyszedłem z garażu - zaprzeczył jednoznacznie głową.
<Kiba? Może się trochę pobawimy, zanim przejdziemy do rzeczy? XD>
Laura Kinney

Nie jestem X-23. Nie jestem eksperymentem. Nie jestem twoją własnością! Jesteś ostatnią osobą, która kiedykolwiek myśli, że może mnie posiadać. Nikt mnie nie ma! Nie jestem rzeczą. Jestem Laura Kinney! Jestem córką Sarah. Jestem córką Logana. Jestem córką Wolverin'a!

Imię i Nazwisko: Laura Kinney
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 11 lat
Rasa: Orzeł amerykański
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: W przyszłości mogłaby objąć stanowisko zabójcy, lecz mimo wszystko... Zabija nawet teraz.
Żywioł: Wiatr
Moce:
Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a, a są to:
- Wyostrzone zmysły,
- Czynnik regeneracyjny,
- Podwójne pazury wysuwane z rąk i pojedyncze wysuwane ze stóp.
Oraz własne, które otrzymała:
Oraz własne, które otrzymała:
- Władza nad wiatrem. Tym samym unoszenie przedmiotów dzięki niemu.
Umiejętności:
Potrafi wyczuć, usłyszeć lub zobaczyć ruch szybciej niż inne istoty. Ponad to została obdarzona anielskim głosem, którego prezentuje tylko i wyłącznie samej sobie.
Charakter: Laura będąc jeszcze dzieckiem była przygotowywana do programu Weapon X. Miała być lepszą bronią niż Wolverine. Odosobniona od normalnego życia była szkolona na perfekcyjnego zabójce bez żadnych skrupułów. Po zespoleniu jej szkieletu z adamantium zbuntowała się i uciekła. W laboratorium cięła się i ogólnie, starała się zabić. We wszystkim pomagała jej opiekunka że szpitala, którego imienia po dziś dzień nie zna. Obecnie nie da się jej złamać. Przeżyła swego rodzaju traumę po stracie połowy przyjaciół z laboratorium i ojca, którego znała zaledwie kilka dni. Laura jest skłonna do zabicia każdego, kto stanie na jej drodze. Nie lubi się podporządkowywać i woli rozdawać karty według własnych zasad. Tak jak w każdym człowieku, jest w niej dobro. Łzy po raz pierwszy uroniła, gdy przyglądała się umierającemu ojcu. Zabił go eksperyment ludzi, przez co znienawidziła ich ostatecznie. Wydaje się być nazbyt poważna jak na dziecko, lecz czasami potrafi się uśmiechnąć, czy zaśmiać.
Cechy Charakterystyczne: Z pewnością można do tego zaliczyć problemy z wymową. Wychowała się w innym państwie i wciąż nie rozumie niektórych słów w tutejszym języku. Jej ręce, często samoistnie zaczynają ociekać krwią. Zazwyczaj nosi przeciwsłoneczne okulary i rzadko ściąga je z nosa.
Ciekawostki:
- Nie w pełni opanowała zamianę w zwierzę
- Wroga zabije bez namysłu
- Kocha konie
- Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a
- Lubi oglądać filmy o westernie
- Uwielbia Pringlesy
- Na szyi zawsze posiada nieśmiertelnik swojego ojca.
Głos: link
- Lubi oglądać filmy o westernie
- Uwielbia Pringlesy
- Na szyi zawsze posiada nieśmiertelnik swojego ojca.
Głos: link
Od Sharni cd. Yusuke
Ręką próbowałam dotknąć swojego podopiecznego, ale jak na złość znikł. Teraz, gdy stałam zagubiona na ulicy. Teraz, gdy panował tu tłok.
Zrobiłam na oślep parę kroków do przodu i zderzyłam się z jakimś człowiekiem. Odskoczyłam do tyłu, kierując oczy w stronę, gdzie powinien stać nieznajomy.
— Przepraszam... — powiedział.
— Nie, to ja powinnam przeprosić. Mogłam bardziej uważać.
Zrobiłam parę kroków w bok, po czym skierowałam się przed siebie. Po kilkunastu sekundach poczułam szarpnięcie w tył i pisk opon samochodu.
