- Nie jestem na przesłuchaniu - mruknęłam pod nosem, nalewając do szklanki soku. - Lepiej ty opowiedz coś o sobie - oparłam się plecami o blat, przy tym powoli sącząc zimny napój przez słomkę.
Wtedy zauważyłam jak chłopak zaczyna zionąć dziwnym, niebieskim ogniem. Czkał przy tym co kilka sekund.
- Ee? Co Ci się dzieje? - zapytałam szybko, przyglądając się ogniu.
- Czkawka - wydukał szybko, zanim znowu nie pochłonęła go ta sama czynność. - Musisz - powiedział niewyraźnie. - Mnie przestraszyć - dokończył, zatykając swe usta.
Nic to nie podziałało, a niebieski ogień wciąż wypływał przez jego palce. Co może go... - wyjrzałam za jego plecy, gdzie leżał zwykły pistolet na kulki. Podbiegłam do niego, po czym jakby nigdy nic stanęłam przed chłopakiem, a broń uniosłam do góry. Wystrzeliłam jeden z pocisków w górę. Felix od razu odskoczył na bok, o mały włos nie uderzając w stół.
- Skąd ty?! - krzyknął wyraźnie przerażony.
Czkawka najwyraźniej minęła, ponieważ przez kilka sekund ciszy nie odbiło mu się ani razu.
- Muszę być zabezpieczona przed wszystkim - uśmiechnęłam się delikatnie. - Wracając do tematu... Może to ty powiesz coś o sobie?
- Lubię popcorn - wyszczerzył się głupawo. - Co do hobby... Znam się bardzo dobrze na informatyce. Bez problemu potrafię stworzyć robota, który będzie się zachowywał jak żywy - skrzyżował ręce, przybierając dumną z siebie minę. - Teraz ty - oznajmił.
- Lubię Pringlesy, konie i filmy o westernie - przedstawiłam krótko.
- A hobby? - zapytał szybko.
- Zabijanie innych? - uśmiechnęłam się delikatnie. - A tak szczerze, to rysowanie - wzruszyłam delikatnie ramionami, odkładając kubek do zlewu.
- Pokażesz mi jakieś swoje prace? - zeskoczył z krzesła, po czym zbliżył się do mnie o kilka kroków.
- Nie - prychnęłam, krzyżując ręce. - Idź już spać dzidziusiu - złośliwy uśmiech od razu wpłynął na moją twarz.
- Kogo to nazywasz dzieckiem? Jestem starszy od ciebie! - zaśmiał się.
- Ale o wiele głupszy i mniej rozwinięty intelektualnie - wyminęłam go, od razu podchodząc do jednej z szaf.
Wyciągnęłam z górnej półki szary koc oraz poduszkę. Oba przedmioty rzuciłam na kanapę stojącą kilka metrów obok.
- Śpisz w salonie - powiedziałam na przechodniu, kierując się w stronę drzwi od swojego pokoju.
- Dzięki, dobranoc! - krzyknął za mną, wciąż mając wyraźny uśmiech na twarzy.
- Branoc.
Otworzyłam drewniane drzwi, które po lekkim odchyleniu wydały z siebie charakterystyczny dźwięk. Zamknęłam je za sobą, żeby w następnej kolejności od razu skierować się do łazienki. Będąc już w niej - spojrzałam w lustro, na swoje odbicie. Po co ja mu pomagam...? - wyszeptałam sama do siebie, opierając się dłońmi o umywalkę. - Widocznie nie potrafię żyć w samotności, tak jak niegdyś mój ojciec... - westchnęłam cicho, ściągając z siebie dżinsową katanę. Odrzuciłam ją na bok. Moje dłonie, znowu zaczęły krwawić z miejsc, z których wysuwały się moje pazury.
- Cholera... - wyszeptałam, nerwowo przemywając dłonie wodą.
Szybko dorwałam bandaż z półki... Zawsze był przygotowany w tym samym miejscu. Owinęłam nim ręce, po czym zakręciłam wodę. Zrezygnowana wyszłam z łazienki i od razu rzuciłam się na łóżko. Przymknęłam delikatnie oczy... Znowu to samo uczucie... Po co ja mu pomagam. Dlaczego pozwoliłam mu to przyjechać? Mogłam go zostawić wtedy... W końcu jest z GotG... Jeden z wrogów mniej...
