- Mam w dupie twoje spostrzeżenia! - warknąłem w stronę mężczyzny. - Zostaw ją do cholery jasnej!
Niespodziewanie dziewczyna wyrwała się z jego uścisku, po drodze odbierając mu nóż. Powoli podniosła się, cały czas kierując ostrze w stronę jej niedoszłego zabójcy. Ten tylko uśmiechnął się szeroko i podniósł ręce do góry.
- Nie zrobisz tego - zaśmiał się.
"Ch*jem to on jest, ale wolałbym go sam zabić" - przemknęło mi przez myśl, podczas wpatrywania się w dwie postury. "Zaj*bię go na miejscu" - dodałem po chwili, mając już w głowie plan. Podbiegłem do dziewczyny i szybko wyrwałem jej nóż z dłoni. Starała się mi go odebrać, lecz zrezygnowała po kilku nieudanych próbach podskoku w górę. Na ciele posiadała wiele ran, które uniemożliwiły jej większe wykorzystanie energii.
- Dogadajmy się - Rite wsadził ręce do kieszeni. - Na pół. W nocy twoja, a w dzień moja. Z resztą, jak wolisz! - okrążył nas powolnym krokiem.
- Spier*alaj - grzecznie odpowiedziałem na propozycje.
Nigdy nie próbowałem niczego robić przeciw woli kobiety. Wolałem niewiastę wyrwać, żeby sama się do mnie przyczepiła i poszła do łóżka...
- Próbowałem najmilej jak umiem, ale widocznie nie staniemy się sojusznikami - wzruszył ramionami.
Oparł się plecami o bladą ścianę. Widocznie wyczekiwał mych dalszych decyzji lub ruchów. "Zajeb go na miejscu" - mruknął głos w mojej głowie.
- Wysyłam Ci współrzędne - przycisnąłem czerwony guzik znajdujący się na małym elemencie za moim uchem. - Czekam.
- Co ty odpi*rdalsz? - zapytał unosząc wyżej brwi.
- Uciekam - powiedziałem szybko, biorąc zamach.
Wycelowałem prosto w jego prawą dłoń, dzięki czemu nóż przedziurawił jego kończynę na wylot. Korzystając z okazji złapałem dziewczynę za rękę i przyciągnąłem do siebie.
- Dasz radę biec? - powiedziałem szybko.
Shadow kiwnęła niepewnie głową odsuwając się ode mnie. "No trudno, miejmy nadzieję, że nie padnę tak jak ostatnio" - wciąż trzymając ją za dłoń przymknąłem oczy. Przeteleportowałem nas w miejsce przy którym kilkanaście minut temu rozstałem się z hybrydami.
- Ashton, Ashley! - krzyknąłem, a w przeciągu ułamka sekundy zwierzęta pojawiły się przy mnie.
Przytuliły się one do nóg dziewczyny, która wyraźnie osłabiona ledwo utrzymywała się na nogach. "Pośpieszcie się..." - mruknąłem sam do siebie, starając się wypatrzeć żółty samochód. Zajęty poszukiwaniem, nawet nie dostrzegłem jak Shadow powoli traci przytomność. Gdy zwróciłem głowę w jej stronę, właśnie szykowała się do upadku na ziemię. Powstrzymałem ją przed tym ja, wraz z dwoma towarzyszami.
- Shadow, halo? - zapytałem, przejeżdżając dłonią po jej twarzy.
- Peter, pośpiesz się! - krzyknął do mnie dobrze znany głos Vane.
Podbiegłem wraz z hybrydami do samochodu z nieprzytomnym ciałem w dłoniach. Ułożyłem ją w pozycji siedzącej, tak, aby opierała się o moje ramię. (O Kur*wa, ale słodko *.*) Wyraźnie zmartwione pupile dziewczyny spoczęły tuż obok.
- Do... Ku*wa, szpitala! - z trudem wydusiłem z siebie ostatnie słowo.
<Shadow? Kill me, now!>
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
niedziela, 2 kwietnia 2017
Od Shadow cd. Petera
Szarpanie i krzyki wyrwały mnie z transu, w jaki wpadłam kilka godzin temu. Zdezorientowana mętnym wzrokiem przeskanowałam otoczenie. Na przeciw stał jakiś koleś. Najwyraźniej był wkurzony. Chwila... Czy to nie ten pacan od mojego skoku z dachu?
Chciałam się ruszyć, jednak poczułam coś zimnego przy gardle. Zezowałam na nóż. Miło wiedzieć, że jestem monetą przetargową...
Chwila... Nóż? Peter? What?
— Zaraz się sama na to gówno nabiję. — syknęłam bardziej do siebie, niż do nich.
W odpowiedzi porywacz wycelował ostrzem w stronę drugiego mężczyzny, a ten zrobił krok do przodu.
— Masz ją puścić! — wrzasnął.
— A jak odmówię? — nóż znów był bliski przecięcia mojej skóry.
