niedziela, 26 marca 2017
Od Peter'a CD Shadow
- A szczypie jak cholera! - krzyknęła, chowiąc się za rogiem kanapy.
- Powiedz mi, jak mam Ci pomóc, skoro nie dasz mi się opatrzeć? Przeżyłaś wyciąganie kuli, więc z tym też dasz sobie radę!
Białowłosa wychyliła się zza czarnego oparcia. Spojrzała na mnie nieufnie, po czym powoli podeszła w moją stronę. Zasiadła naprzeciw, wystawiając wciąż lekko krwawiące ramię.
- Zrobię to szybko i będzie po sprawie, Okay? - zapytałem, uśmiechając się zachęcająco.
- Dobra... - szepnęła niepewnie.
Wylałem odrobinę cieczy na ranę żądaną przez pocisk pistoletu. Dziewczyna zacisnęła zęby, powstrzymując się od krzyku. Szybko przetarłem ramię, nałożyłem chłonny wacik i zawinąłem wszystko bandażem.
- Już po wszystkim! - uniosłem ręce do góry w geście poddania się.
- Dziękuję - uśmiechnęła się przytulając mnie. - A teraz Przepraszam, ale muszę iść z Rocket'em do psychologa - zsunęła się z kanapy.
- Okay... - powiedziałem szybko, nie dokładnie rozumiejąc słowa dziewczyny. - Zaraz, co?! - krzyknąłem po chwili namysłu.
- No tak! Twoja siostra jest chora psychicznie i zdaża się jej brać narkotyki! - popatrzyła na mnie je jakby nigdy nic.
"Ta, mała Vane ćpa?!" - powtórzyłem w myślach, wlepiając wzrok w zbierającą się dziewczynę. Gdy tylko dostrzegłem Rocket'a schodzącego po schodach, szybko stanąłem przed nim tym samym zagradzając mu drogę.
- Od kiedy ona bierze narkotyki?! - zapytałem dosyć donośnym tonem.
- Od niedawna - odpowiedział Szop lekko zdziwiony moją reakcją. - A co? - uniósł wyżej brwi.
- Kazałem Ci jej pilnować.. - mruknąłem pod nosem.
- Nastolatki nie da się upolować, Peter musisz się z tym pogodzić - westchnął najwidoczniej równie niezadowolony jak ja wyborami Vane.
- Idziemy! - doszedł do nas nieco oddalony głos dziewczyny.
Raccoon ruszył w jej stronę, a już po chwili zniknęli za drzwiami. Przez chwilę wpatrywałem się w nie... "Mogłem przylecieć kilka lat wcześniej..." - pomyślałem wciąż mając nieco zkwaszoną minę.
- Co by tu... - prześledziłem wzrokiem przestrzeń wokół siebie.
Ta nowa dziewczyna. Nie wiem dlaczego, ale właśnie do niej mnie ciągnęło. "Peter, to jest jeszcze dziecko..." - zganiłem samego siebie, podczas uważnego wpatrywania się w schody. "I tak powinienem sprawdzić co u niej" - uśmiechnąłem się dumnie, wbiegając na górę.
Delikatnie uchyliłem drzwi od ciemnego pokoju. Dziewczyna, od razu zwróciła swe jasne oczy w moją stronę.
- Achm... Myślałem, że śpisz... - starałem się jakoś wywinąć z nieco niezręcznej sytuacji. - W każdym razie, przepraszam jeżeli Cię obudziłem.
- Nie masz za co. Nie spałam już - powiedziała swym cienkim głosem.
Spojrzałem na psy, które wciąż szczęśliwie machały ogonami. Jeden z nich, zbliżył się do mnie. Stał, wpatrując się we mnie wyczekująco. Pogłaskałem zwierzę po łbie i karku.
- Jestem Peter - uśmiechnąłem się delikatnie. - Brat Vane - dodałem po chwili.
- Jakim cudem nie jest on agresywny w stosunku do Ciebie? - wyminęła moje zdanie zadając pytanie.
- Już zdążyliśmy się poznać podczas ucieczki z tamtego chorego miejsca - wyjaśniłem. - Pamiątasz coś?
