środa, 30 sierpnia 2017

Jack Nomine


Słabi ludzie szukają zemsty, silni wybaczają, a inteligentni ignorują

Znalezione obrazy dla zapytania white cat heterochromatic
Imię i nazwisko: Jack Nomine
Pseudonim: 
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 29 lat
Rasa: Kot
Orientacja: Bi
Zauroczenie: A j*b się...
Klan: Spirit of Shining Star
Stanowisko: Zwiadowca
Żywioł: Dźwięk i zmiennokształtność 
Moce: 
- Materializowanie dowolnego przedmiotu
- Tworzenie dźwięków, o dowolnej częstotliwości
- Zmiana wyglądu aby przypominać kogoś / coś
- Naśladowanie głosów i / lub mocy
- Możliwość usłyszenia najcichszych słów, czasami myśli.
Umiejętności: Do perfekcji opanował kaligrafię, więc jeżeli jesteś jego wrogiem - lepiej dobrze się pilnuj. Spojrzy raz na twój podpis, załatwi odpowiednie dokumenty i zaciągnie na ciebie kredyt lub inne tego typu rzeczy. To właśnie jego główny sposób zdobywania pieniędzy, kradzież. Co do bardziej podstawowych, szybko biega.
Charakter: Oto Jack, człowieka jakich mało na tym świecie -  praktycznie wszystko mającego w czterech literach. Z pozoru wydaje się być aroganckim, pełnym zadufania i egoizmu mężczyzną. Nowo poznanych traktuje z dużym dystansem, nigdy nawet nie próbuje mówić o sobie zbyt wiele. Mimo wszystko stara się zachowywać kulturalnie i odpowiednio do każdej sytuacji, lecz zdarzają się momenty, w których po prostu musi coś dopowiedzieć w złośliwy lub niemiły sposób. Zawsze siedzi cicho, nawet podczas kłótni potrafi po prostu przyglądać się agresywnej dyskusji. Wkracza w odpowiednim momencie - co jest jego dużą zaletą. Taka jego natura i dotychczas nikt, nic na to nie poradził. Nie miał okazji poznać kogoś bliżej, lecz w głębi duszy pragnie wpaść kiedyś, na jakąś kobietę, która "odmieni" jego życie. Z umiejętności magicznych korzysta rzadko, przeważnie w momencie kiedy naprawdę sytuacja tego wymaga. 
Cechy charakterystyczne: Pod postacią kota tęczówki obu oczu widocznie się różnią. Jedna podchodzi pod kolor zgniłego brązu, natomiast druga jest niebieska. Przeważnie jako człowiek przyodziewa z lekka przyduże bluzy i jeansy. Z tych bardziej wyjątkowych - jego usta praktycznie zawsze są przysłonięte czarną maską. Zasłania tym samym widoczne blizny na kącikach swoich ust, utworzone podczas porwania jego osoby. Widoczne są jedynie jego jasnoczerwone oczy. Dokuczliwą grzywkę zawsze podpina kilkoma wsuwkami.
Ciekawostki: W lewym uchu zawsze nosi kolczyk z gwiazdką.
Głos: link
Właściciel: Hw - Asia1509 Email - asiasimsy@gmail.com

