czwartek, 17 sierpnia 2017

Lol

Gootowana kukurydza, zimneee piwkooo, wędzooony oscypeeek, orzeszki w karmelu (❤️) , popcorn!















E lolll, oscypki na plaży sprzedajo.












Nudam.











Kto chce moje zdjęcie? 😏














Maľe dzieci są uroczeeeee












OŻeSki w karmelu się skończyły 😥










Mój zamek się rozwalił :C nie sam oczywiście 😏

środa, 16 sierpnia 2017

Od Vane CD Gilbert

Siedziałam cicho sącząc z kubka ciepły napar. Dopiero głośne pukanie do drzwi lekko mnie przestraszyło. Gilbert w krótkim czasie znalazł się przy drzwiach i otworzył... Nad wyraz zdenerwowanemu chłopakowi i towarzyszącemu mu szopowi. Dostrzegłam ich kątem oka. Nie minęło kilka sekund, a wparowali do salonu - de facto, gdzie aktualnie przebywałam. Zaszczyciłam ich jedynie przelotnym spojrzeniem, podczas gdy Kiba przyglądał mi się z mieszanką szczęścia i gniewu.
- Uprzedzając krzyki, głowa mnie boli, więc proszę nie za głośno... - mruknęłam, wciąż sącząc herbatę. - A ciebie ogolę - spojrzałam na szopa. 
- Myślisz, że jestem na tyle głuchy i nie słyszałem waszej rozmowy!? - krzyknął chłopak, nad wyraz niezadowolony przyglądając się mojej postaci. 
- Może jakieś "Cześć kochanie" albo "Co u ciebie?"... - westchnęłam, odkładając kubek na stół. - Nic mi nie jest, żyję... - podniosłam się, ponownie poprawiając elementy stroju.
- Miałaś wrócić za godzinę, a nie na następny dzień! Myślisz, że się nie martwiłem!? - chyba nie miał zamiaru ściszyć tonu. 
- A co ja mogę poradzić na to, że straciłam przytomność!? Pewnie ktoś mi podrzucił jakieś dragi... - aż głupio mi było, że również musiałam zacząć się drzeć. No trudno... Jak trzeba, to trzeba... - Z resztą... Mógł mnie ktoś porwać, zgwałcić i zabić! Ale on mi pomógł! - szczerze, to głupio mi było kłamać.
Nienawidzę oszukiwać bliskich sobie osób (z wyjątkiem Rocketa), lecz teraz, musiałam to zrobić. Nie wiem jak długo wytrzymam...
- Kim on jest dla ciebie? Skąd go znasz!? - zadał kolejno dwa pytania.
- Poznałam go o wiele wcześniej niż ciebie... Z resztą! Nie ważne, a jeżeli chcesz się na mnie drzeć dalej, to przynajmniej wróćmy do domu... - zacisnęłam pięści.
Widocznie miał ochotę coś powiedzieć, lecz tylko odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi. Podczas gdy on ruszył w stronę samochodu, ja, stojąc przy drzwiach zaczęłam ubierać buty. Przy wykonywaniu tej czynności śledziło mnie wyraźnie zmieszane spojrzenie szopa.
- Zadowolony? - mruknęłam, ubierając kurtkę.
- Nie tylko on się o ciebie martwił... - odwrócił wzrok, po czym wyszedł na zewnątrz. 
Rzuciłam przelotne spojrzenie na salon, czy na pewno wszystko wzięłam. Z tej perspektywy mogłam dostrzec Gilberta, który chyba starał się nie zwracać uwagi na naszą awanturę. Przyglądałam mu się przez chwilę. "Przepraszam" - wyszeptałam tylko, zamykając za sobą drzwi.
