sobota, 8 kwietnia 2017

OD Resney CD Hige

Szybko wybiegłam z mieszkania, biorąc odpowiednie rzeczy.
- Resney, czekaj! - zatrzymał mnie - o kogo ci chodzi?
- O pewnego kretyna - powiedziałam krótko i oschle. Założyłam czapkę, poprawiając soczewkę, zmieniającą kolor.Rzuciłam mu przebranie, a ten szybko założył co trzeba. Poszliśmy po zaułkach, rozglądając się. Lekko opuściłam głowę...
Mogłam coś  zrobić... mogłam. Mogłam jakoś zareagować, a siedziałam z założonymi rękami jak tchórz... 
- Wciąż się obwiniasz - spojrzał na mnie kątem oka. Nie patrzyłam na niego. Nie miałam odwagi... Włączyłam telefon, zaczynając coś robić na telefonie. Hige pociągnął mnie do jakiegoś zaułka i odłożył mój telefon do kieszeni.
- Nic nie mogłaś zrobić - powiedział twardym głosem. Spojrzałam na niego. Lekko odwróciłam wzrok - nie chodzi tylko o tą sytuację, prawda?
- Nie - odpowiedziałam prawie od razu. Lekko go odepchnęłam od siebie - Nie chce o tym rozmawiać. Nie w tej sytuacji. Nie teraz - skrzyżowałam ręce.
- Owszem. Teraz - powiedział groźnym tonem. Fuknęłam.
- To ja wydaję rozkazy, nie ty - przybrałam oschłego głosu. Ten wziął głęboki wdech. Wyszłam jako pierwsza z kąta, idąc przed siebie. Wyjęłam telefon, zaczynając pisać do Vane.

Vane
Nie mam pojęcia co się u ciebie dzieję, ale teraz nie możemy się spotkać.
Mam ciężkie dni... w szczególności teraz. Jak będziesz mieć czas, odpisz. Lub nie...
Jak coś nie jestem sama.


Wysłałam wiadomość, ponownie patrząc przed siebie. Wtedy go zobaczyłam. Szybko schowałam się z Hige.
- To ON - spojrzałam na blondasa najwyraźniej z zadowoloną miną. Gdy przechodził obok nas, Hige zasłonił mu usta i pociągnął do opustoszałej ulicy.
- Czy wam od... Oh. To Ty - mruknął niechętnie.
- Ty. COŚ ty jej zrobił? - warknęłam. Ten się zaśmiał.
- To i tamto...
- Tak szczerze, mam to w dupie - przygniotłam go do ściany - a teraz zrobisz to, o co cię ładnie poproszę, albo inaczej porozmawiamy, Josh.
- Mianowicie? - uniósł brew.
- Pójdziesz do Tsume i ją NA KOLANACH będziesz błagał o wybaczenie i powrót do klanu.
- A jeśli się nie zgodzi?
- To Cię zabije.
- A jak tego nie zrobię?
- To ja Cię zabiję - mój głos zrobił się mroczny. Byłam wściekła, a on miał coś do załatwienia. Ten wywrócił oczami.
- Najwyraźniej coś się stało, że mnie o to "prosisz" - spojrzał na Hige - to twój chłopak?
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie. Ten się zaśmiał szyderczo.
- Dobra. Pójdę do niej. I tak nie mam nic innego do stracenia.
- Ostrzegam Cię. Jak nie dotrzymasz umowy to cię znajdę I ZABIJE - podkreśliłam ostatnie słowo i go puściłam. Odszedł, jak gdyby nigdy nic.
- Wow... nie wiedziałem, że tak potrafisz.
- Mało o mnie wiesz... - spojrzałam na niego - a w sprawie tego, co chciałeś wiedzieć... Prze ze mnie mój brat zniknął. Bo nic nie zrobiłam. Bo stałam jak kołek i zamiast go powstrzymać, stałam... - zamknęłam oczy.

- Seven, zostań tu... Obiecaj mi, że nie pójdziesz mnie szukać. 
- One...
- OBIECAJ MI TO.
- ... One...
- Oddaje ci dowodzenie. 
...
 

- ONE!!! NIE! Ku*wa czemu stałam?! Czemu nic nie zrobiłam?! ONE!!