Od Vane CD Gilbert

Przypatrywałam się zamkniętym drzwiom. "Coś na wzór aresztu domowego..." - mruknęłam do siebie w myślach, śledząc wzrokiem kolejne elementy domu. Miałam ochotę się czymś zająć, jakoś udowodnić, że... Boże. Te same wspomnienia. Siedzenie w domu, czekając na powrót chłopaka idącego za mnie do pracy. Cholera, nigdy nie odgonię od siebie swojego jeb*nego sumienia. Potrząsnęłam nerwowo głową.
- Ja nie wyjdę z domu sama!? JA!? - mruknęłam, gwałtownie podnosząc się z fotela.
Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy do niewielkiej torebki, po czym z trzaskiem drzwiami wybyłam z domu. Chyba rzeczywiście dostałam tak zwanej "depresji". Z jednej strony mam ochotę ryczeć w niebo głosy, a tu za chwilę mam ochotę się śmiać. Szczerze twierdzę, że przydałaby mi się rozmowa z terapeutą...
***
Przechadzałam się przez uliczki miasta, w uszach mając parę słuchawek. Wciąż wypływały z niej kojące nutki, bardzo dobrze znanej mi piosenki. Cały świat był muzyką, nie słyszałam niczego. Uwielbiam takie momenty. Lecz tak, czy siak - tłum ludzi. Wciąż gonią mnie wspomnienia. 
- Uważaj jak chodzisz dziecko... - mruknął w moją stronę głos jakiegoś obcego mężczyzny.
No tak, o mały włos również do niego bym nie dobiła. Dzisiaj już wiele osób przez przypadek potrąciłam. Powoli zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy nie lepiej było po prostu zostać w domu. Zaraz naprawdę zaraz przywalę do kogoś, ale po raz ostatni - gdyż zaraz potem z pewnością oberwę w łeb. Może jednak owa osoba w tym przypadku po prostu by sobie odpuściła? Dlaczego w ogóle truję sobie na ten temat myśli?! W sumie, sto razy bardziej wolę marzyć o spotkaniu twarz w twarz z czyjąś pięścią, niż... Dobra, stul pysk.
Moją uwagę w tym momencie przykuł dobrze znany, różowy napis. Lodziarnia, którą odwiedziłam dosyć nie dawno... Cholera, strasznie dziwne uczucie odwiedzać te same miejsca, bez tych samych osób... Bez namysłu skierowałam się w stronę kolorowych drzwiczek. Nogi same kazały mi wejść do tamtego miejsca. Stanęłam przy ladzie, gdzie jakaś kobieta o różowych włosach zajmowała się stoiskami z lodami. Ściągnęłam z głowy kaptur bluzy - która tak poniekąd należała do Gilberta - i spojrzałam na nią dosyć poważnie.
- Co pani sobie życzy? - wyszczerzyła się, tym samym ukazując rządek swoich białych jak śnieg zębów.
"Chcę żyć..." - mruknęłam do siebie w myślach. Nie wypowiedziałam tego na głos. Nie może uznać mnie za jakąś desperatkę...
- Macie coś na polepszenie humoru? - zapytałam tylko, zasiadając na krzesełku przy ladzie.
