wtorek, 31 października 2017

Od Yuri'ego CD Vane

Wpatrywałem się ze zdziwieniem wymalowany w stojącą przede mną dziewczynę. Może wszystko byłoby spoko i fajnie, gdybym nie celował w jej głowę bronią, a ona we mnie... Do tego... Moje serce na chwilę zamarło, a twarz białowłosej zaczęła się rozmazywać. Niemożliwe... Nie wierzę w to...! Ona żyje?! Czemu o tym do cholery nie wiedziałem?! Dlaczego mnie nie szukała?!
Przegryzłem wargę i gniewnie zmarszczyłem brwi. Moja dłoń zaczęła nerwowo się trząść, a knykcie znacznie pobladły. Ona również wydawała się zaskoczona naszym jakże pięknym spotkaniem... Ale... Czy w ogóle mnie pamięta...? Gdzie ona była przez cały ten czas?
Nagle opuściłem rękę i schowałem pistolet, obserwując przez cały czas swoją matkę. Szczerze to miałem już tego po dziurki w nosie... Nie miałem ochoty nawet z nią rozmawiać, a dodatkowo znajdowaliśmy się w środku bitwy. Teraz jest moim wrogiem...
- K-kim ty jesteś...? - po chwili również opuściła broń, a ja zastygnąłem jak kamień, dotknięty jej pytaniem, mimo wszystko bolało...
Uniosłem na nią zbolały wzrok i nawet nie myślałem żeby silić się na spokojny ton.
- Czyli mnie nie pamiętasz... - prychnąłem zaciskając palce w pięści. - Żałosne... Żenada... Dno... Jak mogłaś mnie zapomnieć?! Może o tacie też zapomniałaś, bo było ci wygodniej?! - wykrzyczałem nagle, nie mogłem nic poradzić na to, że nerwy mi puściły.
Widziałem, jak patrzy na mnie tym swoim zszokowanym wzrokiem. Miałem ochotę wykrzyczeć jej w twarz co czuję, ale to nie był odpowiedni moment, na rozwiązywanie takich spraw. Jedyne co teraz czułem to złość i żal do osoby stojącej naprzeciwko mnie.
- O czym ty mówisz...? - spuściła wzrok na ziemię, a ja nie wytrzymałem i odwróciłem się do niej plecami. Lepiej się ulotnić, niż powiedzieć o słowo za dużo...
Po chwili przemieniłem się w wilka i co sił w łapać pognałem przed siebie, ignorując otaczający mnie hałas i zamieszanie. Chciałem od tego uciec, więc uciekłem i ukryłem się głęboko w lesie, gdzie skulony już w ludzkiej postaci, zacząłem cicho płakać...

~~*~~

Od spotkania z Vane minęło kilka dni, a ja i tak byłem tym wszystkim przybity. Chciałem ją jakoś zrozumieć, ale moja przeszłość nie pozwalała mi na to i po prostu była dla mnie kimś kto zapomniał o swojej rodzinie. Najlepsze jest to, że przez tyle lat żyłem w błędzie... Myślałem, że jestem już całkiem sam, a okazało się, że moja mamusia żyje i nawet mnie nie pamięta, dlaczego? Nie wiem... Może coś się stało, albo chciała zapomnieć...
- Mam dość... - westchnąłem i opadłem zmęczony na kanapę.
Najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji była rozmowa jednak czy byłem na to gotowy? Czy chcę poznać prawdę? Naprawdę nie wiem... Może przy następnym naszym spotkaniu (o ile do niego dojdzie) umówię się z nią na rozmowę? Lepiej jest najpierw wysłuchać co ma do powiedzenia i dopiero później się złościć...