— To zdechniesz, a nawet jak ożyjesz to cię znajdę i znowu padniesz!
Przełknęłam ślinę. Nie chciałam, żeby ktokolwiek przeze mnie zginął. Dlatego też, gdy toczyli ze sobą wojnę na słowa, wyrwałam ostrze z rąk Rite i skoczyłam na bok.
< Peeteeer? Riteeee? xD >
Chciałam się ruszyć, jednak poczułam coś zimnego przy gardle. Zezowałam na nóż. Miło wiedzieć, że jestem monetą przetargową...
Chwila... Nóż? Peter? What?
— Zaraz się sama na to gówno nabiję. — syknęłam bardziej do siebie, niż do nich.
W odpowiedzi porywacz wycelował ostrzem w stronę drugiego mężczyzny, a ten zrobił krok do przodu.
— Masz ją puścić! — wrzasnął.
— A jak odmówię? — nóż znów był bliski przecięcia mojej skóry.
— To zdechniesz, a nawet jak ożyjesz to cię znajdę i znowu padniesz!
Przełknęłam ślinę. Nie chciałam, żeby ktokolwiek przeze mnie zginął. Dlatego też, gdy toczyli ze sobą wojnę na słowa, wyrwałam ostrze z rąk Rite i skoczyłam na bok.
<
Od Peter'a CD Rite
- Zaparkuj tam - wskazałem dłonią na pierwszy, lepszy parking.
Vane posłusznie wykonała polecenie, a już po chwili znaleźliśmy się przy dużym biurowcu. Spojrzałem na towarzyszące mi osoby oraz hybrydy.
- Ja ruszę wraz z psami - zadecydowałem, zbliżając się do zwierząt. - Ty i Rocket, pójdziecie w przeciwległą stronę.
- A skąd mamy wiedzieć gdzie ona jest? - zapytał Rocket, przyglądając mi się z dołu.
- Szukajcie miejsc opuszczonych, bo jestem pewien, że za tym wszystkim stoi osoba trzecia - przytaknąłem głową zgodnie z tym co powiedziałem.
- No niech Ci będzie - westchnął ściągając z pleców swą broń. - Będzie kilka ofiar - uśmiechnął się pod nosem.
Chyba po raz pierwszy zgodziłem się na pomysł Rocket'a. Zazwyczaj zakazywałem mu zabijać, ale teraz... Nie potrafiłem mu odmówić.
Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Mimo okropnego bólu i krwawienia, ruszyłem truchtem za dwoma hybrydami, które widocznie poruszone wpadły na trop. Prowadziły mnie przez różne kręte ulice i uliczki. Kilka razy o mały włos nie wpadły pod samochód, przez swój "trans". W końcu, po kilkugodzinnym chodzeniu po mieście zasiadłem na ławce. Spojrzałem na hybrydy, które wyczekująco czekały.
- Nie dam rady iść dalej... - mruknąłem, patrząc na zakrwawione ubrania. - Czy jesteście pewne, że ją znajdziecie? - zmrużyłem lekko powieki.
Kręciło mi się w głowie od dobrych paru minut, ale teraz... Obraz naprawdę zamazał mi się przed oczami. Chwyciłem się za czoło, czując kolejny, mocny uścisk w biodrze....
Vane posłusznie wykonała polecenie, a już po chwili znaleźliśmy się przy dużym biurowcu. Spojrzałem na towarzyszące mi osoby oraz hybrydy.
- Ja ruszę wraz z psami - zadecydowałem, zbliżając się do zwierząt. - Ty i Rocket, pójdziecie w przeciwległą stronę.
- A skąd mamy wiedzieć gdzie ona jest? - zapytał Rocket, przyglądając mi się z dołu.
- Szukajcie miejsc opuszczonych, bo jestem pewien, że za tym wszystkim stoi osoba trzecia - przytaknąłem głową zgodnie z tym co powiedziałem.
- No niech Ci będzie - westchnął ściągając z pleców swą broń. - Będzie kilka ofiar - uśmiechnął się pod nosem.
Chyba po raz pierwszy zgodziłem się na pomysł Rocket'a. Zazwyczaj zakazywałem mu zabijać, ale teraz... Nie potrafiłem mu odmówić.
Wszyscy rozeszli się w swoje strony. Mimo okropnego bólu i krwawienia, ruszyłem truchtem za dwoma hybrydami, które widocznie poruszone wpadły na trop. Prowadziły mnie przez różne kręte ulice i uliczki. Kilka razy o mały włos nie wpadły pod samochód, przez swój "trans". W końcu, po kilkugodzinnym chodzeniu po mieście zasiadłem na ławce. Spojrzałem na hybrydy, które wyczekująco czekały.
- Nie dam rady iść dalej... - mruknąłem, patrząc na zakrwawione ubrania. - Czy jesteście pewne, że ją znajdziecie? - zmrużyłem lekko powieki.
