niedziela, 12 marca 2017
Od Vane CD Gilbert
- CO!? - krzyknął, łapiąc się za głowę. -Ty mała... - syknął przez zęby, zwracając wzrok na piorące urządzenie.
- Nie no, żartuję! - prychnęłam, wyciągając przedmiot z kieszeni. - Wiesz... Muszę Ci coś powiedzieć w sekrecie.. - szepnęłam patrząc na smartfona. - Bo tak się złożyło, że ponad 50% populacji używa kodu 1 2 3 4 - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Oddawaj - mruknął pod nosem, starając się odebrać mi telefon.
- Ach, że to? - pomachałam przed jego nosem urządzeniem.
- Nie udawaj głupiej - wywrócił oczami.
- No dobra, masz - wyciągnęłam w jego stronę przedmiot. - Ale i tak musisz czekać na ubrania, bo nie pożyczę Ci swoich - uśmiechnęłam się pod nosem.
Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do szafy z ubraniami. Wyciągnęłam losowy outfit, po czym od razu udałam się do łazienki. Pidżama pidżamą, ale i tak miałam w niej wiele kieszeni. Na nóż, pistolet i kilka innych pierdółek. W każdym razie, odłożyłam wszystko na umywalkę i zabrałam się za zakładanie drugiego stroju.
Wychodząc z łazienki od razu usłyszałam czyjeś rozmowy na dole. Zdziwiona, zeszłam po schodach, a moim oczom ukazał się Gilbert i... Rocket?
- Jakaś grupka debili... - mruknął niezadowolony szop, trzymając się za oko.
- Czegoś konkretnego chcieli? - zapytał Gilbert.
Podsłuchiwanie - tsa... Coś co lubię robić, ale później źle się z tym czuję. Jednak, jeśli chodzi o Rocket'a, chciałam się dowiedzieć o co poszło. Sam, zapewne by mi nie powiedział.
- Głównie pieniędzy, ale gadali coś o tym, gdzie mieszka Vane. Zapewne przez to głupie ogłoszenie w internecie, teraz chcą zdobyć 40 koła za głowę przywódcy. Kojarzą mnie już, że znam Vane i z nią mieszkam... - westchnął, siadając na kanapie. - Nie powiedziałem im, więc dostałem wpier*ol.
- Wiesz, że jak ona o tym usłyszy, to będziesz miał jeszcze większy opieprz? - prychnął Gilbert, rozkładając się na kanapie.
- Ta... - mruknął.
"Dobra Vane. Albo udajesz głupią, albo wszystko słyszałaś... Eh..." - przejechałam dłoniami po twarzy. "No dobra.."
- Gilbert czy... - schodziłam dalej po schodach w dół. - Rocket?! Co Ci się stało?! - krzyknęłam starając się jak najbardziej udawać zdziwioną.
- Przewróciłem się na ziemię i uderzyłem głową w kamień - powiedział szybko.
- Nie ważne... Musimy to szybko odkazić - tym razem moje przejęcie było prawdziwe, gdyż z bliska ta rana wyglądała kilkaset razy gorzej. - Gilbert, błagam Cię! Idź po to pudełko co jest na górze! - krzyknęłam, przyglądając się mu błagającym wzrokiem.
Ten tylko wywrócił oczami i udał się na górę.
- Jak i kto Ci to zrobił? - ponownie udawałam głupią.
- Tłumaczyłem, że się przewróciłem!
- Nie kłam - powiedziałam z naciskiem. - I odsłoń to oko - starałam się zsunąć jego łapkę z pyszczka.
- Zostaw, sam sobie dam radę... - wciąż się upierał.
- Rocket, chyba nie chcesz iść do weterynarza? - zaśmiałam się, spuszczając dłonie w dół.
- Ekhm... - warknął pod nosem. - Niech Ci będzie...
Co prawda. Śliwy nie było widać, gdyż była przykryta przez gęste futro. Niestety, inne rany zadane czymś ostrym dawały po sobie znak...
- Kto Ci to zrobił... - zakryłam usta dłońmi. - Nie powinieneś wychodzić beze mnie. Masz mi obiecać, że już nigdy tego nie zrobisz - powiedziałam tonem bliskim płaczu.
- No dobrze... - spuścił głowę.
- Vane, czy czegoś czasami nie zostawiłaś na górze? - odezwał się głos za mną.
Zwróciłam się w tamtą stronę. Gilbert Trzymał portfel ze wszystkimi dokumentami... Czyli wyjdzie stąd wcześniej niż myślałam...
- Zrobisz teraz, co chcesz... - westchnęłam, wciąż mówiąc załamanym głosem. - Jeżeli chcesz, to mogę Ci nawet wezwać taksówkę...
<Gilbert? Skleroza xD>
sobota, 11 marca 2017
Od Gilberta CD. Vane
- Nie... Masz najpierw zjeść... A może jednak cię nakarmić? - Uśmiechnęła się złośliwie, na co skrzywiłem się i wziąłem do ręki tosta.
Zlustrowałem go wzrokiem.