- Laura, chyba ktoś podjechał pod dom - doszedł do mnie głos zza właśnie otwierających się drzwi.
Szybko poderwałam się z łóżka. Podbiegłam do okna... Rzeczywiście... Jakiś wóz właśnie zatrzymywał się kilkanaście metrów od drzwi wejściowych domu. Przedostałam się do salonu, a z kominka wzięłam broń. Podałam ją chłopakowi.
- Wiesz jak strzelać? - zapytałam, a on od razu pokiwał delikatnie głową. - Pora abyś się wykazał swoimi umiejętnościami...
- Mamy zabijać? Może oni są pokojowo nastawieni..,? - wyszeptał, przeładowując broń.
- Znam ich... Lepiej uniknąć niepotrzebnej rozmowy...
Spojrzałam na dłonie, które delikatnie ociekały krwią. Przeklęłam cicho...
- Co Ci się... - nie dokończył pytania, ponieważ uciszyłam go szturchnięciem w ramię.
- Poczekaj tutaj, nie wychodź póki... - zawiesiłam na chwilę głos. - Po prostu czekaj.
Wyszłam za drzwi frontowe od domu. Ręce schowałam za plecy, żeby nie wyglądać zbyt podejrzanie... Lampy samochodu dokładnie ukazywały moją postać.
- Rodziców nie ma w domu - powiedziałam najsłodszym tonem na jaki było mnie stać.
- Wiemy kim jesteś... - odezwał się jeden z mężczyzn, podchodząc do mnie o kilka kroków.
- Ale o co panu chodzi? - zapytałam cicho. - Mieszkam tu od niedawna i...
Wyciągnął z sakiewki broń, a dokładniej pistolet. Wystrzelił jedną kulkę w moją stronę... Niezbyt mądre zachowanie, jak na osobę "która mnie zna". Wzruszyłam delikatnie ramionami... Nic nie zrobił mi jego postrzał. Amunicja w ciągu kilku sekund wylądowała na ziemi, a moje ciało przeszło do regeneracji. Uśmiechnęłam się dumnie, a z moich pięści... Cholera, co się dzieje? Zakręciło mi się w głowie, podczas próby wysunięcia pazurów - swej jedynej broni w tym momencie. Zacisnęłam mocniej pięści... No dalej... - przyjrzałam się amunicji, która spoczywała na ziemi. Musiała być zatruta jakimś świństwem... Spojrzałam kątem oka na chłopaka, który przypatrywał się wszystkiemu z okna. Dałam mu krótki sygnał ręką.
- Proszę... - warknęłam sama do siebie.
Przymknęłam na chwilę oczy, drżącą dłonią chwytając nieśmiertelnik ojca. Kiedy ponownie je otworzyłam, ma podręczna broń była już na swoim miejscu. Zanim nie minęła minuta, niektórzy mężczyźni znaleźli się w samochodzie. Dwóch nie zdążyło uciec... Zginęły na miejscu, chcąc mnie zaatakować "ręcznie". Zanim się obejrzałam, odjeżdżali spod domu zostawiając za sobą sam kurz.
- Dobra robota... - powiedziałam w stronę chłopaka, który wciąż kurczowo trzymał pistolet w prawej ręce.
Byłam tak cholernie zmęczona... Co się ze mną działo? Nigdy dotąd nie czułam zmęczenia. Spojrzałam niewyraźnym wzrokiem na Felixa, który wciąż mi się przyglądał.
- Lau, czy wszystko okay? - zapytał, przekrzywiając pytająco głowę.
Miałam dużą ochotę odpowiedzieć "Nie", lecz w ostateczności powstrzymałam się.
- Tak, oczywiście... - wyszeptałam, ciężkim krokiem wchodząc do środka.
<Felix? Wiem, jestem dziwna c: >
niedziela, 18 czerwca 2017
Od Felixa CD Laura
- Chcesz coś do jedzenia? - spytała. Pokręciłem głową na znak zaprzeczenia.
- To znaczy, że jesteś sierotą...? - spytałem niepewnie. Wzruszyła ramionami.
- W pewnym sensie - odpowiedziała. Uśmiechnąłem się lekko.