Kręciło mi się w głowie od dobrych paru minut, ale teraz... Obraz naprawdę zamazał mi się przed oczami. Chwyciłem się za czoło, czując kolejny, mocny uścisk w biodrze....
***
Wszedłem do pokoju pełnego krwi... Wszędzie unosił się okropny zapach czegoś przeterminowanego. Otworzyłem zardzewiałe drzwi, a za nimi ujrzałem... Jeszcze więcej czerwonej cieczy. Po moich plecach przeszła fala ciarek.
- Halo? - zapytałem, zapalając latarkę w swym telefonie.
Mą uwagę zwróciła jasna postać w kącie pokoju. Powoli zbliżyłem się do niej... Im byłem bliżej, tym bardziej stawały się dla mnie widocznie jej rysy twarzy. Jasnowłosa kobieta, która była przyodziana w rozdartą bieliznę, nie oddychała. Potrafiłem to dostrzec z daleka... Lecz, gdy się zbliżyłem, czułem jak moje serce nie chce dalej pracować.
- Shadow? - zapytałem, patrząc prosto w jej zamknięte oczy.
Przyklęknąłem przy niej, po czym wziąłem jej martwe ciało w ramiona. Ze szklankami w oczach, przypatrywałem się bladej twarzy dziewczyny.
- To nie może być prawda... - wyszeptałem.
Kroki za mną - ostatnie co usłyszałem. Zaraz później, ktoś uderzył mnie w głowę. W pół żywy wpatrywałem się w oczy mordercy. Jego uśmiech....
***
- ZABIJE CIĘ! - wykrzyczałem szybko się podnosząc.
"Zaraz... Kroplówka, biała pościel, kafelki... Szpital!?" - Rozejrzałem się dookoła. "Osobny pokój, tyle dobrze. Chwila... Ile ja tu leżę?" - zapytałem samego siebie podczas odpinania zaawansowanej aparatury. Podniosłem się z posłania, a następnie powoli zbliżyłem się do koszyka z moimi rzeczami. Same ubrania, brak jakichkolwiek urządzeń. Począwszy od pistoletu, aż po inne ciekawostki...
- Wooah! Myślałam, że pan się nigdy nie obudzi - do mojego pokoju wparowała brązowowłosa kobieta,
Na oko w moim wieku, lecz dokładnej ilości wiosen dostrzec nie mogłem. Przeszedłem do dalszego przeszukiwania rzeczy, podczas gdy ona kładła pudełko leków na komodę.
- Kobieta o imieniu Ana Dameron czeka na zewnątrz - powiedziała, podchodząc do mnie. - Był pan w śpiączce przez ponad tydzień...
- ILE!? - krzyknąłem, od razu przypominając sobie wszystko.
Shadow jest w niebezpieczeństwie. Minął tydzień, czyli Ci psychole mogli jej coś gorszego zrobić. Mimo wszystko miałem szczerą nadzieję, że żadne z mych przypuszczeń nie okaże się trafne. Szczególnie ten sen...
- Ana czekała ten cały tydzień na pobudkę pana. Myślę, że bardzo by chciała pana zobaczyć - wtrąciła.
- Vane... - szepnąłem pod nosem. - Niech Pani ją tu zawoła, szybko!
Przyglądała mi się jak jakiemuś psycholowi. Na całe szczęście już po chwili pojawiła się przede mną cała grupka...
- Peter, przepraaaszam - powiedziała wyraźnie żałując tego co zrobiła.
- Pogadamy o tym kiedy indziej... Gdzie jest Shadow? - spojrzałem na każdego po kolei.
- Rocket i hybrydy starali się ją znaleźć, lecz dotąd odnaleźliśmy same wskazówki i tropy - westchnęła, zapewne wiedząc, że ta wiadomość mnie zasmuci. - Nie wiem, czy ten ktoś jej nie za...
- Nie kończ - zaprzeczyłem stanowczo głową. - Gdzie mój sprzęt?
- Mam w torbie - kiwnęła głową, wskazując na przedmiot.
Po chwili znalazł się on w moich dłoniach. Dorwałem ubranie, a następnie wszedłem do małej łazienki...
***Godzinę później***
Rozdzieliliśmy się tak samo jak ostatnio. Tym razem wierzyłem w to, że uda mi się odnaleźć Shadow... Tak podpowiadało mi tak zwane "przeczucie".
- Ty idziesz na zachód, a ty na wschód - wydałem polecenie dwóm hybrydom, które mi towarzyszyły.
Tylko kiwnęły łbami i ruszyły w wybrane kierunki z nosami przy ziemi. Ja, udałem się na północ. Tam znajdował się kolejny opuszczony budynek do przeszukania. Nie wiem dlaczego, ale według mnie tylko takie miejsce mogło posługiwać za potencjalne ukrycie dla porywacza. Wskoczyłem do środka przez wybite okno. Od razu dostrzegłem krew i małą posturę przy niej. Otworzyłem szerzej oczy... Na podłodze leżała Shadow. Bez zastanowienia ruszyłem w jej stronę, lecz... Na mojej drodze stanął czarnowłosy mężczyzna.