Odwróciłam się od Hige, a gdy na niego spojrzałam, uśmiechnęłam się z łzami.
- Nic mi nie będzie - po moich oczach spływały łzy, lecz miałam uśmiech na twarzy i wystawiony język.




Hige? ;33 Teraz taka sneaky peaky zmyłka, czy jest smutna czy nie xD

Od Laury

Na cholerę mi to wszystko... Na cholerę mi to całe pieprzone życie... Jedyną przyjemnością jaka może mnie spotkać, to zamordowanie kogoś... Czy ja kiedykolwiek znajdę jakąś bratnią duszę, ba, rodzinę? To, że jestem najprawdopodobniej jedyną przedstawicielką mutantów, nie zmienia faktu, że są podobne osoby jak ja. Osoby, które są zbuntowane przeciwko temu całemu społeczeństwu. Osoby, które otrzymały dar od Boga i potrafią zamieniać się w zwierzęta oraz posiadają magiczne moce. Należę do nich. Odkryłam ten talent zaledwie kilka tygodni temu. Dowiedziałam się również, że istnieją cztery klany. Traveling Star, Desert Eagles, Guardians of the Galaxy oraz Sprint of the Shining Stars. Do tego drugiego postanowiłam dołączyć, ponieważ wyrażał on podobnie upodobanie do ludzi co ja. Zabójstwo ich było mile widziane, co mi się bardzo podobało...

