środa, 2 sierpnia 2017

Od Corrinne cd Shawn

- Shawn, miażdżysz mi płuca... - wydusiłam. Speszył się i odsunął.
Zerknęłam na rodziców. Szeroko się uśmiechali, choć ich oczy były rozszerzone ze zdumienia.
- Widzisz? Mówiłem, że zaczniesz chodzić, nim pierwszy listek spadnie z tego drzewka! - zawołał tata, jako pierwszy się otrząsając i łapiąc w ramiona. Blado się uśmiechnęłam, wdychając jego zapach.
Cieszę się, że jest szczęśliwy.
- I tak mam focha za ten szalik. - mruknął Shawn, w połowie jedzenia tortu. Zaśmiałam się krótko, rozwalając mu dłonią fryzurę.
Byłoby wspaniale, gdyby wszystkie dni były tak radosne...
- Cieszycie się, że będziecie chodzić do szkoły?
Mój widelczyk zastygł na sekundę w bezruchu.
- Tak. - powiedziałam jedynie. Od razu miałam złe scenariusze w głowie.
Zerknęłam na brata. Bałam się, że w szkole także się nie odnajdzie. On jednak się teraz cieszył, zapewne myśląc, że zostawi tamtych. Ale.. Przecież z niektórymi możemy trafić do klasy, tak?
- Pójdziemy na spacer? - zapytała mama.
Kiwnęliśmy niepewnie głowami. Szybko każdy dokończył ciasto. Ubrałam buty i stałam pod drzwiami, niepewnie stąpając. Dziwnie się czuję, chodząc, a nie jeżdżąc na wózku.
- Nigdzie nie pójdę bez mojego szalika! - buntował się Shawn, nawet, gdy już byliśmy na zewnątrz.

< Shawn? > 

poniedziałek, 31 lipca 2017

Od Shawna CD Corrinne

Spojrzałem na kalendarz, który wisiał nad moim łóżkiem. Przeskanowałem wzrokiem rząd cyferek...
- Dzisiaj jest... - mruknąłem pod nosem, przeczesując swoją niebieską czuprynę dłonią. - URODZINY?! - wydarłem się.
- Shawn, czy mógłbyś się... - doszedł do mnie głos siostry, która najprawdopodobniej nie spała od kilkunastu minut.
Siedziała na swoim wózku ubrana w śnieżnobiałą sukienkę. Gdzieniegdzie posiadała ona niebieskie elementy...
- Ślicznie wyglądasz... - wyszeptałem, patrząc jej prosto w oczy.
- Ubieraj się... - mruknęła pod nosem, szybko odwracając ode mnie swoje spojrzenie.
Mozolnie wygrzebałem się spod pierzyny, po czym wcisnąłem swoje stopy w czerwone kapcie. Podszedłem do szafy...
- Gdzie jest mój szalik! - krzyknąłem przerażony, przyglądając się miejscu, gdzie powinna się znajdować moja ulubioną część garderoby.
- W praniu - burknęła będąca kilka metrów dalej dziewczyna.
- COOOO?! - wydarłem się niemalże na cały dom.
- Uspokój się! - dotarł do mnie głos siostry.
Był dosyć niewyraźny, ponieważ w ułamku kilku sekund znalazłem się w łazience. Rzeczywiście... W bębnie kręcił się dobrze znany mi materiał.
- Nie!!! - krzyknąłem, uderzając pięścią w szybę.
Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, za drzwiami usłyszałem wołanie mamy. Zebrałem się powoli z podłogi... "Ale on jeszcze nie był taki brudny" - mruknąłem w myślach. "Prałem go... Em... No... Prali go w sklepie! Na 100%".
***
- Wszystkiego najlepszego! - powiedzieli chórkiem rodzice, którzy najwidoczniej czekali na nas w kuchni.
Wraz z Corrinne staliśmy w wejściu do pokoju... Trzymałem jej wózek (a raczej opierałem się o niego łokciem, ale to zupełne inna kwestia...)
- Dlaczego mój szalik... - chciałem mówić dalej, lecz zatrzymało mnie mordujące spojrzenie siostry. Zapewne nie chciała, żeby rodzice musieli zajmować się teraz jakimś "głupim" szalikiem. Odpuściłem. Podjechałem wraz z Corrinne do małego stoliczka, na którym stało niebieskie ciasto.
- Pomyślcie życzenie - uśmiechnęła się w naszą stronę mama.
Spojrzałem na siostrę, której wzrok od kilkunastu sekund był wlepiony w kilka małych płomyczków. Patrzyła na nie jak zaczarowana. Chwyciłem ją za rękę.
- Na trzy? - uśmiechnąłem się delikatnie.
Spojrzała na mnie. Jej niebieskie oczy... Wyglądały w tym momencie jak dwa, blade jeziora... Zupełnie pozbawione życia i jakiegokolwiek szczęścia... Przytaknęła delikatnie głową.
- Raz...
- Dwa... - dodała.
- Trzy!
W tym samym momencie z naszych ust wypłynął lekki podmuch wiatru, który od razu zgasił świeczki. Tata wystrzelił konfetti, a mama zaczęła klaskać. Nadal nie byłem szczęśliwy... Nie potrafiłem się śmiać, u boku przyglądając się cierpieniu Corrinne.
- Wszystko okay? - zapytałem cicho.
Znowu spojrzała na mnie. Zacisnęła mocniej swoją rękę na mojej dłoni, po czym... Wstała... Jej oczom jakby od razu został przywrócony ten sam blask, który nie połyskiwał od kilku miesięcy...
- Ty! CHODZISZ! - wydarłem się praktycznie tak samo głośno, jak wtedy, gdy opłakiwałem swój szalik.
- Em... No... - wyszeptała coś pod nosem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! To najlepszy prezent na urodziny! - krzyknąłem, przytulając się do niej.
<Corrinne? AWWWW C: >