Dostrzegłam jakiś dziwny błysk w jej oku. Skinęła jedynie głową, po czym przeszła na magazyn. "Ludzie są naprawdę bardzo dziwni" - stwierdziłam, patrząc jak wychodzi z głębokim wafelkiem w ręce. Tworzył on coś na wzór małej miseczki. Mój wzrok wciąż śledził jej każdy, choćby najmniejszy ruch.
- Jakie smaki trzech gałek? - uniosła na mnie wzrok znad szklanej lodówki, w której dumnie prezentowało się kilka rodzajów lodów.
Podeszłam do szyby, po czym przeskanowałam wszystkie napisy wzrokiem.
- Gorzką czekoladę, miętę i wanilię... - bardziej to wymruczałam, niż powiedziałam.
Dziewczyna zwinnie wpakowała wszystko do wafelka, po czym podała mi wszystko w ozdobnej chusteczce. Uprzednio dostrzegłam jak dolewa jakiegoś syropu i dosypuje rodzynek.
- Ile płacę? - zadałam kolejne pytanie, skanując wzrokiem deser.
- Na koszt firmy - uśmiechnęła się ponownie, puszczając mi oczko.
- Dzięki... - odpowiedziałam jedynie, po czym ruszyłam w stronę wyjścia.
Przyglądałam się nieco podejrzliwie jedzeniu które otrzymałam. Trudno, najwyżej dosypała mi jakiegoś świństwa i się przekręcę. W sumie, to nawet lepiej dla mnie. Idąc w stronę domu, zaczęłam jeść... Nie ukrywam, że smakowało naprawdę dobrze. Dziwnie, zaczęłam czuć się lepiej. Jakby świat stał się bardziej kolorowy... Co chwilę zapadałam w śmiech, nawet nie wiem z jakiego powodu. Stojąc już przy drzwiach, po prostu je otworzyłam. Na szczęście były otwarte, co znaczyło, że... Albo nie zamknęłam domu, albo Gilbert już wrócił. Z tego co dostrzegłam, raczej spełniła się ta druga opcja.
- Awww! Ale głuptasek! - zaśmiałam się, chwiejnym krokiem podchodząc do kanapy.
Przysiadłam na niej, po czym jakby nigdy nic walnęłam się prosto na kolana mężczyzny. O dziwo, było nawet wygodnie. Wciąż cicho chichocząc zmrużyłam oczy. Gilbert z lekko opóźnioną reakcją obudził się i wlepił we mnie swoje pytające spojrzenie.
- Co ty... - zatrzymał się w momencie, chaotycznie zaciągając nosem. - Piłaś? - zmarszczył brwi.
W momencie uchwycił moje oba ramiona, po czym podniósł mnie do pionu, a następnie dosłownie posadził na krześle. Wciąż się śmiejąc, przechyliłam pytająco głowę.
- Nje piłam - zaśmiałam się cicho. - Jadłam pyszne lody...
Westchnął cicho, widocznie zrezygnowany. Jak na zawołanie przed moim nosem pojawiła się jego ręka.
- Ile palców widzisz? - zapytał, uważnie mi się przyglądając.
- W-Widzę... - chcąc nie chcąc, obraz przedstawiany w mojej głowie nie synchronizował z rzeczywistością. Oparłam głowę o rękę, wciąż starając się dostrzec to, o co mnie pytał. - Widzę trzech Gilbercików!