***

Namiary na bazę tego klanu otrzymałam od anonimowego źródła. Postanowiłam sama przyjść i zgłosić swe zainteresowanie dołączeniem. Miałam jedynie nadzieję, że nie wyśmieją mnie ze względu na wiek...
- Czy tutaj znajduje się... Klan Desert Eagles? - oderwałam wzrok od kartki na której miałam zapisaną nazwę klanu.
- Czego chce tutaj dziecko? - zapytał, kurczowo trzymając broń przy piersi.
- Chce dołączyć do klanu - mruknęłam, rejestrując każde jego słowo w pamięci.
- Gdzie masz rodziców? Opiekunów, czy coś w tym stylu? - uchylił przede mną metalowe drzwi.
- Nie interesuj się - warknęłam, wchodząc do środka.
Poprawiłam ramiączko plecaka, który zawisał na mych plecach. Dostrzegając drzwi z napisem "Nimitsuu" od razu przyszło mi na myśl, iż w środku znajduje się głowa klanu. Zapukałam delikatnie dłonią, a już po chwili usłyszałam słowo "Proszę!". Uchyliłam drzwi i weszłam do środka.
- Dzień dobry - przywitałam się na samym wstępie.
- Em... Witam? - rudowłosa kobieta wychyliła się zza biurka. - To jest żart na Prima Aprilis, czy jak? - uniosła jedną z brwi, poprawiając swą czapeczkę
- Nie. Przybyłam tutaj aby dołączyć do klanu - zatrzymałam się kilka centymetrów od jej biurka.
Spojrzałam na nią całkowicie poważnie. Przechyliła głowę w stronę segregatora, a następnie wyjęła z niego formularz.
- Imię? - zapytała, chwytając długopis.
- Laura Kinney.
- Wiek?
- Dziewięć lat - odpowiedziałam.
- Zdolności ukośnik magiczne moce - wychyliła się znad kartki.
- A po co?
- Gdybym chciała Cię wysłać na wojnę lub gdzieś indziej, muszę wiedzieć kogo wypuszczam - uśmiechnęła się.
Kobieta oparła się o fotel, zapewne czekając na zaprezentowanie swych umiejętności. Odsunęłam się kilka kroków do tyłu i przeszłam do rzeczy.
- Może na sam początek... Postrzel mnie - zaproponowałam, sięgając wzrokiem w stronę pistoletu, który spoczywał u jej boku.
- Jesteś tego pewna? - zapytała, widocznie zaintrygowana dalszym rozwojem wydarzeń.
- Tak - powiedziałam jednoznacznie.
Jednym zwinnym ruchem wyciągnęła broń z sakiewki i posłała pocisk w moją stronę. Nawet nie drgnęłam, podczas gdy metalowa kulka dostawała się do wnętrza mojego ciała.
- Interesujące - przytaknęła głową. - Pokaż coś jeszcze.
W kilka sekund udało mi się przejąć kontrolę nad pociskiem. Po chwili wylądował on z powrotem na mojej dłoni. Uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Dalej - przytaknęła głową, zapisując coś na kartce.
Wyciągnęłam przed siebie ręce, tym samym wysuwając cztery ostrza. Po dwa na każdej z rąk. Zaprezentowałam swą "broń" kilkoma ruchami w powietrzu.
- Zaczyna mi się to podobać - uśmiechnęła się. - Dawaj dalej.
W jednym momencie kartka podtrzymywana przez nią zaczęła wirować w powietrzu. Uśmiech wciąż nie schodził mi z twarzy, gdy kartka pojawiła się w mojej dłoni. Po chwili z powrotem odłożyłam ją na biurko.
- Hyhmm... Dalej..
- Potrafię Ci powiedzieć ze szczegółami co dzieje się za oknem - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Kobieta podeszła do wcześniej wspomnianego miejsca i delikatnie uchyliła szybę.
- No dajesz - wyjrzała za okno.
Przymknęłam delikatnie oczy, skupiona na każdym z czynników, które dochodziły do mojej głowy. Wszystkie rozmowy, po chwili docierały do mojej głowy... Tak samo jak ruchy..
- Kobieta w zielonej kurtce, rozmawia z mężczyzną. Ma on ubrany czarny kapelusz. Rozmawiają o samochodzie lamborghini... Co chwilę siebie przekrzykują - otworzyłam ponownie oczy i skierowałam spojrzenie na kobietę.
- Biorę Cię - uśmiechnęła się pod nosem, zapisując kolejne odpowiedzi na pytania, które mi zadawała.
***Pół godziny później***
Wyszłam z biura z nadzwyczaj zadowoloną miną. Uchyliłam metalowe drzwi, za którymi ponownie ujrzałam tego samego mężczyznę.
- Dostałaś się? - zapytał, a ja niewinnie przytaknęłam głową.
- Tak jakoś wyszło - wzruszyłam ramionami.
Udałam się szybkim krokiem do pobliskiego sklepu. Jak zwykle naszła mnie ochota na coś do picia... Weszłam do środka jakby nigdy nic. Na szczęście, w środku nie było zbyt wiele ludzi. Tylko jakiś ktoś i kasjer. Podeszłam do lodówki z zimnymi napojami i wyciągnęłam ze środka gazowaną wodę pomarańczową. Otworzyłam ją na miejscu, po czym udałam się po kubełek chipsów. Z całym zestawem podeszłam do wyjścia.
- Ej, czekaj. Za to trzeba zapłacić - w jednym momencie pojawił się przede mną mężczyzna ubrany w strój roboczy.
Starałam się go wyminąć, lecz gdy kolejna próba poszła na marne, mężczyzna odebrał mi oba przedmioty.
- Dzwonię na policję.
W jednym momencie pojawiły się przy mnie ostrza. Kilkoma zwinnymi ruchami powaliłam mężczyznę na ziemię i skierowałam oba pazury prosto w jego stronę. Niespodziewanie poczułam jak ktoś przytrzymuje moją rękę. Zwróciłam w tamtą stronę głowę. To ten ktoś zza półek...
- Wychodzimy - oznajmiła zamaskowana osoba, ciągnąc mnie za sobą w stronę wyjścia.
Poddałam się i ruszyłam za tym kimś na zewnątrz. 
- Czy ty nie wiesz, że takim jak my nie wolno zabijać w miejscach publicznych? Chcesz, żeby złapała nas policja? 
Wzruszyłam tylko ramionami. 
<Ktoś? cx>