***
W domu panowała bardzo napięta atmosfera. Ostatecznie nie doszło do trzeciej wojny światowej... Po prostu wszyscy siedzieli cicho. Podobnie jak poprzednio, siedziałam na kanapie z zaparzonymi ziołami w kubku. Naprzeciw, miejsce na fotelu zajmował Kiba. Rocket był na górze, zapewne grzebiąc w swoich gratach. Niebiesko włosy przeglądał laptopa, zapewne śledząc moją historię przeglądania. Robił to z wyraźnym grymasem, spowodowanym ciągłymi błędami komputera. Huh... Tak to właśnie jest, gdy twój złom posługuje jako sprzęt do hakowania.
- Grat! - warknął, zamykając z trzaskiem klapkę laptopa. 
Wiedziałam, że miał ochotę jebnąć nim o ziemię, lecz ostatecznie się powstrzymał i położył go na stoliku kawowym. Odłożyłam kubek obok sprzętu.
- Przepraszam, okay? - wypaliłam, delikatnie spuszczając wzrok. - Obudziłam się dopiero rano, nie pamiętając co się stało... 
W sumie. Gdyby spojrzeć tak na to z drugiej strony... Mówiłam prawdę, lecz on rozumiał ją w zupełnie innym sensie. Wiedziałam, że za to co naprawdę odpierdoliłam zeszłej nocy, nie uzyskałabym pozytywnej reakcji...
Podniosłam się, wciąż będąc owinięta kocem. 
- Nawet osobie, która cierpi na bezsenność, mogą czasem wyczerpać się baterie... - spuściłam delikatnie wzrok. 
Chłopak poszedł w moje ślady. W krótkim czasie znalazł się kilka centymetrów ode mnie.
- Nie rób tak więcej, okay? - uśmiechnął się delikatnie, obejmując mnie w tali.
- No dobra, dobra... - mruknęłam, opierając się głową o jego tors. 
***
Jak zwykle - zostałam sama w domu. Męska część towarzystwa wyszła do pracy. Mi jak zwykle nie pozwolili wyjść jak normalnemu człowiekowi, tylko zmusili do siedzenia w domu. W sumie, to i lepiej, bo moje poranne bóle brzucha tylko się nasiliły. Podejrzewałam najgorsze... Tak, to co mnie spotkało ledwo ponad miesiąc temu. Zrobiłam test tylko dla zmniejszenia poziomu wkurwienia na świat i tak... Wyszedł pozytywnie. Znowu miałam wielką chęć sięgnąć po żyletki, a najbardziej - powiesić się i zniknąć na zawsze. Nie miałam wyboru, od razu wpakowałam się w samochód i ruszyłam z miejsca w stronę dobrze znanego mi domu. O mały włos nie spowodowałam wypadku... I tak aktualnie miałam innych ludzi w dupie.
Pół godziny później już stałam przed drzwiami mężczyzny, z zaciśniętym, małym przedmiotem w ręce. 
- Vane? Coś się stało? - zapytał na wstępie, a ja tylko wyminęłam go, po czym rozebrałam buty i kurtkę.
Bez dalszych słów miałam iść dalej, lecz w odpowiednim momencie Gilbert uchwycił mnie za nadgarstek. Odwróciłam się w jego stronę.
- O co chodzi? - powtórzył, przyglądając mi się.
Oczy miałam pełne łez, lecz zostały one przysłonięte przez białą grzywkę. Tylko wypuściłam przedmiot z rąk. Podniósł go do góry, po czym wlepił wzrok w dwie kreski na małym, plastikowym przedmiocie. 
- Co do... - nie dokończył.
Wyrwałam się z jego uścisku. Przez kilka następnych minut czekałam na jego reakcję... Krążył po pokoju mrucząc coś pod nosem. 
- Gilbert... - mimo tego, że powtórzyłam jego imię kilka razy, on nadal nie reagował.
W końcu, nie wytrzymałam i podeszłam do niego. Odruchowo uderzyłam go w policzek. Spojrzał mi prosto w oczy, na co odpowiedziałam tym samym.
- Ogarnij się, okay? - spojrzałam na niego zaszklonymi oczami.
<Gilbercik? c: >