<Vane? :P >

Od Vane

Przeglądałam kolejne segregatory zawierające rejestry i opisy bitew, do których kiedykolwiek doszło... Sama nie wiem, czy robię to z nudów, czy rzeczywiście szukam czegoś szczególnego. Gdybym znała odpowiedź na jakiekolwiek pytanie... Zapewne o wiele prościej byłoby mi utożsamić się z obecną sytuacją klanów i wrogich nam ścigających. Chyba nie wspomniałam, lecz jak to miałam w zwyczaju - siedziałam na podłodze. Pomijając zupełnie fakt, że obok stało bardzo wygodne krzesełko i wpasowany kolorystycznie fotel... Niektórzy marzyliby o takim kompleksie, lecz mądra ja, woli siedzieć na zimnych panelach. Czasami naprawdę szczerze zastanawiam się nad przechadzką do gabinetu psychiatry, psychologa, czy kogokolwiek zajmującego się psychiką zdesperowanych, młodych kobiet. Przerzucałam kolejne zafoliowane kartki, co chwilę biorąc mały łyczek ciepłej cieczy leżącej w kubku tuż obok mnie. Kawa o godzinie 22, dla niektórych nie przespana noc, dla mnie nic nowego. W końcu tak, czy siak bym nie zmrużyła oka. Za bardzo fascynuję się tymi wszystkimi teczkami, zabawą w hakera oraz przepytywaniem osób postronnych. Krążą plotki, że z moją głową jest coś nie tak do potęgi entej, lecz osobiście w swym zachowaniu nie widzę niczego dziwnego... Chociaż...
- Vane... - w pewnym momencie, doszedł do mnie głos z okolic, gdzie znajdowała się futryna drzwi. Odsunęłam się gwałtownie, o mały włos nie dowalając głową w parapet.
- Zamknij się, przerywasz mi moje niesamowicie ważne rozmyślenia życiowe i w dodatku wchodzisz do mojego biura bez pukania! Kto cię nauczył kultury?! - wypaliłam niczym poparzona w stronę szopa, który jak znikąd pojawił się w wejściu. - Masz coś na swoje usprawiedliwienie? - dodałam, cicho prychając pod nosem.
- Nie chcesz, żebym zaczął się drzeć... - mruknął pod nosem, przybierając wrogi wyraz twarz i krzyżując łapy. - Dobrze wiesz...
- Grozisz mi? - zmierzyłam go podobnym, zabójczym wzrokiem.
- Nie biję dziewczyn, ani dzieci bez kasku...
- Czy ty sugerujesz, że... - w tym momencie mój umysł na moment się zatrzymał, aby dokładnie przemyśleć wypaloną przez niego ripostę. Tak, jestem niemalże przekonana, że w ten sposób chciał mi ponownie wmówić niepełnoletność... - Gdzieś miałam tą jebaną golarkę...
- Może nie tak agresywnie! - prychnął, a w jego oku pojawił się charakterystyczny błysk. Oj, wiem czego ta kreatura ode mnie chce...
- Długo się kurzyła... - powiedziałam pod nosem, a w mojej dłoni jak na zawołanie pojawiła się broń, którą skonstruował dla mnie Rocket.
- Trzeba sprawdzić, czy działa...  Czyż nie? Z resztą, moja również trochę leżała w spoczynku...
- Jak za starych czasów... Uroczo...