Od Vane CD Kiba

Powtarzaj sobie, że go nie kochasz... A zginiesz! - ponownie odezwał się głos w mojej głowie. Mimo wszystko, nie potrafiłam się powstrzymać. Każde jego muśniecie swymi ustami, zmuszało mnie do kontynuowania tej chwili...
Aż do akcji nie wszedł Rocket, który otworzył drzwi od zewnątrz. Wyraźnie wkurzony, jaki i zdziwiony wpatrywał się w nas ze skrzyżowanymi łapkami.
- Co tu się k*rwa dzieje? - zapytał widocznie zainteresowany swoim znaleziskiem.
Teraz, widocznie skupił się na postaci Kiby. Jakby chciał wzrokiem wydusić z niego wszystko.
- Uhhh... Ja to wyjaśnię? - wtrąciłam lekko się czerwieniąc.
- Słucham - uniósł wyżej brwi.
- Więc... Jak dobrze wiesz, wylałam na Kibę wiadro wody, po czym schowałam się w szafie. Gdy się ona otworzyła, ja przestraszona skuliłam się głębiej, a Kiba wszedł do środka... I wtedy drzwiczki się zatrzasnęły, a my utknęliśmy w środku. Ach... Dziękuję Ci Rocky, że nas uratowałeś - uśmiechnęłam się, kończąc najprawdziwszą opowieść mojego życia.
Szturchnęłam Kibę w bok. Spojrzałam na niego kątem oka, przekazując wzrokową wiadomość.
- No właśnie! Gdyby nie ty, musielibyśmy gnić w tej szafie na wieki! Dziękujemy - wydukał,
- Ta wersja historii nie za bardzo wydaje się wiarygodna - mruknął pod nosem. - No, ale dobra... Skoro macie zamiar "zatrzaskiwać" się w szafie, to nie zamierzam wam w tym przeszkadzać - na jego pyszczek wpłynął złośliwy uśmieszek.
- Musimy wymienić tą szafę. Jest ona do dupy - oznajmiałam kiwając potwierdzająco głową.
Wygramoliłam się ze środka, tym samym pozostawiając Kibę w środku. Zbliżyłam się do kominka, który nie wiem dlaczego właśnie w tej chwili wpadł mi w oko. Powoli zbliżyłam się do zdjęć umieszczonych na kamiennej półeczce. Jedno z nich, przedstawiało moją całą rodzinę. Ja, moja matka i ojciec oraz Peter. Ten ostatni zaginął zaraz po śmierci matki, z tego co udało mi się ustalić... Następna ramka przedstawiała Peter'a ze mną w ramionach. Uśmiechnęłam się na sam widok tej słodkiej scenki.
- Co to? - w jednym momencie obok mnie pojawił się Kiba.
Delikatnie objął mnie w tali. Wzdrygnęłam się, czując jego dłoń na swym ciele.
- Kiba, chcesz zostać zamordowanym przez Rocket'a - zaśmiałam się, przecierając zakurzone szkiełko dłonią.
- Nie zabije mnie. Mamy sztamę - triumfalnie się uśmiechnął.
- Jeżeli powiem mu co naprawdę wydarzyło się w szafie  ( Tak w Szafirze z VoM. Pozdro dla kumatych. ) to nie będzie się dłużej zastanawiał nad tym co robi - powiedziałam, wciąż wpatrzona w fotografię.
- Wiesz... Możemy ominąć tą niepotrzebną akcję - przytaknął sam sobie głową. - Więc... Kto to?
- Taki jeden idiota, który w rzeczywistości jest moim bratem. Uciekł z domu - westchnęłam, odkładając fotografię na półkę.
Wydostałam się z objęć chłopaka, a następnie szybko udałam się na górę. Nie zdążyłam dokładnie zapoznać się z planem domu, chociaż siedziałam w nim bitą godzinę.
O dziwo, udało mi się znaleźć jeszcze jedną sypialnię. Z tego co mogłam wywnioskować, był to pokój dzieci. Wszędzie porozwalane zabawki i inne przedmioty. "Wciąż nie wiem gdzie jestem, a wydaje mi się, że kiedyś już tu byłam..." - przemknęło mi przez myśl.
- Rocky!!! Mam dla Ciebie pokój!!! - wrzasnęłam, wychylając się zza drzwi.
Po kilku sekundach szop pojawił się przy mnie. Wszedł do środka i rozejrzał się trochę. Kątem oka dostrzegłam jak Kiba dochodzi do nas.
- Czy ty sugerujesz, że jestem dzieckiem? - uniósł brwi, patrząc na mój uśmiech.
- Nie, nie, nie! No coś ty! - zaprzeczyłam jednoznacznie. - Te stare zabawki mogą Ci się do czegoś przydać  - wyszczerzyłam się. - Tylko bomby, które wysadzą połowę miasta... Schowaj gdzieś głębiej.
Szop najwyraźniej zrozumiał o co mi chodzi, gdyż odwzajemnił gest. Zabrał się za przeglądanie całego pokoju, podczas gdy ja odwróciłam się w stronę Kiby.
- Lodówka jest pusta... Poza tym przydałby się kupić nową szafę. Jedziesz ze mną na zakupy?
<Kiba? cx >