Od Gilberta CD Vane

Spojrzałem na nią badawczo, po czym westchnąłem cicho i podniosłem się z kanapy, zabierając kubek dziewczynie.
- Mam, ale to zaraz... - Odparłem spokojnie i poszedłem powoli do kuchni. - Źle się czujesz?
- Nie.... - Mruknęła pod nosem i rozłożyła się na całej kanapie. - Znaczy się... Boli mnie brzuch...
- No ok... - Wylałem zimną herbatę do zlewu i wstawiłem wodę do gotowania. - Za nim dam ci jakieś tabletki to musisz napić się ciepłej herbaty... Na pewno ci pomoże...
Po chwili przygotowałem kubek i wsadziłem do środka kilka miętowych listków, następnie zalałem całość gorącą wodą.
- Proszę bardzo. - Podałem dziewczynie po chwili kubek z gotową już herbatą.
Skinęła delikatnie głową i podniosła się do siadu, łykając powoli gorącą ciecz. Usiadłem obok niej i zerkałem na nią co chwila. Miałem nadzieję, że tylko z nerwów boli ją brzuch i nie jest to nic poważnego. Nagle pogłaskałem ją delikatnie po głowie i uśmiechnąłem się pod nosem. Nagle obije usłyszeliśmy jak ktoś wali pięściami w drzwi.
- Już idę! - Krzyknąłem i podniosłem się trochę zaskoczony, tym że ktoś mnie w ogóle odwiedza.
Ruszyłem w stronę drzwi, trochę zdenerwowany tym, że te huki nie ustawały, a wręcz przybrały na sile. Czy ten ktoś jest głuchy? Przecież krzyknąłem, że idę...
- Co jest kurwa?! - Warknąłem wkurzony, otwierając gwałtownie drzwi wejściowe.
Spojrzałem na znajomego chłopaka i szopa.
- Głośniej się nie dało...? - Mruknąłem i zatrzymałem na chwilę wzrok na Kibie.
- Co ty tu robisz? - Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony, najwyraźniej mnie rozpoznał.
- Mieszkam... - Mruknąłem, drapiąc się po karku. - Niech zgadnę... Zaszczyciliście mnie swoją obecnością, żeby odebrać Vane? Zapraszam... - Odsunąłem się i pozwoliłem im wejść do środka.
Od razu poszli do Vane i oczywiście w moim domu odbyła się jedna, wielka awantura... Nie miałem zamiaru tego słuchać, więc poszedłem do kuchni, aby czymś pożytecznym się zająć. Jednak nie było mi tak łatwo nie słuchać tych krzyków... Oj... Biedna dziewczynka...
Po jakimś czasie usłyszałem jak drzwi frontowe dość głośno trzasnęły,a w domu zapadła aż zbyt podejrzana cisza. Wyjrzałem z kuchni i okazało się, że całe towarzystwo wyniosło się. Westchnąłem cicho i poszedłem na górę. Nie chciało mi się nic robić, więc uwaliłem się na łóżku i wtuliłem twarz w poduszkę. Ku mojemu zaskoczeniu pachniała ona Vane... No tak spała tu... I nie tylko...
Zarumieniłem się, przyłapując się na tym, że myślę o niej i do tego wącham tą poduszkę z delikatnym uśmiechem na ustach. Chyba mi już odwala...

~~*~~

Przez następne kilka dni siedziałem w domu i ani razu nie spotkałem się z Vane. Ciekawiło mnie co później się u niej działo. Dostała szlaban? Nie... Nie jest aż takim dzieckiem. Pewnie miała ciąg dalszy opierdolu. Powspominałbym dobre czasy z dzieciństwa, ale ich nie posiadam...
W sumie to prawie przez cały czas myślę o tym gówniarzu... Co się ze mną dzieje? Zamiast wyjść na miasto i zabawić się, to siedzę sam w domu i nudzę się... Westchnąłem cicho i nagle do moich uszu dobiegło delikatne pukanie do drzwi. Zerwałem się z fotela i już po chwili uchyliłem drewniane drzwi.
- Vane? - Spojrzałem zaskoczony na dziewczynę, która nie wyglądała zbyt dobrze. - Coś się stało?