- Ten przeszywający ból podczas rażenia prądem... - najwyraźniej jej plecy przeszły ciarki.
- Fajnie, że dowiaduje się tego od Ciebie... Vane nie potrafiła mi nic powiedzieć - zaśmiałem się, zasiadając na krańcu łóżka. - Jak się czujesz tak poza tym? Jesteś głodna?
<Shadow? :3>
Od Shadow cd. Vane
Otworzyłam oczy, które zabłysły w mroku na lawendowo. W tym miejscu panowała ciemność, jednak na pewno nie było to więzienie.
Z trudem podparłam się na łokciach, by zostać ponownie przyszpilona do czegoś miękkiego pode mną, zapewne materaca.
— Ashton! — zachichotałam, na widok psa z jednym rogiem. — Gdzie Ashley, co? — podrapałam go za uchem.
Hybryda wydało z siebie przeciągły pisk, a jego przyjaciółka w parę sekund zaczęła lizać mnie po twarzy, machając ogonem. Odgarnęłam włosy.
Stworzyłam w dłoniach złotą kulę światła. Oświetliłam nią pyski podopiecznych. Ton miał dziury w uchu. Przełożyłam lewitującą kulę do lewej ręki, a prawą pogłaskałam jego łeb. Biedactwo... Kto mógł go skrzywdzić?
Ktoś postawił krok. Automatycznie spojrzałam w stronę, z której dobiegł dźwięk. Moja moc pozwoliła mi zobaczyć sylwetkę tej osoby. Nie była to Vane. Raczej jakiś facet.
Zesztywniałam. Ash normalnie zacząłby warczeć na obcego, ale teraz jakby... Nie reagował? Czyżby go znał i ufał? A może nie usłyszał?
Lśniącymi oczami, które otaczał wachlarz czarnych rzęs, obserwowałam ruchy mężczyzny. Powolnym krokiem zbliżał się w moją stronę.
< Vanuś, Peter? C: >
Od Vane CD Shadow
- Jeżeli mnie puścisz, to mogę Ci nawet podać numer konta bankowego - powiedziałam łamiącym się głosem.
Przyglądałam mu się. Widocznie w jego głowie panowała narada ze samym sobą. Nie wierzę, że taki człowiek został wybrany na prezydenta Nowego Jorku...
- Wiem, że od razu byś uciekła - zaśmiał się. - Ale czy zostawiłabyś ją na pastwę losu? - uniósł pytająco brwi.
Skierowałam wzrok na dziewczynę, która przyglądała mi się wyczekująco. Gdy tylko nadarzyła się okazja, puściłam jej oczko, po czym z powrotem spojrzałam na Leafstone'a.
- A co mi z takiej dziewczyny? W walce kiepska, w planowaniu pewnie też - wzruszyłam ramionami. - Jednak ja nie zdradzam swoich w porównaniu do Ciebie - zmrużyłam oczy słabo się uśmiechając.
- Ty, nie wiesz o mnie nic. Ale ja wiem o tobie dużo - powiedział krzyżując ręce. - I tak stąd nie uciekniecie, więc gadajcie póki jestem miły.
- Miły!? - z mojego gardła wydobył się śmiech. - Torturowanie, to okolicznik do bycia MIŁYM?
Ponownie schyliłam swą głowę do kolan czując niemiłosiernie płynący prąd. Zacisnęłam mocniej pięści i oczy, a gdy ból ustał wyprostowałam się.
- Nie ujdzie Ci to na sucho... - warknęłam, wyraźnie wypowiadając każdą sylabę.
- Już uszło - powiedział przyglądając się nastolatce.
Jego dziwne spojrzenie zmusiło mnie do popatrzenia w tamtą stronę. Shadow była.. NIEPRZYTOMNA?! Od razu się ożywiłam i starałam wyrwać spod metalowych zatrzasków.
- Shadow, zbudź się! - krzyknęłam w jej stronę. - Shadow, błagam Cię! - do moich oczu zaczęły napływać łzy.
"Teraz ten debil albo mnie zabije, albo... Będę musiała mu wszystko powiedzieć" - mój ledwo żywy umysł przekazał mi taką wiadomość.