Naprzeciw mnie, oraz towarzyszących mojej osobie żołnierzy stała dosyć pokaźna grupa członków klanu Desert Eagles. Każdy był zaopatrzony w podstawową broń, de facto tylko niektórzy posiadali uzbrojenie. Wyraźnie wkurwiona Tsume przyglądała się mi zabójczym wzrokiem...  Z resztą, na mojej twarzy również pojawił się wyraźny grymas. Lecz w porównaniu do niej, ma spokojna - przynajmniej jak na tą chwilę - natura pozawalała dodawać do całości delikatny uśmieszek i ciche chichoty.
- Czekaj, co my w ogóle zrobiliśmy? - skierowałam pytanie w stronę stojącego obok futrzaka, który z przeładowaną bronią, jedynie czekał na moje pozwolenie do oddania strzału.
- Nasza potyczka zaczęła się dosyć niewinnie, ale po jakimś czasie przenieśliśmy się tuż pod główną bazę klanu Tsu i... Trochę, bardzo nie potrzebnie użyłem tej atomówki, a raczej zapomniałem jej zabezpieczyć... ALE znajdźmy pozytywy! W końcu możemy sobie postrzelać, tak jak w najprawdziwszym symulatorze najnowszej generacji! - wyjaśnił w nieco skróconej wersji, jak zwykle pod koniec rzucając jakiś żart. Westchnęłam głośno, już mając coś powiedzieć... - Może wszystko potoczyłoby się dobrze, gdyby nie fakt, że najwidoczniej obie jesteście przed okresem i jesteście niesamowicie wkurwione na świat... - kontynuował jakby nigdy nic, szczerząc się szeroko.
- Ja ci kurwa zaraz dam... - warknęłam, odbezpieczając broń.
- Naszą bitwę dokończymy kiedy indziej, teraz się skup... Bo skończysz tak jak ostatnio... - dokończył zdecydowanie ciszej, już nawet nie czekając na rozkazy z mojej strony.

...Można powiedzieć, że szał walki pochłonął praktycznie wszystkich obecnych tuż obok nieco podniszczonej bazy jednego z klanów. Ogólnie rzecz biorąc, członkowie Desert Eagles nie mieli zbyt dużego wyboru, ponieważ ich nad wyraz oburzona liderka pod wpływem negatywnych emocji zerwała wszystkich, którzy tylko byli w pobliżu. Z resztą, podobnie było u prowokatorów sytuacji, lecz w ich przypadku cała ta potyczka była tylko głupim żartem. Im dłużej bronie były uniesione, tym więcej strat odnosiły poszczególne jednostki. Nie ma to jak dwie, wkurwione na siebie kobiety... Kurwa, najlepszy narrator na świecie xD

Strzał za strzałem, kolejne przeładowywania. Nic ciekawego. Robię to praktycznie od początku życia. Czy może w końcu stać się coś ciekawego? Jestem pewna, że kiedyś... Życie miało dla mnie zdecydowanie większy sens, cholera. Za dużo myślę, znowu się zagapiłam. O mały włos nie dostałam prosto w brzuch. Dlaczego jestem taka nie ostrożna? Znowu się odwracam, przy tym jak na zawołanie unosząc broń i celując prosto w głowę wyższej postaci. Zdziwieniem jest dla mnie podobny ruch, lecz w wykonaniu jak się okazało po krótkim czasie okazało - czekoladowookiego mężczyzny. Wymalowane zdziwienie wpływa na moją twarz. D-Dlaczego kogoś mi przypominasz? - pytam samą siebie, robiąc mały krok do tyłu.

<Yuriś? :D >

Od Yuri'ego CD VIktor

Nie wiem kiedy dokładnie się obudziłem, ale gdy tylko uchyliłem powieki, mogłem stwierdzić, że jest mi strasznie zimno... Mimo, że leżałem pod grubą kołdrą, to brakowało mi tego tajemniczego ciepła drugiej osoby. Do tego pierwszy raz czułem, że choć trochę się wyspałem. No, ale nie mogłem cały dzień leżeć w czyimś łóżku, więc bardzo powoli podniosłem się z łoża i odetchnąłem cicho widząc nie tak późną godzinę na zegarku, stojącym na szafce nocnej. Rozejrzałem się niepewnie po pokoju, po czym wyszedłem z niego. W całym domu było cicho, tak jak w nocy, co też dało mi do zrozumienia, że Viktor najwyraźniej wyszedł. Podreptałem sobie do kuchni, gdzie na podłodze leżał zadowolony pudel. Uśmiechnąłem się na jego widok lekko, kucając przy nim i posmyrałem go po brzuszku, na co zamerdał wesoło ogonem.
- Gdzie poszedł twój pan? - zapytałem cicho, dobrze wiedząc, że i tak mi nie odpowie. - Eh... Może coś przynajmniej zostało do jedzenia...
Wyprostowałem się i nagle w moje oczy rzuciła się niewielka karteczka, pozostawiona na stole z pieniędzmi. Zaciekawiony zbliżyłem się do drewnianego mebla i chwyciłem kartkę w palce. Przebiegłem szybko wzrokiem po treści liściku i odłożyłem go po chwili na jego miejsce. Spojrzałem na zostawione pieniądze i skrzywiłem się delikatnie. Nie chciałem brać od niego pieniędzy... Aż taki biedny nie jestem... Pokręciłem nerwowo głową i podszedłem do lodówki, z której wyciągnąłem resztki jedzenia z wczoraj. Sprawnie je odgrzałem i usadowiłem się przy stole, po czym zacząłem spokojnie jeść.
Bardzo chciałem żeby Viktor już wrócił...