<Vane? C:>

Od Vane CD Gilbert

Spojrzałam na niego kątem oka. Ta sytuacja poniekąd przypomniała mi tą, sprzed kilku lat...
- Kiedyś też tak szalałam... - wyszeptałam pod nosem, podwijając kolana pod brodę.
- Huh? - wbił we mnie swoje pytające spojrzenie.
- Spytaj Rocketa ile razy musiał się przyglądać mojej osobie, przybywającej do domu pijanej... Najprawdopodobniej po imprezie, z podartymi ciuchami - westchnęłam ciężko. - Tak się kończyło branie drinków od obcych. Budziłam się w łóżku z jakimś facetem... - moja głowa mimowolnie osunęła się na jego ramię. - Uwierzysz, że nigdy nie przespałam się z kimś na trzeźwo? - zaśmiałam się cicho.
Odpowiedziała mi głucha cisza, a mówiąc dokładniej - zapewne przetwarzanie wszystkiego w głowie mężczyzny. Gdy spostrzegłam w jakiej pozycji się znajdowaliśmy, niemalże w sekundzie poderwałam się do pionu. Lekko zaczerwieniona, przysłoniłam swoją twarz włosami.
- Czyli jednak lubisz takie zabawy...? - wyszczerzył się, mówiąc pół-mrukiem.
- C-Co?! NIE! - krzyknęłam, dla pewności odsuwając się od niego o jakiś metr.
Zaśmiał się, odwracając wzrok w stronę telewizora. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym oderwał od niego spojrzenie - widocznie przerażony.
- Co to za chore... - nie dokończył, ponieważ na jego twarzy wylądowała jedna z poduszek, która wcześniej służyła do ozdoby kanapy. Teraz, było to narzędzie zbrodni. - Znowu chcesz się bić?
- Nie. Po prosty nie chciałam, żebyś wypowiadał tego słowa - uśmiechnęłam się złośliwie pod nosem, krzyżując ręce.
- Czyli chcesz się bić - podsumował, odrzucając w moją stronę przedmiot.
- Hej! Przestań! - krzyknęłam, podnosząc się na równe nogi.
W odpowiedzi ponownie się wyszczerzył. Spiorunowałam go tym samym wzrokiem co wcześniej.
- Lubisz mi dokuczać? - mruknęłam, mrużąc oczy.
- A żebyś wiedziała - przytaknął głową, również podnosząc się.
Już otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, gdy nagle rozległ się ryk mojego dzwonka w telefonie. W ułamku sekundy znalazłam się przy swoim sprzęcie...
- Cholera. Rocket dzwoni... - westchnęłam, przyciskając na szklanym ekranie zieloną słuchawkę.
Włączyłam system głośnomówiący.
- Halo? - powiedziałam spokojnie, przybliżając telefon do ust.
- GDZIE TY DO JASNEJ CHOLERY TRZYMASZ TEN TELEFON, ŻE NIE MOŻNA SIĘ DO CIEBIE NORMALNIE DODZWONIĆ?! - wydarł się jak nigdy dotąd. Słysząc pierwszy podniesiony ton, telefon prawie wypadł mi z rąk, lecz jakimś cudem udało mi się go złapać. Przyglądałam się zawiadomieniu o połączeniu, które dalej trwało.
- No i po co krzyczysz... - prychnęłam jakby nigdy nic się nie stało.
- DOBRA, A TERAZ WYTŁUMACZ MI, GDZIE SIĘ SZLAJAŁAŚ! - powiedział odrobinkę ciszej, lecz i tak jego głos chyba się rozniósł na pół domu.
- No... To troche skomplikowane... - spojrzałam kątem oka na Gilberta, który wciąż wlepiał we mnie swój wzrok. Musiałam coś szybko wymyślić... Przeczesałam włosy dłonią, po czym zaczęłam:
- Zasłabłam w samochodzie - wypaliłam, uśmiechając się pod nosem. - I wtedy znalazł mnie Gilbert. Pamiętasz tego idiotę? - uniosłam wyżej swoje kąciki ust, patrząc na siedzącego obok z wyraźną satysfakcją.
- A telefon?!
- Zostawiłam w samochodzie, więc nie miałam pojęcia, że dzwoniliście - wyjaśniłam szybko. - Powiedz Kibie, że wszystko ze mną dobrze. Za wszelką cenę nie mów mu gdzie jestem. Jeżeli zacznie cię torturować... To... Poprawię mu drugi policzek - po wypowiedzeniu ostatniego słowa, nie czekałam na reakcję szopa. Rozłączyłam połączenie.
Odrzuciłam telefon na stół, nawet nie zwracając uwagi na to, czy może się rozbić. Westchnęłam głośno, ponownie przysiadając na kanapie.
- Nie umiem żyć w kłamstwie... - powiedziałam z lekka załamanym głosem, siadając w podobnej pozycji co poprzednio. Włosy same oklapły mi na twarz... Z tego wszystkiego zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Przeklęłam pod nosem, biorąc do rąk i tak już zimną herbatę.
- Masz jakieś tabletki? Apteczkę, czy coś?
<Gilbercik?> ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