Od Hige CD. Resney

~*~ Magicznie przenosimy się do czasów kiedy już trwa wojna ~*~

    Przyglądałem się Resney siedzącej na kanapie. Skrzywiłem się na ten widok. Jeszcze przedwczoraj była taka pełna życia i energii. A teraz? Siedzi jakby przybita życiem i wszystkim wokół. Podszedłem i usiadłem obok niej.
- Trzymasz się jakoś? - chciałem jakoś zacząć rozmowę. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Jakoś.
Przytuliła poduszkę podkulając nogi. Westchnąłem.
- Przecież to nie twoja wina, że Tsume wypowiedziała wojnę.
- Ale byłam tam, mogłam coś zrobić! - rzuciła poduszkę na bok i schowała twarz w dłoniach.
- Niektórych ludzi nie da się zrozumieć ani zmienić, Resney. Mają swoje poglądy i tak kurczowo się ich trzymają, że mają za wroga każdego kto nie poprze ich strony.
- Ale Nimitsuu taka nie jest... Kiedyś taka nie była. Coś się z nią stało.
- Huh... Może coś straciła? Wiesz jak jest z ludźmi, którzy nagle coś tracą. Czasami odchodzą wtedy od zmysłów.
Pokręciła głową.
- Nie wydaje mi się. Jej jedyna rodzina to Kiba a on mieszka z Vane.
- Może masz rację. A przyjaciele? Może ktoś umarł?
Ponownie dziewczyna pokręciła głową. Objąłem ją ręką i pogładziłem po ramieniu. Za bardzo się obwinia o rzeczy, na które nie ma wpływu. Nagle wzdrygnęła się.
- Wiesz co... Chyba jednak był ktoś taki!
Uniosłem brew patrząc na nią pytająco.
- No nie gap się tak i chodź! Trzeba poszukać tego kretyna.
Wstała i zaczęła biegać po całym domu ubierając się do wyjścia. Westchnąłem.
Nigdy nie zrozumiem kobiet.

<Resney? Chodziło o Josha jakby co xD>

Od Kiby CD. Vane

   Zacząłem się rozglądać. Zaśmiałem się pod nosem. Moc psychiki i zwierzęca forma króla zwierząt idą w parze. Czuje jej zapach. Wiem, że siedzi w szafie. I już dokładnie wiem co zrobię, tylko muszę pozbyć się futrzaka.
- Rocket wiem, że mnie nie lubisz, ale...
- No już, gadaj czego chcesz - skrzyżował ręce.
- Mógłbyś mi przynieść mój portfel? Zostawiłem go w samochodzie - wyszczerzyłem zęby. Szop przewrócił oczami i westchnął.
- Jak tak bardzo go teraz potrzebujesz... I tak nie mam nic lepszego do roboty.
- Dzięki stary - poczekałem aż wyjdzie za drzwi. Następnie przełożyłem klucz do wewnętrznego zamka i je zamknąłem. Potem skierowałem się ku szafie, w której siedziała Vane. Otworzyłem drzwi gwałtownie, przez co dziewczyna pisnęła przestraszona. Wziąłem z drzwiczek kluczyk, zamknąłem nas od środka i przycisnąłem go do ziemi stopą. Uśmiechnąłem się złośliwie.
- Rocket przyjdzie, nawet nie próbuj - posłała mi podejrzliwe spojrzenie. Zaśmiałem się.
- Wydaje mi się, że futrzak nie dotrze tu tak szybko jakbyś chciała.
Vane odsunęła się jak mogła ode mnie. Uniosłem brew.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię.
- Ta, jasne.
- No wiesz, przeleciałem cię, jestem zadowolony. Więc teraz masz spokój - wyszczerzyłem się. Zobaczyłem, że dziewczyna lekko się zaczerwieniła. Przysunąłem się bliżej do niej i spojrzałem na nią z góry.
- A co, chcesz tego? - zapytałem biorąc w rękę kosmyk jej włosów.
- C-co...
- Przyznaj to, że mnie pragniesz - wymruczałem jej do ucha. Zobaczyłem jak dziewczyna jeszcze bardziej robi się czerwona.
- Ja ni--
Nie zdążyła dokończyć. Wpiłem się w jej usta tak samo, jak zrobiłem to wcześniej dzisiejszego dnia. Przejechałem językiem po jej wardze. Nie próbowała mnie odepchnąć. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy odwzajemniła pocałunek. Objęła rękoma moją szyję. Wciąż się całowaliśmy a ja objąłem ją rękoma w talii. Przyciągnąłem ją bardziej do siebie.
    Całą tą magię chwili przerwało nam przekręcanie czymś zamka od szafy. Drzwi się otworzyły a my oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech. Przed szafą stał wkurzony szop.
- Co tu się ku*wa dzieje.
Skrzyżował ręce przenikając moją duszę wzrokiem.
- Uhhhh... Ja to wyjaśnię? - Vane się zaczerwieniła. Tak uroczo wygląda gdy to robi...
Zaraz... Kiba, stary... Ty się chyba nie zakochałeś?