- Kim ty k*rwa jesteś - warknąłem, zaciskając dłoń na pistolecie.
- Och, czyżby to ten, który spłacił za tą ślicznotkę długi? - uśmiechnął się, odtrącając moją broń.
Rzuciłem się na niego z pięściami. Może przewyższałem go siłą, lecz facet przebiegle odbierał lub unikał moje ataki. Niestety, po przejęciu sterów dostawałem kilka mocnych ciosów.
- Wypuść ją sukinsynu - warknąłem, przyciskając go do ściany.
- Nidy! - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Odepchnął mnie jednym, mocnym kopnięciem, po czym zbliżył się do dziewczyny z nożem w ręce. Przytrzymując ją jednym z ramion, przyłożył jej nóż do gardła.
- Tylko spróbuj! - krzyknąłem. - A znajdę Cię w piekle jak już zdechniesz! - zacisnąłem mocniej pięści, widząc jak nóż jest dryfuje przy jej szyi.
<Rite? Shadow?>
Od Rite cd. Petera
— Księżniczko, mam dla ciebie urodzinowy prezent! — wrzasnął Rite przez śmiech z progu.
— Wepchaj go sobie do gardła. — odpowiedział mu zachrypnięty głos.
Zmarszczył brwi.
— A chciałem być miły. Ale jak nie chcesz, to nie.
Zbliżył się do skulonej dziewczyny, po drodze wyciągając z kieszeni nóż. Chciała się cofnąć, jednak napotkała ścianę.
Jedną ręką złapał ją za za obie dłonie, a nożem przejechał po jej odsłoniętym brzuchu.
— Chciałbym cię wysterylizować... — szepnął — jednak mam nadzieję na potomka. Ewentualnie wytniemy ci kiedyś nerkę... A dzisiaj...
Przewrócił ją na plecy i usiadł między jej plecami a nogami. Z kieszeni wyjął maszynkę z ostrzem. Przyłożył igłę do jej skóry i zaczął ją powoli wsuwać, tak, żeby bolało.
Wykuł skrzydła, pod skórę wpuszczając barwniki różnych kolorów, tworząc swego rodzaju tęczę.
Zadowolony z siebie, stworzył jeszcze między nimi kilka czarnych znaków, które z chińskiego oznaczały " Wśród tandety lśniąc jak diament. Być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas " .
Wszystko utrudniała mu krzycząca i wijąca się z bólu dziewczyna, ale w końcu skończył.
— Mimo tego, jak się zachowujesz, dzisiaj cię oszczędzę. W drugim kącie masz kilka babeczek.
— Nie lubię słodyczy. — prychnęła.
— Trudno. I tak ci je zostawię.
Zabezpieczył bandażem tatuaż i zaczął robić " pasek" na jej ramieniu. Czarny wzór po chwili został owinięty, a on sam wyszedł z pokoju, zostawiając dziewczynę samą.
< Peter? Scar? >
— Wepchaj go sobie do gardła. — odpowiedział mu zachrypnięty głos.
Zmarszczył brwi.
— A chciałem być miły. Ale jak nie chcesz, to nie.
Zbliżył się do skulonej dziewczyny, po drodze wyciągając z kieszeni nóż. Chciała się cofnąć, jednak napotkała ścianę.
Jedną ręką złapał ją za za obie dłonie, a nożem przejechał po jej odsłoniętym brzuchu.
— Chciałbym cię wysterylizować... — szepnął — jednak mam nadzieję na potomka. Ewentualnie wytniemy ci kiedyś nerkę... A dzisiaj...
Przewrócił ją na plecy i usiadł między jej plecami a nogami. Z kieszeni wyjął maszynkę z ostrzem. Przyłożył igłę do jej skóry i zaczął ją powoli wsuwać, tak, żeby bolało.
Wykuł skrzydła, pod skórę wpuszczając barwniki różnych kolorów, tworząc swego rodzaju tęczę.
Zadowolony z siebie, stworzył jeszcze między nimi kilka czarnych znaków, które z chińskiego oznaczały " Wśród tandety lśniąc jak diament. Być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas " .
Wszystko utrudniała mu krzycząca i wijąca się z bólu dziewczyna, ale w końcu skończył.
— Mimo tego, jak się zachowujesz, dzisiaj cię oszczędzę. W drugim kącie masz kilka babeczek.
— Nie lubię słodyczy. — prychnęła.
— Trudno. I tak ci je zostawię.
Zabezpieczył bandażem tatuaż i zaczął robić " pasek" na jej ramieniu. Czarny wzór po chwili został owinięty, a on sam wyszedł z pokoju, zostawiając dziewczynę samą.