~~*~~

Słysząc znajomy głos i wymówione przez niego swoje imię, zerwałem się z kanapy i poszedłem do korytarza, gdzie Viktor ściągał buty, uśmiechając się przy tym pogodnie. Od razu w oczy rzuciła mi się nieduża torba, trzymana przez mężczyznę. Zmrużyłem oczy, przypatrując się mu w zamyśleniu, godnym filozofa.
- Hej... - przywitałem się z nim cicho, a on posłał w moją stronę promienny uśmiech, po czym odwiesił swój płaszcz na wieszak i podszedł do mnie.
- Jak się spało? Zjadłeś coś? - objął mnie ramieniem, aby następnie zaprowadzić mnie do salonu, gdzie usadowił się ze mną na kanapie. Westchnąłem cicho, patrząc to na niego, to na tajemniczą torbę.
- Em... Dobrze mi się spało... I tak, zjadłem śniadanie... - obserwowałem zainteresowany, jak otwiera torbę i sięga po coś ręką.
Nagle moim oczom ukazały się cudowne łyżwy, jakby dopiero co kupione. Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy i niemalże wyrwałem mu je z rąk, oglądając je uważnie z każdej strony. Miałem ochotę żeby piszczeć i skakać po całym pokoju lecz w porę się opamiętałem i wzruszyłem się widząc, już prawie zapomniany przeze mnie przedmiot.
- To są... - słowa ugrzęzły mi w gardle, a do oczu naszły łzy, kiedy przejechałem dłonią po dobrze znanym mi sprzęcie, może i wyglądał inaczej, ale dobrze wiedziałem, że to ten sam co używałem go w przeszłości.
- Tak... - pogłaskał mnie czule po głowie i otarł łzy, które spływały strużkami po moich policzkach. - To twoje łyżwy Yuri...
W jednej chwili przytuliłem się mocno do Viktora, na co ten zaskoczony moim ruchem dość niepewnie mnie objął.
- Dziękuję... - wyszeptałem łamiącym się głosem i wtuliłem twarz w jego koszulkę. - Naprawdę dziękuję... Za wszystko...
Poczułem jak gładzi mnie po plecach, przez co automatycznie zacząłem się uspokajać. W sumie to nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale w końcu odsunąłem się od niego i spojrzałem na plamę, na jego koszulce. Tak... Pozostałość po moich łzach i smarkach... Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok, zażenowany tym co zrobiłem.
- Wybacz... Potraktowałem twoją koszulkę, jak chusteczkę... - mruknąłem i podrapałem się nerwowo po karku.
Viktor zaśmiał się cicho i ku mojemu zdumieniu ściągnął z siebie brudne ubranie, które do tego odrzucił na bok. Zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony i w jednej chwili wstałem z kanapy, mając ochotę wybiec z tego pomieszczania.
- Yuri? - spojrzał na mnie rozbawiony, a ja przegryzłem wargę. - Coś nie tak?
- Wszystko jest w porządku! - prychnąłem i chwyciłem gwałtownie chwyciłem swoje łyżwy. - Sądzę, że wypadałoby je wypróbować...

