piątek, 4 sierpnia 2017

Od Corrinne cd Shawna

Przez chwilę stałam jak słup soli. Naprawdę siły już nie mam.
Rzuciłam się w stronę toalet z płaczem. Nikt za mną nie pobiegł, bo Shawn zaczął się bić na słowa z tym chłopakiem, a rodziców przecież nie było tutaj. Zatrzasnęłam się w kabinie.
Dlaczego świat mi to robi?!
– Corrinne? – usłyszałam mamę. Pukała kolejno do kabin. Zatrzymała się przy tej, w której się kuliłam. – Wyjdź, kochanie...
– NIE! - wrzasnęłam na nią.
– A wpuścisz mnie? – słyszałam w jej głosie smutek, a nie chciałam, żeby było jej przykro. Jednak za nim zdążyłam się ruszyć, wtargnął do mnie mały jeż. Po paru sekundach zmienił się w moją rodzicielkę.
– Czemu tu jesteś? – szepnęłam.
– Bo się martwię. Wszystko widziałam. – przytuliła mnie. – Jak to się zaczęło?
Zwiesiłam głowę. Nie odezwałam się przez następne parę minut.
– Jak nie chcesz, to nie mów. Ale wiedz, że z tatą od dawna to podejrzewaliśmy. I jesteś dzielna, że broniłaś brata...
– I tak mi się to nie udawało. – powiedziałam cicho.
– Uwierz, że jeszcze nie jedno zło wyrządzi ci mężczyzna. Ale nie przejmuj się tym, bo gdzieś tam na pewno czeka ktoś, kogo pokochasz naprawdę i kto ciebie obroni. A teraz, może zrobimy sobie małą wycieczkę? Tylko we dwie? – mrugnęła do mnie. Kiwnęłam niepewnie  głową. Mama pociągnęła mnie gdzieś daleko, gdzie nie było ludzi ani kamer i... Na jej plecach pojawiły się skrzydła. Złapała mnie w objęcia i wzniosłyśmy się wysoko, ponad chmury...
– Polecimy do moich przyjaciół. Mieszkają w zamku, wiesz? I zmieniają się w urocze koty...