— Co ty, ku***, wyrabiasz? Prawie mi auto zniszczyłaś! Jakbyś...
Cicho prychnęłam, nie mogąc słuchać tych krzyków i spuszczając głowę. Ludzie już przestali myśleć o innych... Tylko rzeczy i hajs...
Po ruchu powietrza wyczułam, że osoba, która powstrzymała mnie przed wpadnięciem pod koła, nadal stoi za mną. Powoli odwróciłam się w jej strone
— Dziękuję?
W tym momencie poczułam znajomy język na mojej dłoni. Thorn delikatnie mnie polizał, po czym wlepił spojrzenie w wrzeszczącego faceta. Słyszałam i czułam wszystkie ruchy.
Koleś przeciął ręką powietrze, wysuwając coś. Jakby... metal?
Hybryda zaczęła warczeć, ale mężczyzna przecież jej nie widział, więc mój pupil niewiele mógł zdziałać.
~ Scyzoryk. Uważaj, idzie w twoją stronę. ~ ostrzegł.
Z chytrym uśmieszkiem odczekałam, aż napastnik będzie za mną, po czym jednym, szybkim ruchem zabrałam mu niebezpieczne narzędzie. Odwróciłam się i z pięści przywaliłam mu w brzuch. Jego ryk bólu... Bezcenne. Szkoda, że nie widziałam, jak zwijał się z bólu na asfalcie.
< Yusuke? C: Nie wiedziałam, co napisać x3 >
Zrobiłam na oślep parę kroków do przodu i zderzyłam się z jakimś człowiekiem. Odskoczyłam do tyłu, kierując oczy w stronę, gdzie powinien stać nieznajomy.
— Przepraszam... — powiedział.
— Nie, to ja powinnam przeprosić. Mogłam bardziej uważać.
Zrobiłam parę kroków w bok, po czym skierowałam się przed siebie. Po kilkunastu sekundach poczułam szarpnięcie w tył i pisk opon samochodu.
— Co ty, ku***, wyrabiasz? Prawie mi auto zniszczyłaś! Jakbyś...
Cicho prychnęłam, nie mogąc słuchać tych krzyków i spuszczając głowę. Ludzie już przestali myśleć o innych... Tylko rzeczy i hajs...
Po ruchu powietrza wyczułam, że osoba, która powstrzymała mnie przed wpadnięciem pod koła, nadal stoi za mną. Powoli odwróciłam się w jej strone
— Dziękuję?
W tym momencie poczułam znajomy język na mojej dłoni. Thorn delikatnie mnie polizał, po czym wlepił spojrzenie w wrzeszczącego faceta. Słyszałam i czułam wszystkie ruchy.
Koleś przeciął ręką powietrze, wysuwając coś. Jakby... metal?
Hybryda zaczęła warczeć, ale mężczyzna przecież jej nie widział, więc mój pupil niewiele mógł zdziałać.
~ Scyzoryk. Uważaj, idzie w twoją stronę. ~ ostrzegł.
Z chytrym uśmieszkiem odczekałam, aż napastnik będzie za mną, po czym jednym, szybkim ruchem zabrałam mu niebezpieczne narzędzie. Odwróciłam się i z pięści przywaliłam mu w brzuch. Jego ryk bólu... Bezcenne. Szkoda, że nie widziałam, jak zwijał się z bólu na asfalcie.
< Yusuke? C: Nie wiedziałam, co napisać x3 >
Od Vane CD Kiba
Po raz pierwszy od kilku lat udało mi się zasnąć. Jakimś cudem, ponownie mogłam śnić i marzyć w głębi swojego umysłu. Przypomniałam sobie, jak to jest naginać zasady rzeczywistości i móc żyć jak Ci się tylko podoba... Wszystko było po twojej myśli, przez jeszcze nigdy dotąd nieokreślony czas... Szkoda, że te sny nie mogły się przenieść do rzeczywistości...