<Gilbert? xD >

wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Gilberta CD Vane

Minęło kilka dni od tego dnia, kiedy odbyła się publiczna egzekucja Kiby i Chu. Od tego czasu Vane chodzi cały czas przygnębiona i prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy. W sumie to sam nie chciałem zbytnio rozmawiać. Wiedziałem przez co teraz przechodzi i chciałem po prostu dać jej trochę spokoju. Dlatego głównie ja opiekuję się Yurim i unikam zbędnych rozmów z dziewczyną. Musi mieć czas dla siebie. Szczególnie teraz, musi się pogodzić z tym co się stało. Mi też jest ciężko, ale staram się stłumić emocje w sobie.
- Pójdziemy na spacerek, co? - nachyliłem się nad łóżeczkiem synka i wziąłem go na ręce.
Wszystko było już gotowe na wyjście, więc wystarczyło wsadzić młodego do wózka i tak więc zrobiłem.
- Gdzie idziecie? - drgnąłem słysząc pytanie z ust Vane.
Odwróciłem się powoli w jej stronę i spojrzałem na zmęczoną twarz. Pewnie znowu nie spała całą noc...
- Na spacer... - odpowiedziałem i włożyłem na siebie płaszcz, upewniając się jeszcze, czy aby na pewno wszystko mam.
- Może pójdę z wami? - zaproponowała, uśmiechając się przy tym niemrawo.
Czułem w jej głosie ból, za który nie wiem, ale się obwiniałem.
- Nie zmuszaj się... - mruknąłem chłodno, chyba aż za chłodno. - Zostań w domu...
Nie czekając nawet na jej reakcję wybyłem z domu, wraz z wózkiem. Miałem mętlik w głowie. Nie potrafiłem określić co teraz z nami będzie... Czy tak naprawdę między nami coś było?
Mam tyle pytań, ale pewnie nie uzyskam na żadne odpowiedzi. Jestem żałosny. Sam do siebie czuję żal...
Nie chciałem ciągle o tym myśleć, ale co na to poradzę, że te myśli wciąż napływają mi do głowy. W końcu skierowałem się w stronę lasu, a tak dokładniej to niewielkiego jeziorka, z pomostem, tak starym, że aż strach na niego wejść, ale mimo wszystko to miejsce miało swój urok...

~~*~~

Kiedy w końcu byłem już na miejscu, odetchnąłem cicho, podziwiając ten zwykły, a jednocześnie cudowny widok. Chciałbym tu zabrać Vane, ale jak na razie nie ma ku temu okazji i równie dobrze może już nie być.
Zbliżyłem się trochę do brzegu i wyjąłem z wózka, gruby, brązowy koc, który rozścieliłem na ziemi. Wyjąłem syna z tego poruszającego się, małego więzienia i usiadłem z nim na kocu. Yuri siedział cały czas na moich kolanach, gdyż jeszcze sam nie potrafił siedzieć, ale to był tylko szczegół.
- No i co teraz mam zrobić...? - zapytałem sam siebie, wpatrując się w taflę jeziora, jeziora tak czystego, że było widać nawet stąd, dno.
Chyba zaraz ja zaliczę dno...
Poczułem, że znowu moje życie powoli się załamuje, ale... przyzwyczaiłem się do tego... Zawsze byłem sam, a kiedy wreszcie to się zmieniło, to musiało się wszystko zjebać. Czy teraz też tak będzie, czy może jest jakaś szansa?
Nawet nie zauważyłem, że chłopiec zasnął, a ja od dłuższego czasu, wpatruję się w jeden punkt. Jeden martwy punkt... Wyjąłem nagle z kieszeni niewielkie, białe pudełeczko i przegryzłem wargę, tak mocno, że poczułem w ustach dobrze mi znany smak krwi. Zacisnąłem przedmiot w pięści i już miałem wykonać zamach, jednak moje ręka zatrzymała się w powietrzu, lekko drżąc.
- No i co teraz? - zaśmiałem się sztucznie, nie ogarniając już niczego.
Koniec, końców schowałem pudełeczko do kieszeni. Jeszcze nie czas, żeby wylądowało na dnie...