Od Gilberta CD Vane

Spałem sobie smacznie kiedy nagle do moich uszu dotarł ten okropny dźwięk budzika... Ugh... I po co ja go nastawiałem? Uchyliłem powieki, pozwalając pierwszym promykom słońca podrażnić moje oczy, jednak szybko tego pożałowałem. W jednej chwili poczułem piekielny ból, który rozsadzał moją czaszkę od wewnątrz. Poderwałem się do góry, co też było błędem, gdyż ból nasilił się. Złapałem się za głowę i odetchnąłem cicho. Co tak właściwie wczoraj się stało? Rozejrzałem się po pokoju i zauważyłem od razu siedzącą pod ścianą Vane. Co ona tu robi? Uchyliłem kawałek kołdry i ku mojemu zdziwieniu, byłem nagi...
Nagle przed oczami pojawiły mi się wspomnienia z wczorajszego wieczoru.
- O kurwa... - Wyszeptałem i zerknąłem dyskretnie na dziewczynę, która dopiero teraz zauważyła, że już nie śpię.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, Vane jak na zawołanie speszyła się i odwróciła głowę w bok. Westchnąłem cicho i również skrępowany tą całą sytuacją, zacząłem szukać swoich bokserek. Trzeba o tym zapomnieć... Oboje byliśmy pijani, więc to nic takiego... Było minęło...
Kiedy w końcu odnalazłem swoje ubrania, wbiłem się w nie szybko i wstałem z łóżka, unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Jakoś nie byłem gotowy na rozmowę z nią, jednak musieliśmy porozmawiać. Wziąłem głęboki wdech i już miałem coś powiedzieć lecz ona podniosła się gwałtownie z podłogi i zaczęła nerwowo spacerować po pokoju, mrucząc coś pod nosem.
- Vane... - Zacząłem spokojnie, ale ona zignorowała mnie.
- Co ja zrobiłam...? - Zapytała sama siebie, gryząc nerwowo palca.
- Em... Przespałaś się ze mną....
- Zamknij się! - Spiorunowała mnie wzrokiem. - To nie powinno się wydarzyć...
- Jakoś w nocy ci się bardzo podobało... - Prychnąłem pod nosem i podszedłem do szafki, następnie otwierając jedną z szuflad.
Miałem przez chwilę wrażenie, że dziewczyna patrzy na mnie pełnym nienawiści wzrokiem. Westchnąłem cicho i po chwili wyciągnąłem tabletki przeciw bólowe. Wyjąłem dwie i połknąłem je bez popijania.
- Przestań tak panikować... - Podrapałem się po czuprynie. - Było minęło... Po prostu o tym zapomnij...
- Łatwo ci mówić...
Wzruszyłem ramionami i zerknąłem na nią kątem oka. Też nie jestem z tego wszystkiego zadowolony, ale co ja na to poradzę? Nie potrafię cofnąć czasu...
- Chcesz coś zjeść? - Zwróciłem się do dziewczyny po kilkuminutowym milczeniu.
Oczywiście spojrzała tylko na mnie zła i usiadła przy łóżku. Najwyraźniej dalej za bardzo się tym przejmowała. Ja jednak nie podzielałem jej zachowania. Wolałem udawać, że nic się nie stało, więc spokojnie wyszedłem z pokoju i zbiegłem po schodach na dół.
Najpierw posprzątałem trochę ten burdel po wczorajszym wieczorze, a następnie będąc już w kuchni, zająłem się robieniem śniadania. Postanowiłem na wszelki wypadek przygotować też coś dla Vane, bo nie wiadomo czy nie zmieni zdania.
Wyjąłem z szafki dwa talerze i wyciągnąłem z lodówki opakowanie jajek. Nagle usłyszałem kroki na schodach i automatycznie zerknąłem przez ramię na idącą w moją stronę dziewczynę.
- Jednak jesteś głodna? - Prychnąłem cicho i wróciłem do smażenia jajek.
- Pff... - Usiadła niechętnie przy stole i co chwila zerkała na mnie, co mnie trochę dekoncentrowało.
Po jakimś czasie postawiłem na stole dwa talerze z gotową już jajecznicą. Podałem dziewczynie widelec i sam po chwili zająłem miejsce przy stole.
- Smacznego... - Zerknąłem na nią i po chwili zacząłem jeść.
- Smacznego... - Burknęła pod nosem i zaczęła grzebać widelcem w swoim śniadaniu.
- Jedzeniem się nie bawi, dziewczynko... - Zwróciłem jej uwagę ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.
- Zamknij się! - Zarumieniła się lekko i nagle zaczęła szybko wsuwać swoją porcję.
Przyglądałem się jej trochę rozbawiony. Po skończonym śniadaniu, pozmywałem naczynia, po czym usiadłem obok Vane, która akurat siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Dziwiło mnie to, że jeszcze nie pojechała do domu tylko została tu... Wiedziałem jednak, że nadal jest zagubiona po tym co zrobiliśmy. Westchnąłem cicho i pogłaskałem ją delikatnie po głowie.
- Jeśli chcesz mogę o wszystkim zapomnieć i nigdy nie poruszać tego tematu... Weź też pod uwagę to, że oboje byliśmy pijani i nie ma tu winnych... Więc nie obwiniaj się o nic, ani nie panikuj... Nikt się o niczym nie dowie...

