poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Od Petera CD Shadow

Kopnąłem kolejny skrawek metalu, który leżał na ziemi. Przez te głupie gruzy latarni, naprawdę nie łatwo można się przedostać... To jakiś jebany element o kilku metrach wysokości, to kilometrowa dziura. Całość prezentuje się wprost przepięknie - katastrofa gwarantowana.
Wciąż nawoływałem dziewczyny. Chociaż... Robiłem to trochę rzadziej. Wolałem skupić się na przekopywaniu gruzów - w tym martwych ciał - niż zdzierania sobie gardła bardziej. Wiedziałem, że nadal żyje i jest gdzieś niedaleko. Czułem to zarówno w kościach, jak i w swoim umyśle. Słysząc jakikolwiek szczyrk, albo dostrzegając najmniejszy ruch nie minęło dziesięć sekund, a ja już byłem w tamtym miejscu. Skanowałem dokładnie okolicę wzrokiem... Cholera...
~Szukaj światła~ coś, lub ktoś wymruczał mi do ucha.
Niemalże podskoczyłem, trochę przerażony. O ile dobrze wiem, nigdy nie miewam żadnych schizów, czy innych rzeczy tego typu.
- Shadow? - przechyliłem pytająco głowę, dostrzegając dosyć charakterystyczny szkielet skrzydeł.
W momencie podbiegłem w tamtą stronę, niemalże przewracając się kilka razy. Czułem jak niepokój ogarnia cały mój organizm... Trójka towarzyszy, a wśród nich Shadow. Myślałem, że zemdleję patrząc na jej poranione ciało.
- SHADOW! - powtórzyłem jej imię, niemalże od razu przyklękując obok.
- Oh... Peter! - wymruczała, wciąż mając zamknięte oczy. - Fajnie, że jesteś...
- Nie mów nic! - krzyknąłem, podnosząc ją w jednym momencie.
Szkielet skrzydeł zniknął, a dziewczyna bardziej przybliżyła się do mnie.
- Spać mi się chce... - mruknęła.
- Ci... - wyszeptałem, przyglądając się jej bladej twarzy. - Odpocznij... Możesz iść spać... Nic nie mów... - pewnie gdybym miał wolną rękę, to pogładziłbym ją po główce niczym małe dziecko. No cóż. Może później.
***
Udało nam się dojść do miejsca przegrupowania. Dziewczyna była na tyle lekka, że spokojnie udawało mi się omijać wszystkie przeszkody. Gdy byliśmy w bardzo prowizorycznej sali medycznej, zajęto się dziewczyną niemalże od razu. Była wciąż nieprzytomna, gdy zszywali i oczyszczali  jej rany. Dobrze... Przynajmniej nie będzie musiała na razie znosić żadnego bólu.
Cały czas siedziałem przy niej. Nawet nie myślałem o opuszczeniu jej w tym stanie na nawet sekundę. Spała. Kolejna dobra wiadomość. Musi odpocząć... Nie wiem co, ale na pewno stało się coś okropnego...
- Panie Quill, naprawdę... - zaczęła jakaś kobieta.
- Tak, tak, tak... Dobra. Wiem, że mam iść, bo coś tam, ale... Nie jesteśmy w szpitalu, tylko w jakiejś piwnicy. Jest to niemalże równoznaczne z tym, że prawa nas nie obowiązują, tak? - skrzyżowałem ręce, podnosząc się z krzesełka.
- Więc będziemy zmuszeni..
- Okay, i tak nie wyjdę - wywróciłem oczami, przyglądając jej się z wyraźną pogardą. - Nie wyciągnięcie mnie stąd - wzruszyłem ramionami...
~ Chwilę później...
Cholera. Wyjebali mnie stamtąd siłą. Siedziałem znowu na korytarzu... Trzeba coś wymyślić... Rozejrzałem się po korytarzu... Może by tak znaleźć jakieś przebranie? Na pewno zaraz coś znajdę... Wparowałem do pokoju z różnymi tabletkami i innymi pierdołami.
- Haha! No i jest...
Nie mino pięć minut, a ja wyszedłem z pomieszczenia w stroju lekarza. Niepostrzeżenie wszedłem do sali z pacjentami... "Geniusz, po prostu geniusz..." - uśmiechnąłem się pod nosem, podchodząc do tego samego łóżka, przy którym wcześniej siedziałem. O dziwo... Dziewczyna była przytomna. 
- Więc, podamy pani... - przeskanowałem wzrokiem tackę z jakimś lekami. - To, to i to! - wskazałem na pierwsze lepsze pudełeczka z lekami.
<Shadow? c: >