~~*~~
Wróciłem do domu i pierwsze co zrobiłem, to odłożyłem śpiącego Yuriego do łóżeczka, a następnie zająłem miejsce na pustej kanapie. Nawet Rocket'a gdzieś wcięło...
Westchnąłem cicho i zamknąłem powieki, gdyż zrobiły się strasznie ciężkie. Nie kontrolowałem już ciała, które tak samo jak mój mózg wchodziło w stan snu. Przynajmniej podczas odpoczynku, nie będę musiał się tym wszystkim zadręczać...

< Vane? >

Od Alessi

Noc. Jedyna pora, która wydaje mi się taka piękna. Te połyskujące na niebie gwiazdy, ciche pegrywanie skrzypiec świerszczy i latające w niektórych miejscach świetliki. Ubrana w tradycyjną sukienkę, kaptur oraz buty na obcasie, szłam sobie spokojnie po lesie. Czemu akurat tam? Tuż za laskiem było takie śliczne wzgórze i kiedy się tam siadało, było idealnie widać księżyc i gwiazdy. Cudny widok. Od kiedy pamiętam uwielbiałam nocne niebo i mogłam cały czas siedzieć i je oglądać. Dlaczego? Przypominało mi ono mój dom, który miałam przed tym jak się zgubiłam. Nikt mnie chyba nie szukał. Byłam pozostawiona samej sobie. Udało mi się na szczęście wyrosnąć na dużą i silną kobietę. Na dodatek, byłam niezależna, bo pożywienie zdobywałam sama w wieku 5 lat. Postanowiłam o tym nie myśleć... Zaczęłam przyglądać się pięknemu księżycowi. Tak śliczny... Poprawiłam mój kaptur z kocimi uszami, ale zatrzymałam się. Rozejrzałam się wokoło i zdjęłam go, aby moje uszka wreszcie odpoczęły od ciągłego nakrycia. Ogonteż wypuściłam spod narzutki, wymachując nim na boki. Uśmiechnęłam się i pomachałam nogami. Uniosłam dłonie do góry i pstryknęłam. W moich dłoniach pojawiła się kula swiatła. Kiedy zbliżałam do niej palec, to na nim uczepiała się niewielka kuleczka, którą rozrzucałam w różne strony wokół siebie. Kiedy wokół mnie było wystarczająco dużo światełek, uśmiechnęłam się i rozproszyłam resztę światła. Zaczęłam wymachiwać nogami, a potem opadłam na trawę, patrząc na nocne niebo. Czegoś mi brakowało. Może towarzystwa? Zaczęłam przejeżdżać palcami po trawie, przez co zaczęły się unosić zielonkawe, świecące pyłki. Uniosłam lekko jedną dłoń do góry, a obok mnie wyrosła biała róża. Zerwałam ją, delikatnie głaszcząc jej płatki. Jaka śliczna. Taka niewinna, a jednak ma kolce. Uśmiechnęłam się do kwiata, nadal gładząc płatki. Westchnęłam, patrząc na księżyc.
-A może bym się z kimś zaprzyjaźniła? Nie mam przecież znajomych i większość  czasu poświęcam dla spacerów i dla Divy...-powiedziałam sama do siebie.
Czasami tak miałam, gdy byłam na zewnątrz i była noc. Wmawiam sobie, że rozmawiam z księżycem. Kto wie, może nas rozumie? Zawsze swoje zmartwienia wyrzucałam w jego towarzystwie. Diva się ze mnie śmiała, ale to nie było śmieszne. Czułam, że tylko księżyc mnie rozumie. To był mój najlepszy w świecie przyjaciel. I w sumie jedyny. Mojej kotce mogę ufać, ale mam ją zaledwie 2 lata... To za mało. W ciszy westchnęłam, wpatrując się w gwiazdy. Wypatrywałam Małego i Dużego Wozu. Uwielbiałam te gwiazdozbiory. Po chwili zamknęłam oczy, zaciskając w dłoni różę. Słyszałam czyjeś kroki. Spanikowana się podniosłam i nałożyłam kaptur na głowę. Zapomniałam jednak o białym ogonie, który nadal był poza bluzą. Spojrzałam w stronę dźwięku, który mnie tak wybudził z marzeń. Zacisnęłam w dłoni różę, całkowicie zapominając o kolcach, które powbijały mi się w palce. Bolało, ale szukałam wzrokiem osoby, która szła w moją stronę. Na trawę skapnęło kilka kropel krwi.
<Ktoś?>