***
Otworzyłam powoli oczy, czując przy sobie coś ciepłego. Po chwili dostrzegłam kilka niebieskich kosmyków włosów, co w jednej chwili zmusiło mnie do szerszego otworzenia oczu. Kiba, obejmujący mnie w okolicy ramion? Przełknęłam nerwowo ślinę, przypominając co się wydarzyło dzisiaj w nocy. Zły humor momentalnie powrócił, a ja szybko przeniosłam się na przeciwległe krzesło.
- Być albo nie być, o to jest pytanie... - mruknęłam pod nosem, aby w jakikolwiek sposób samą siebie pocieszyć.
Cały dom wydawał się taki pusty. Dopiero teraz, gdy chociaż na chwilę się zatrzymałam, mogłam to dostrzec. Chyba ten cały "nowoczesny" styl przestał mi się podobać. Z resztą.. Mimo, iż w domu aktualnie były trzy osoby, dla mnie wciąż było pusto. Spojrzałam na szafkę, na której leżało kolorowe pudełeczko. Zawsze ciekawiło mnie, co ona w nim zostawiła... - przemknęło mi przez myśl, podczas powolnego zbliżania się w stronę komody. Wzięłam przedmiot do dłoni i powoli zsunęłam z niego ozdobny papier. Otworzyłam je, a w środku zobaczyłam kluczyki wraz z małą karteczką. Na kawałku papieru znajdowała się ulica i jakiś numer. Schowałam klucze do kieszeni kombinezonu.
- Vane? - zza kanapy wyłoniła się niebieska czupryna Kiby.
- Witam... - szepnęłam, nie spuszczając wzroku z kartki.
- Jak... Jak się spało? - zapytał, delikatnie drapiąc się po karku.
- Lepiej niż zazwyczaj - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co tam masz? - zbliżył się w moją stronę.
Po chwili przystanął z mojej prawej strony, a ja wręczyłam mu karteczkę. Przeczytał pod nosem ciąg literek i cyferek, po czym oddał mi kawałek papieru.
- Kojarzę tą ulicę - przytaknął głową. - Co tam jest?
- Mam kluczyki do jakiegoś domu - powiedziałam krótko. - Te dwie rzeczy znalazłam w prezencie od mamy.. - ciszej wypowiedziałam ostatnie zdanie.
- Dobry plan, żeby oderwać się od rzeczywistości... Pobawimy się w odkrywców - uśmiechnął się smętnie.
Ciche skrzypnięcie schodów automatycznie przerwało naszą rozmowę. Zwróciłam wzrok w kierunku Rocket'a, który szedł w naszą stronę i małym, białym przedmiotem w łapce. Nie było czasu na jakikolwiek ruch, po prostu stałam. "Nie mów nic" - przekazałam wiadomość do chłopaka stojącego obok mnie. Ten tylko niewidocznie przytaknął głową.
- Co to jest? - zapytał Rocky, podnosząc do góry przedmiot.
- Test ciążowy - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Kto jest ojcem? - widziałam jak powstrzymuje mieszankę gniewu i smutku.
Albo to jest cisza przed burzą, albo...
- Gdy jest się pijanym, robi się wiele głupich rzeczy... - szepnęłam, czując jak myśl o macierzyństwie rozrywa mnie od środka.
- Zamorduję... - wyszeptał pod nosem, przybierając wrogi wyraz twarzy.
- Nie Rocket, nie zamordujesz - zaprzeczyłam jednoznacznie głową. - Musisz się z tym pogodzić, tak jak ja zrobiłam to dzisiaj w nocy - oznajmiłam nadzwyczaj pewna siebie jak na tą sytuację.
Futrzak przechylił pytająco głowę. Ja, tylko uśmiechnęłam się słabo i przytaknęłam sama sobie głową.
- Nie kłóćcie się już, okay? Sami widzicie jaka zaistniała sytuacja, więc... Pogódźcie się, czy coś tam... EH! - zatrzymałam się na chwilę. - Ogólnie, nie chcę widzieć jak jeden drugiemu podkłada nogi, czy...
- Tak, rozumiem - Rocket przytaknął głową.
- Zaraz... Ja się przesłyszałam, czy ty mi przyznałeś rację? - zaśmiałam się cicho, widząc uśmiech na pyszczku szopa.