Od Shawna CD Corrinne

- Spróbuj tylko powiedzieć co jeszcze, a przysięgam, że dostaniesz w pysk... - warknąłem pod nosem, kątem oka przyglądając się chłopakowi.
- Ktoś taki jak ty, będzie próbował do mnie podskoczyć? - prychnął wyraźnie rozbawiony.
"Shawn, opanuj się..." - mruknąłem do siebie, zaciskając ręce w pięści. Wycofałem się o kilka metrów do tyłu, po czym uruchomiłem zawieszoną na uchu słuchawkę. W sekundzie rozbrzmiał mój ulubiony, de facto dosyć stary kawałek typu nightcore. Taak, jestem chłopakiem i słucham takiej muzyki, jakiś problem?
Już sięgałem w stronę szyi, aby poprawić... Tsa, prawie zapomniałem, że szalik został w domu. Pewnie wciąż wiruje w bębnie pralki. Westchnąłem cicho, już zupełnie zrezygnowany. Ostatecznie wyciągnąłem z małej sakiewki w kurtce drugą, bezprzewodową słuchawkę. Włożyłem ją niemalże od razu do ucha, tym razem, całkowicie wyłączając się na świat. Chciałem wrócić do domu. Życie moje, jak i zarówno mojej rodziny wisi na cienkim włosku, co bardzo mi się nie podobało.
- Idioci... - dodałem pod nosem, przyglądając się zgrai chłopców, którzy przyglądali się mojej siostrze jak jakiejś zdobyczy.
Przyglądałem się wysokiej kobiecie, która prowadziła za rękę co najmniej dwuletnią dziewczynkę. Biedne dziecko... Możliwe, że w tak młodym wieku straci dach pod głową. Jednak z drugiej strony... Nie będzie widzieć różnicy. Zapewne za kilka lat nawet nie będzie pamiętać, że kiedykolwiek posiadała matkę. Prześledziłem wzrokiem kolejnych kilkunastu chłopców, aż dotarłem do dobrze znanej mi postaci. Corrinne rozmawiała z jakimś najwidoczniej osieroconym. Westchnąłem cicho, odwracając wzrok w zupełnie inną stronę. Gdyby nie fakt, że aktualnie świat jest poza mną, to zapewne znalazłbym się już przy niej.
Po kilkunastu minutach ciągłej drogi, zatrzymaliśmy się przy jakimś zawalonym domu. Co prawda - połowa z niego wciąż była "zdatna" do zamieszkania. Przeskanowałem dokładnie budynek wzrokiem, po czym niemalże w ułamku sekundy znalazłem się przy siostrze.
- Coś czuję, że to nasz tymczasowy dom... - powiedziała, wyczuwając moją obecność.
- Pff... Akurat ten świat nie jest naszym problemem. Możemy równie dobrze wrócić do D O M U - mruknąłem pod nosem, patrząc jak grupa wchodzi do środka.
- Jak możesz tak mówić? - dziewczyna delikatnie zmrużyła oczy.
- Huh? No co. Taka prawda... - warknąłem, stojąc przed nią z twarzą przysłoniętą włosami.
Chyba ta cała "zazdrość" wyniszcza mnie od środka. Zachowuje się chamsko w stosunku do swojej siostry, bo po prostu wkurzył mnie jakiś mały szczyl. Jakież to LOGICZNE!
- Martwię się o rodziców, okay?! - krzyknąłem, podnosząc głowę delikatnie do góry. - Matka gdzieś zniknęła, a ojciec poszedł ją szukać... To może się źle skończyć... - mruknąłem, odchodząc w stronę drzwi.
<Corrinne? c: >