Od Vane "Egzekucja" CD. Gilbert

Perspektywa Vane

Przyglądałam się jak Rocket spuszcza pyszczek w dół. Czułam jak serce w momencie mi się zatrzymuje, a oddech przestaje być regularny. Moje oczy mimowolnie wypełniły się łzami.
- Łżesz - warknęłam widocznie załamanym głosem, podnosząc się w momencie z kanapy.
- Też bym tak chciał... - powiedział praktycznie niesłyszalnie, nieco spuszczając uszy.
Wciąż czułam spojrzenia całego towarzystwa na sobie. Nie wiedziałam co zrobić, znowu. Kolejna osoba odejdzie z mojej winy, nie mogę do tego dopuścić. Za pomocą jednej z mocy przeniosłam się do specjalnie zabezpieczonego pokoju, w którym znajdowała się broń. Te najmniejsze i najmocniejsze od razu wpakowałam do niewielkiej, lecz funkcjonalnej skrytki stroju. Praktycznie gotowa stanęłam przy drzwiach wyjściowych, gdzie już czekał złotooki mężczyzna.
- Rocket, zajmij się Yurim - mruknęłam tylko, po czym wybyłam z domu.
Nawet na moment mój wzrok nie powędrował w stronę towarzyszącej mi osoby. Bez słów zasiadłam na miejscu drugiego pasażera, wciąż jedynie wpatrzona we własne dłonie. "Wyrzuty sumienia, nie opuszczą cię do końca życia..." - szepnęłam do siebie w myślach, zaczynając się bawić jedną z bransoletek, którą posiadałam na swoim nadgarstku. Prezent, od Kiby.
- Będzie tam dużo ludzi, od groma straży... - dotarł do mnie spokojny głos siedzącego obok Gilberta.
- Wymyślę coś, na pewno... - wypowiedziałam te słowa, lecz mimo wszystko nie miałam nawet grama nadziei.
Jeżeli będzie tak jak uprzedzają, będę zmuszona jedynie patrzeć.
***
Tłum ludzi, wielki gmach. Wiedziałam, że to właśnie tutaj. Zaczęłam się przeciskać przez tłum, nawet nie zbaczając na wszystkich widocznie poddenerwowanych mą postawą ludzi. Spóźniłam się. Jeden z wrogich facetów czekał najprawdopodobniej na ostatnie słowa dobrze znanego mi, białowłosego przywódcy. Wpatrywałam się w niego bez słowa. "Jeżeli on zginie, klan Traveling Stars upadnie..." - czułam jak mimowolnie moje oczy są bliskie uronieniu kilku łez. To wszystko miało się skończyć właśnie w tym momencie? Strzał, brak jakiegokolwiek krzyku, śmierć. Krew. Jego ciało mimowolnie upadło na ziemię, a dotychczas śnieżnobiałą czuprynę przepełniła bordowa ciecz. Nie oderwałam wzroku nawet na sekundę, chciałam zostać, przez te ostatnie sekundy jego życia. Moją zaciśniętą pięść jednie przybliżyłam do swojego serca. "Mimo wszystko, zawsze byłeś moim przyjacielem..." - powiedziałam w myślach, po czym z powrotem uniosłam wzrok. Przyszła kolej na Kibę. Moje ręce, jak i nogi zaczęły się trząść. Mężczyzna, który przybył ze mną jedynie delikatnie owinął mnie swoim ramieniem. Z tego co dostrzegłam, aktualnie otaczały mnie osoby należące do różnych klanów. Odmieńcy. 
- Ostatnie słowa, "Huono"?
Czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić, gdy po raz ostatni mogliśmy nawiązać kontakt wzrokowy. 
- Kiba... - moje usta ledwo poruszyły się, gdy spróbowałam wypowiedzieć jego imię.
Zdradziłam go. Zdradziłam go i nasze nienarodzone dziecko. Lecz mimo to nadal potrafiłam spojrzeć mu prosto w oczy. Czułam się okropnie. On zginie przez mój, cholerny błąd. Nigdy go nie przeproszę, jest już za późno. Dostrzegłam jak jego wzrok przemierza to mnie, to stojącego za mną mężczyznę. Z jego ust wydobyło się coś na wzór śmiechu, lecz przytłumiło go wyraźne westchnięcie.
- To nie może się tak skończyć... - wyszeptałam, a moje oczy zostały przepełnione przez łzy.
Chciałam trwać w tej chwili. Chciałam podejść i przeprosić. Chciałam wypłakać się w jego koszulkę. Przytulić i poczuć. Jestem zwykłym, cichym mordercą. Przymknęłam oczy, zaciskając mocniej pięści. Miałam dużą ochotę oberwać kulką w głowę za niego. Kocham Cię, Vane. To ostatnie co usłyszałam, zanim moje uszy nie zostały porażone przez wystrzał naboju. Niemalże w tym samym momencie upadłam na kolana, prosto na chropowaty beton. W momencie zalałam się kolejnymi mililitrami łez, Zakryłam oczy obiema dłońmi, starając się stłumić w sobie wszelakie krzyki. Cała słona woda spływała po moich nadgarstkach, przy tym robiąc różnorakie pętle i zawijasy. Ja Ciebie też Kibo, na zawsze... 
Coś mogło się dalej dziać, wolną rękę pozostawiam....
***
Stałam przy oknie, wpatrując się w krople deszczu spływające po szubie. Zdawały się żyć własnym życiem, łączyć w większe strumienie, po czym rozdzielać się przy najbliższej przeszkodzie. Było ciemno, huh, może dlatego że jest noc. Jak można się było spodziewać - bezsenność wróciła. W sumie, wolałam kolejne noce spędzić bez zmrużenia oka, niż wpatrując się w koszmary. Nie miłe doświadczenie.
Moim rozmyśleniom towarzyszyła dosyć stara piosenka, znanej na całej świecie piosenkarki. Beyonce - Halo. Wolę utwory stworzone na początku 21 wieku. Ciekawy okres muzyczny... Oparłam się łokciami o parapet, przy tym podtrzymując głowę. Nie chcę pamiętać, ale też nie chcę zapomnieć. 