- Może wolisz, żeby nigdy się nie obudziła? - mężczyzna uniósł pytająco brwi, patrząc na mnie.
- Spróbuj k*rwa, a obiecuję Ci, że powieszę Cię za jaja - warknęłam przybierając wrogi wyraz twarzy. - I co być k*rwa nie zrobił, znajdę Cię ty głupi ch*ju! - wydarłam się na całe pomieszczenie marnując przy tym jakikolwiek szanse na zadośćuczynienie.
Kolejne porażenie dla normalnego człowieka kończyłoby się śmiercią, ale ja jakoś jeszcze dawałam radę. Jakimś cudem udało mi się pokazać mężczyźnie środkowy palec. Towarzyszył przy tym wystawiony język.
- Pamiętaj, że beze mnie stracisz wiele informacji - powiedziałam delikatnie kiwając głową. - A ze mną będziesz miał same udręki, bo nic Ci nie powiem...
Leafstone już szykował się do powtórnego wciśnięcia przycisku, gdy nagle jego ręka została przestrzelona. Taak... Rozpoznawałam tą broń... Uniosłam wzrok w stronę osoby wypuszczającej pocisk. Peter Jason Quill we własnej osobie... Już myślałam, że będę musiała czekać wieczność na jakąkolwiek pomoc.
- Co to ku... - mój "były" prześladowca spojrzał na mojego brata z szeroko otwartymi oczami.
- Witam Cię bardzo nieserdecznie - powiedział ładując w niego kolejny pocisk.
Prezydent chwycił się za brzuch i upadł na kolana.
- Już myślałam, że nigdy się nie pojawisz - westchnęłam, przyglądając się jak uwalnia me ręce.
- Proszę Cię! - prychnął. - Dopiero co Cię odnalazłem i znowu mam Cię stracić? - uśmiechnął się, pomagając mi wstać.
- Tak, tak rozczulające sceny! - krzyknął Rocket stojący w drzwiach. - Ale myślę, że strażnicy nie będą czekać na nas z herbatką.
- Weź ją, ja dam radę iść - kiwnęłam głową wskazując na Shadow.
- Na pewno?
- Jeżeli bym nie była pewna, nie gwarantowałabym Ci tego - uśmiechnęłam się patrząc na niego przekonywująco.
- Dobra... - zdemontował zabezpieczenia na dłoniach i nogach dziewczyny, po czym uniósł ją do góry.
Wpatrywał się przez chwilę w jej bladą twarz, po czym ruszył w stronę drzwi
- Idźcie już. Musze po coś wrócić - powiedziałam szybko, biorąc broń od brata.
- Po raz kolejny nie będę Cię zostawiał na pastwę losu. Idziesz z nami - zaprzeczył stanowczo.
- Dam radę - zapewniłam odbiegając od nich.
Od Shadow cd. Vane
Lekko pochyliłam głowę, a włosy zakryły moją twarz. Na moich ustach pojawił się cień uśmiechu. Pora pobawić się we irytowanie istot ludzkich.
— Nie zabiłbyś jej. Byłoby to niemądre i niezbyt przemyślane posunięcie z waszej strony. — nie mogąc wytrzymać, zachichotałam. — Ta twoja groźba... Huh... Jakby to ująć... Jest bezsensu. Jeden strzał i nic się nie dowiecie. Ba, sprawicie, że osoby takie jak ona... — przerwałam na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. — Staną się ostrożniejsze. Śmierć zadziała jak płachta na byka... — Mój mózg powoli się wyłączał. Prąd rozbił się w moim ciele. Nie krzyknęłam. Zacisnęłam jedynie zęby.
— Mów co wiesz! — wrzasnął. Gdyby nie to, że byłam przyczepiona do tego cholerstwa, skuliłabym się. Ale poudaję jeszcze dzielną.
— A cóż może wiedzieć zwykłe dziecko, co? W jakimś... Klanie... Co to w ogóle jest... Nie przebywam. Zapewne wiecie, że mieszkam i pracuję raczej w niezbyt przyjemnych miejscach. Czy byłabym... — przerwałam, bo z bólu spod moich powiek zaczęły wyciekać łzy. — Czy spłacałabym swój dług w taki sposób, gdybym była w jakimś ugrupowaniu? Raczej miałabym na to wywalone.