Od Vane CD Gilbert

Spojrzałam to na niego, to na bardzo wyzywający komplecik, który trzymał w dłoni. Na mojej twarzy zawitała widocznie zdziwiona mina.
- Odłóż to tam gdzie to było, pedofilu! - podniosłam ton, delikatnie mrużąc oczy.
- Noo proszę... Taskam dla ciebie te wszystkie torby, więc chciałbym dostać coś w zamian... - wyszczerzył się o wiele szerzej niż poprzednio.
Przeskanowałam wzrokiem kilka rodzajów bielizny, które miałam w koszyku. Westchnęłam cicho, opuszczając głowę i podnosząc koszyk w jego stronę.
- Wrzuć to tutaj... - mruknęłam, tak jak zwykle w dosyć niekomfortowych sytuacjach zasłaniając się grzywką. Mężczyzna posłusznie zrobił to, o co go prosiłam.
- Wybrałaś już wszystko? Możemy już iść do przymierzalni? - z jego ust nadal nie schodził ten sam, pedofilski uśmieszek.
- Nie wiem jak, jakim sposobem, ale kiedyś naprawdę cię uduszę... - warknęłam pod nosem, wzdychając ciężko.
- Czyli wszystko? Więc chodźmy! - uchwycił moją rękę i pociągnął mnie za sobą w stronę przymierzalni.
Musiałam przetrawić wszystkie swoje myśli, które naszły mnie właśnie w tej chwili. Jego słowa jak zwykle wzbudzają we mnie od groma teorii spiskowych, dotyczących tego, co właściwie nas łączy. Z jednej strony było to dziecko, natomiast z drugiej... Wciąż zdawało mi się, że jednak chodzi o coś zupełnie innego...
Stałam przed lustrem w dosyć małym pomieszczeniu. Westchnęłam cicho, już zupełnie nie mając pojęcia co się ze mną dzieje. Zostawię te przemyślenia na inny, bardziej adekwatny moment.
Podniosłam komplet wybrany przez Gilberta... Ponownie przeskanowałam go podejrzliwym wzrokiem, niemalże identycznie jak poprzednio. Rozpięłam koszulę i ściągnęłam spódniczkę, po czym pozbyłam się swojej dotychczas noszonej bielizny. Przyodziałam ten jakże "zwyczajny" komplet na siebie. Jak na złość, musiałam mieć problem z zapięciem głupiego stanika. Zaczęłam się dosłownie siłować z tymi małymi, plastikowymi haczykami...
- Pomóc w czymś? - wychylił się niemalże od razu, zapewne słysząc moje przeklinanie zza zasłony.
- Pojebało cię!? - krzyknęłam w momencie, przysłaniając się obiema dłońmi.
- Spookojnie dziewczynko... - wymruczał mi do ucha, delikatnie przejeżdżając palcami po moich plecach. - Nic ci nie zrobię... - zasłonił z kurtynę z powrotem.
Jego ręka powędrowała prosto w stronę zapięcia. W kilka sekund uporał się z "problemem", po czym uchwycił mnie za ramiona i odwrócił w swoją stronę. Przeskanował mnie swoim widocznie podjaranym wzrokiem.  Gdy tylko chciałam się zasłonić, on w momencie uchwycił oba moje nadgarstki i przybił do ściany.
- Jak dla mnie, to nawet mogłabyś tak chodzić po domu... - wymruczał mi do ucha, przybliżając się bardziej.
W momencie zrobiłam się cała czerwona, a to samo, o czym myślałam wcześniej wróciło... Przyglądałam mu się prosto w oczy.
-  Gilbert, ja... Muszę ci coś... - wydukałam, delikatnie przygryzając wargę. - Ja...
Przerwała nam coraz głośniejsza rozmowa dwóch kobiet. Ktoś zbliżał się w stronę szatni... W momencie wyrzuciłam mężczyznę za kurtynę, a sama przeszłam do przyodziania swoich ubrań. Dosyć zakupów na dziś, chcę do domu... Zebrałam wszystkie rzeczy do koszyka, po czym wybyłam z przebieralni.
- Idziemy do samochodu... - stwierdziłam w momencie, praktycznie truchtem podchodząc do kasy.
- Coś się stało, Vane? - zapytał w momencie, chwytając mnie za nadgarstek. Zatrzymał mnie w miejscu niemalże od razu. - Chciałaś mi coś pow- -
- Chodźmy już... Proszę... - szepnęłam, wyrywając się. - Pogadamy kiedy indziej...
***Szalalala...  Tepamy się...***
Kolejna jakże szalona akcja dotycząca samookaleczenia powstrzymała Kibę, od ponownego puszczenia mnie do pracy. Haha... Mała Vane wciąż przechodzi przez depresję. Ciekawe... Siedziałam w domu, czekając na Gilbercika, który miał dzisiaj razem ze mną pojechać na badania. Pewnie nie będzie zadowolony, widząc, co znowu odwaliłam... No cóż....
Dzwonek do drzwi. Nie chciało mi się wstawać... Westchnęłam cicho, ostatecznie podnosząc się na równe nogi. Uchyliłam drzwi, znowu, tak samo jak kilka dni temu przyglądając się jego żółtym oczom.
- Hej - przywitał się z uśmiechem.
- Witam, witam... Wejdź do środka... - westchnęłam, otwierając przed nim szerzej drzwi.
"Spać mi się chce" - mruknęłam w myślach.
<Gilbercik?>