<Viktor? :3 >

Od Kevina CD Corrinne

Uważnie przyglądałem się owej dwójce, a szczególnie osobie płci żeńskiej, która aktywnie udzielała się w konwersacji. Co ja poradzę na to, że od tamtej sytuacji na torach nie mam zamiaru nawet na minutę spuścić jej z oka? Zawsze mam dziwne przeczucie, że znowu mi gdzieś umknie i rozstaniemy się na kolejne kilka lat. Czy to nie zamienia się w coś, czego zawsze chciałem unikać? Przywiązanie? Cholera jasna...
- Dlaczego to nie wybucha? - warknąłem w stronę stojącego obok pirotechnika, który z zamyśloną miną przyglądał się guzikowi.
Wciąż kątem oka przyglądałem się Corrinne. Trochę podniosła ton, huh, chyba się zdenerwowała. A, co mi tam...
- Hej wy tam! Gołąbeczki! - wypaliłem w stronę dwójki, z widoczną ironią i zdenerwowaniem w głosie. Jak wyrwani z transu spojrzeli na moją nad wyraz rozbawioną twarz.
- Ja ci kurwa dam gołąbeczki... - wymruczała pod nosem Corri, już podrywając się do podejścia i zapewne przywalenia mi w policzek.
W tym momencie przerwał nam huk strzału. Pewnie nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wystrzelona kulka dosłownie zetknęła się z moim policzkiem. Niczym przysporzony o zawał, chwyciłem się za nieco szczypiącą część ciała.
- Kevin?! - zanim się obejrzałem, Corrinne już doszła do mnie.
Od jakiegoś czasu praktycznie cały zespół przyglądał się naszej dwójce z wyraźnym lenny face'em na pyskach. Jakby coś to... Boże. Cholera. Jasna. No. Nie. Czy oni wszyscy...
- Za dużo romansów się naoglądali - warknąłem pod nosem sam do siebie, ignorując widocznie zatroskaną dziewczynę stojącą obok. Wypatrywałem osoby, lub stworzenia celującego w naszą stronę. W końcu latające pociski nie biorą się znikąd. Nie minęło kolejne pięć sekund a zza jednego z budynków wyszła spora grupka... Ta, zbuntowani. Mogłem się spodziewać. Dwie, dosyć charakterystyczne postacie, jak dla osoby mojej rangi. Doprawdy? Żeby aż dwa klany się rzucały? Wyszedłem owemu "zagrożeniu" na przeciw, mimo wszystko na pysku mając delikatny uśmiech. Nawet nie było mowy o jakimkolwiek strachu...
- Mogłybyście chociaż raz dać sobie spokój - prychnąłem widocznie rozbawiony zaistniałą sytuacją. - Z tego co widzę, lubicie pakować się w ostre kłopoty... - dodałem nieco ciszej, przeładowując towarzyszącą mi broń. - Lecz skoro już tu przybyliście... - westchnąłem, dając znak jednemu z przełożonych, aby przysłał posiłki. - Zabawmy się...
Spojrzałem kątem oka na Corrinne, która z tego co wywnioskowałem cały czas słuchała wszystkiego co mówię. Posłałem jej uśmiech.
- Lepiej trzymaj się blisko mnie, księżniczko... - wypaliłem, po krótkiej chwili milczenia, na twarzy mając lenny face'a.