Starałam się odbiec jak najdalej od tematu.
— Grabisz...
— Po co zabijać tą, która może się wam jeszcze przydać? Czemu nie wycelujesz.. Powiedzmy... We mnie? — wbiłam w mężczyznę spojrzenie ametystowych oczu, ledwo widocznych wśród platynowych kosmyków.
< Vane? C: Odwaliło mi >
Od Vane CD Shadow
- Miło poznać - dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
Nie rozumiem... Po prostu k*rwa nie rozumiem jak ona może zachować spokój w takiej sytuacji!? Podeszłam do drzwi na których było małe okienko z kratami. Uderzyłam w nie pięścią.
- F*ck... - mruknęłam czując ból.
- Nic nie zdołasz - oznajmiła Shadow, która wciąż siedziała w kącie.
Wzięłam głęboki oddech, po czym zasiadłam na ziemi przy tym wypuszczając powietrze. Gdybym wtedy ponownie nie posłuchała się serca, nie było by mnie tutaj. Jak zwykle, staram się zrobić coś dla kogoś...
- Musicie uważać. Gdy tylko otworzę te drzwi, wejdziecie do środka i je sparaliżujecie - usłyszałam nieznajomy głos za drzwiami.
Spojrzałam na dziewczynę i machnęłam do niej ręką. Po chwili była już obok mnie.
- Nie próbuj mnie w żaden sposób ratować - powiedziałam krótko, a zaraz potem otworzyły się drzwi.
Do pomieszczenia wparowała grupka uzbrojonych mężczyzn z charakterystycznymi urządzeniami w dłoniach. Nie zdążyłam zrobić nic, gdyż w sekundzie zostałam porażona promieniem. Niestety, nie skończyło się na tym. Podano nam dożylnie niebieskawą ciecz. Zapewne unieszkodliwi nas ona na kilka dobrych godzin...
Od Shadow cd. Vane
Dziewczyna upadła.
Nerwowo zerknęłam na nią, w dół i na ochronę. Mogłam ją zepchnąć...
Moje plany zniszczył jeden z kolesi, chwyciwszy moje ramiona i ciągnąc do tyłu.
Spotkało się to z niezadowoloniem Ashtona, jak i Ashley. Psy rzuciły się w stronę mundurowego, ale zarzuciłam im spokój głośnym gwizdem.
Jeden z kolesiów celował w moje psy. Zakrzywiłam promienie, przez co strzelił sobie w nogę. Gdyby nie okoliczności, wybuchłabym śmiechem.
***
— Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. — powtórzyłam po raz setny.
Zdenerwowana białowłosa zamordowała mnie wzrokiem.
— Jestem spokojna.
— Tsa, widać. — wymownie zerknęłam na jej kajdany, które próbowała rozerwać.
To pomieszanie, w którym nas zamknięto, było odporne na moce. A co najgorsze, panowała tu ciemność. Moje oczy, niby przystosowane do takich warunków, niewiele pomagały.
Byłyśmy tu od kilku godzin. Nie wiedziałam, na co czekamy. Ale wolałam też nic nie ogarniać.
— Hyh... — ni to westchnęłam, ni to warknęłam. — Przedstawiać się nie muszę, bo pewnie wiesz wszystko z moich dokumentów. W drugą stronę to zapewne nie idzie. Chociaż można znać twoje imię?
< Vane? .v. Wyszło dziwnie krótkie, ale cii >
niedziela, 12 marca 2017
Od Vane CD Gilbert
- CO!? - krzyknął, łapiąc się za głowę. -Ty mała... - syknął przez zęby, zwracając wzrok na piorące urządzenie.
- Nie no, żartuję! - prychnęłam, wyciągając przedmiot z kieszeni. - Wiesz... Muszę Ci coś powiedzieć w sekrecie.. - szepnęłam patrząc na smartfona. - Bo tak się złożyło, że ponad 50% populacji używa kodu 1 2 3 4 - uśmiechnęłam się złośliwie.
- Oddawaj - mruknął pod nosem, starając się odebrać mi telefon.