Od Gilberta CD Vane

Przeszliśmy w ciszy do mojego samochodu i zajęliśmy miejsca na przodzie. Zerknąłem dyskretnie na dziewczynę, wkładając kluczyk do stacyjki. Jak dla mnie wyglądała bardzo ładnie, ale przecież nie powiem jej tego na głos... Tak samo nie pocałuję jej, choć bardzo tego chcę, gdyż ona ma chłopaka i nie wypada. Potrafię to uszanować... W odróżnieniu do młodych, niedoświadczonych ludzi, zamieszkujących nasz świat, jestem dorosłym mężczyzną, który jak coś potrafi się zachować odpowiednio do swojego wieku. Życie zaczyna się po trzydziestce.
- Masz jakieś propozycje do jakich sklepów wstąpimy? - zapytałem, kiedy zakończyłem swój monolog wewnętrzny.
- Nie wiem... Zobaczymy na miejscu... - odparła, obserwując widoki za oknem.
Skinąłem głową, skupiając się już całkowity na drodze przed sobą.
- Wiesz... Tak sobie myślałem... Jesteś w ciąży i... - nim zdążyłem skończyć, dziewczyna prychnęła cicho.
- No brawo! Jestem w ciąży, też mi nowość... - zaśmiała się cicho, a ja westchnąłem zirytowany tym, że nie dała mi skończyć.
- Powinnaś iść do lekarza i się przebadać.... A jeśli chcesz to mogę jechać z tobą... Co powiesz na następny tydzień?
- Pracuję. - odpowiedziała krótko i na temat, na co jęknąłem zrezygnowany.
- Ale musisz iść do lekarza... Dla dobra dziecka, jak i twojego... Przemyśl to...
Nic już nie powiedziała i przez resztę drogi nie odezwała się do mnie słowem, ani nie zaszczyciła mnie choć jednym spojrzeniem. Nie wiem czy jest na mnie zła, czy po prostu analizuje moje słowa.
Kiedy już zaparkowałem na parkingu przed galerią handlową, Vane tak samo cicho jak siedziała, wyszła z samochodu i ruszyła w stronę budynku, zostawiając mnie w tyle. Wyskoczyłem pospiesznie z auta i kliknąłem guzik na kluczyku, blokując przy tym drzwi pojazdu. Po chwili dołączyłem do dziewczyny i odetchnąłem głośno, wchodząc z nią do galerii.