piątek, 28 lipca 2017

Od Petera CD Shadow

- Gdzie to posadzić... - mruknąłem pod nosem, przyglądając się niewielkiej roślince, która leżała oparta o jedno z krzeseł.
- W miejscu, gdzie będzie się najlepiej prezentować... - powiedziała cicho Shadow, ocierając się delikatnie o moje ramię. - Czyli... - pociągnęła mnie za sobą, trzymając za dłoń. - Tutaj! - stwierdziła, zatrzymując się.
Staliśmy naprzeciw siebie, mniej więcej po środku dosyć dużego ogrodu. Wpatrywałem się w jej szklane oczy... Jasne, długie włosy...
~Już wiem, że Haze się załamie~Vane
Nie mogłem się powstrzymać... Wpiłem się w jej usta. Podczas gdy ja, objąłem ją w pasie, ona owinęła swoje ręce wokół mojej szyi.
- Zróbmy to... Tu i teraz... - wymruczałem dziewczynie do ucha, wsuwając rękę pod jej koszulkę.
- Oszalałeś?! Zaraz dzieci przyjdą! - szepnęła, delikatnie się odsuwając.
- Melody... - wyszeptałem jej do ucha.
- Jason, nie teraz - mruknęła, odsuwając się o krok.
Tak bardzo jej pragnąłem w tym momencie... Niestety, miała rację - za chwilę dzieci wracały z przedszkola.
- A w nocy? - uśmiechnąłem się sprośnie.
- Pomyślę... - po wypowiedzeniu tego słowa z niemal od razu udała się do kuchni.
***
Staliśmy przed małym drzewkiem. Trzymałem na rękach Corrinne, żeby chociaż w tej chwili nie musiała być przykuta do wózka.
- Kiedyś, wyrośnie z niej piękne i ogromne drzewo! Wierzę, że...
- Ale ten tata się rozmarzył - zaśmiała się dziewczyna stojąca tuż obok. Dzieci odpowiedziały tym samym.
- Ha, ha, ha... - spojrzałem na córkę, która spoczywała w mych ramionach. - Obiecuję ci, że zanim z tego drzewa spadnie pierwszy żółty listek, ty, będziesz już chodzić...
- Jesteś pewien tato? - zapytała, patrząc mi prosto w oczy.
- Tak. Obiecuję ci - przytaknąłem, delikatnie się uśmiechając.
***
Noc. Jak ja lubię tą porę... Sen. Kolejna zaleta. Łóżko. Ukojenie po całym dniu chodzenia. I ona... Osoba, która co noc kładzie się przy mnie.
- Czy zasłużyłem dzisiaj na nagrodę? - wyszczerzyłem się.
<$hadow? Lenny lenny c: >