< Peter? Scar? >
Od Peter'a CD Shadow
Przyglądałem się jak dziewczyna odbiega w stronę północy. Westchnąłem cicho chowając ręce do kieszeń kurtki. "Może Cię nie znam, ale wkrótce to zrobię" - uśmiechnąłem się pod nosem, ruszając na piechotę w stronę domu.
***
Jak na złość, towarzyszyły mi przy tym burzowe chmury i nieznośny wiatr. Starałem się nie zwracać uwagi na krople deszczu, które co chwilę wpadały mi do oczu. Zupełnie nie wiem dlaczego byłem tak poddenerwowany, że sama natura mogła mnie wk*rwić. Dostrzegając biały dom na skraju ulicy, odetchnąłem z ulgą, lecz... Moje serce zaczęło szybciej bić, gdy światła w salonie się zaświeciły.
- Będę miał przejebane... - mruknąłem, wchodząc po schodach.
Uchyliłem delikatnie drzwi, starając się wejść do środka jak najciszej. Rozejrzałem się dookoła, po czym ściągnąłem buty i kurtkę.
- Gadaj na co wydałeś 170 tysięcy! - niespodziewanie zza kanapy wyłoniła się Vane.
Wyraźnie zdenerwowana. Jej tęczówki, kolorem przypominały krew, a ręce widocznie drżały.
- Spoookojnie - wysunąłem dłonie przed siebie. - Oddam Ci te pieniądze...
- GADAJ NA CO JE WYDAŁEŚ! - swoim głośnym warkiem, przestarzała mnie jak nigdy dotąd.
- Vanuś...
- K*RWA gadaj!!! - z kieszonki u boku wyciągnęła nóż.
Podniosłem ręce do góry, głośno przełykając ślinę, która właśnie zbierała mi się na języku.
- Usiądź, a Ci to...
- PETER, BEZ GIEREK!
Zbliżyła się niebezpiecznie blisko mnie. Jej rozzłoszczona twarz była kilka centymetrów od mojej. Mimo wszystko starałem się utrzymywać spokojny wyraz twarzy.
- Musiałem za coś zapłacić - zły ruch.
Vane dźgnęła mnie nożem (dedykacja dla Haze xD) w bok. Chwyciłem się za bolącą część ciała, starając się zatrzymać krwawienie.
- Zakochałem się w Shadow i spłaciłem za nią długi! - powiedziałem spokojnie, ale na język nasuwało mi się wiele przekleństw w kierunku siostry.
- Prz... Przepraszam... - wyszeptała, zasłaniając usta dłońmi.
- Daj mi ręcznik... - syknąłem, zaciskając mocniej ranę.
Dziewczyna bez dalszych kłótni ruszyła po najpotężniejsze przedmioty do opatrzenia rany. Zasiadłem na kanapie, wciąż czując przeszywający ból w biodrze. Skulony, wpatrywałem się w dywan na którym była krew... Po kilku sekundach siostra wróciła z białym pudełkiem w dłoniach. W tym samym momencie przez okno umieszczone kilka metrów od nas, wskoczyły dwa, dobrze znane mi zwierzęta. Teraz, na dywanie znalazło się również szkło.
- Co do cholery? - mruknąłem, podnosząc się na łokciach.
Wraz z siostrą, skierowaliśmy swe oczy w stronę hybryd. W ułamku sekundy pojawiły się one obok nas i zaczęły głośno piszczeć. Z lekkim trudem podniosłem się na równe nogi, po czym przykucnąłem przy jednej z nich.
- Chodzi o Shadow? - zapytałem.
Zgodnie przytaknęły łbami.
- Musimy ruszać... Ona jest w niebezpieczeństwie - z trudem wyprostowałem się do pionu, patrząc na siostrę.
- Wsiadajcie do samochodu - powiedziała szybko, wskazując na drzwi od garażu.
Cała "kompania" zasiadła w żółto-czarnym Chevroletem Camaro. Vane, wraz z Rocket'em z przodu, a ja i towarzysze Shadow z tyłu. "Szykuje się kolejna misja"
<Taa... Pojedziemy w odwiedziny na herbatkę. Na razie daje wam czas na ... Shadow? Rite?>
***
Jak na złość, towarzyszyły mi przy tym burzowe chmury i nieznośny wiatr. Starałem się nie zwracać uwagi na krople deszczu, które co chwilę wpadały mi do oczu. Zupełnie nie wiem dlaczego byłem tak poddenerwowany, że sama natura mogła mnie wk*rwić. Dostrzegając biały dom na skraju ulicy, odetchnąłem z ulgą, lecz... Moje serce zaczęło szybciej bić, gdy światła w salonie się zaświeciły.
- Będę miał przejebane... - mruknąłem, wchodząc po schodach.
Uchyliłem delikatnie drzwi, starając się wejść do środka jak najciszej. Rozejrzałem się dookoła, po czym ściągnąłem buty i kurtkę.