~~*~~

Dobra teraz zaczynam żałować, że ją tu zabrałem.... Aktualnie jestem obładowany chyba dziesiątkami toreb. Te zakupy mnie wykończą. Czemu ja nie mogę nic sobie kupić, tylko muszę za nią latać, jak piesek pańci?!
- Ej Vane... Może już skoń... - nagle chwyciła mnie za nadgarstek i przyciągnęła moją osobę w stronę ściany.
Spojrzałem na dziewczynę zdezorientowany i zmrużyłem powieki.
- Poczekaj tu na mnie. - posłała mi piękny uśmiech i zadowolona podreptała do sklepu z bielizną.
O nie, nie, nie... Ja tu tak grzecznie nie będę czekać... Nie jestem psem!
Uśmiechnąłem się pod nosem i mimo tego, że kazała mi tu czekać, podążyłem za nią w głąb sklepu, ignorując spojrzenia wszystkich pań, znajdujących się w środku.
Zakradłem się do Vane, która przeglądała jakiś komplet, zapewne szukając swojego rozmiaru.
- Hmm... - mruknąłem sam do siebie, rozglądając się po dość dużym pomieszczeniu.
Moja kochana dziewczynka, drgnęła zaskoczona i spojrzała na mnie kątem oka, rumieniąc się przy tym słodko.
- M-miałeś tam czekać...! - mało co nie pisnęła, na co uśmiechnąłem się złośliwie.
- Myślę, że to by ba tobie lepiej leżało... - upuściłem wszystkie torby na ziemię i położyłem jedną dłoń na ramieniu dziewczyn, a drugą ręką wskazałem na skąpą koszulę nocną.
Moja towarzyszka, jeszcze bardziej zrobiła się czerwona i odsunęła się ode mnie. Zacmokałem na to niezadowolony i nachyliłem się w jej stronę.
- Chętnie bym ją z ciebie ściągnął... - wymruczałem jej do ucha, po czym odskoczyłem na bok, zbierając z podłogi torby.
- Pedofil...! - zacisnęła dłonie w pięści i poszła ukryć się za regałami.
Zaśmiałem się cicho i zacząłem na poważnie rozglądać się po towarach, jakie proponował ten sklep. Może jednak znajdę coś odpowiedniego dla Vane?
Nagle zauważyłem bardzo ładny, koronkowy komplet bielizny. Całość była biała, z dodatkami czerwieni i czerni. Nie widziałem jaki dziewczyna ma rozmiar, więc wziąłem tak na oko, po czym zaniosłem swoją propozycję do Vane.
- Co o tym myślisz? - pokazałem jej komplecik, szczerząc się jak głupi do sera. - Przymierzysz? Proszę...