- A wiesz, że ja też... Widzisz? Pierwsza wspólna cecha. Oboje my sieroty... - usiadłem na krześle po turecku, jak raczej nie powinno się siadać na na krzesłach, ale tak było mi najwygodniej.
- Znasz jakieś żarty, dowcipy, może nawet suchary? - spytałem, przechylając lekko głowę. No tak siedzieć w ciszy, to jakoś niemarawo. Spojrzała na mnie z powąpieniem.
- Może - odrzekła. Bez żadnych uczuć.
- Opowiedz! - krzyknąłem z szerokim uśmiechem. Przewróciła oczami. Widocznie nie miała zamiaru... Usiadłem "normalnie" i spojrzałem w blat stołu. Głupio się zrobiło... I cicho.
- Opowiesz więcej o sobie, Lauf? - spytałem w końcu.
- Jestem Laura... - wyszczerzyła przez zęby. Najwyraźniej nie lubiła przezwisk.
- To wiem, ale może coś więcej? Czym się interesujesz? Co lubisz? I te pe... - powiedziałem oskarżycielskim tonem i się zaśmiałem niczym idiota. Już po chwili czknąłem, a co za tym idzie, zianie małą ilością błękitnego ognia... Nienawidziłem tego...
<Lauf? XD>
- To znaczy, że jesteś sierotą...? - spytałem niepewnie. Wzruszyła ramionami.
- W pewnym sensie - odpowiedziała. Uśmiechnąłem się lekko.
- A wiesz, że ja też... Widzisz? Pierwsza wspólna cecha. Oboje my sieroty... - usiadłem na krześle po turecku, jak raczej nie powinno się siadać na na krzesłach, ale tak było mi najwygodniej.
- Znasz jakieś żarty, dowcipy, może nawet suchary? - spytałem, przechylając lekko głowę. No tak siedzieć w ciszy, to jakoś niemarawo. Spojrzała na mnie z powąpieniem.
- Może - odrzekła. Bez żadnych uczuć.
- Opowiedz! - krzyknąłem z szerokim uśmiechem. Przewróciła oczami. Widocznie nie miała zamiaru... Usiadłem "normalnie" i spojrzałem w blat stołu. Głupio się zrobiło... I cicho.
- Opowiesz więcej o sobie, Lauf? - spytałem w końcu.
- Jestem Laura... - wyszczerzyła przez zęby. Najwyraźniej nie lubiła przezwisk.
- To wiem, ale może coś więcej? Czym się interesujesz? Co lubisz? I te pe... - powiedziałem oskarżycielskim tonem i się zaśmiałem niczym idiota. Już po chwili czknąłem, a co za tym idzie, zianie małą ilością błękitnego ognia... Nienawidziłem tego...
<Lauf? XD>
Od Laury CD Felix
Znowu to samo uczucie - jestem zbyt poważna. W głębi duszy cicho się zaśmiałam, lecz z zewnątrz zachowałam ten sam wyraz twarzy.
- Potrafisz dochować tajemnicy? - zapytałam cicho, skręcając w jedną z uliczek na drodze szybkiego ruchu.
- Nie mam zbyt wielu znajomych - jego uśmiech się zmniejszył, lecz wciąż pozostał cień po nim.
- Wychowałam się w laboratorium. Nie miałam matki. Zastępowała mi nią pielęgniarka - wyznałam, podpierając głowę lewą ręką. Prawą wciąż prowadziłam samochód. - Kiedy udało mi się uciec, zostałam pod opieką tej samej kobiety. Wtedy zaczęli nas szukać ci idioci... Eh... W każdym razie, zamordowali ją w krótkim czasie. Wtedy pojawił się bon - mój biologiczny ojciec. Nazywał się Logan, lecz mówiono na niego w kilka innych sposób. Wolverine - uniosłam do góry nieśmiertelnik, który zawsze spoczywał na mojej szyi.
Chłopak już miał otworzyć usta, gdy nagle zatrzymałam samochód. Byliśmy na miejscu. Opuszczony dom, który kilka tygodni temu przywłaszczyłam sobie na stałe. Posiadał pełne wyposażenie, jak i gaz, prąd oraz pitną wodę. Wyszłam z samochodu, co w następnej kolejności zrobił Felix.