<Vane? :3>

niedziela, 13 sierpnia 2017

Od Laury CD Felix

Rzuciłam się na swoje łóżko. Nie miałam ochoty z niego wstawać, chociaż i tak wiedziałam, że muszę się jeszcze umyć i opatrzyć rany... Mój pech - nie opanowałam w całości zdolności regeneracji, a kilkanaście ran postrzałowych szczypało jak cholera. Jeżeli moja krew została zarażona jakąkolwiek substancją, wiedziałam, że będę miała przerąbane. Westchnęłam cicho, ostatecznie podnosząc się na równe nogi. Zrzuciłam z siebie bluzę, po czym weszłam do mojej prywatnej łazienki...
***
Wysuszyłam włosy będąc w łazience. Teraz, gotowa do pójścia spać... Totalnie straciłam na to ochotę. Wzięłam do rąk swojego smartphone'a. Znowu będę siedzieć w internecie do drugiej w nocy. Zajeb*ście.
Założyłam na uszy parę słuchawek, uprzednio podłączając je do telefonu. Mój ulubiony kawałek niemal od razu rozbrzmiał mi w uszach... Idealnie. Nucąc pod nosem tekst piosenki, zbliżyłam się do jednej z szuflad. Wyciągnęłam z niej zdjęcie. Przedstawiało ono mnie, wraz z kilkoma innymi osobami w moim wieku. Jedyne osoby, które były w pełni takie jak ja... Nie żyją od kilkunastu miesięcy... Wszystkie wspomnienia wróciły, a mi jak zwykle zrobiło się cholernie smutno.
- Przestań... - odrzuciłam przedmiot na bok.
***
O dziwo - obudziłam się kilka minut przed dziewiątą. Gdy tylko moje stopy zetknęły się z ziemią, przypomniałam sobie, że na dole spał Felix. Zeszłam na dół... Chłopak nadal spał.
- Już dziewiąta śpiochu... - samo jakoś wypsnęło mi się z ust. 
"Boisz się, że znowu do kogoś się przywiążesz, a później... Odejdzie on, tak jak każdy" - powiedziałam do siebie w myślach, biorąc cichy wdech.
- Ale ja wstaję o dziesiątej! - zaśmiał się, przy tym odwracając się na drugi bok.
Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem... Zmrużyłam oczy, podchodząc do kanapy na której spał. Dostrzegłam jak się śmieje.
- O dziesiątej, to my już dawno będziemy na mieście - uśmiechnęłam się delikatnie, zrywając z niego koc. - Wstawaj! - powtórzyłam.
- Oddaj! - krzyknął, nadal się śmiejąc.
- Przestań zachowywać się jak dzie... - przerwałam, przypominając sobie. "Dobra, jesteś dzieckiem, a na dodatek nastolatkiem" - mruknęłam w myślach, odrzucając koc na bok. - No taak...
- Więc... Miłego ranka, a ja wracam...
"Plan ostateczny...". Wskoczyłam na kanapę na której on leżał. Niemal od razu się wzruszył, gdy wyczuł moją obecność nad sobą. Wbiliśmy w siebie swoje spojrzenia.
- Wstawaj, bo w przeciwnym razie... - zmrużyłam oczy.
- Załaskotam cię na śmierć! - krzyknął, gwałtownie się podnosząc.
Zrobił tak jak uprzednio powiedział. N-Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu... Czułam się jak małe dziecko, praktycznie płacząc ze śmiechu. Z moich ust co chwilę wydobywało się słowo "Przestań", lecz on i tak chyba nie miał zamiaru przystopowywać.
<Felix? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