< Vane? :3 >

Od Vane CD Gilbert

Spojrzałam kątem oka na mężczyznę.
- Ty mówisz serio? - prychnęłam pod nosem, biorąc kolejne ciasteczko w dłonie.
- Tak, chcę się skazać na tą "mękę" i iść z kobietą na zakupy! - zaśmiał się głośno, dorywając jeden słodycz z miski. - Przynajmniej będziesz miała dobrego doradcę przy wyborze nowej bielizny...
Słysząc jego słowa, niemalże od razu poderwałam się z kanapy, przy tym odkładając ciastka. Zmrużyłam oczy przyglądając mu się pełnym złości wzrokiem.
- Chory psychicznie, czy cierpisz na niedojebanie mózgowe... - warknęłam, w momencie krzyżując ręce.
- No nie gadaj, że ci się do nie podoba... - wyszczerzył się szeroko. - Rumienisz się na sam mój widok... - jego uśmiech przybrał wyraźnie złośliwy ton.
Miał znowu oberwać w łeb. Moja ręka już dosłownie wędrowała w jego stronę, gdy ten w pewnym momencie uchwycił ją, tym samym ciągnąc mnie do siebie. W momencie zrobiłam się cała czerwona, gdy wylądowałam na jego kolanach. Chciałam zacząć drzeć się jeszcze głośniej, lecz moją twarz tylko spowił czerwony rumieniec.
- No widzisz? Znowu to robisz! - uniósł znacząco brwi kilka razy.
"Szczerze. Czasami gubię się pomiędzy nienawidzę, a kocham. Powiadają, że pomiędzy tymi dwoma zjawiskami jest naprawdę mało widoczna granica" - moje nagłe przetwarzanie myśli, wywołało kolejną, bardzo niezręczną ciszę. Znowu byłam zmuszona przyglądać się jego złotym oczom, lekko przysłoniętym grzywką.
- Wiesz co... Już od dawna chciałam ci to powiedzieć... - wyszeptałam, zaczynając jakby nigdy nic bawić się jego lekko niebieskawą grzywką. Zatrzymałam go w chwili niepewności. - Zawsze... Chciałam ci odciąć tą jebaną grzywkę! - dokończyłam w momencie zaczynając się śmiać.
- Od mojej grzywki, to ty... - nagle w moich rękach pojawiła się para fryzjerskich nożyczek. Umiejętność przenoszenia się w ułamku sekundy jest naprawdę przydatna.... - Skąd ty to masz!? - krzyknął, w momencie odchylając głowę.
- No to ile podcinamy? "Same końcówki"? - wzruszyłam brwiami, wciąż się szczerząc.
- Dzieciom nie wolno się bawić takimi ostrymi przedmiotami! - starał się wyrwać nożyczki z mojej dłoni.
I tak miałam się już zbierać, więc ostatecznie pozwoliłam mu na to. Gdy już odrzucił je na bok, stworzyłam na swojej twarzy sztucznie smutną minę.
- No cóż... - spuściłam głowę w taki sposób, aby być dosłownie pięć centymetrów przed jego twarzą. - Więc ja już będę się zbierać - tak jak kilka dni wcześniej, na pożegnanie pocałowałam go w policzek. - Baaayo! - ponownie wykorzystałam umiejętność przenoszenia się do dowolnego miejsca, żeby tym razem znaleźć się przy drzwiach. - Idę na nogach... - dodałam praktycznie będąc już przy drzwiach.
***
Wparowałam do domu w połowie przemoczona. Tak - jak na złość zaczęło lać. Przeskanowałam wzrokiem wszystkich domowników.
- Od przyszłego tygodnia idziesz do pracy... - mruknął leżący na kanapie chłopak. - Bardzo cię tam wyczekują, a przychodzenie w twoim imieniu jest dla nich swego rodzaju katorgą - dodał, delikatnie się przy tym śmiejąc.
- Koniec aresztu domowego? - wychyliłam się zza kanapy, spoglądając na Kibę. 
- Tak, koniec przetrzymywania cię w domu - prychnął, odsłaniając swoje dotychczas zasłonięte oczy. - Cieszysz się?
- Nawet nie wiesz jak... - zawiesiłam na moment głos, skanując dokładnie wszystkie swoje myśli.
W końcu - skoro wracam do pracy, jest to niemal równoznaczne z tym, że moje spotkania z Gilbertem będą o wiele rzadsze. Nie wiem dlaczego, ale sądzę, że będzie mi brakować tego starego pryka...
- Tak, cieszę się... - dokończyłam z nieco mniejszym entuzjazmem niż poprzednio. 
- Coś się stało? - poderwał się w momencie do siadu.
Znalazłam się obok niego po niespełna kilku sekundach. Oparłam się głową o jego ramię.
- Nie, nie... Tylko spać mi się chce... - westchnęłam cicho.
***
Kolejna nieprzespana noc. Taaa.... Moje wytłumaczenie było tylko pretekstem do udania się do swojego pokoju. Rano nawet nie zorientowałam się, gdy w domu zabrakło dwóch osób. Przyodziałam bardzo podobny do mojego ulubionego stroju komplet. Różnił się jedynie kolorem i krojem niektórych elementów. (Zdj) Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam całkiem dobrze... Wpakowałam do małej, białej torebki telefon i portfel. 
- Chyba mam wszystko... - mruknęłam pod nosem, przyglądając się swojemu pokojowi. 
Rozległ się wyraźny ryk dzwonka. Jeszcze raz przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze, po czym zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi.
- Gotowa? - wyszczerzył się, skanując mnie swoim wzrokiem.
- Tak, chodźmy już... - wyszłam z delikatnie spuszczonym wzrokiem.