- Jesteśmy - powiedziałam krótko, wyciągając z kieszeni kluczyki.
Nie mam pojęcia co stało się z rodziną, która kiedyś tu mieszkała. Najważniejsze dla mnie było to, że miałam gdzie spędzać noce.
- Witam w moich skromnych progach - otworzyłam drzwi, po czym weszłam do środka.
Zapaliłam światło w przedpokoju, a następnie powiesiłam plecak na jeden z wieszaków. Przeszłam dalej - do kuchni, w której jasna lampka zaświeciła się automatycznie.
- Chcesz coś do jedzenia?
<Felix?>
Od Felixa CD Laura
Odwróciłem wzrok. Chciałem być tylko miły, a poza tym, nie lubiłem siedzieć w ciszy. Po chwili nad moją głową zapaliła się przysłowiowa lampka. Spojrzałem na Laurę z uśmiechem.
- Opowiedzieć Ci dowcip? - spytałem, a mój uśmiech nadal nie znikał. Dziewczyna tylko westchnęła, przyjąłem to jako potwierdzenie.
- Jak czują się ogórki w śmietanie? - rzekłem. Laura siedziała cicho.
- Mizernie - mówiąc to, zrobiłem ruch rękami, co niby miało być "Ba Dum Tss". Widziałem jak koleżanka lekko się uśmiecha.
- Śmieszny kawał? - spytałem jak idiota.
Wzruszyła ramionami. Spojrzałem na nią oskarżycielsko.
- Tak? Nie? - spytałem. Cisza. Założyłem dłonie na piersi i spojrzałem przed siebie.
<Laura...?>
- Opowiedzieć Ci dowcip? - spytałem, a mój uśmiech nadal nie znikał. Dziewczyna tylko westchnęła, przyjąłem to jako potwierdzenie.
- Jak czują się ogórki w śmietanie? - rzekłem. Laura siedziała cicho.
- Mizernie - mówiąc to, zrobiłem ruch rękami, co niby miało być "Ba Dum Tss". Widziałem jak koleżanka lekko się uśmiecha.
- Śmieszny kawał? - spytałem jak idiota.
Wzruszyła ramionami. Spojrzałem na nią oskarżycielsko.
- Tak? Nie? - spytałem. Cisza. Założyłem dłonie na piersi i spojrzałem przed siebie.
<Laura...?>
sobota, 17 czerwca 2017
Od Laury CD Felix
Od razu zwróciłam uwagę na jego dziwny sposób mowy. Charakterystyczna, francuska wymowa.
- Mam niespełna dziesięć lat, a telefon posiadam od kilku miesięcy - powiedziałam krótko, chowając przedmiot do kieszeni. - W jakim świecie ty żyjesz?
(Przepraszam, ale wolę pisać to w normalnym języku. Po francusku pisać nie umiem ;c)
- Tym samym co ty - odpowiedział, wzruszając delikatnie ramionami.
- Znam całkiem dobre miejsce, w którym za dnia nas nie odnajdą - wpadło mi do głowy to zdanie, a w ułamku sekundy zostało ono wypowiedziane na głos.
- Więc prowadź - skinął głową, teatralnie kłaniając się przede mną.
- Dobrze, że ująłeś to w takim, a nie innym słowie - uśmiechnęłam się delikatnie, podchodząc do auta stojącego od nas o kilka metrów.
Szybko wybiłam w nim szybę, a wyjący alarm uciszyłam kilkoma sprawnymi demontażami elektroniki zawartej w środku samochodu. Z plecaka wyciągnęłam wsuwkę, którą umieściłam w stacyjce. Pojazd od razu odpalił, a wraz z tym otworzyłam drzwi pierwszego pasażera.
- Wsiadaj - skierowałam polecenie w stronę starszego chłopaka, stojącego z szeroko otwartymi oczami.
Gdy przez kilka sekund nie ruszył nawet palcem, przelustrowałam go zabójczym wzrokiem.
- Co Ci? Nigdy samochodu nie widziałeś? - zmarszczyłam brwi.
- Nie, nie... Już wsiadam - wszedł do środka, zasiadając na miejscu drugiego pasażera.