- Zgoda? - uniósł on wzrok na Kibę.
- Zgoda - przytaknął niepewnie głową, zapewne wciąż nie rozumiejąc sensu moich wypowiedzi.
Cóż! Mogłabym to podsumować tylko tymi słowami: Witam w moim poj*banym życiu u boku chodzącego pluszaka!
- A mogę coś zrobić? - dostrzegłam lekki uśmiech na twarzy mężczyzny.
- Em... Okay?
Kiba przykucnął przy mym towarzyszu i delikatnie pogłaskał go po głowie. Z mojego gardła wydobył się cichy śmiech, podczas gdy szopowi uszy stanęły dęba. Mimo wszystko, nie opierał się, a najwidoczniej spodobało mu się to.
- Pomiziacie się w samochodzie, a teraz jedziemy - prychnęłam, podchodząc w stronę wieszaka.
- Ja prowadzę! - oznajmił jednoznacznie Kiba.
- I ja Ci na to pozwolę? - skierowałam wzrok prosto na jego dumną minę.
- Ja mam kluczyki - uśmiechnął się dumnie, wyciągając z kieszeni mały przedmiot.
- Ekhm... No dobra - wywróciłam oczami, zakładając buty.
***
- Rocket, a ile ja mam lat? - zapytałam siedzącego za nami towarzysza.
- Dwadzieścia jeden? Dlaczego pytasz?
- Upewniam się, czy to na pewno ty - prychnęłam podkulając nogi pod brodę.
Wpatrzona w morze, które dokładnie było widać z mostu...
- Ej, bo zabrudzisz mi samochód! - zganił mnie Kiba, kolejno przerzucając biegi.
- To nie jest twój samochód - odpowiedziałam szybko nie zmieniając swojej pozycji.
- Ale to ja mam kluczyki i ja nim kieruje - uśmiechnął się złośliwie. - Więc nogi na ziemię.
Pokręciłam przecząco głową, również uśmiechnięta. Może życie właśnie tak chciało? Chciało, żebym go spotkała i chciało, żebyśmy się tamtego dnia tak upili. Kto nad tym wszystkim włada?
- Tak właściwie, to po co my tam jedziemy? Co, jeżeli znajduje się tam jakaś pułapka i...
- Rocket. Znalazłam to w zakurzonym prezencie od mamy. Wątpię, czy chciałaby ona wpakować mnie w jakieś tarapaty - wyciągnęłam z kieszeni karteczkę i klucze.
- A co jeżeli to pudełko ktoś podmienił i przez to... Sam nie wiem... Zginiemy?!
- Nie wymyślaj...
- Jesteśmy! - przerwał nam głos Kiby.
Spojrzałam na kartkę, a następnie na panel w samochodzie. Wszystko wskazywało na to, że właśnie o tym miejscu mówiła wiadomość. Wyszliśmy z samochodu.
- To na pewno tutaj? - zapytałam, wpatrując się w ogromny, biały dom.
Ten budynek można było nazwać willą. Dwie, pokaźne kolumny znajdujące się przy wejściu oraz ogromny taras... Balkon, który mimo lat, które przeżył wciąż przepięknie się prezentował.
- Nie wierzę... - szepnęłam, podziwiając budowlę.
Nie zwracając na innych uwagi, podeszłam do drzwi. Włożyłam kluczyk do środka i powoli przechyliłam go w prawą stronę. O dziwo, pasował idealnie, chociaż delikatna rdza uniemożliwiła płynne otwarcie. Weszłam do środka... To był mój rodzinny dom, czy jak? W każdym razie, skąd moja matka miała do niego klucze?
- Tu jest pięknie...
<Kiba? :ooo XDD>
Od Kiby CD. Vane
Obudził mnie krzyk kobiety. Natychmiast się podniosłem i rozejrzałem. To była Vane? Od razu do mojej głowy przyszła myśl, że coś jej się stało. Zerwałem się z łóżka i zacząłem rozglądać po korytarzu. Ujrzałem światło przebijające się przez drzwi łazienki. Niepewnie podszedłem i złapałem za klamkę. Otworzyłem drzwi i ujrzałem płaczącą Vane siedzącą na podłodze.