<Gilbercik? c: >

niedziela, 20 sierpnia 2017

Od Gilberta CD Vane

Speszyłem się trochę i podrapałem się po policzku skrępowany tą sytuacją.
- Heh.. Wybacz... - mimo wszystko uśmiechnąłem się pod nosem i usiadłem spokojnie na krzesełku. - Nie masz czego się wstydzić Vane... I tam już cię widzia... - urwałem nagle gdyż oberwałem jakiś badylem w głowę.
- Przymknij japę, pedofilu! - dziewczyna wyglądała na bardzo zdenerwowaną. - Jeszcze jedno słowo, a rzucę kamieniem!
- Dobrze, dobrze... - zaśmiałem się cicho. - Tylko się mi tu nie denerwuj...
Prychnęła tylko i spojrzała na swoją mokrą koszulkę. Jakby co to mi ona wcale nie przeszkadza... Są fajne widoczki.
- Możesz przestać się gapić?! - warknęła, zauważając mój natarczywy wzrok.
Odwróciłem szybko głowę i wróciłem do jedzenia ryby.
- Wiesz równie dobrze możesz zdjąć koszulkę i założyć samą bluzę... - zaproponowałem, gryząc kawałek ryby, wypluwając denerwujące ości.
- Nie odzywaj się już stary pryku... - mruknęła i wycofała się jeszcze bardziej w cień, żebym przypadkiem czegoś nie zobaczył za dużo.
- Chyba kupię ci nową bieliznę... Ta mi się niezbyt podoba... - czy właśnie skrytykowałem stanik i majtki młodej kobiety? Tak.
Nagle kątem oka dostrzegłem lecący w moją stronę obiekt. Szybko się uchyliłem i usłyszałem jak dość masywny kamyk upada na ziemię.
- Chcesz mnie zabić? - zwróciłem się do dziewczyny całkiem spokojnie.
- Tak!
- Okej.... Serio?
- Ugh...! - Vae spiorunowała mnie wzrokiem, na co już całkowicie umilkłem.
Po chwili dziewczyna usiadła na krześle, wieszając przy okazji nim swoją mokrą bluzkę. Jednak mimo wszystko miała na sobie samą bluzę.
- Przestań się wreszcie tak gapić... - wywróciła oczami, a ja zachichotałem cicho, rozbawiony.
-Co ja na to poradzę, że jesteś taka pię... - w porę ugryzłem się w język i z lekkim rumieńcem na policzku, zacząłem dłubać widelcem w mięsie.
- Co? - spojrzała na mnie zaskoczona, a jej policzki przybrały czerwony odcień. - Dokończ...
- Ale co?
- To co przed chwilą mówiłeś!
- Nie wiem o co ci chodzi... - zagwizdałem pod nosem, obserwując sobie niebo.
- Pedofil... - fuknęła pod nosem i zabrała mi moją porcję ryby, którą zaczęła jeść.
Westchnąłem cicho, obserwując jak pochłania kawałek po kawałku rybę.
- Jak zjesz to może będziemy już wracać?

~~*~~
Zaparkowałem pod swoim domem i wyszedłem z samochodu, aby wypakować całą zawartość bagażnika. W tym samym czasie Vane poszła sobie do domu, znikając za drzwiami. Moje ubrania dalej były trochę mokre, ale nie przejmowałem się tym. Kiedy już wszystko znajdowało się na swoim miejscu, zadowolony z tego całego wypadu nad jezioro, ruszyłem do domu. Kiedy tylko przekroczyłem próg, zauważyłem dziewczynę siedzącą na kanapie i wcinającą jakieś ciastka, które wygrzebała pewnie z którejś z szafek.
- Masz jakieś plany na jutro? Chciałbym cię zabrać na zakupy... - usiadłem obok niej i spojrzałem na nią z delikatnym uśmiechem.