- Mam niespełna dziesięć lat, a telefon posiadam od kilku miesięcy - powiedziałam krótko, chowając przedmiot do kieszeni. - W jakim świecie ty żyjesz?
(Przepraszam, ale wolę pisać to w normalnym języku. Po francusku pisać nie umiem ;c)
- Tym samym co ty - odpowiedział, wzruszając delikatnie ramionami.
- Znam całkiem dobre miejsce, w którym za dnia nas nie odnajdą - wpadło mi do głowy to zdanie, a w ułamku sekundy zostało ono wypowiedziane na głos.
- Więc prowadź - skinął głową, teatralnie kłaniając się przede mną.
- Dobrze, że ująłeś to w takim, a nie innym słowie - uśmiechnęłam się delikatnie, podchodząc do auta stojącego od nas o kilka metrów.
Szybko wybiłam w nim szybę, a wyjący alarm uciszyłam kilkoma sprawnymi demontażami elektroniki zawartej w środku samochodu. Z plecaka wyciągnęłam wsuwkę, którą umieściłam w stacyjce. Pojazd od razu odpalił, a wraz z tym otworzyłam drzwi pierwszego pasażera.
- Wsiadaj - skierowałam polecenie w stronę starszego chłopaka, stojącego z szeroko otwartymi oczami.
Gdy przez kilka sekund nie ruszył nawet palcem, przelustrowałam go zabójczym wzrokiem.
- Co Ci? Nigdy samochodu nie widziałeś? - zmarszczyłam brwi.
- Nie, nie... Już wsiadam - wszedł do środka, zasiadając na miejscu drugiego pasażera.
***
Jazda samochodem nie sprawiała mi zbyt dużych trudności. Robiłam to na co dzień. Podobnie było z kradzieżami i zabójstwami innych ludzi... Na razie nikt nie potrafił mnie zidentyfikować. Podróż zapewne przeminęłaby w ciszy, gdyby nie nagłe pytanie chłopaka:
- Skąd jesteś? - zwrócił delikatnie głowę w moją stronę.
- Nie znam Cię - oddałam mu w odpowiedzi. - Błędem było podawanie moich podstawowych danych, a co dopiero...
<Felix?>
Od Felixa CD Laura
- Jestem Felix... - przedstawiłem się. - Felix Wolvi - rzekłem niczym James Bond.
- Laura Kinney - dziewczyna nadal patrzyła na mnie z podejrzliwością.
- Ejejej... Jestem spoko gośiu (gościu) - rzekłem z uśmiechem. Przeczesałem palcami swe śnieżnobiałe włosy. Jej mina mówiła sama za siebie, "ta... napewno". Rozumiałem, że nasze klany nie za bardzo za sobą przepadały, ale żeby aż tak ograniczać się?
- Zacznijmy od tego, żebymi poszli... Jak najdalej od miasta, bo prhędej czy później jasno będzie - dodałem z uśmiechem. Szczerzyłem się jak głupi do sera.
- Jest dopiero... - tu Laura spojrzała w ekran telefonu - północ...
- Ej! Ile Ty masz lat, ży masz telyfon? - spytałem z lekkim oburzeniem.
Laura spojrzała na mnie z powątpieniem.
- Ja mam 14, a mam tilko zegharek - dodałem.
<Lauraf? Początki me trudne>
- Laura Kinney - dziewczyna nadal patrzyła na mnie z podejrzliwością.
- Ejejej... Jestem spoko gośiu (gościu) - rzekłem z uśmiechem. Przeczesałem palcami swe śnieżnobiałe włosy. Jej mina mówiła sama za siebie, "ta... napewno". Rozumiałem, że nasze klany nie za bardzo za sobą przepadały, ale żeby aż tak ograniczać się?
- Zacznijmy od tego, żebymi poszli... Jak najdalej od miasta, bo prhędej czy później jasno będzie - dodałem z uśmiechem. Szczerzyłem się jak głupi do sera.
- Jest dopiero... - tu Laura spojrzała w ekran telefonu - północ...
- Ej! Ile Ty masz lat, ży masz telyfon? - spytałem z lekkim oburzeniem.
Laura spojrzała na mnie z powątpieniem.
- Ja mam 14, a mam tilko zegharek - dodałem.