< Shawn? >

Od Shawna CD Corrinne

Do mojego mózgu nie dochodziło, co się w tej chwili dzieje. Gdy tylko propozycja mężczyzny odbiła się wokół moich uszu, moje oczy mimowolnie otwarły się dwa razy bardziej.
- Z tym debilem?! - warknąłem pod nosem w taki sposób, aby tylko stojąca obok mnie siostra mogła usłyszeć to krótkie stwierdzenie.
Spojrzenie ojca było bardzo wymowne - usłyszał moje słowa. Przekląłem głośno ślinę, widząc jego zaskoczony głos na sobie... Chyba do mamy również dotarła ta informacja, poprzez telepatyczne porozumiewanie się z ojcem. Oj... Chyba czeka mnie pogadanka w domu.
- Myślę, że... - ojciec spojrzał wymownie na matkę, która jedynie delikatnie przytaknęła głową, przy tym wywracając oczami.
- Taa... Przystaniemy na tej propozycji - westchnęła cicho, wciąż mając skwaszoną minę.
Nie, nie i jeszcze raz nie! Dlaczego moi rodzice nagle stali się tacy ślepi! Ten chłopak chce nas zabić, a nie wspólnie zabić!
- Chyba cierpię na sklerozę, przepraszam... To jest mój syn, Beniamin - ułożył swoją dłoń na jego głowie, po czym delikatnie poczochrał jego włosy.
- Dzień dobry... - zrobił maślane oczka... Jak nigdy dotąd...
- Ought... Chyba chodzisz z naszymi dziećmi do przedszkola, czyż nie? - mama zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem.
Ten tylko przytaknął delikatnie główką. "Ja pie*dole..." - warknąłem w myślach, już wyobrażając sobie jak wykręcam mu łeb.
- Shawn... Masz bardzo złe myśli - przeczesałem dłonią swoją niebieską czuprynę.
- Coś się dzieje? - Corrinne spojrzała na mnie kątem oka.
- Błagam. Zadzwoń po jakiegoś terapeutę, bo już na serio nie wytrzymuję psychicznie...
***
Ach... Jak zwykle! Rodzice prowadzą pogawędkę, a dzieci won się bawić. Musieliśmy siedzieć na tym samym placu zabaw, z tym samym idiotą... Jezu Chryste, niech ta męka się już skończy (;_;)
- Bawimy się w Simon Mówi! - krzyknął chłopak, stojąc kilka metrów od nas.
- Em... Nie - skrzyżowałem ręce. - Cały czas bawimy się w to co ty chcesz! Teraz nasza kolej, żeby wybrać zabawę! - zmrużyłem oczy.
- Nooo proszę, proszę... Mały Shawn znowu się postawia? - na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech.
- Tak, a żebyś wiedział! - warknąłem. - Najchętniej... - miałem przejść do gorszego wyzywania Beniamina, lecz powstrzymał mnie delikatny dotyk siostry.
Odwróciłem się w jej stronę. Spojrzałem prosto w jej niebieskie oczy... Jest dla mnie najważniejsza na całym świecie...
- Nie zniżaj się do tego poziomu... - doszedł do mnie jej cichy szept.
Dalej wpatrywałem się w nią bez słowa. Jej oczy tak pięknie błyszczą...
Całą "magię" tej chwili zepsuł wyraźny śmiech chłopaka. Odwróciłem się z powrotem w jego stronę.
- Czego rżysz? - mruknąłem.
- Pułapka! - jego słowa mnie zdezorientowały... Co miał na myśli?
Spojrzałem w dół... Cholera... Z jak dotychczas myślałem "parkietu" prysnęła woda. Staliśmy na fontannie, która jak na złość została wbudowana w ziemię. Corrinne stała na jednym z paneli, który wypuszczał wodę... Zorientowała się za późno... Po chwili stała przed nami, przemoczona do suchej nitki. Przez zmoczoną sukienkę można było dostrzec... Ekhem... Różne części jej ciała. Wlepiłem w nią swój wzrok... Zanim strumień wody ustał, rzuciłem się w stronę siostry i niemal natychmiast okryłem ją swoją suchą bluzą. Chociaż... Nie wiem dlaczego, ale ten widok mi się podobał...

<Corrinne? Lenny lenny... *

środa, 2 sierpnia 2017

Od Shadow cd Peter

Już nie lubię tego pacana. I jego dziecka tym bardziej, bo stary przynajmniej coś rozumuje.
Przepuściłam trójkę dzieci przodem. Widziałam ich niezadowolone miny.
Idiota. - mruknęłam w myślach, na chwilę usuwając mur, świadoma, że Peter mnie usłyszy.
Błyskawicznie dostałam odpowiedź.
Kto?
Ty, ten mały bachor i jego ojciec. –  warknęłam.
Też się zgodziłaś...
Bo się na mnie gapiałeś jak ciele na malowane wrota.
Bo jesteś...
Stop! Nie zmienisz tego, że go nie widzę, jak tego zjebanego Rite! Osobiście go i jego dzieciaka zabiję! Niech tylko będziemy w odosobnionym miejscu!
Gwałtownie podniosłam głowę, ostro wkurzona. Wysłałam w jego stronę małe, niewidoczne światełko. Uderzyło ono z dużą siłą o jego głupi łeb.
Peter spojrzał na mnie kątem oka. Pokazałam mu wulgarny gest ponad głowami dzieci.
***
Nawet siedząc przy stoliku i prrzysłuchując się rozmowie Peteraz  z tym całym Tony'm, wbijałam w nich wkurzone spojrzenie. W mojej głowie kłębiło się wiele myśli pod adresem tego drugiego.
Jaka kobieta go chciała?! Przecież on ma płeć piękną za beznadziejną i tylko do rodzenia dzieci, słuchać to z jego słów. Jak Rite! A może są braćmi? Nie zdziwiłabym się.
Bez słowa tłumaczenia wstałam  i wyszłam sprawdzić co u dzieci. Zobaczyłam, że nic się nie dzieje. Jedynie Corrinne wyglądała, jakby miała zaraz przyłożyć mu w ten krzywy ryj, a Shawn zabijał go wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Dopóki Peter się nie ruszy, nie mam wymówki by ich zabrać.