- Co ci? - zapytałem stojąc w drzwiach. Przetarłem ręką oczy.
- Co?! - wzdrygnęła się na mój widok. Pośpiesznie zabrała jakiś przedmiot z mojego widoku. Starała się zrobić to niezauważalnie, ale udało mi się to dostrzec.
- N-nic. Nie twój interes, a poza tym czemu ty nie w łóżku?! - zapytała krzywiąc się.
- Twoje darcie się mnie obudziło. Gh, przynajmniej futrzak nadal śpi - skrzyżowałem ręce.
- Jasne... Wracaj do łóżka, wszystko jest okey - nie przestawała płakać. Wycierała ręką łzy z twarzy, jednak nadal płakała i nie udawało jej się przestać. Zmrużyłem oczy.
- Co tam masz.
Nie brzmiało to jak pytanie. Bardziej jak rozkaz.
- Nic.
- Vane - podszedłem bliżej i stanąłem nad nią.
- No nie mam nic czego chcesz!
- Sam mam to zabrać? - nie odpowiedziała. Schyliłem się po rzecz którą chowała za plecami. Próbowała mnie odepchnąć albo schować ją bardziej ale koniec końców znalazł się w moich rękach.
Zbladłem. O mało nie wypuściłem przedmiotu z rąk. Spojrzałem na nią, a potem znowu na test ciążowy. Wynik pozytywny. Czy to znaczy, że... Nie, to nie możliwe. A może jednak?
- Kiba...
Vane zaczęła bardziej płakać. Byłem bezsilny. Nie wiem jak to się stało, ja zawsze się zabezpieczałem. Ale wtedy byłem pijany... Jasna cholera!
- Kiba no powiedz coś do cholery! - spojrzała na mnie błagalnie. Opuściłem ręce i uklęknąłem. Objąłem dziewczynę i mocno przytuliłem.
- Coś z tym zrobimy. Jakoś to będzie, zobaczysz...
- Kiba, wiesz, że tak nie będzie.
- Nie traktuj tego jako przekleństwo. Po prostu... Coś wymyślimy, okey? - odsunąłem się trzymając ją rękoma za ramiona. Vane tylko kiwnęła i spuściła głowę. Ja nie mogę być ojcem. Może lubię się zabawić, ale nie jestem bez serca. I jestem przekonany, że ta dziewczyna zasługuje na o wiele lepsze życie.
- Idź już spać... Dobrze? - starłem łzę z jej policzka. Pokiwała głową i wstała. Poszła się położyć. Przemyłem twarz wodą i spojrzałem w lustro.
Kiba... Co ty do cholery wyprawiasz?!
- Co ci? - zapytałem stojąc w drzwiach. Przetarłem ręką oczy.
- Co?! - wzdrygnęła się na mój widok. Pośpiesznie zabrała jakiś przedmiot z mojego widoku. Starała się zrobić to niezauważalnie, ale udało mi się to dostrzec.
- N-nic. Nie twój interes, a poza tym czemu ty nie w łóżku?! - zapytała krzywiąc się.
- Twoje darcie się mnie obudziło. Gh, przynajmniej futrzak nadal śpi - skrzyżowałem ręce.
- Jasne... Wracaj do łóżka, wszystko jest okey - nie przestawała płakać. Wycierała ręką łzy z twarzy, jednak nadal płakała i nie udawało jej się przestać. Zmrużyłem oczy.
- Co tam masz.
Nie brzmiało to jak pytanie. Bardziej jak rozkaz.
- Nic.
- Vane - podszedłem bliżej i stanąłem nad nią.
- No nie mam nic czego chcesz!
- Sam mam to zabrać? - nie odpowiedziała. Schyliłem się po rzecz którą chowała za plecami. Próbowała mnie odepchnąć albo schować ją bardziej ale koniec końców znalazł się w moich rękach.
Zbladłem. O mało nie wypuściłem przedmiotu z rąk. Spojrzałem na nią, a potem znowu na test ciążowy. Wynik pozytywny. Czy to znaczy, że... Nie, to nie możliwe. A może jednak?