<Vane? c: >

Od Vane CD Kiba

Nienawidzę gdy to robi... - wyszeptałam sama do siebie, patrząc na lustro zawieszone tuż nad czarną komodą. Mimo wszystko, w jakiś sposób mi się to spodobało... Hola, hola!? Ty się chyba nie zabujałaś! - wrzasnęła do mnie ja we własnej osobie. Zebrałam się z podłogi i usiadłam na nieco zakurzonym fotelu. Założyłam nogę na nogę, wpatrując się w potencjalny przedmiot do zaatakowania Kiby gdy wróci.
- Ja zajmuję tą sypialnię! - wrzasnął głosy z góry.
Podniosłam się szybko z siedzenia i ruszyłam schodami na górę. Kiba, rozłożył się na najwygodniejszym łóżku jakie kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić.
- Nie ma nawet takiej opcji! Ona będzie należeć do mnie! - krzyknęłam z uśmiechem na ustach, biorąc do ręki jedną z poduszek, które były porozwalane po całym pokoju. - To jest mój dom!
- Od dzisiaj, mój też - uśmiechnął się złośliwie.
- Idę po akta i zaraz Ci udowodnię, że ten dom należy do mnie - skrzyżowałam ręce.
- Idź! - machnął ręką, przewracając się na bok. - Zajmie Ci to chwilę, więc ja za ten czas... Może się prześpię? - przymknął oczy.
Śpij, śpij... Ja tylko po coś pójdę - uśmiechnęłam się pod nosem, wychodząc z pokoju. Przeszłam dalej przez korytarz, aż dotarłam do czarnych drzwi. Uchyliłam je delikatnie, a za nimi zobaczyłam wielką łazienkę z ogromną wanną. Na samą myśl, jak przyjemnie można w niej spędzić czas uśmiech zawitał na moich ustach. Na całe szczęście ktoś pomyślał, żeby zostawić w tym domu wiaderko. Jedno, znajdowało się na wysokiej półce. Sięgnęłam po nie, po czym zbliżyłam się do wanny. Nalałam zimnej wody do pojemnika, a następnie wyciągnęłam go ze środka.
- Gdzie jesteś? - usłyszałam pytający głos Kiby.
Szybko schowałam się za drzwiami.  Z uśmiechem na ustach wyczekiwałam pojawienia się chłopaka. Słysząc coraz głośniejsze kroki, uniosłam wiadro do góry.
- O kurde... Ale wanna - szepnął najwyraźniej podekscytowany.
Wszedł do środka, od razu kierując się w stronę wanny. Na szczęście, pozostałam niezauważona, dzięki czemu już po chwili na jego głowie wylądowało kilka litrów lodowatej wody. Śmiech sam wydobył się z mojego gardła.
- Osz ty...
- To ja już.. Spadam? - pomachałam mu, szybko wybiegając z pomieszczenia.
Udałam się z powrotem na dół, gdzie czekał na mnie Rocket.
- Cicho, mnie tu nie ma... - wyszeptałam.
Szop przytaknął głową, delikatnie się uśmiechając. Otworzyłam drzwi jednej z większych szaf. Na szczęście pozostała pusta... Wskoczyłam do środka, zamykając za sobą drzwiczki.
Obserwując sytuację na zewnątrz przez małą szparkę, dostrzegłam jak nieco wkurzony Kiba schodzi ze schodów.
- Gdzie jest Vane? - zapytał, trąc swoje włosy ręcznikiem.
- Nie wiem, dopiero co przyszedłem z garażu - zaprzeczył jednoznacznie głową.
<Kiba? Może się trochę pobawimy, zanim przejdziemy do rzeczy? XD>