Peter?

Od Petera CD Shadow

- No ej! Nie mogę żądać chociaż odrobiny prywatności?! - zaśmiałem się. - Przecież jesteśmy w PARKU! Przestrzeń publiczna... - mruknąłem krzyżując ręce.
- Idźcie się bawić dalej - dodała Shadow.
Dzieciaki wymieniły się spojrzeniami, po czym bez chwili czekania pobiegły w stronę placu zabaw. Naprawdę, bardzo miło patrzyło mi się na córkę, która wspina się na różnych drabinkach. Gdy była przykuta do wózka... Mogła tylko o tym pomarzyć...
- Jeżeli dowiem się do kogo należy dzieckoz które im dokucza... - warknąłem pod nosem, zaciskając mocniej pięści.
- Spookojnie, nie myśl o takich rzeczach podczas rodzinnego spaceru - dziewczyna oparła swoją głowę o moje ramię. - S-Spójrz... - wydukała, w sekundzie się odsuwając.
Chłopczyk pokroju naszych dzieci, właśnie wypowiadał jakieś słowa w ich stronę. Przeskanowałem go dokładnie wzrokiem... Zanim wypowiedział następne słowo, już byłem w jego umyśle...
- To ten mały... - wymruczałem pod nosem, z miejsca ruszając w stronę dzieci.
- Jesteś głupi... - westchnęła pod nosem Shadow. - Właśnie zj*bałeś dziecku psychikę.
- Co? - zaśmiałem się nerwowo, przystając na moment. - On chyba i tak ma już nie równo pod sufitem! - ruszyłem dalej.
Dziesięć sekund - już byłem obok trójki sześciolatków. Już otwierałem usta żeby coś powiedzieć, lecz o wiele szybciej nadeszła wypowiedź ze strony wcześniej nie zauważonego przeze mnie mężczyzny.
- Peter? - przechylił pytająco głowę, patrząc na mnie krzywo.
Uniosłem na niego dotychczas rozzłoszczony wzrok. Zmienił się niemal od razu, gdy rozpoznałem jego charakterze rysy twarzy.
- Tony? - uniosłem jedną z brwi.
- O rany, nie wierzę! - jego dziwne odruchy przypominały te, które wykonywał jako dziecko. Bardzo dziwne... - Wszyscy myśleli, że coś się z tobą stało! Że... Nie żyjesz!
- Jak widać... - przeskanowałem swoje ręce wzrokiem. - Chyba nadal żyję.
- Kosmici cię porwali, czy jak? - zaśmiał się.
"Jakie prawdziwe" - mruknąłem w myślach. Naszej rozmowie towarzyszyły pytające spojrzenia dzieci oraz Shadow, która stała obok. Kątem oka spojrzałem na jasnowłosą.
- Przedstawiam ci moją żonę, Shadow - uśmiechnąłem się szelmowsko w jej stronę.
- No cześć - powiedziała grzecznie, lecz dobrze wiedziałem, że normalnie nie miałby takiego zwyczaju. Coś się z nią dzieje...
- Uhuhu... Widzę, że gustujesz w młodych, które są dobrze obrażone przez naturę - wyszczerzył się głupkowato w naszą stronę.
Coś się we mnie zagotowało... Miałem dużą ochotę przywalić mu tak mocno jak nigdy. Powstrzymał mnie delikatny dotyk w dłoń... Dziewczyna sama podeszła do mężczyzny i przywaliła mu prosto z liścia.
- Mów dalej, a przekonasz się na co mnie stać... - uśmiechnęła się wrogo, pod jego adresem kierując mały gest palcem.
- Chyba nie wiem kiedy się zamknąć.. - zaczerwieniony, podrapał się po szyi.
- Teraz już wiesz - Shadow delikatne wzruszyła ramionami.
- Jeszcze raz spróbuj... - warknąłem pod nosem, rozluźniając dłoń.
- Okay, okay! W rewanżu zapraszam was i wasze dzieci na lody - teatralnie uniósł ręce do góry.
Wymieniłem się spojrzeniami z dziewczyną. "Darmowe LODY" - na mojej twarzy pojawił się Lenny Face.
Shadow?