- Kiba...
Vane zaczęła bardziej płakać. Byłem bezsilny. Nie wiem jak to się stało, ja zawsze się zabezpieczałem. Ale wtedy byłem pijany... Jasna cholera!
- Kiba no powiedz coś do cholery! - spojrzała na mnie błagalnie. Opuściłem ręce i uklęknąłem. Objąłem dziewczynę i mocno przytuliłem.
- Coś z tym zrobimy. Jakoś to będzie, zobaczysz...
- Kiba, wiesz, że tak nie będzie.
- Nie traktuj tego jako przekleństwo. Po prostu... Coś wymyślimy, okey? - odsunąłem się trzymając ją rękoma za ramiona. Vane tylko kiwnęła i spuściła głowę. Ja nie mogę być ojcem. Może lubię się zabawić, ale nie jestem bez serca. I jestem przekonany, że ta dziewczyna zasługuje na o wiele lepsze życie.
- Idź już spać... Dobrze? - starłem łzę z jej policzka. Pokiwała głową i wstała. Poszła się położyć. Przemyłem twarz wodą i spojrzałem w lustro.
Kiba... Co ty do cholery wyprawiasz?!
**********
Szedłem cicho, tak żeby nikt się nie zorientował, że nie śpię. Było około trzeciej nad ranem. Musiałem przejść przez salon, gdzie poszła położyć się Vane. Wtedy już tylko korytarz będzie dzielił mnie od drzwi. Muszę się stąd wydostać. Nie mogę być ojcem. Nie nadaję się do tego. Vane będzie musiała sama sobie poradzić.
Zacząłem przechodzić przez salon. Właśnie miałem przejść na korytarz, kiedy usłyszałem głos dziewczyny.
- Kiba? - podniosła głowę. Zatrzymałem się i odwróciłem.
- Dokąd idziesz? - przyglądała się mi mrużąc oczy.
- Uhhhh... Przejść się. Czemu nie śpisz?
- Cierpię na bezsenność, mówiłam ci.
Ku*wa. No tak. Zapomniałem o tym, Kiba ty idioto.
- Kiba...
- Tak? - westchnąłem.
- Zostaniesz tu ze mną?
Skrzywiłem się. Podszedłem do niej i stanąłem zaraz przy kanapie. Chciałem powiedzieć, że nie mogę. Miałem zamiar powiedzieć, że muszę wyjść. Ale tylko stałem z otwartymi ustami. Skarciłem się w myślach i wziąłem głęboki wdech.
- Tak... Jasne.
Położyłem się obok niej i objąłem ją ręką. Nie mogłem już zasnąć. W przeciwieństwie do Vane, która o dziwo po chwili zasnęła. Chciałem wstać ale nie miałem jak. Zamiast tego przymknąłem oczy zrezygnowany i przytuliłem ją mocniej do siebie.
Kretynie... W co ty się wpakowałeś.
<Vane?>
Od Vane CD Kiba
Wciąż nie docierał do mnie sens tego co wydarzyło się kilkanaście minut temu. Tsume jak zwykle musiała iść w naparte, aż nagle... Cholera wie dlaczego zakręciło mi się w brzuchu i musiałam szybko wybiec z pokoju. W łazience, która znajdowała się dosyć blisko miejsca rozmów, zwymiotowałam. Później znowu wróciłam, kontynuowałam rozmowę na temat naszego rozejmu... Tsume się porządnie wk*rwiłą i wyszła. Za nią poleciał Chu, a Resney pozostała sama na sali, podczas gdy ja i Kiba również udaliśmy się w stronę wyjścia. Tak znalazłam się w swoim samochodzie, ponownie prowadzonego przez żółtookiego mężczyznę. Jego głos, przerwał mi rozmyślanie...
- Więc... Co się stało? - zapytał.
- W sensie? - uniosłam jedną z brwi, patrząc na niego pytająco.
- Jak wybiegłaś, na zebraniu. Coś ci jest?
Skrzyżowałam ręce w okolicach brzucha, wciąż odczuwając nieprzyjemny ból. Mimo wszystko, zaprzeczyłam jednoznacznie głową.