<Coś tam, coś tam... Gil?>

Alessia Kiyoko Hiyori "Biała" Nanase

Esta historia es sobre como Hikari y sus hermanos vuelven después de muchos años al seireitei, para encontrarse con per...

"Kiedy nie możesz znaleźć światłości, stań się światłością. "

White Cat by Midniterain.deviantart.com
Imię i nazwisko: Alessia Kiyoko Hiyori Nanase
Pseudonim: Biała
Płeć: Kobieta
Wiek: 21 lat. Wygląda na młodszą,ale to chyba tylko zaleta.
Rasa: Kot. Rasa tego kota nie jest znana. 
Orientacja: Biseksualna
Zauroczenie: W tajemnicy podkochuje się w kimś, ale ci.. To tajemnica. 
Klan: Spirit of Shining Star
Stanowisko: Opiekunka ew. Nauczyciel
Żywioł: Natura i Światłość
Moce: 
-Potrafi w niewielkim stopniu zmienić swój wygląd (kolor oczu, włosów, skóry. Dodać piegi, pieprzyki. Skrócić ,wydłużyć,wyprostować,poręcić, pofalować włosy.), czego używa, aby ukrywać swoje odstające na głowie kocie uszy. 
-W każdym miejscu może użyć mocy natury i światła. Nawet w miejscu bez roślin, czy też bez słońca. 
-Powoli idzie jej coraz lepiej z magią uzdrawiania. 
-Umie rozmawiać ze zwierzętami, szczególnie kotowatymi. 
-Jej umiejętnością wyuczoną, jest tworzenie magicznych skrzydeł, ale nie często ich używa. 
Umiejętności: Bardzo pięknie śpiewa i gra na różnych instrumentach. Jej najbardziej znaną umiejętnością jest tańczenie i gdy to robi, ciężkood niej oderwać wzrok. Jest bardzo wysportowana, ale nie przepada za bieganiem czy ogólnym wysiłkiem fizycznym. Dzięki tej umiejętności władania nad naturą jej zielarstwo jest na bardzo wysokim poziomie. Dzięki kocim genom, widzi w ciemności. 
Charakter: Alessia jest bardzo uroczą i  słodką osobą. Nikt z pierwszego spojrzenia na nią, nie powie, że jest pełnoletnia. Zawsze za to się wścieka, ale nie pokazuje tego po sobie. Osóbka ta dba bardzo o innych i nie pozwoli, aby ktokolwiek w jej otoczeniu cierpiał. Nawet wróg. Nie pozwala na to. Nie znosi przemocy i mówi jej stanowcze nie. Często nie może się odpędzić od mężczyzn, którzy mimo tego, że postrzegają ją za młodszą to skaczą sobie do gardeł o nią. Nie znosi uwodzicieli, flirciarzy i innych casanov. Dlaczego? Kiedyś jej siostra dała się jednemu omamić i skończyło się na tym, że ją zdradził, a ta popełniła samobójstwo. Jest delikatna i dość wstydliwa, jednak uwielbia poznawać nowe osoby. Nie ma wielu znajomych. Jej pasją jest czytanie książek, szczególnie horrorów. Kiedyś musiała walczyć na przymusie i do teraz ma wyrzuty sumienia z tamtego dnia. Ta delikatna osóbka ma też drapieżna stronę, którą okazuje wyłącznie wybranym przez nią osobom. 
Cechy charakterystyczne: Ma przepiękny głos. Na jej głowie widać białe sterczące kocie uszka, jednak ubiera pelerynki i bluzy, którymi ukrywa swoje zwierzęce uszka oraz ogon, którego używa jako pasek lub chowa go również pod narzutki. To nie tak, że się ich wstydzi, poprostu woli swoją ludzką stronę. Na plecach ma wytatuowaną parę pierzastych skrzydeł. Zaklęła ten tatuaż i dzięki niemu może z tego naskórnego rysunku użyć ich do latania. 
Ciekawostki: 
-Poszukuje swojego młodszego brata, ale nie wie gdzie jest i gdzie może być. 
-Ma uległość do białych róż. 
-Przez geny kota, kiedy się ją drapie pod brodą, ta zaczyna mruczeć i nie może się oprzeć od poruszania ogonem. 
-Kocha w nocy, wychodzić w miejsca, gdzie jest widoczny księżyc, np. wzgórze, wysoka skała. 
-Chciałaby się kiedyś zakochać prawdziwie i szczerze. 
-Uwielbia koty. 
-Nie przepada za psami, ale to nie tak, że ich nie znosi. 
-Pije dość dużo kawy. 
-Była ostatnim dzieckiem z całej jej rodziny. Najmłodsza, najbardziej niewinna i pozornie najsłabsza. 
-Ma na sobie sporo blizn. 
-Uwielbia posługiwać się broniami palnymi. Ma idealny cel, przez co czasami mówi się, że nadaje się na snajperkę. 
-Kiedy jest zmuszona zabić lub wykonać coś niezgodnego z prawem, ubiera maseczkę szpitalną z narysowaną kocią mordką. 
-Przedstawia się zwykle Hiyori Nanase. 
Rodzina: Była najmłodszą ze swojego miotu. Nie znała ich zbyt długo, bo jest sierotka, która w wieku 4 latach straciła kontakt z nimi. Zgubiła się w lesie. 
Głos: klik
Inne zdjęcia: 
1
2 -tajemnicza forma, którą uzyskała raz w życiu
3
4 -Alessia z jej kotką Divą. 
 5 6

Właściciel: xakikoxchan@gmail.com i YukiKunoka [hw]