Od Shadow cd Peter

- Czy zasłużyłem dzisiaj na nagrodę? - wyszczerzył się, znacząco ruszając brwiami.
- A bo ja wiem? - postanowiłam się z nim podroczyć.
- Proszę... - objął mnie.
*( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)*
Cieszyłam się, że Corrinne wstała na nogi. Jednak... Widziałam jej zaniepokojone spojrzenia na Shawna. Coś oboje przed nami ukrywali, myśląc, że tego nie widzimy.
Gdy popędzili za szarymi gołębiami, odezwałam się do Petera.
- Też czujesz to, jak kłamią o tym, że nic się nie dzieje? - spytałam cicho.
- Tak. Jak myślisz, czy ktoś się nad nimi znęcał? - odparł równie ściszonym głosem.
- Możliwe. Zbyt często Shawn "się potykał". Wprawdzie to jeszcze dziecko, ale nawet jak się uczył chodzić nie miał tylu upadków. Nie wiem, czy to dobry pomysł, by ich teraz wysyłać do szkoły.
- Możemy ich wysłać do prywatnej. Powinno nas na to stać. - zaproponował.
Kiwnęłam głową, wciąż zamyślona.
- Nawet tam, a raczej, tym bardziej tam mogą się znaleźć takie łobuzy...
Peter stanął przede mną i uniósł głowę. Wpił swoje usta w moje.
- Bleeeeeeee! - usłyszałam pisk.
Zaczęłam się śmiać, odrywając się od mężczyzny.
- Kiedyś będziesz tego szukać. - mrugnęłam do Corrinne.
- Nie. Nie będę. Chłopcy są źli, nie licząc taty, Shawna i Ishuki'ego.


< Peter? >

Od Corrinne cd Shawn

- Shawn, miażdżysz mi płuca... - wydusiłam. Speszył się i odsunął.
Zerknęłam na rodziców. Szeroko się uśmiechali, choć ich oczy były rozszerzone ze zdumienia.
- Widzisz? Mówiłem, że zaczniesz chodzić, nim pierwszy listek spadnie z tego drzewka! - zawołał tata, jako pierwszy się otrząsając i łapiąc w ramiona. Blado się uśmiechnęłam, wdychając jego zapach.
Cieszę się, że jest szczęśliwy.
- I tak mam focha za ten szalik. - mruknął Shawn, w połowie jedzenia tortu. Zaśmiałam się krótko, rozwalając mu dłonią fryzurę.
Byłoby wspaniale, gdyby wszystkie dni były tak radosne...
- Cieszycie się, że będziecie chodzić do szkoły?
Mój widelczyk zastygł na sekundę w bezruchu.
- Tak. - powiedziałam jedynie. Od razu miałam złe scenariusze w głowie.
Zerknęłam na brata. Bałam się, że w szkole także się nie odnajdzie. On jednak się teraz cieszył, zapewne myśląc, że zostawi tamtych. Ale.. Przecież z niektórymi możemy trafić do klasy, tak?
- Pójdziemy na spacer? - zapytała mama.
Kiwnęliśmy niepewnie głowami. Szybko każdy dokończył ciasto. Ubrałam buty i stałam pod drzwiami, niepewnie stąpając. Dziwnie się czuję, chodząc, a nie jeżdżąc na wózku.
- Nigdzie nie pójdę bez mojego szalika! - buntował się Shawn, nawet, gdy już byliśmy na zewnątrz.