- Nic mi nie jest, po prostu lekko się zestresowałam i musiałam zaczerpnąć powietrza - powiedziałam szybko, sięgając dłonią po butelkę wody.
- Na pewno?
- Tak, na pewno - przytaknęłam delikatnie głową.
***
Dojechaliśmy do domu około godziny siedemnastej. Jak najszybciej wygramoliłam się z samochodu i wbiegłam do domu. Był otwarty, co jednoznacznie mówiło, że Rocket już wrócił. Posłałam mu przelotne spojrzenie, podczas wbiegania na górne piętro domu. Wparowałam do łazienki i szybko zrzuciłam z półki koszyczek z tabletkami.
- Przeciw bólowe? - uniosłam brew, patrząc na żółte pudełeczko. - A może lepiej te na zatrucie pokarmowe? - pytałam samą siebie.
Ostatecznie wybrałam te przeciwbólowe, żeby czasami nie zaszkodzić sobie mocniejszymi tabletkami. Wyszłam ze środka pozostawiając syf na całej powierzchni podłogi łazienki. Naprzeciwko drzwi stał Kiba, opierający się o ścianę.
- Słucham teraz. O co chodzi? - zapytał, najprawdopodobniej dostrzegając za mną kilkanaście pudełeczek.
- To? - odwróciłam się. - Niee... To Rocket szukał tabletek na ból głowy! - uśmiechnęłam się niepewnie.
Chyba w nieodpowiednim momencie dostrzegłam, że szop cały czas stał obok wpatrzony w nas. Uśmiech lekko się zmniejszył, a ja zaczęłam szukać kolejnej wymówki.
- Na zebraniu zrobiło mi się nie dobrze, okay? Nie zrozumiecie, to są kobiece sprawy - wyminęłam ich szybko.
- Ale i tak nie masz tych dni - wyczułam jego uśmiech za mną.
"Dzisiejsza noc, no k*rwa. Chyba się nie wywinę typową gadką kobiet..."
- Co ty tam wiesz! Idę... Spać, bo... Bo jestem zmęczona! - krzyknęłam, zatrzaskując się w swoim pokoju.
***Noc ( ͡° ͜ʖ ͡°)***
"Mdłości, złe samopoczucie, zawroty głowy, wymioty..." - prześledziłam wzrokiem kilka diagnoz, które właśnie wpisywałam w okienko wyszukiwarki. Kiba już dawno zasnął w moim łóżku, więc miałam pewność, że nie widzi jasnego ekranu laptopa. "Te cztery objawy mogą wskazywać na pojawienie się ciąży u kobiety, lecz są też oznaką innych chorób..." - widząc pierwsze zdanie, od razu przed oczami pojawił mi się dzisiejszy poranek. Zamknęłam kartę, tak samo szybko jak klapkę laptopa. "DZIECKO?!" - moja dusza wyzierała się z przerażenia, ale z zewnątrz nic nie było widać. "To jeszcze nie jest pewne, Vane... Może po prostu jesteś chora na coś... Tam..." - uśmiechnęłam się, starając pocieszyć samą siebie.
Na palcach udałam się w stronę łazienki. Wśród porozrzucanych pudełeczek, dostrzegłam jedno charakterystyczne. Z małym dzieckiem na opakowaniu...
- To miało być tylko do sprawdzania się po imprezach... - szepnęłam, domykając drzwi.
Wzięłam przedmiot do ręki i spojrzałam do środka. Jeden, nie zużyty test...
Wykonałam wszystkie czynności według instrukcji umieszczonej na opakowaniu. Teraz musiałam czekać dziesięć minut, aż ukaże się wynik... Wpatrzona w naścienny zegar, czekałam...
***10 minut później..***
- NO NIE! - wydarłam się, kurczowo trzymając w dłoni mały przedmiot.
Wykazywał on dwie kreski, czyli ciążę. Załamana, skuliłam swe nogi pod brodę. W jednym momencie całe życie przeleciało mi przed oczami. Z oczu, zaczęły mi wypływać pierwsze kropelki łez...
<Kiba? :D>
Subskrybuj:
Posty (Atom)