
niedziela, 9 lipca 2017
Corrinne Quill

Shawn Quill

- Lubi jeść lody.
- Ma Syndrom GSA
Od Shadow cd Petera
Drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich zdezorientowany Peter.
Zerkęłam na niego przez zaledwie chwilę, po czym wróciłam do wykonywanej dotychczas czynności, czyli spania.
— Co, gdzie, kiedy, jak? — usłyszałam serię pytań jakby przez mur.
— Nie wiesz, jak się na świecie pojawiają dzieci? — zażartowałam.
— Nie było mnie zaledwie parę godzin...
— Nie krzycz tak... Daj mi spać... — walnęłam głową w poduszkę.
— Przecież mówię normalnie. — fuknął pod nosem.
— Po prostu daj mi spokój. Zmęczona jestem. Dzieciaki są już przebadane przez lekarza i śpią. Chcę do nich dołączyć. — mruknęłam z twarzą w materiale.
— Jakie maleństwa... — usłyszałam po paru minutach.
— Bo to wcześniaki, baranie...
Uznałam, że teraz nie zasnę przez Petera, więc wstałam i powoli zbliżyłam się do łóżeczka.
— Mali Shawn i Corrinne, hm?
Przytaknęłam. Chłopiec otworzył na chwilę oczy, zrobił skwaszoną minę i już miał zacząć płakać, gdy ręka siostry objęła go. Uspokoił się i znowu zasnął.
— Są urocze, prawda? — uśmiechnęłam się.
— Tak... — szepnął, całując me czoło — Dobrze się spisałaś.
Miałam złe przeczucia co do przyszłości, jednak nie chciałam się nimi dzielić z towarzyszem.
Peter? Wyszło źle, ale jest c:
Od Petera CD Shadow (Odrobinkę +18)
- Nie przejmuj się nim - powiedziała dziewczyna, z którą akurat tańczyłem.
Z tego co zauważyłem, była to jedna z koleżanek Shadow. Uśmiechała się ciepło w moją stronę, starając się zapewnić, że "wszystko będzie dobrze".
- Nienawidzę takich gości... - mruknąłem pod nosem, zmierzając faceta wrogim wzrokiem.
- Eee tam... Zlała go - stwierdziła, wzruszając ramionami. - Od razu widać.
- Jesteś pewna? - uniosłem pytająco brwi, zwracając wzrok na nią.
- Jak nigdy dotąd - prychnęła, przechodząc dalej do innego mężczyzny.
Minęło mnie jeszcze kilkanaście różnych kobiet, zanim z powrotem zawitała w mych ramionach ta jedyna. Spojrzałem prosto w jej szklane oczy... Uśmiechnęła się delikatnie, zapewne wiedząc, że żaden inny mężczyzna tego wieczoru już jej nie dotknie. Pociągnąłem ją za sobą w odosobniony od ludzi kąt, po czym jeszcze raz namiętnie pocałowałem. Tej nocy, pragnąłem jej.
- Nie chcę się narzucać... - wyszeptałem jej do ucha, delikatnie przeczesując dłonią swoje włosy.
- Chodź... - powiedziała cicho, chwytając mnie za rękę.
Podążyłem za nią, przez ciemne korytarze. W ciągu kilku minut dotarliśmy do dużej komnaty, która zapewne była jej przydzielona. Bez zastanowienia, odrzuciłem na bok kamizelkę i rozpiąłem kilka guzików koszuli. Na ziemi wylądował również krawat. Zbliżyłem się do dziewczyny i nie czekając, wpiłem się w jej usta. Kolejne części naszej garderoby co chwilę lądowały na ziemi... Tego wieczoru, nigdy nie zapomnę...
Od Shadow cd Peter
Przez chwilę sztywno wpatrywałam się w pustkę, choć przede mną tańcowały barwy. Moja pięść się zacisnęła, po czym rozluźniła. Odwzajemniłam ruch Petera.
Zza pleców, a raczej z końca sali usłyszałam uradowane piski... Wiedziałam! Wiedziałam, że zrobiły to specjalnie! Ugh... Pożałują tego jeszcze!
— Pocałunek zazwyczaj odbywa się na końcu... — zażartowałam z uśmiechem.
— A po co czekać? — odparł. Na twarzy miał wielkiego banana, jakby był zadowolony z siebie. — Zawsze chciałem to zrobić.
— Pedofil. — mruknęłam ze skwaszoną miną, choć moje oczy się śmiały.
Dalej tańczyliśmy, a nawet moje nowe znajome przestały się nawet na nas patrzeć.
— Odbijany! — zaśmiał się ktoś i większość obecnych zmieniła pary. Choć tego nie chciałam, wylądowałam z jednym z kotów.
— Witaj M'Lady. — zaczął kocur — Zwę się Romeo. Skąd pochodzisz i jak się nazywasz?
Uśmiechnęłam się lekko.