<Vane? :3>

Od Vane CD Gilbert

Wyminęłam go, wciąż widocznie zawstydzona tym, co powiedziałam wcześniej. Mogłam wtedy po prostu się zamknąć i nie dodawać niczego więcej. Teraz znowu nie potrafiłam się zmusić, aby na choćby dziesięć sekund spojrzeć mu w oczy. Nie wiem dlaczego, ale kilkanaście razy bardziej wolę spędzać czas właśnie z nim, niż z Kibą... Przy Gilbercie czuję się... Inaczej. Tak, jakbym w rzeczywistości znała go przez całe życie. Mogę mu powiedzieć o wszystkim co mnie trapi, a on mnie pocieszy...
- O czym myślisz? - doszedł do mnie głos zza pleców.
Otrząsnęłam się w momencie, po czym odwróciłam się w jego stronę. Rzeczywiście. Stanie w miejscu i wpatrywanie się w jeden punkt, można uznać za coś dziwnego. 
- O niczym. Nie ważne... - odwróciłam wzrok.
Bez dalszego gadania przysiadłam na swoim krzesełku. Z delikatnie przechyloną głową wpatrywałam się w jezioro.
- Zjesz... Połowę ryby, czy może jedną czwartą? - zapytał, szykując najpotrzebniejsze rzeczy do rozpalenia ogniska.
- Huh? - odwróciłam delikatnie głowę w jego stronę. - Nie jestem głodna, nie będę nic jeść... - pokręciłam przecząco głową. 
- Powinnaś coś zjeść - wtrącił niemalże od razu.
- Nie jestem głodna - powtórzyłam, delikatnie wzruszając ramionami.
- Na pewno? - stanął przede mną, wlepiając we mnie swój wzrok.
Delikatnie zmarszczyłam brwi i zmrużyłam oczy. 
- Tak, na pewno - dodałam, krzyżując ręce.
***Później...***
Zdążyło się już nieznacznie ściemnić. Siedziałam na ziemi owinięta bluzą, którą uprzednio wzięłam z domu. Wpatrywałam się w mężczyznę, który próbował rozpalić ognisko. Jak można się domyślić - zapomniał wziąć z domu zapalniczki, czy chociażby zapałek.
- Czyli papieroska też sobie nie zapalisz? - uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc, jak stara się stworzyć iskrę za pomocą dwóch kamieni.
- Na razie nie mam takiego zamiaru... Dym papierosowy może ci zaszkodzić... - mruknął pod nosem, wciąż nie zaprzestając swoich prób.
Zaśmiałam się cicho, po czym przybliżyłam się do góry patyków. W sekundzie na mojej dłoni pojawił się mały płomyczek, stworzony przez jedną z moich zdolności. Przybliżyłam go do rozpałki... Momentalnie wszystko zaczęło płonąć.
- Właśnie... Nigdy nie wspominałaś o tym, jakie posiadasz zdolności... - spojrzał na mnie dosyć zaskoczony.
- Kiedyś się dowiesz... - uśmiechnęłam się delikatnie. - Na przykład wtedy, gdy mnie zdenerwujesz - dodałam.
- To była groźba? - prychnął.
- Dowiesz się w swoim czasie - puściłam mu oczko.
Po jakiś trzydziestu minutach pieczenia ryby przez Gilberta, jedzenie było gotowe. Bez słów przyglądałam się jak ciemnowłosy bierze kolejne kęsy, uprzednio wypatroszonej ryby. W zasadzie, to zostały z niej tylko płaty, które można kupić w każdym supermarkecie. 
- Chyba jednak jesteś głodna - spojrzał na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Ja? Nie! - zaprzeczyłam jednoznacznie głową.
Chyba domyślił się, że jednak delikatnie burczy mi w brzuchu. W końcu nie jadłam nic od rana... Nabrał trochę ryby na swój plastikowy widelczyk. Uniósł go do góry.
- Otwórz buzię - wyszczerzył się.
- Nie jestem dzieck- - nie zdążyłam dokończyć.
Przeżułam kawałek, który dosłownie został mi wepchnięty do ust. "Rzeczywiście, całkiem smaczna" - uśmiechnęłam się delikatnie.
- I co? 
- Jeszcze! - krzyknęłam, jak małe dziecko.
Podczas gdy Gilbert wygrzebywał kolejną, małą porcję, ja nalałam sobie do kubka wody. Wciąż trzymając go w górze, czekałam na jedzenie. Mając kawałek mięsa z ryby, niespodziewanie wyczułam coś dziwnego w gardle. Zatkałam usta, po czym mimowolnie zaczęłam kasłać. Przez wykonywanie gwałtownych ruchów cała zawartość kubka, wylądowała na mojej koszulce. 
- Vane!? Co się dzieje!? - krzyknął nad wyraz przerażony Gilbert, podrywając się z ziemi.
Zakasłałam jeszcze kilka razy, aż w końcu "to coś" zniknęło. Spojrzałam na swoją dłoń, na której wylądowała niewielka ość z ryby. Przeskanowałam ją dokładnie wzrokiem.
- Nie uprzedzałeś, że w tej rybie są ości... - zmrużyłam oczy, przyglądając się mężczyźnie stojącemu nade mną.
- A w jakiej rybie ich... - przerwał w momencie. - Nie ważne. Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? - przykucnął przy mnie.
- Tak, tak, dobrze... 
Przypatrywał mi się dziwnie. Nie rozumiałam, o co mu chodziło... Spojrzałam w dół. Przez moją przemoczoną koszulkę prześwitywał kremowy stanik z kilkoma koronkami. Poderwałam się z ziemi niemalże od razu, w momencie zasłaniając się rękoma.
- Co się gapisz!? - krzyknęłam, odsuwając się kilka metrów od źródła światła.

<Gilbercik? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

Mia Land of Grafic