Laura Kinney

Znalezione obrazy dla zapytania dafne keen x 23 art

Nie jestem X-23. Nie jestem eksperymentem. Nie jestem twoją własnością! Jesteś ostatnią osobą, która kiedykolwiek myśli, że może mnie posiadać. Nikt mnie nie ma! Nie jestem rzeczą. Jestem Laura Kinney! Jestem córką Sarah. Jestem córką Logana. Jestem córką Wolverin'a!

Znalezione obrazy dla zapytania eagle art

Imię i Nazwisko: Laura Kinney
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 11 lat
Rasa: Orzeł amerykański
Klan: Desert Eagles
Stanowisko: W przyszłości mogłaby objąć stanowisko zabójcy, lecz mimo wszystko... Zabija nawet teraz.
Żywioł: Wiatr
Moce: 
Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a, a są to: 
- Wyostrzone zmysły, 
- Czynnik regeneracyjny, 
- Podwójne pazury wysuwane z rąk i pojedyncze wysuwane ze stóp.
Oraz własne, które otrzymała:
- Władza nad wiatrem. Tym samym unoszenie przedmiotów dzięki niemu.
Umiejętności: 
Potrafi wyczuć, usłyszeć lub zobaczyć ruch szybciej niż inne istoty. Ponad to została obdarzona anielskim głosem, którego prezentuje tylko i wyłącznie samej sobie. 
Charakter: Laura będąc jeszcze dzieckiem była przygotowywana do programu Weapon X. Miała być lepszą bronią niż Wolverine. Odosobniona od normalnego życia była szkolona na perfekcyjnego zabójce bez żadnych skrupułów. Po zespoleniu jej szkieletu z adamantium zbuntowała się i uciekła. W laboratorium cięła się i ogólnie, starała się zabić. We wszystkim pomagała jej opiekunka że szpitala, którego imienia po dziś dzień nie zna. Obecnie nie da się jej złamać. Przeżyła swego rodzaju traumę po stracie połowy przyjaciół z laboratorium i ojca, którego znała zaledwie kilka dni. Laura jest skłonna do zabicia każdego, kto stanie na jej drodze. Nie lubi się podporządkowywać i woli rozdawać karty według własnych zasad. Tak jak w każdym człowieku, jest w niej dobro. Łzy po raz pierwszy uroniła, gdy przyglądała się umierającemu ojcu. Zabił go eksperyment ludzi, przez co znienawidziła ich ostatecznie. Wydaje się  być nazbyt poważna jak na dziecko, lecz czasami potrafi się uśmiechnąć, czy zaśmiać.
Cechy Charakterystyczne: Z pewnością można do tego zaliczyć problemy z wymową. Wychowała się w innym państwie i wciąż nie rozumie niektórych słów w tutejszym języku. Jej ręce, często samoistnie zaczynają ociekać krwią. Zazwyczaj nosi przeciwsłoneczne okulary i rzadko ściąga je z nosa. 
Ciekawostki: 
- Nie w pełni opanowała zamianę w zwierzę
- Wroga zabije bez namysłu
- Kocha konie
- Zdolności Laury zostały skopiowanie z DNA Wolverin'a
- Lubi oglądać filmy o westernie
- Uwielbia Pringlesy
- Na szyi zawsze posiada nieśmiertelnik swojego ojca.
Głos: link
Właściciel: Hw - Asia1509 E-mail - asiasimsy@gmail.com
Inne zdjęcia: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
Mia Land of Grafic