- Gadaj na co wydałeś 170 tysięcy! - niespodziewanie zza kanapy wyłoniła się Vane.
Wyraźnie zdenerwowana. Jej tęczówki, kolorem przypominały krew, a ręce widocznie drżały.
- Spoookojnie - wysunąłem dłonie przed siebie. - Oddam Ci te pieniądze...
- GADAJ NA CO JE WYDAŁEŚ! - swoim głośnym warkiem, przestarzała mnie jak nigdy dotąd.
- Vanuś...
- K*RWA gadaj!!! - z kieszonki u boku wyciągnęła nóż.
Podniosłem ręce do góry, głośno przełykając ślinę, która właśnie zbierała mi się na języku.
- Usiądź, a Ci to...
- PETER, BEZ GIEREK!
Zbliżyła się niebezpiecznie blisko mnie. Jej rozzłoszczona twarz była kilka centymetrów od mojej. Mimo wszystko starałem się utrzymywać spokojny wyraz twarzy.
- Musiałem za coś zapłacić - zły ruch.
Vane dźgnęła mnie nożem (dedykacja dla Haze xD) w bok. Chwyciłem się za bolącą część ciała, starając się zatrzymać krwawienie.
- Zakochałem się w Shadow i spłaciłem za nią długi! - powiedziałem spokojnie, ale na język nasuwało mi się wiele przekleństw w kierunku siostry.
- Prz... Przepraszam... - wyszeptała, zasłaniając usta dłońmi.
- Daj mi ręcznik... - syknąłem, zaciskając mocniej ranę.
Dziewczyna bez dalszych kłótni ruszyła po najpotężniejsze przedmioty do opatrzenia rany. Zasiadłem na kanapie, wciąż czując przeszywający ból w biodrze. Skulony, wpatrywałem się w dywan na którym była krew... Po kilku sekundach siostra wróciła z białym pudełkiem w dłoniach. W tym samym momencie przez okno umieszczone kilka metrów od nas, wskoczyły dwa, dobrze znane mi zwierzęta. Teraz, na dywanie znalazło się również szkło.
- Co do cholery? - mruknąłem, podnosząc się na łokciach.
Wraz z siostrą, skierowaliśmy swe oczy w stronę hybryd. W ułamku sekundy pojawiły się one obok nas i zaczęły głośno piszczeć. Z lekkim trudem podniosłem się na równe nogi, po czym przykucnąłem przy jednej z nich.
- Chodzi o Shadow? - zapytałem.
Zgodnie przytaknęły łbami.
- Musimy ruszać... Ona jest w niebezpieczeństwie - z trudem wyprostowałem się do pionu, patrząc na siostrę.
- Wsiadajcie do samochodu - powiedziała szybko, wskazując na drzwi od garażu.
Cała "kompania" zasiadła w żółto-czarnym Chevroletem Camaro. Vane, wraz z Rocket'em z przodu, a ja i towarzysze Shadow z tyłu. "Szykuje się kolejna misja"
<Taa... Pojedziemy w odwiedziny na herbatkę. Na razie daje wam czas na ... Shadow? Rite?>
Od Shadow cd. Petera, Rite
Odepchnęłam go od siebie.
— Nie mów, że ci na mnie zależy, jeżeli w ogóle się nie znamy, to po pierwsze, po drugie, komu zależałoby na zadłużonej piętnastolatce? — powiedziałam na jednym wdechu i rzuciłam się do ucieczki.
Ashton nagle stanął i zastrzygł uszami. Rzucił się w stronę miejsca mojej pracy. Wbiegł za drzwi, a ja zanim. Od razu wpadłam na szefową. Zaczęła coś gadać, że Ashley zniszczyła jakiś pokój i kazała mi iść do biura.
— Spłacę to. — szepnęłam — Daj mi tylko trochę czasu.
Niespodziewanie rozległ się śmiech. Podskoczyłam i spojrzałam w stronę biurka, za którym siedział ciemnowłosy mężczyzna.
— Cześć kochanie.
W parę sekund znalazł się za mną, obejmując w pasie jedną ręką.
Zaczęłam się szarpać. Złapał mnie za dłonie, wykręcając je do tyłu. Z kieszeni wyjął chusteczkę i butelkę. Zębami odkręcił korek i wylał trochę zawartości na materiał. Przytknął go do moich ust. Zakręciło mi się w głowie, a po chwili zamknęłam powieki, które bardzo mi ciążyły..
— Księżniczko, mam dla ciebie urodzinowy prezent! — zaśmiał się Rite, gdy tylko przekroczył drzwi mojego więzienia.
— Wepchaj go sobie do gardła. — syknęłam, związanymi dłońmi odgarniając ciemne włosy.
< Peter, Rite? C: Trzy pojeby się zebrały! :D >
— Nie mów, że ci na mnie zależy, jeżeli w ogóle się nie znamy, to po pierwsze, po drugie, komu zależałoby na zadłużonej piętnastolatce? — powiedziałam na jednym wdechu i rzuciłam się do ucieczki.