- Ach, że to? - pomachałam przed jego nosem urządzeniem.
- Nie udawaj głupiej - wywrócił oczami.
- No dobra, masz - wyciągnęłam w jego stronę przedmiot. - Ale i tak musisz czekać na ubrania, bo nie pożyczę Ci swoich - uśmiechnęłam się pod nosem.
Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do szafy z ubraniami. Wyciągnęłam losowy outfit, po czym od razu udałam się do łazienki. Pidżama pidżamą, ale i tak miałam w niej wiele kieszeni. Na nóż, pistolet i kilka innych pierdółek. W każdym razie, odłożyłam wszystko na umywalkę i zabrałam się za zakładanie drugiego stroju.
Wychodząc z łazienki od razu usłyszałam czyjeś rozmowy na dole. Zdziwiona, zeszłam po schodach, a moim oczom ukazał się Gilbert i... Rocket?
- Jakaś grupka debili... - mruknął niezadowolony szop, trzymając się za oko.
- Czegoś konkretnego chcieli? - zapytał Gilbert.
Podsłuchiwanie - tsa... Coś co lubię robić, ale później źle się z tym czuję. Jednak, jeśli chodzi o Rocket'a, chciałam się dowiedzieć o co poszło. Sam, zapewne by mi nie powiedział.
- Głównie pieniędzy, ale gadali coś o tym, gdzie mieszka Vane. Zapewne przez to głupie ogłoszenie w internecie, teraz chcą zdobyć 40 koła za głowę przywódcy. Kojarzą mnie już, że znam Vane i z nią mieszkam... - westchnął, siadając na kanapie. - Nie powiedziałem im, więc dostałem wpier*ol.
- Wiesz, że jak ona o tym usłyszy, to będziesz miał jeszcze większy opieprz? - prychnął Gilbert, rozkładając się na kanapie.
- Ta... - mruknął.
"Dobra Vane. Albo udajesz głupią, albo wszystko słyszałaś... Eh..." - przejechałam dłoniami po twarzy. "No dobra.."
- Gilbert czy... - schodziłam dalej po schodach w dół. - Rocket?! Co Ci się stało?! - krzyknęłam starając się jak najbardziej udawać zdziwioną.
- Przewróciłem się na ziemię i uderzyłem głową w kamień - powiedział szybko.
- Nie ważne... Musimy to szybko odkazić - tym razem moje przejęcie było prawdziwe, gdyż z bliska ta rana wyglądała kilkaset razy gorzej. - Gilbert, błagam Cię! Idź po to pudełko co jest na górze! - krzyknęłam, przyglądając się mu błagającym wzrokiem.
Ten tylko wywrócił oczami i udał się na górę.
- Jak i kto Ci to zrobił? - ponownie udawałam głupią.
- Tłumaczyłem, że się przewróciłem!
- Nie kłam - powiedziałam z naciskiem. - I odsłoń to oko - starałam się zsunąć jego łapkę z pyszczka.
- Zostaw, sam sobie dam radę... - wciąż się upierał.
- Rocket, chyba nie chcesz iść do weterynarza? - zaśmiałam się, spuszczając dłonie w dół.
- Ekhm... - warknął pod nosem. - Niech Ci będzie...
Co prawda. Śliwy nie było widać, gdyż była przykryta przez gęste futro. Niestety, inne rany zadane czymś ostrym dawały po sobie znak...
- Kto Ci to zrobił... - zakryłam usta dłońmi. - Nie powinieneś wychodzić beze mnie. Masz mi obiecać, że już nigdy tego nie zrobisz - powiedziałam tonem bliskim płaczu.
- No dobrze... - spuścił głowę.
- Vane, czy czegoś czasami nie zostawiłaś na górze? - odezwał się głos za mną.
Zwróciłam się w tamtą stronę. Gilbert Trzymał portfel ze wszystkimi dokumentami... Czyli wyjdzie stąd wcześniej niż myślałam...
- Zrobisz teraz, co chcesz... - westchnęłam, wciąż mówiąc załamanym głosem. - Jeżeli chcesz, to mogę Ci nawet wezwać taksówkę...
<Gilbert? Skleroza xD>