Od Felix CD Laura

Jak to opowiedziec mi nie mogla? Fakt, ze nie na przesluchaniu, ale mogla cos opowiedziec! No coz, jednak opowiedzialem o sobie, co lubie, moje hobby,  a nawet Laura cos o sobie powiedziala. Pewnie moj urok osobisty ja do tego zmusil! No a potem troche przesadzila, nazywajac mnie dzidziusiem. No bo bylem starszy I inteligentniejszy! Jednak chcac, nie chcac, dala  mi posciel I nie bylo ani nawet dalszej ciekawej rozmowy! Polozylem sie na kanapie.
   Podczas liczenia owiec, co mialo  mi pomoc w zasnieciu, uslyszalem  jak ktos parkuje przed domem, czy tam zatrzymuje. Nie sadzilem, ze CI, ktorzy przyjechali, maja dobry zamiar...
   Wstalem I poszedlem na gore, do Laury. Zapukalem do drzwi i je uchylilem. Poinformowalem ja o tym, ze ktos przyjechal. Laura zaczela biegac po pokoju, a raczej pobiegla do okna I potem pobiegla na dol. Ja za nia.
 - Umiesz strzelac? - spytala, a ja lekko sie zmieszalem. Ostatecznie kiwnalem glowa.
- Pora abys wykazal sie swoimi umiejetnosciami - dodala.
- Mamy zabijac? Moze sa pokojowo nastawieni...? - spytalem cicho I z strachem. Wlasnie w tym momencie zauwazylem krawiace jej dlonie.
 - Co CI sie... - nie skonczylem, bo sturchnela mnie w ramie.
   Odparla, ze ich zna  I dodala, zebym nie wychodzil. Ukrywa przede mna  swoje moce? Chociaz... Calkiem dobre  posuniecie, jakbym mial wykorzystac ja... Ale nigdy bym tego Nie zrobil!
   Wyjrzalem za zbite okno, tak, by nie bylo mnie za Bardzo Widac. Lekko spuscilem uszy. Widzialem, ze rozmawiaja, ale nie slyszalem o czym. Gdy tylko zobaczylem bron, naladowalem swoja I juz Mialem celowac, gdy.... Strzelil. Spojrzalem na Laure z lzami w oczach. Jednak Laura zyla! Nie moglem uwierzyc swoim oczom! Laura dala  mi sygnal reka, zebym strzelil! Moze mam zwidy?! Albo taka jest jej moc... Niesmiertelnosc... Tez chcialbym  taka miec.... Jednak zanim wycelowalem, Laura zabila dwoch, a reszta uciekla. A Nie! Jeszcze wyceluje! Wycelowalem I odczekalem chwile, jednak zanim strzelilem, Laura mi przeskodzila.
 - Dobra robota  - rzekla. Czyzby nie widziala, Ze celowalem?! Eh...
 *-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Obudzilem sie. a raczej Laura mnie obudzila.
 - Juz 9 spiochu - powiedziala do mnie. Jej Mina wyraznie mowila, ze nie wie Czemu mnie budzi.
<Laura? Lubie dziwnych ludzi ^^>
Mia Land of Grafic