< Shawn? > 

poniedziałek, 31 lipca 2017

Od Shawna CD Corrinne

Spojrzałem na kalendarz, który wisiał nad moim łóżkiem. Przeskanowałem wzrokiem rząd cyferek...
- Dzisiaj jest... - mruknąłem pod nosem, przeczesując swoją niebieską czuprynę dłonią. - URODZINY?! - wydarłem się.
- Shawn, czy mógłbyś się... - doszedł do mnie głos siostry, która najprawdopodobniej nie spała od kilkunastu minut.
Siedziała na swoim wózku ubrana w śnieżnobiałą sukienkę. Gdzieniegdzie posiadała ona niebieskie elementy...
- Ślicznie wyglądasz... - wyszeptałem, patrząc jej prosto w oczy.
- Ubieraj się... - mruknęła pod nosem, szybko odwracając ode mnie swoje spojrzenie.
Mozolnie wygrzebałem się spod pierzyny, po czym wcisnąłem swoje stopy w czerwone kapcie. Podszedłem do szafy...
- Gdzie jest mój szalik! - krzyknąłem przerażony, przyglądając się miejscu, gdzie powinna się znajdować moja ulubioną część garderoby.
- W praniu - burknęła będąca kilka metrów dalej dziewczyna.
- COOOO?! - wydarłem się niemalże na cały dom.
- Uspokój się! - dotarł do mnie głos siostry.
Był dosyć niewyraźny, ponieważ w ułamku kilku sekund znalazłem się w łazience. Rzeczywiście... W bębnie kręcił się dobrze znany mi materiał.
- Nie!!! - krzyknąłem, uderzając pięścią w szybę.
Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, za drzwiami usłyszałem wołanie mamy. Zebrałem się powoli z podłogi... "Ale on jeszcze nie był taki brudny" - mruknąłem w myślach. "Prałem go... Em... No... Prali go w sklepie! Na 100%".
***
- Wszystkiego najlepszego! - powiedzieli chórkiem rodzice, którzy najwidoczniej czekali na nas w kuchni.
Wraz z Corrinne staliśmy w wejściu do pokoju... Trzymałem jej wózek (a raczej opierałem się o niego łokciem, ale to zupełne inna kwestia...)
- Dlaczego mój szalik... - chciałem mówić dalej, lecz zatrzymało mnie mordujące spojrzenie siostry. Zapewne nie chciała, żeby rodzice musieli zajmować się teraz jakimś "głupim" szalikiem. Odpuściłem. Podjechałem wraz z Corrinne do małego stoliczka, na którym stało niebieskie ciasto.
- Pomyślcie życzenie - uśmiechnęła się w naszą stronę mama.
Spojrzałem na siostrę, której wzrok od kilkunastu sekund był wlepiony w kilka małych płomyczków. Patrzyła na nie jak zaczarowana. Chwyciłem ją za rękę.
- Na trzy? - uśmiechnąłem się delikatnie.
Spojrzała na mnie. Jej niebieskie oczy... Wyglądały w tym momencie jak dwa, blade jeziora... Zupełnie pozbawione życia i jakiegokolwiek szczęścia... Przytaknęła delikatnie głową.
- Raz...
- Dwa... - dodała.
- Trzy!
W tym samym momencie z naszych ust wypłynął lekki podmuch wiatru, który od razu zgasił świeczki. Tata wystrzelił konfetti, a mama zaczęła klaskać. Nadal nie byłem szczęśliwy... Nie potrafiłem się śmiać, u boku przyglądając się cierpieniu Corrinne.
- Wszystko okay? - zapytałem cicho.
Znowu spojrzała na mnie. Zacisnęła mocniej swoją rękę na mojej dłoni, po czym... Wstała... Jej oczom jakby od razu został przywrócony ten sam blask, który nie połyskiwał od kilku miesięcy...
- Ty! CHODZISZ! - wydarłem się praktycznie tak samo głośno, jak wtedy, gdy opłakiwałem swój szalik.
- Em... No... - wyszeptała coś pod nosem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! To najlepszy prezent na urodziny! - krzyknąłem, przytulając się do niej.
<Corrinne? AWWWW C: >
Mia Land of Grafic