<Corri?>

niedziela, 29 października 2017

Od Corrinne cd Kevin

Kiwnęłam głową, zgadzając się. Nie miałam siły na wszelkie kłótnie czy sprzeczki.
Kevin wstał, a potem podał mi rękę. Podniosłam się.
***
Zatrzymałam się w bezruchu na progu. Boję się jej reakcji. A jeżeli...
Moje rozmyślania przerwał głośny pisk i ktoś rzucił się w moją stronę.
– Corri!
Pod wpływem nagłego skoku, przewróciłam się wraz z Flurry. Ona jakby się nie przejęła, jedynie się przytulając i... Płacząc. Cicho się zaśmiałam i także ją objęłam.
– Cześć, młoda. – wyszeptałam.
– Martwiłam się! Tęskniłam! Nawet nie wiesz jak się cieszę że jesteś! – chciała coś jeszcze powiedzieć, ale załamał jej się głos.
– Słodkie jak ciasteczka. – usłyszałam pomruk Xerxesa.
Prychnęłam.
– Ty musisz zawsze niszczyć chwilę. – warknęłam przez zęby, jednak z radością w głosie.
* Nie chce mi się, ok?*
W myślach odliczałam sekundy. Zaraz budynek wybuchnie, wraz z magicznym istotami siedzącymi w środku.
– Nie masz wyrzutów sumienia? Czujesz się dobrze z tym, co robisz? – szepnął ktoś koło mojego ucha. Spojrzałam kątem oka na szarego kotołaka.
–O co ci chodzi? – odmruknęłam. Czułam na sobie nerwowy wzrok Xerxesa, siedzącego paręnaście metrów dalej.
– Przecież dobrze wiesz. – odparł równie cicho.
Czemu to cholerstwo nie wybucha?
Zmarszczyłam nos.
– Nie. Oświeć mnie, bo zielonego pojęcia nie mam, o co ci może chodzić.

< Kevin? >

sobota, 28 października 2017

Od Kevina CD Corrinne

Rozmasowałem bolące mnie miejsce otwartą dłonią... Krzepę w ręce, to ona ma, nie można zaprzeczać. Z mojego gardła wydobył się cichy śmiech. Dlaczego? Sam nie wiem. Podparłem się wolną ręką o ścianę, śledząc wzrokiem otaczający mnie pokój. Nie było jej już tu. Wyszła, zapewne kilka dobrych sekund temu. Westchnąłem cicho, zaprzestając śmiechu. Więc gdzie teraz ta panna się wybiera?
Wyciągnąłem z kieszeni telefon, który dotychczas przetrzymywany w kieszeni, wciąż ukazywał dobrze znaną mi aplikację. Jak się później okazało, mały punkcik nie dość, że się poruszał, to jeszcze był oddalony ode mnie o dobre kilkadziesiąt metrów. Otrząsnąłem się z uśmiechem na ustach, po czym w ślad ruszyłem za nią. Nie mogę jej dać znowu zniknąć na kilka lat, albo na całe swoje denne życie.
~
Zatrzymała się. Byłam na sto procent pewien, że właśnie na torach. Czy ta akcja napędziła jej myśli samobójcze? Nieuniknione. W końcu, jak miałaby spojrzeć w oczy osobie, która jest jej szefem i widzi ją praktycznie codziennie? Zgrywa silną, jak większość ludzi na tym chorym świecie. Czyżby taka wola ludzka?
Nie zatłaczając sobie głowy tymi myślami, przeszedłem dalej za nią, aż w końcu ujrzałem rzędy stalowych i drewnianych belek, równo poukładanych na skalnym podłożu. Na środku jednej z nich siedziała ona. Podkulając nogi pod brodę, wpatrzona w dal, zapewne szukając tych dwóch znaczących światełek. Nie skradałem się, powolnym krokiem zbliżyłem się, po czym przysiadłem tuż obok.
- Czego? - warknęła, nawet nie odwracając wzroku w moją stronę.
Westchnąłem cicho, zastanawiając się, jak dobrze dobrać słowa. W tym momencie musiałem chyba po raz pierwszy w życiu zachować szczerą powagę. Będzie ciężko, lecz... Ught, cholera, czy to stres?
- Pamiętasz jak kilka lat temu, największym priorytetem była dla ciebie ochrona Flurry? - powiedziałem wystarczająco głośno, aby to do niej dotarło i wystarczająco cicho, żeby zachować tajemniczy ton. - Już wtedy wiedziałem, że w końcu coś dla niej poświęcisz... A w tym wypadku była to twoja wolność... - mój śmiech w tym momencie, zamienił się w cichy wdech. - Byłaś wierna swemu postanowieniu, lecz jak później się okazało... Przez to, osoba, którą kochasz straciła swoją najlepszą przyjaciółkę. Cały czas w jej oczach widzę wyraźny ból, jestem pewien, że nie było jednego dnia, w którym nie myślała o tobie... Wieczoru, podczas którego błagała Boga o twój powrót... - dodałem, spuszczając wzrok na jej drobną postać. Potrafiłem wyczuć jej szybsze bicie serca... - Z resztą... Tak samo jak ja... - wyznałem w końcu, nieco odwracając wzrok w bok. - Brakowało mi ciebie... - wyszeptałem, już praktycznie niesłyszalnie, gdy w końcu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Dostrzegłem pierwsze łzy.
Światła pociągu. Można powiedzieć, że je zignorowałem. Przytuliłem dziewczynę do siebie, tak czule, jak na tą chwilę było mnie stać. Nie skłamałem. Po raz... Trzeci? Nie ważne. Potok jej łez w krótkim czasie odbił się na mojej koszuli, delikatnie się uśmiechnąłem.
Pociąg był coraz bliżej. Zatracona w tej chwili Corr, najwidoczniej już zupełnie nie kontaktowała z otaczającym ją światem. Praktycznie w ostatnim momencie pozwoliłem naszych ciałom przeturlać się kilka metrów dalej, do bezpiecznego miejsca. Dziewczyna w tym momencie była pode mną.
- Wróćmy do domu, dobrze? - szepnąłem, kąciki ust mając dalej uniesione.