— Reev.
— Ah, to ty jesteś tą walkirią, którą próbują zeswatać me siostry... — prychnął — Nie wiem, czy taka piękność jak ty, zasługuje na...
— Na pewno jest bardziej odpowiedni, niż ty. — syknęłam, a poprało mnie chichotanie Sabriny.
Zrobiło mi się trochę żal kota, któremu chyba trochę wjechałam na ambicje. No ale, jak to mówią, ż y c i e!
< Peter? buhahahahahahahahahahahhaha >
sobota, 8 lipca 2017
Od Petera CD Shadow
- Coś mi tu ściemniasz - uśmiechnąłem się delikatnie, ukradkiem chwytając ją za rękę.
Jakby w jednym momencie odrobinę zbladła. Wiedziałem, że ma ochotę stąd jak najszybciej zniknąć, lecz z jakiegoś powodu - nie wyrwała się. Słysząc w głośnikach dosyć powolny kawałek, bez zastanowienia porwałem ją na parkiet. Objąłem ją w pasie, a ona umieściła swoje ręce na mojej szyi.
- Mówiłaś, że nie umiesz tańczyć... - wyszeptałem, uśmiechając się delikatnie.
- Bo taka prawda - stwierdziła, chyba po raz pierwszy od jakiegoś czasu, spoglądając mi prosto w oczy. - Nie było okazji... - dodała nieco ciszej, na chwilę spuszczając wzrok.
- Mam się czuć zadowolony, że udało mi się zaciągnąć ciebie do tańca? - zapytałem pół-żartem.
- Chyba tak - odpowiedziała, tym razem delikatnie unosząc kąciki swych ust.
- I tak wydajesz się być wyszkolona w tego typu rzeczach - stwierdziłem, do tego przytakując sobie głową.
Nie mogłem się powstrzymać. Wyglądała przepięknie... Te same uczucia sprzed roku - wróciły niemalże od razu, gdy zobaczyłem ją tamtego wieczoru. Nie potrafiłem dłużej czekać, pochyliłem się delikatnie i bez zastanowienia ją pocałowałem...
<Shadow? Gdzieś mi się zgubił lenny face...>
Od Shadow cd Peter
Białowłosa dziewczyna ciągnęła mnie za rękę, przez, jak się zdążyłam zorientować, zamkowe korytarze.
— Jestem Catrinss. A tam z tyłu jako koty są Perr i Sabrina. — oglądnęłam się na jedyne kotki, które nie stały na dwóch nogach jako ludzi.
Sabrina, czarna kotka o złoto-zielonych, toksycznych oczach. — zanotowałam w myślach. Perr była trikolorką z fioletowymi, wyraźnie półślepymi oczami. Catrinss przedstawiała kolejne dziewczyny. Zapamiętałam jedynie Nessi, Coffe, Katie, Blink i Julie.
A było ich jeszcze więcej!
Ukrycie zaczęłam uwielbiać ich ogony i delikatne uszy, które pozostały z formy kociej. Wyglądały z nimi uroczo.
— No, jesteśmy! — puściła mnie tylko po to, by otworzyć drzwi i pomocą Nessi wepchać mnie do środka.
— Chwila! Co wy zamierzacie ze mną zrobić?!
— Ubrać w ładniejszą sukienkę... — zaczęła wyliczać Catrinss, jak się okazało, żona Conana, tego burego kota. Przy tym wskazała na moją brązową, trochę potarganą.
— Uczesać, pomalować... — dodała Perr.
Trochę protestowałam, gdy pokazały mi to coś, w co chciały mnie ubrać. Niby zwykła, biała sukienka z kryształkami, ale... Nieeee!
Potem posadziły mnie na krześle i zaczęły rozczesywać włosy. Mimo grożenia im, że je podpalę, nie zrezygnowały z warkocza i wplecienia w niego kwiatów. Jasnoróżowych, maleńkich różyczek...
— Nieeeeeeeee! Zdejmijcie to ze mnieeeeeeeeee! — wydarłam się, próbując strzepnąć ozdoby.
Koniec końców miałam jeszcze dodatkowo lekki makijaż, kolczyki i naszyjnik.
Widząc się przed lustrem, w myślach chciałam sobie strzelić w łeb.
— Przeżyjesz! — pocieszała mnie Sabrina.
— Ty przynajmniej normalnie wyglądasz. — westchnęłam, zerkając na ciemnowłosą dziewczynę.
— Jak chcesz mu się spodobać, to przecierpisz!
— Moż... Czekaj, co?! Czy wy próbujecie nas zeswatać?! My się nawet nie znamy!
— Ty może nas nie, walkirio Shadow Reev Melody Lee.
O shit...
— Skąd... Jak... — wybełkotałam — Mam jakieś schizy...
— Chodźcie! Już się zaczęło!
Peter? Taki odpis nic nie wnoszący do fabuły... ;*