- Jesz czy nie? - Przekrzywiła delikatnie głowę na bok, przyglądając się mi.
- Hmm...? Zastanawiam się czy nie jest otrute... - Odparłem i obróciłem tosta w palcach. - Nie chcę ryzykować...
Już chciałem coś dopowiedzieć, ale dziewczyna wepchnęła mi drugiego tosta do ust. Zaskoczony wyplułem go spowrotem na talerz.
- Co ty robisz?! - Warknąłem na nią zdenerwowany i walnąłem pięścią w stół.
- Spokojnie Gilberciku... Ktoś ci kiedyś mówił, że za dużo gadasz? - Z irytującym uśmieszkiem poprawiła swoje włosy, które wpadały jej do oczu.
- Zamknij się już... - Mruknąłem i mimo wielkiej niechęci zacząłem jeść. - Obrzydzasz mi jedzenie...
- A ty mi życie... - Prychnęła, opierając głowę na dłoni.
- Było mnie nie ratować... Sam bym sobie poradził....
- Chciałam wygrać zakład...
- Uważaj dziewczynko... - Przełknąłem kęs tosta. - Zakłady to hazard... A hazard uzależnia...
- Mały Gilbercik powinien bardziej skupić się na jedzeniu... - Wskazała na okruszki na stole. - Jakie niewychowane dziecko...
Strzepałem szybko okruchy na ziemię i biorąc ostatni kęs do ust, wstałem od stołu.
- A posprzątać po sobie to nie łaska? - Skomentowała jak zwykle pewna siebie.
- To ja tu jestem gościem...
- Prędzej szkodnikiem i darmozjadem...
- Dobra... Przestań biadolić i oddawaj mi portfel... - Wystawiłem w jej stronę dłoń. - I jeszcze do tego mój płaszcz i koszulkę...
- Nie podziękujesz za opiekę?
- To było narzucenie się... Nie chciałem twojej pomocy... - Westchnąłem cicho i podrapałem się po czuprynie.
- Gdybym ci nie pomogła to byś umarł...
- Trudno... - Ruszyłem ramionami, czując przy tym nieprzyjemny ból. - Oddawaj moje rzeczy...
- Twoje ciuchy są w praniu, a co do tego... - Wskazała na mój portfel, który trzymała w dłoni. - Chyba będziesz musiał mi zapłacić... Hm... Za zmarnowany czas, waciki, pościel... - Zaczęła wymieniać, a ja pokręciłem głową nie dowierzając w to co słyszę.
Wyminąłem ją i poszedłem do sypialni, w której się obudziłem. Znalazłem w niej dużo ciuchów dziewczyny i chociaż bardzo bym chciał coś z tego włożyć na siebie, to niestety to wszystko było zbyt ciasne i małe... Usiadłem na łóżku i z przyzwyczajenia sięgnąłem do kieszeni, jednak przypomniałem sobie, że nie mam na sobie płaszcza, w którym były moje papierosy. No właśnie! Co ona z nimi zrobiła? Poszedłem do łazienki i spojrzałem w stronę pralki. Kucnąłem przy niej i spojrzałem na wirujące w niej ciuchy. Dostrzegłem również mokre opakowanie petów i zapalniczkę, która co chwilę obijała się o metalowe ścianki pralki. Trzasnąłem pięścią w wirujący sprzęt i przegryzłem wargę.
- Chyba będziesz musiał troszkę poczekać, chyba że chcesz tak paradować sobie na zewnątrz półnagi... - Odezwała się nagle dziewczyna, która oparła się o framugę drzwi.
Prychnąłem pod nosem i ponownie ją ominąłem.
Moje papieroski...! Jak on mogła?!
Wróciłem do sypialni i zmieniłem opatrunek, a także odkaziłem porządnie ranę. Piekło jak cholera, ale zacisnąłem zęby i wytrzymałem to. Zakręciłem buteleczkę spiritusu i odłożyłem ją na szafkę nocną.
A gdzie mój telefon?
- Dziewczynko! - Wydarłem się i po chwili do pokoju weszła dziewczyna. - Gdzie mój telefon?!
< Vane? XD >
Od Vane CD Shadow
"Kolejny zamach zorganizowany przez zbuntowanych... Kilkanaście osób nie żyje... Jedna osoba wyszła cało... W śpiączce..."
czwartek, 9 marca 2017
Od Shadow
Zbliżyłam się do obskurnego budynku, w towarzystwie dwóch rogatych psów. Już po otworzeniu drzwi uderzył we mnie drażniący zapach alkoholu, wymiocin i krwi. Jedna z hybryd wtuliła pysk w moje biodro, a druga położyła uszy i zaczęła warczeć. Ruchem ręki uciszyłam Ashton'a. Posłusznie przestał, jednak jego uszy, jak i ogon, wskazywały, że w każdej chwili jest gotowy do ataku.
To była jedna z tych chwil, w czasie której cieszyłam się, że normalni ludzie widzą jedynie dwa, wysokie i wychudzone, płowe charty. A przynajmniej do póki one tego chcą.