🐶🐶🐶
Ukradkiem ocierałam łzy, przymykając po ciemnych uliczkach. Przy moim boku truchtał Ashton. Ashley gdzieś znikła, ale nie martwiłam się o nią. Nie są do mnie przywiązane łańcuchem, mogą działać same. A ona ostatnimi czasy często znika. Ashton nagle stanął i zastrzygł uszami. Rzucił się w stronę miejsca mojej pracy. Wbiegł za drzwi, a ja zanim. Od razu wpadłam na szefową. Zaczęła coś gadać, że Ashley zniszczyła jakiś pokój i kazała mi iść do biura.
💮💮💮
— Jak już wspominałam — warczała Fiye — Twój kundel zniszczył nam jeden z apartamentów. Straty są tak duże, że na pewno ich nie spłacisz. Nawet twój kolega tyle by nie miał. W ogóle czyż to nie dziwne, że mężczyzna zapłacił za taką dziwkę jak ty, te sto siedemdziesiąt tysięcy? Żebyś była woln—— Spłacę to. — szepnęłam — Daj mi tylko trochę czasu.
Niespodziewanie rozległ się śmiech. Podskoczyłam i spojrzałam w stronę biurka, za którym siedział ciemnowłosy mężczyzna.
— Cześć kochanie.
W parę sekund znalazł się za mną, obejmując w pasie jedną ręką.
Zaczęłam się szarpać. Złapał mnie za dłonie, wykręcając je do tyłu. Z kieszeni wyjął chusteczkę i butelkę. Zębami odkręcił korek i wylał trochę zawartości na materiał. Przytknął go do moich ust. Zakręciło mi się w głowie, a po chwili zamknęłam powieki, które bardzo mi ciążyły..
🌹🌹🌹
Zamglonym wzrokiem śledziłam zanikający obłoczek pary, który przed chwilą wysunął się z moich ust. W pomieszczeniu było cholernie zimno, choć na zewnątrz zapewne panowały wyższe temperatury.— Księżniczko, mam dla ciebie urodzinowy prezent! — zaśmiał się Rite, gdy tylko przekroczył drzwi mojego więzienia.
— Wepchaj go sobie do gardła. — syknęłam, związanymi dłońmi odgarniając ciemne włosy.
< Peter, Rite? C: Trzy pojeby się zebrały! :D >
Od Rite [+18]
Duży, brązowy pies obserwował swoją ofiarę. No może nie dokońca był to pies. Miał w sobie krew wilka.
Jego oczy zabłysły pożądaniem, gdy dostrzegł ją- ślicznotkę o płowych włosach i oczarowujących, fioletowych tęczówkach. Ubrana była w skąpy crop top i bardzo krótką spódnicę. Weszła na scenę i zaczęła swój pokaz.
Chociaż pragnął jej dotknąć, powstrzymywał się. Jego wewnętrzny wilk wył i wołał ofiarę, jednak Rite czekał. I miał rację.
Po chwili zapanował chaos. Wszystko zostało rozwalone przez szalejących, przed sekundą napalonych facetów, a teraz mocno przestraszonych. Wszystko przez jakiegoś zazdrosnego mordercę. Wyszedł z pomieszczenia jako ostatni, pożerając wzrokiem nastolatkę, kulącą się na podłodze i trzymającą za krwawiący policzek.
— Moja... — szepnął.
***
Ciemnowłosy wbił do gabinetu przełożonej dziewczyny, zaraz, gdy wyszedł z niego sprawca zamieszania.
— Nie mów, że zapłacił jej długi! — wrzasnął.
— Amer, spokojnie. — szepnęła kobieta.
— Obiecałaś mi ją, Fiye! Miała być moja!
Uśmiechnęła się do niego i wstała. Otarła się o jego tors.
— Dostaniesz. Tylko złap jednego z jej psów. — przechyliła lekko głowę.
— Co planujesz?
— Zaufaj mi.
***
Obserwował, jak Fiye wchodzi z Shadow do pokoju. Rozsiadł się wygodniej na fotelu.
— Jak już wspominałam — warczała — Twój kundel zniszczył nam jeden z apartamentów. Straty są tak duże, że na pewno ich nie spłacisz. Nawet twój kolega tyle by nie miał. W ogóle czyż to nie dziwne, że mężczyzna zapłacił za taką dziwkę jak ty, te sto siedemdziesiąt tysięcy? Żebyś była woln—
— Spłacę to. — szepnęła płaczliwie — Daj mi tylko trochę czasu.
Mężczyzna, siedzący za biurkiem, nie mógł wytrzymać widoku strachu i zdezorientowania w jej oczach i wybuchnął śmiechem. Lee odskoczyła, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
— Cześć kochanie.