Od Corrinne cd Shawn

– Shawn... – szepnęłam, widząc niewyraźne sylwetki – Shawn! Nie zniżaj się do ich poziomu! – podniosłam głos.
Widocznie to go zahamowało, bo cofnął ręce. Starszy chłopak błyskawicznie się podniósł i uciekł.
– Bronisz go, po tym, co chciał ci zrobić?
Pchnął wózek.
– Bronię ciebie, żebyś sobie życia nie zepsuł.
Nie odpowiedział, a między nami zapanowała niepokojąca cisza.
***
Z okna wpatrywałam się z cienkie gałązki, które sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały się połamać. W domu nikogo nie było. Shawn poszedł po przedszkola, tata z mamą do sklepu...
Głośno westchnęłam i odepchnęłam się od parapetu.
***
Biegliśmy przed siebie. Coś kusiło mnie, by się obejrzeć, jednak ciało kazało tylko biec. W dłoni ściskałam srebrny łańcuszek. Co to byli za ludzie?
    Shawn wyprzedził mnie, jednak potknął się o kamień i upadł. Gwałtownie zahamowałam i cofnęłam się, by mu pomóc wstać.
– Biegniemy dalej. Do ciotki. – szepnęłam na tyle głośno, na ile pozwolił mi łamiący się głos.
Kiwnął głową na znak, że usłyszał. Złapał moją  wyciągniętą w jego stronę rękę i podniósł się.
Rozległ się huk. Zatrzęsłam się i skuliłam, ale nie przestałam uciekać. Może zachowywałam się źle. Może mogło wyglądać to tak, jakbym myślała tylko o sobie, żeby ratować swój tyłek. Ale... Wiedziałam, że jakbym ja tam została, Shawn zrobiłby to samo. A rodzice... Bez powodu nie kazaliby nam uciekać.
~~~
Zapukałam chaotycznie do drzwi. Otwórz, otwórz, otwórz! – błagałam gorączkowo w myślach.
– Dzieciaki, co tu robicie...? – spytała zaspana ciotka, ni stąd ni zowąd otwierając wejście.
– Rodzice kazali nam uciekać, jacyś ludzie... Weszli nam do domu... – wysapaliśmy.
Vane mruknęła parę słów, które zapewne nie były zbyt ładne, po czym zaczęła się ubierać, wrzeszcząc przy okazji na wszystkich domowników, by się zbierali. Odprowadziłam ich wzrokiem.
– Rodzice... Nie zobaczymy ich, prawda? – szepnął mój bliźniak. Wyprostowałam się.
Też tak myślałam, ale... Nie będę go dodatkowo dołować.
– Zobaczymy, obiecuję. – przytuliłam go, mrugając gwałtownie  powiekami, by cofnąć łzy.
***
Czemu mam takie dziwne sny?!

< Shawn? C: >

Od Shawna CD Corrinne

Wychodziłem właśnie z łazienki, gdy dostrzegłem jasnookiego chłopca... Przekroczył pewną granicę, której nie pozwalałem przekroczyć żadnej z osób trzecich.
- Spróbuj tylko... - warknąłem pod nosem.
Uchwycił obie rączki wózka, po czym pociągnął siostrę w stronę jedego z ciemniejszych zakątków. Czułem jak coś we mnie zaczyna się gotować. Poprawiłem szalik, po czym niemalże od razu ruszyłem za nimi.
Widząc jak upada na ziemię... Serce zaczęło mi krwawić... Nie potrafiłem znieść tego widoku.
- Po co ci oko, skoro i tak nic nie widzisz? Zabawmy się! - zaśmiał się chłopak, podnosząc swą prawą rękę do góry. W mgnieniu oka znalazłem się tuż obok... Uchwyciłem jego dłoń w powietrzu. Wszystko jakby na chwilę się zatrzymało. Mina mu zrzedła, gdy mnie zauważył.
- Po co ci mózg, skoro nie umiesz go używać? - warknąłem pod nosem, zaciskając swoją dłoń w pięść. - Tkniesz jakąkolwiek dziewczynę... Nie śmiej się nazywać w przyszłości mężczyzną - odepchnąłem go na ziemię, jak najdalej od siostry.
- Corr, nic ci nie jest...? - zapytałem, kucając tuż obok niej.
Otrząsnęła się... Wlepiła we mnie swój niewyraźny wzrok.
- Teraz znowu nie da ci spokoju... - wyszeptała, wciąż widocznie szukając mnie wzrokiem.