<Corri?>

piątek, 27 października 2017

Od Corrinne cd Kevin

– Zabawianie w ten sposób nie należy do zakresu moich obowiązków. – warknęłam do Olce.
– A chcesz by twój dług się powiększył?
Zawiesiłam się z pół otwartą buzią. Zapewne wyglądałam jak ryba. Żmija. Cholerna żmija. Pokazałam jej ukradkiem bardzo przyjazny gest i ruszyłam do tego chorego pokoju. Co za stary zboczeniec tam czeka? Otworzyłam drzwi piątki. Pusto? Parę kroków dalej i drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Odwróciłam się gwałtownie. Moje serce waliło jak oszalałe.
Białe włosy, czerwone oko? O ty śmieciu...
– Tak z ciekawości. Ile bierzesz za prywatny taniec? Niezły popis dałaś na scenie...
Z jednej strony- chciałam cisnąć w niego przypadkowym przedmiotem, z drugiej- odetchnąć z ulgą.
– Tyle ile zapłacą. – mruknęłam. Nie znamy się. Nie. Znamy. Się. – A tak na poważnie, to prywatne pokazy nie należą do moich obowiązków.
– To co do nich należy? – wypalił.
– Sugerujesz coś? – warknęłam przez zęby.
Nie odpowiedział. Cham. Ale choć trwała cisza, wiedziałam, co myśli. Podeszłam przywaliłam mu z pięści w i tak już krzywy ryj. [sorry Vanuś Cx] Potem  tylko obróciłam się na pięcie i wyszłam, zostawiając go.
Będę mieć problemu - skomentowałam w myślach, przebierając się w normalne ciuchy.
***
Dwie, srebrne linie ciągnące się po horyzont. Wokół ciemno, czasem jedynie światło jakiegoś samochodu śmignie obok, oświetlając delikatnie moją drobną postać.
Oczekująco wypatrywałam tych dwóch świateł przybliżających się, które gnały tak, by pomóc boleśnie pożegnać się z tym materialnym światem.  Czy jestem jedną z tych osób, którym ta decyzja nawet pasuje? Chyba tak.  Podkurczyłam kolana pod brodę i objęłam je ramionami. Trzeba było najpierw sprawdzić rozkład... A wiem, że jeżdżą tędy pociągi.  Dużo pociągów.
   Chrzęst kamieni, połączony z krokami.
– Czego? – mruknęłam, gdy Xerxes usiadł obok.

< Xer? C: >

Mia Land of Grafic