W parę sekund znalazł się za nią, obejmując w pasie jedną ręką.
Zaczęła się wyrywać. Złapał ją za dłonie, wykręcając obie do tyłu. Z kieszeni wyjął chusteczkę i butelkę. Zębami odkręcił korek i wylał trochę zawartości na materiał. Przytknął go do ust dziewczyny. Po chwili bezwładnie wisiała w jego ramionach.
— Wypuść te psy, gdy będziemy daleko. — wskazał na dwa charty, które szamotały się na łańcuchach.
Fiye pokiwała głową.
***
— Jak się spało, księżniczko? — uśmiech wpłynął na twarz mężczyzny.
Na dźwięk jego głosu próbowała się cofnąć i podnieść z ziemi, jednak uniemożliwił to metalowy stół.
— Wypuść mnie! — wrzasnęła.
— Pięknie krzyczysz, kochanie. Ciekawe, jak brzmiałoby w twoich ustach moje imię? Zaraz się przekonamy...
Rozerwał bluzkę dziewczyny i zaczął zdejmować spodnie. Patrzył teraz na blade ciało, pozostałe w samej bieliźnie.
— Śliczne... — oblizał się.
Ściągnął pasek ze swoich spodni i powoli je zsunął, ustami pieszcząc obojczyk ukochanej.
< Shadow? >
Jego oczy zabłysły pożądaniem, gdy dostrzegł ją- ślicznotkę o płowych włosach i oczarowujących, fioletowych tęczówkach. Ubrana była w skąpy crop top i bardzo krótką spódnicę. Weszła na scenę i zaczęła swój pokaz.
Chociaż pragnął jej dotknąć, powstrzymywał się. Jego wewnętrzny wilk wył i wołał ofiarę, jednak Rite czekał. I miał rację.
Po chwili zapanował chaos. Wszystko zostało rozwalone przez szalejących, przed sekundą napalonych facetów, a teraz mocno przestraszonych. Wszystko przez jakiegoś zazdrosnego mordercę. Wyszedł z pomieszczenia jako ostatni, pożerając wzrokiem nastolatkę, kulącą się na podłodze i trzymającą za krwawiący policzek.
— Moja... — szepnął.
***
Ciemnowłosy wbił do gabinetu przełożonej dziewczyny, zaraz, gdy wyszedł z niego sprawca zamieszania.
— Nie mów, że zapłacił jej długi! — wrzasnął.
— Amer, spokojnie. — szepnęła kobieta.
— Obiecałaś mi ją, Fiye! Miała być moja!
Uśmiechnęła się do niego i wstała. Otarła się o jego tors.
— Dostaniesz. Tylko złap jednego z jej psów. — przechyliła lekko głowę.
— Co planujesz?
— Zaufaj mi.
***
Obserwował, jak Fiye wchodzi z Shadow do pokoju. Rozsiadł się wygodniej na fotelu.
— Jak już wspominałam — warczała — Twój kundel zniszczył nam jeden z apartamentów. Straty są tak duże, że na pewno ich nie spłacisz. Nawet twój kolega tyle by nie miał. W ogóle czyż to nie dziwne, że mężczyzna zapłacił za taką dziwkę jak ty, te sto siedemdziesiąt tysięcy? Żebyś była woln—
— Spłacę to. — szepnęła płaczliwie — Daj mi tylko trochę czasu.
Mężczyzna, siedzący za biurkiem, nie mógł wytrzymać widoku strachu i zdezorientowania w jej oczach i wybuchnął śmiechem. Lee odskoczyła, jakby dopiero teraz go dostrzegła.
— Cześć kochanie.
W parę sekund znalazł się za nią, obejmując w pasie jedną ręką.
Zaczęła się wyrywać. Złapał ją za dłonie, wykręcając obie do tyłu. Z kieszeni wyjął chusteczkę i butelkę. Zębami odkręcił korek i wylał trochę zawartości na materiał. Przytknął go do ust dziewczyny. Po chwili bezwładnie wisiała w jego ramionach.
— Wypuść te psy, gdy będziemy daleko. — wskazał na dwa charty, które szamotały się na łańcuchach.
Fiye pokiwała głową.
***
— Jak się spało, księżniczko? — uśmiech wpłynął na twarz mężczyzny.
Na dźwięk jego głosu próbowała się cofnąć i podnieść z ziemi, jednak uniemożliwił to metalowy stół.
— Wypuść mnie! — wrzasnęła.
— Pięknie krzyczysz, kochanie. Ciekawe, jak brzmiałoby w twoich ustach moje imię? Zaraz się przekonamy...
Rozerwał bluzkę dziewczyny i zaczął zdejmować spodnie. Patrzył teraz na blade ciało, pozostałe w samej bieliźnie.
— Śliczne... — oblizał się.
Ściągnął pasek ze swoich spodni i powoli je zsunął, ustami pieszcząc obojczyk ukochanej.
< Shadow? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)