Objąłem jedną ręką jej drobną twarzyczkę. Skierowałem ją prosto na siebie...
- O mnie się nie martw...
Już szykowałem się do podniesienia siostry, gdy... Wyczułem bardzo nieprzyjemny ból z tyłu głowy.
- Ty... - warknąłem pod nosem, przejeżdżając dłonią po niebieskich włosach na głowie.
Odwróciłem się... Stał z kilkoma kamieniami w ręce. Jakoś udało mi się podnieść...
- I komu jest teraz do śmiechu? - mruknął stojący przede mną chłopak.
- Temu, który może cię zabić w każdym momencie - warknąłem, biorąc krótki zamach.
W mojej dłoni pojawiła się mała kulka światła, którą trafiłem prosto w jego jasne oczy. Syknął z bólu, cofając się o kilka kroków. Szybko uchwyciłem kamień, który wypadł mu z ręki... Rzuciłem nim prosto w jego nogę. Upadł.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia?! - krzyknąłem, przytrzymując jego szyję w objęciach swojej dłoni.
- Kiedyś tego pożałujesz...
Przycisnąłem mocniej... Chciałem go zabić...
<Corr? :3 >

czwartek, 27 lipca 2017

Od Shadow cd Peter

W czasie wyjaśniania wszystkiego Corrinne, milczałam. Nie miałam serca się odezwać, więc jedynie trzymałam ją za małą dłoń. Jej reakcja mnie zadziwiła; jedynie się uśmiechnęła pocieszająco, choć było można dostrzec w jej oczach smutek. Nie było płaczu. Może nie zdaje sobie sprawy? A może wie, ale nie chce nas dołować?
– Wyleczymy cię. Będziesz chodzić i widzieć . – odezwałam się pierwszy raz od jakiegoś czasu.
– Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś pewna. – szepnęła cicho.
     Mijały godziny. Przysypiałam oparta o ramię Petera. Leki od Sabriny już przestały działać.
***
Gdy dzieciaki wróciły z przedszkola, czekała na nich niespodzianka. S ogrodzie czekało już małe drzewko gotowe do zasadzenia.
– Cześć! – usłyszałam z przedpokoju. Wychyliłam się z kuchni, najpierw oglądając czy nic się im nie stało, a dopiero potem witając.
Wróciłam do kuchenki i wyłączyłam ją. Słyszałam, jak wchodzą do ogrodu i pobiegłam za nimi. Shawn już kopał dół. Corrinne jednak patrzyła tępo na roślinę.
– Kiedyś wyrośnie z niego piękne drzewo.  – odezwałam się zza jej pleców.
– Być może...
– Hej, co się z tobą dzieje?
– Nic, mamo...
Westchnęłam w myślach. Moja mała Corr...

< Peter? >

Od Corrinne cd Shawn

Cicho westchnęłam i przy pomocy rąk usiadłam na wózku. Podjechałam do łóżka brata.
– Nie obwiniaj się. – szepnęłam spokojnie – widocznie tak musiało być.
– Ale teraz tobie dokuczają... –dostrzegłam, że się rozkleja.
– Przynajmniej odczepili się od ciebie – dałam mu kuksańca. – A to sprawia, że jestem szczęśliwa.
– Ale...
– Idź spać i  nie obwiniaj się, okey?
Uśmiechnęłam się.
***
Zatrzymałam się pod płotem, w cieniu roślin i zmrużyłam powieki.
– Shawn? – mruknęłam cicho, gdy ktoś pchnął mój wózek.
Nie otrzymałam odpowiedzi.
Moje oczy rozszerzyły się gwałtownie, gdy znaleźliśmy się zza płotem i spadłam ze swojego sprzętu przy dużej "pomocy" tego kogoś.
Nawet nie pisnęłam, jedynie drętwo patrząc w przód.
– Po co ci to oko, skoro i tak na nie nie widzisz? Zabawmy się! – warknął chłopak przez zęby. Za co on tak nas nienawidzi?
Zacisnęłam oczy. Ale nic się przez chwilę nie działo, a potem rozległ się przytłumiony syk chłopca.
Uchyliłam niewidocznie powieki. Shawn...? Co ty robisz?
– Corr, nic ci nie jest? – kucnął obok po paru minutach. Mruknęłam coś niezrozumiale, patrząc na to, co za jego plecami.
– Teraz znowu nie da ci spokoju... – szepnęłam.

< Shawn? >

Mia Land of Grafic