<Lauraf? Początki me trudne>
Od Laury
Sama dziwiłam się sobie... Z tego co mi wiadomo - jestem dzieckiem, lecz moje zachowanie w żadnym stopniu tego nie odzwierciedla. Co prawda: kocham konie tak jak większość dziewczynek w moim wieku, lubię różowe ubrania z tęczą i jestem uzależniona od rysowania. Mimo tych cech, które najczęściej występują u dziewięciolatek - rzadko się uśmiecham. W sumie, to sama nie wiem jakim cudem miałabym to robić, skoro nie wychowano mnie jak dziecko. Miałam być bronią do zabijania. Bezlitosnym, nie posiadającym uczuć dzieckiem, a w późniejszym czasie dorosłym człowiekiem. Może ucieczka z tamtego laboratorium była błędem?
***
Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Jednym z przycisków uruchomiłam go, po czym wzrokiem przelustrowałam godzinę. 23:48 - powiedziałam w myślach, chowając telefon z powrotem w to samo miejsce. Poprawiłam dwa ramiączka plecaka, który wisiał na mych plecach, a następnie ruszyłam dalej przed siebie. W słuchawkach dousznych właśnie rozbrzmiała jedna z moich ulubionych piosenek ( link do niej - klik ). Przymknęłam oczy, zanurzając się w rozluźniających nutach piosenki. Świat w jednym momencie stał się całkowicie inny... Wszystko przybrało ciemniejsze barwy, a nawet najjaśniejsza latarnia nie zdołała ukazać czegokolwiek pod swym światłem. Nie było niczego... Aż nagle wpadła na mnie pewna osoba. Słuchawki mimowolnie wypadły mi z uszu. Przyjrzałam się nastoletniemu chłopakowi spode łba. W końcu przerwał mi tak wspaniały moment, na który czekałam od dawna - chwila spokoju.
- Uważaj jak chodzisz - mruknęłam, dokładnie lustrując go wzrokiem.
Jego heterochromia oraz czarny tatuaż pod okiem od razu przykuły moją uwagę. Zza kaptura, który miał na głowie wystawała para białych uszu. Włosy jak i ubranie miał w tym samym kolorze.
- Sorki - powiedział krótko, poprawiając swoje włosy na głowie. - Jest--
- Nie jesteś normalnym człowiekiem? - przerwałam mu, zadając szybkie pytanie.
Jedyne co zrobił, to uśmiechnął się tajemniczo. Wciąż wpatrywałam się w niego pytającym spojrzeniem, lecz i tak znałam już odpowiedź na swoje zdanie.
- Jak widać, nie - dopiero w tym momencie dostrzegłam, że zza jego pleców wystaje biały jak śnieg ogon.
Gdyby nie fakt, że nikogo nie ma na ulicy - już dawno zostałby zauważony. Równoznaczne jest to z paniką ludzi, a w późniejszym czasie przechwyceniem przez policję. Byłoby to dosyć ryzykowne, zwracając uwagę na to, że każda wiadomość jest ważna dla rządu, a co dopiero sam przedstawiciel naszego gatunku. Taka akcja nie skończyłaby się za dobrze...
- Do jakiego klanu należysz? - tym razem, to on zadał pytanie.
- Desert Eagles, a ty? - podałam krótką nazwę.
- Guardians of the Galaxy - słysząc tą nazwę, od razu w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka.
Bez uprzedzenia przycisnęłam chłopaka do ściany. Do jego skroni przyłożyłam dwa ostrza, wystające z mej pięści. Ten najwyraźniej zdziwiony, przyglądał mi się jak wariatce.
- Ejejej?! Co jest!? - krzyknął, starając się wyrwać.
- Nasze klany toczą ze sobą wojnę - warknęłam pod nosem. - Chronologicznie, powinnam Cię teraz zabić...
- Nie mieszajmy spraw dorosłych w nasze życie! - jego oddech wyraźnie przyśpieszył, a język zaczął się plątać.
Ostatecznie - odsunęłam się o krok, lecz mimo to wciąż byłam gotowa do ataku. Ponownie przelustrowałam go wzrokiem.
- Jestem Felix... - przedstawił się, spokojniejszym tonem. - Felix Wolvi.
- Laura Kinney.
<Felix?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)