Od Gilberta CD Vane

Uniosłem wzrok na dziewczynę i automatycznie uśmiechnąłem się lekko, zastanawiając się nad odpowiedzią. Mam powiedzieć wprost, że powoli zaczynam tracić pojęcie, jakie smaku są te lody? Eh... Definitywnie wziąłem za słodkie smaki...
- Dobre... - odparłem po chwili, obserwując, jak kąciki ust Vane, unoszą się jeszcze wyżej. - Ale trochę za słodkie...
- Bo to lody... - prychnęła cicho i odwróciła ode mnie wzrok.
Odetchnąłem cicho, wpatrując się w swoje gałki lodów. Mogłem wziąć miętowe...
- Dasz mi spróbować swoich? - nachyliłem się w stronę swojej towarzyszki, mając nadzieję, że da mi chociaż troszkę spróbować.
Jednak ona widząc mój złośliwy uśmieszek, który wkradł mi się na usta, tylko fuknęła na mnie i nawet nie raczyła odpowiedzieć na me jakże ważne pytanie.
- A chociaż dobre? - wróciłem na swoje miejsce, biorąc się od razu za kończenie moich lodów.
Kiwnęła niezauważalnie głową i wytarła sobie usta serwetką. Ja za to zerknąłem w stronę wózka, gdzie Yuri "tarmosił" w rączkach, niewielkiego pluszaka, w kształcie pudla. Doskonale pamiętam ten dzień kiedy go kupiłem. W pewnym sensie odczuwam radość, że podoba mu się ta zabawka.
Uśmiechnąłem się do malucha, który prowadził uważną obserwację mojej twarzy. Nie... Zaraz... On patrzy na mojego loda... Już widzę ten głód w jego oczach...
- Ty jeszcze tych pyszności nie możesz jeść. - zwróciłem się do dziecka, dotykając delikatnie jego noska, przez co zmarszczył go śmiesznie, robiąc przy tym prawie zeza.
Yuri wypuścił z rączek "pieska" i chwycił mnie za palec, który wsadził sobie do buzi, zaczynając go ślinić. Dobrze, że nie ma jeszcze ząbków, bo by chyba go mi odgryzł...
- Co ty wyprawiasz? - Vane spojrzała to na mnie to na dziecko, zatrzymując się na chwilę na mojej osobie.
Zaśmiałem się cicho i zabrałem synowi palca, którego chyba uznał za fajną rzecz, gdyż nie chciał go nawet puścić, ze swoich malutkich rączek.
- Nie widzisz, że chce mi zjeść palucha? - odparłem żartobliwie, kątem oka, obserwując reakcję dziewczyny.
Gdy tylko uwolniłem swoją część ciała, rozległ się niespodziewany płacz.
- No i coś żeś narobił? - oczywiście wina spadła na mnie, co było nieuniknione...
Białowłosa wstała z krzesła i nachyliła się nad wózkiem, wyciągając ręce, w stronę łkającego niemowlaka. Już po chwili trzymała go w swoich objęciach i szeptała mu jakieś czułe słówka, aby się uspokoił. Mały nerwus... Temu to dobrze.... Gdy tylko poczuł, że rodzicielka tuli go do siebie i jest po jego stronie, przestał płakać, a swoje zapłakane oczęta skierował w moją stronę. Serce nagle zabiło mi szybciej, widząc jak ta mała istotka, wpatruje się we mnie, a jej mokre policzki, błyszczą przez światło na nie padające. Normalnie myślałem, że padnę. W jednej chwili pomyślałem, że Yuriś to jakiś bóg, jednak szybko się otrząsłem z tego stanu i uśmiechnąłem się promiennie do młodego.
Nagle Vane posadził małego na moich kolanach, a ja zaskoczony spojrzałem na syna, który ciągle paczył się na mój deser. O nie, nie....
- Nie patrz tak na mnie, bo i tak ci go nie dam.... - westchnąłem cicho i wolną ręką, przytrzymałem synka w pasie, żeby przypadkiem nie spadł.
Mały znowu zmarszczył nosek, w ten zabawny sposób, a ja już chciałem się nachylić, by złożyć całusa na czole dzieciaka, ale ten oczywiście musiał się zemścić, za niepodzielenie się z nim. Wykonał gwałtowny ruch swoją łapką, trącąc moją rękę, w której trzymałem loda. Jakoś się tak złożyło, że mój nos, wylądował w zimnym deserze.
Jęknąłem cicho, wyraźnie słysząc, chichot dziewczyny, który wiła się na krześle.
- Bardzo śmieszne... - burknąłem, wcale nierozbawiony tym wszystkim.
Moja ręka znowu została trącona i tym razem deserek wylądował na kostce brukowej. Jakim cudem kilkutygodniowy niemowlak, ma tyle siły...?
- Super.... - spojrzałem na plamę, który pojawiła się na chodniku.
Zignorowałem już gwałtowny wybuch Vane, która śmiałą się głośno, ściągając na siebie niepotrzebną uwagę.
- Dzięki... - zmarszczyłem brwi, rzucając przelotne spojrzenie dziecku, będąc bardzo zajęty wycieraniem nos.
Yuri widocznie wyczuł moją złość i znowu zaczął gorzko płakać. Odetchnąłem ciho i teraz ja zająłem się uspakajaniem go.

~~*~~

Cała nasz trójka siedział sobie w salonie, przy włączonym na wiadomościach telewizorze. Yuri powoli przysypiał na moich kolanach, co mnie rozczuliło i nie mogłem odwrócić od niego wzroku.
Nagle w pokoju pojawił się szop, który podszedł od razu do białowłosej.
- Vane... - zaczął spokojnie, jednak w jego głosie można było wyczuć zawahanie i nutkę zdenerwowania, - Musimy porozmawiać...
Mimowolnie przeniosłem wzrok na futrzaka.
- O co chodzi? - dziewczyna wstała z kanapy i zbliżyła się do niego.
Już czułem, że coś się święci...
- Dzisiaj... - przełknął ślinę, jakby szukając słów, które zaraz ma wypowiedzieć. - Dzisiaj... Odbędzie się egzekucja.... Kiby... 

< Vane? >
Mia Land of Grafic