Ashley delikatnie dźgnęła rogami przyjaciela. Ten podskoczył, wyraźnie zdenerwowany.
Westchnęłam, obserwując, jak toczą niemą dyskusję. Zaraz zapewne zacznie się między nimi walka.
Przeszkodziły im w tym krzyki. Na początku myślałam że to po prostu kolejna bójka, jak to w takich miejscach bywa, jednak po chwili wszystko pokrywały płomienie. Ashley i Ashton od razu do mnie przybrnęli. Nagle, coś spadło z hukiem. Dym wypełnił pomieszczenie.
Dzięki swojej mocy, mniej-więcej wiedziałam co się dzieje, jednak nie mogłam się ruszyć, przygnieciona stolikiem. Ash stał przy przedmiocie i głośno skomlał, a Ley, którą zdążyłam odepchnąć, kuliła się obok mojej głowy. Próbowałam podźwignąć się na łokciach, jednak bezskutecznie.
W tym chaosie dostrzegłam osobę. Była dziwnie spokojna. To ona to zrobiła. Jednak, nie mogłam nic określić płci, czy wysokości, gdyż moje czoło spotkało się boleśnie z ziemią - straciłam całkowicie kontakt z rzeczywistością.
~*~
Zmrużyłam oczy, oślepiona bielą sufitu. Jedynym dźwiękiem były charakterystyczne sygnały z maszyn.
Coś trąciło moją dłoń. Uśmiechnęłam się i pogładziłam pysk psa. Wyczułam dwa, małe rogi, co oznaczało, iż to Ashley. Podniosłam głowę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to Ashton, pilnujący drzwi. Potem gazeta przy szafce nocnej.
Kolejny zamach zorganizowany przez zbuntowanych... Kilkanaście osób nie żyje... Jedna osoba wyszła cało... W śpiączce...
Przeskakiwałam co parę słów. Lekturę przerwało mi odkaszlnięcie. Szybko podniosłam wzrok.
— To ty. — mruknęłam.
Postać przyśpieszyła kroku.
— Trzeba cię stąd zabrać. — bez zbędnych ceregieli człowiek zaczął odpinać mnie od aparatury.
— Ej, kim ty w ogóle jesteś?! — fuknęłam.
— Kimś takim jak ty. — padła odpowiedź.
< Ktoś? X3 >
środa, 8 marca 2017
Shadow Reev Melody Lee Mayer

poniedziałek, 6 marca 2017
Od Vane CD Kiba
- Co ja zrobiłam... - szepnęłam sama do siebie, związując włosy w dwa kucyki.
- Przespałaś się ze mną - Kiba wychylił się zza kanapy, wciąż mając na swojej twarzy minę pedofila.
- Zamknij się - warknęłam, patrząc na niego zabójczym wzrokiem.
Gdyby nie fakt, że jest on jednym ze zbuntowanych i bratem Tsume, już dawno skończyłby na cmentarzu. Spojrzałam na niego przelotnie, lecz gdy dostrzegłam, że nie ma koszulki od razu wlepiłam w niego swój wzrok.
- Ubierz się debilu, bo ktoś tu zaraz przyjdzie i będziemy mieli problem - zaczęłam zbierać ze stolika wszystkie butelki i śmieci po... "Mini imprezie, która zawsze źle się kończy".
- Nie mam w co - wzruszył ramionami wskazując na koszulkę, która leżała rozdarta na podłodze. - Sama mi ją ściągałaś - wyszczerzył się, zbliżając swą twarz do mojej.
- Nawet nie próbuj. Następnym razem zranię Cię o wiele poważniej - mruknęłam, zawiązując czarny worek.
Szybko podeszłam do drzwi i wyrzuciłam przedmiot do pobliskiego kosza. Nie chciało mi się tego wszystkiego segregować. Nie w tej chwili.
- Zaraz przyniosę Ci jakąś koszulkę - mruknęłam, przymykając na chwilę oczy.
Gdy je ponownie otworzyłam, znalazłam się w centrum Nowego Jorku w przebieralni. Odsłoniłam zasłony, po czym szybkim krokiem podeszłam na dział męski. Wzięłam z wieszaka losową koszulkę. Rozglądnęłam się - Nikt nie zobaczy... - schyliłam się na moment w geście podniesienia czegoś. W rzeczywistości, przeniosłam się z powrotem do domu.
- Ubierz to - podałam mu t-shirt.
- Ależ nie mogę brać od Ciebie takich rzeczy! - uśmiechnął się z pogardą, podnosząc ręce.
- Bierz. Kosztowało mnie to chwilę strachu - zaśmiałam się cicho, ściągając przedmiot z wieszaka.
Na całe szczęście nie musiałam mu kolejny raz powtarzać. Posłusznie włożył ubranie i z rękoma w kieszeni stał przede mną.
- To co robimy? - zapytał, unosząc jedną z brwi.
- Dzwonię po Tsume - uśmiechnęłam się złośliwie, biorąc do rąk telefon.
<Kiba? Won do domu xD Nie no żartuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>